<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215</id><updated>2012-03-04T01:06:20.424+01:00</updated><category term='ulica'/><category term='dwudziestokilkulatek'/><category term='Gombrowicz'/><category term='słowo'/><category term='kawa'/><category term='s3'/><category term='klasyczna'/><category term='podróż'/><category term='Joyce'/><category term='strach'/><category term='Lem'/><category term='egzaltacja'/><category term='Afryka'/><category term='sny'/><category term='maggie'/><category term='mistrz'/><category term='Ulisses'/><category term='maki'/><category term='Bóg'/><category term='deszcz'/><category term='knajpa'/><category term='rower'/><category term='kabaret'/><category term='ała'/><category term='filmy'/><category term='byzydura'/><category term='autobus'/><category term='światy'/><category term='Tyrmand'/><category term='żółwie'/><category term='panika'/><category term='mosty'/><category term='muzyka'/><category term='przyjaźń'/><category term='Hesse'/><category term='Kapuściński'/><category term='taniec'/><category term='kombinat'/><category term='róże'/><category term='metro'/><category term='Tryp'/><category term='apokalipsa'/><category term='nastolatek'/><category term='mkl'/><category term='światło'/><category term='portret'/><category term='dynie'/><category term='lampa'/><category term='smoki'/><category term='gry'/><category term='dzieci'/><category term='nauka'/><category term='przestrzeń'/><category term='dzieciństwo'/><category term='spotkania'/><category term='off'/><category term='prawda-o-świecie'/><category term='mogwai'/><category term='Herbert'/><category term='książki'/><category term='Pryt'/><category term='piłeczka'/><category term='lans'/><category term='koncert'/><title type='text'>publisty</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>112</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-6128570457067059237</id><published>2012-02-20T00:15:00.000+01:00</published><updated>2012-02-20T00:42:22.416+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kombinat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='panika'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egzaltacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='strach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hesse'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='róże'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tryp'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='światy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='byzydura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pryt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przestrzeń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ała'/><title type='text'>ba dum tss tss tss tss tss tss tss tss tss tss</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;b&gt;1. Reakcja! (żeby nie za daleko)*&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Nie mam pojęcia, dlaczego Kosmos Kosmos nazywa się właśnie tak, to może być cytat z czegokolwiek, a może być po prostu, a może jeszcze zostanie kiedyś cytatem. Na razie wtajemniczono mnie, że jest hipsterski, ale również wyjaśniono, że podczas mojej bytności hipsterów w okolicy nie było, więc pewnie powinienem sądzić po wystroju - kolorowych żarówkach i kosmicznych mackach. Specjalnie pytałem, czy w tym roku w ogóle jeszcze się o hipsterstwie mówi, dla mnie to nie są rzeczy oczywiste, ale podobno się mówi, więc ja też.&lt;p&gt;Do tego kosmosu^2 przyjechało &lt;b&gt;19 wiosen&lt;/b&gt;, zrobili spotkanie &lt;a href="http://kosmopolitania.blogspot.com/"&gt;Kosmopolitanii&lt;/a&gt;, czyli że nie tylko koncert, ale też jakiś panel dyskusyjny, tak to wygląda w opisie zawsze, że będą dyskutowane dzieła i idee, jako stały niebywalec wydarzeń kulturalnych miałem o tym przesadne wyobrażenie, sprowadziło się do wywiadu z PDW, przy którym nie było słychać pytań. I wtedy znów przerwa, kiepski czas, bo poszedłem sam, jak zwykle na czas, czyli jak zwykle za wcześnie, czyli czułem się kiepsko, ale o tym dalej, przewińmy do wyjścia &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Mejmhyxiyv4&amp;feature=related" title="mają w repertuarze kawałek tematyczny do poprzedniego wpisu"&gt;Street City Nomads&lt;/a&gt;, piszą, że acid electro i prosty punk, pewnie im się to zmieniło od początków działalności, na koncercie jednak przeważało pulsownie i tss, tss, mniej było kawałków jak &lt;i&gt;Pojebane społeczeństwo&lt;/i&gt;, a więcej jak ten &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=U1Fh8wptpfk"&gt;o lesie&lt;/a&gt;. Bardzo często mam tak, że zespoły bardziej podobają mi się koncertowo niż studyjnie, to też jest taki przypadek. W każdym razie wokale wypadają fajniej w niezbyt ciemnej (bo im światła nie zgasili przez pół koncertu) piwnicy.&lt;p&gt;Wiosny wyszły na scenę późno, o jedenastej dopiero (a ja muszę ściągnąć jedenaście z linka), więc stałem tam już w bardzo rozziewanym stanie. W ogóle byłem w kiepskim stanie, na szczęście tego wieczora nie męczył mnie katar, ale zmęczyła mnie praca, jak zwykle muszę napisać, że sam siebie zmęczyłem, ale cóż - coś tak w robocie (koncertowo!) zjebałem, w pracy, czyli to pewnie znaczy, że grono zainteresowanych osób jest szerokie, do tego pewnie zorientują się wcześniej, niż ja sam - tak było. W poniedziałek dopiero zapadną jakieś wyroki. Może przesadzam, z jednej strony honest mistake, a z drugiej będę rozmawiał z szefem, przy którym nie zdystansuję się językiem obcym. No i chodzi o to, że idąc na koncert czułem się obco, czekając na koncert czułem się jeszcze gorzej, w trakcie koncertu, który w tle miał planetę z pierścieniami, poczułem się odwrotnie niż &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=XMSGt-3H2vQ"&gt;z Tobą, Tobą, i Tobą&lt;/a&gt;, mogli sobie ludzie szaleć, mogła mi jedna (nie) taka (jak bym chciał) nachalnie wchodzić w kadr (co i tak jest ubzdurane), ale ja już byłem w trybie nie dotykaj mnie, i tak nie da się. Jesteśmy kosmosami i dzielą nas kosmosy. Inne rzeczy ubzdurane. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Uf07usaXHro"&gt;&lt;i&gt;Zero kontaktu&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. Kiedy później rozmawialiśmy o tekstach, nie potrafiłem tego powtórzyć, choć niby miałem jakieś refreny znać - &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=8_jdV_FnK2c"&gt;&lt;i&gt;nareszcie sam do końca&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;.&lt;p&gt;I to się nie zmieniło od poprzedniego razu, przy premierze &lt;i&gt;Pożegnania ze światem&lt;/i&gt; Marcin mówił, że żegnają się również z dotychczasową twórczością, ale nawet jeśli &lt;b&gt;Tryp&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;11&lt;/b&gt; brzmią inaczej, albo Wiosny mniej delikatnie szarpią strunę, to wciąż &lt;span title="Gra w klasy"&gt;chodzi o wejście w czarne, oślizgłe miejsce, napisałbym cuchnące, ale mam katar, więc do mnie samego to mniej przemawia i nie jest to konkurs epitetów, i o wyjście z niego trochę innym, naprzeciw cudzym kosmosom. I starać się mniej szorstko.&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;2. Przed koncertem uratował mnie telefon&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;p&gt;Dziennik pokładowy, 17.02.2012, 20:31 - 21:40.&lt;br /&gt;- O godzinę za wcześnie kosmos kosmos.&lt;br /&gt;- Dobre są te fantazyjne kształty na ścianach - jakaś namiastka zajęcia.&lt;br /&gt;- Wcale nie siedzi mi się tu łatwiej, kiedy schodzi się coraz więcej ludzi.&lt;br /&gt;- No to super. Po pierwsze primo - skończył mi się sok. Po drugie primo - obok się jakaś para usadawia.&lt;br /&gt;- Posiedzisz - nauczysz się mieć &lt;i&gt;Angry Birds&lt;/i&gt; na telefonie. Albo chodzić na koncerty o godzinę później.&lt;br /&gt;- Ciężko na piersi - panika.&lt;br /&gt;- Zaczynam słyszeć jakieś bębny, to pewnie jeszcze chwilę, bo resztę nagłaśniali kiedy przyszedłem.&lt;br /&gt;- Uchachana ekipa z łodzi - &lt;i&gt;Widzew! Jebać Legię!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- Tłumione w ustach ziewnięcia.&lt;br /&gt;- Nie wszystkie stłumione.&lt;br /&gt;- Po wywiadzie z PDW. Kibel. Umiarkowanie czysty. Można by przeczekać?&lt;br /&gt;- Typ niesie trzy browary, chwila refleksji, czy mnie nie zawadzi, ale jednak to fachowiec.&lt;br /&gt;- Długa przerwa. Albo ja stoję w zbyt eksponowanym miejscu, dostaje sumę wszystkich minut. Chyba właśnie wszedł k.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;3. Po koncercie nie poszliśmy do Planu C&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;A zanim gdziekolwiek poszliśmy, postaliśmy trochę na zimnie i miałem okazję wytłumaczyć, dlaczego po takim koncercie czuję się lepiej niż przed, czyli mniej więcej to, co napisałem na początku. Miałem okazję uścisnąć Marcinowi dłoń, kiedy zbierali się do samochodów, zaraz mieli jechać do Łodzi. Oswoiłem się z towarzystwem, znalazłem jakieś styczne orbity do rozmowy, anarchiści snuli plany, w Planie B zapytali mnie, co sądzę o miejscu, to znów kwestia hipsterstwa, bo anarchiści hipsterscy nie są, może trochę przesadzają, bo kiedy powiedziałem mu, że ma fajną koszulkę, taką z wiosnami, to się ucieszył i mówił, że ma bandamę na szyi, żeby druga koszulka spod spodu nie wystawała, choć okej, na co dzień też ją nosi. Odpowiedziałem, że ciężko mi się wypowiadać o miejscu, w którym spędziłem raptem dziesięć minut, fakt, pierwsze wrażenie było fatalne, ale wcale nie przez mniej anarchistycznych ludzi ubranych ładniej niż ja, tylko przez ten sufit nad schodami, który sprawiał wrażenie atakujące nawet kogoś mojego nieokazałego wzrostu.&lt;p&gt;Porozmawiałem z filmoznawczynią, nie wiadomo skąd wziął mi się w tej rozmowie Hesse (bo na pewno nie padło tam dosłownie &lt;i&gt;tylko dla obłąkanych&lt;/i&gt;, co innego mi się skojarzyło), do tego obiecałem obejrzeć reżyserską wersję &lt;i&gt;Blade Runnera&lt;/i&gt;, i uciekłem po trzeciej dopiero, głównie przez wzgląd na sobotnią misję, chyba też mogę napisać, że kosmiczną, bo wpuszczałem dzieciaki do CNK. &lt;p&gt;Dla równowagi od tej całej kultury całe sobotnie popołudnie spędziłem oglądając hollywoodzkich &lt;i&gt;X-Menów&lt;/i&gt;, cztery filmy, tylko Wolverine'a nie udało się nigdzie dorwać.&lt;p&gt;*Na wypadek &lt;a href="http://independent.pl/n/12641"&gt;cytowania&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-6128570457067059237?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/6128570457067059237/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2012/02/ba-dum-tss-tss-tss-tss-tss-tss-tss-tss.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/6128570457067059237'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/6128570457067059237'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2012/02/ba-dum-tss-tss-tss-tss-tss-tss-tss-tss.html' title='ba dum tss tss tss tss tss tss tss tss tss tss'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-3613008490388672921</id><published>2012-02-13T21:06:00.000+01:00</published><updated>2012-02-16T16:17:17.170+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='panika'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egzaltacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='strach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawda-o-świecie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='róże'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ała'/><title type='text'>Poprasówka, prawie jak stanowisko</title><content type='html'>&lt;p&gt;Staram się z dystansu patrzeć na aktualne zawirowania wokół ACTA, przecież żadna ze stron nie uznałaby mnie niewinnym, bo już w życiu sporo się naściągałem, ale oprócz tego coś tam też kupiłem, na ogół pewnie nabijając kabzę jakiemuś korpo potworowi czy czemuś takiemu. Czytam wypowiedzi, Żakowski stara się odrabiać punkty u internautów (dobrze kojarzę, że gdzieś tam stracił? ja zapomniałem, ale internet na pewno pamięta), WO jedzie Żakowskiego, a dalej to już zupełnie bez nazwisk, w sumie dobrze, bo w internecie przecież się to dzieje, ja nawet (nielegalnie!) nie mam teraz nazwiska na fejsie, choć gdzieś tam ma je zapisane na pewno. I dopiero wczoraj pomyślałem, coś chyba niewesołego to jest, co trudno będzie z poniższych notatek (nie zobaczycie ich) złożyć w logiczną całość, tym bardziej, że, jak to w internecie, wciąż dochodzą nowe wątki, chociażby dziś tematycznym &lt;a href="http://pokazywarka.pl/pm1pgl/" title="My, dzieci Sieci"&gt;manifestem&lt;/a&gt; dzieli się Czerski, uwzględniony w planie i bez tego, a teraz muszę przez niego zapobiegawczo powiedzieć, że wydawało mi się, że &lt;i&gt;kolejne generacje nic istniały tylko na papierze&lt;/i&gt; już wczoraj. W końcu miałem się tym pochwalić.&lt;p&gt;Planowe notki blogowe, tfu, to chyba te najgorsze.&lt;p&gt;Zacznijmy od fejsa, na którym dla odmiany od kolejnych demotywatorów i kwejków, prawdziwą furorę robił ostatnio pudelek. Też ważna strona, kiedy prawie cztery i pół roku temu zaczynaliśmy pracę, była w zespole osoba odpowiedzialna za pudelkową prasówkę, oraz osoba, która przechwytywała wszystkie informacje o Kim z rodziny, do pewnego momentu, prawniczej. Ów pudel również &lt;a href="http://www.pudelek.pl/artykul/38176/acta_czyli_jak_celebryci_stracili_kontakt_z_rzeczywistoscia/"&gt;zajął stanowisko&lt;/a&gt;, wyszło mu to lepiej niż choćby Palikotowi, &lt;i&gt;wiecie, że ja normalnie z pudelka nie wrzucam, ale teraz wrzucę&lt;/i&gt;, a kiedy teksty z pudla namiętnie zaczyna przeklejać intelektualna przyszłość narodu, po równo studenci kulturoznawstwa, języków i politechnik, to sygnał jest jasny - &lt;i&gt;coś się dzieje&lt;/i&gt;. Kij w mrowisko włożył w tekście &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75968,11125948,Z_Pudelkiem_na_barykady.html"&gt;&lt;i&gt;Z Pudelkiem na barykady&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; Paweł Wroński, pudel &lt;a href="http://www.pudelek.pl/artykul/38212/gazeta_wyborcza_wysmiewa_nasz_tekst_o_acta/"&gt;nie pozostał dłużny&lt;/a&gt;, a dalej to już &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75968,11131197,Mniej_kompleksow_Pudelku.html"&gt;spirala nienawiści&lt;/a&gt; - kto ma z kim powiązania, kto zarabia na plikach, wasza spółka straci, blablablabla. Nie doczekałem się niestety kolejnego komentarza pudla, a szkoda, to chyba Varga domagał się w jakimś niedawnym felietonie polemik, tu miałem istne &lt;i&gt;Celebrity Deathmach&lt;/i&gt;.&lt;p&gt;Również na fejsie toczyła się krótka dyskusja o komentarzach pod serwisami GW, tam akurat chodziło o oskarowe nominacje i powszechny antysemityzm, zamiast wypowiedzi o filmie, ale mnie wydawało się, że to ogólna przypadłość serwisów portalowych. Po komentarze na poziomie chodzi się na strony i fora tematyczne, te na onecie czy pod serwisami agory odpala się dla beki (a może jest taka strona na fejsie?). Tym bardziej zaskoczyły mnie komentarze pod wspomnianą wyżej wojną - z których większość jest po prostu uczciwym komentarzem, bez wycieczek osobistych, ludzie tłumaczą, przyklaskują pudlowi, bo przecież tak właśnie jest - większość pieniędzy na kulturę nie ma. Oczywiście pojawiają się też hasła ogólnie pozostające w cieniu złodziejstwa - patenty, tańsze zamienniki i leki, albo niejawne ustalenia - ale przecież nie o tym pisał pudel i nie o to toczy się spór. Spór toczy się o to, co od dekady powtarzają różni ludzie, ale do tej pory dyskusje się rozładowywały. Nie pamiętam tej o &lt;i&gt;Generacji Nic&lt;/i&gt; Wandachowicza, chyba zaczynałem wtedy liceum, brak zainteresowania światem, nie wiedziałem, że coś się dzieje. Żulczyk wspominał o pokoleniu 1200 brutto (patrzyłem na wskaźniki inflacji, dziś to powinno być 1400), kiedy już liceum kończyłem, też to przegapiłem, czyli bardzo słusznie z dziennikarskich zapędów nic nie wyszło.&lt;p&gt;Ostatnio zapamiętałem hiszpańskie &lt;i&gt;indignados&lt;/i&gt;, czytałem o umowach śmieciowych, chwilowo mnie to nie dotyczy, ale boję się. To nie jest oczywiste, jak bardzo się boję, trzeba zajrzeć we wspominane ostatnio tabelki w excelu, które przypominają, że nie chcemy się wpierdolić w kredyt na całe życie. Kosztem kultury przede wszystkim pewnie. Od lat nie słucham Głaza, że powinienem się trochę bardziej i trochę częściej bawić. Zgodziłem się być zakładnikiem tych tabelek - w końcu mam ten fart, może nie aż taki, jak Smoczy i Bazyl z mieszkaniami, ale jednak jest szansa, że nie zawsze tak będę, może ledwie przez pół życia.&lt;p&gt;Jeśli cokolwiek może mi się w tych sprawach podobać, to daty, znowu luty i znowu spada na głowę &lt;a href="http://publisty.blogspot.com/2011/02/en-i-e-er-o-zet-u-em-i-e-em-bez.html"&gt;&lt;b&gt;nierozumiem&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;. &lt;p&gt;O tych pokoleniach, które Czerski usiłował liczyć - ja byłem wtedy na Jana Pawła II, kiedy palili tysiące zniczy, Wielki Elektronik nas wyciągnął. Ale nikt z nas nie szukał pojednań, nikt nie mówił o pojednaniach, może nie wiedzieliśmy, że są jakieś pojednania, w końcu ja się nie interesowałem światem, nikt z nas na to nie wpadł. Wręcz najwięcej dowiedziałem się o nich właśnie z książki Czerskiego, ale to już było rok później. Zanotowałem wczoraj - media same to wymyślały. Chciały widzieć coś, czego nie było. A teraz znów widać, może nawet bardziej, skoro &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&amp;v=NwApiQ-cAT0"&gt;skacze spora część Europy&lt;/a&gt;. Fantastyczny tłum, mógłbym być częścią takiego tłumu. Kiedy Cytat z Cyganem mówią o meczach, to bardzo ważna jest oprawa. Wspólna sprawa. Wiesz, że lubię &lt;b&gt;Róże Europy&lt;/b&gt;, nawet znalazłem się kiedyś w niezręcznej sytuacji z PDW, to chyba jedyna sytuacja z PDW, proponował wódkę w temacie, przecież ja nie piję, trochę boję się, że może mnie pamiętać. Właśnie u nich to czułem, właśnie to mi się podobało, że tam wszędzie jesteśmy my, mamy dla was kamienie, jesteśmy rock'n'rollowcami, &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=XMSGt-3H2vQ"&gt;&lt;i&gt;jestem pewien, że Ty i Ty, i Ty&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;.&lt;p&gt;Tylko wiecie, boję się. To w ogóle nie jest głębokie, mam to pod samą skórą. Może dlatego trzymam dystans. Nie wierzę Wam. Nie ufam. Podobają mi się te teksty o tworzeniu nowego, no bo tak jest, internet wywrócił świat, dlaczego godzić się na okopywanie biznesowych modeli. Pewnie dzisiaj kupię płytę &lt;a href="http://oficynabiedota.8merch.com/11_gettokosmos_mp3_at_320-id227"&gt;&lt;i&gt;Gettokosmos&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, pewnie nawet za trochę więcej niż wołane prosto do artystów pięć złotych. Ale nie mogę odpędzić tej myśli, że wyszliśmy na ulice, czego nie zrobiła Generacja Nic, ani inne pokolenia, o których nie przeczytałem, wcale nie za wolność naszą i waszą. Mam wrażenie, że wyszliśmy, bo zabierają nam igrzyska. To jedno, co pokolenie tysiąc dwieście brutto miało poza chlebem - megaupload i seriale, wszystkie te fantastyczne, naprawdę fantastyczne amerykańskie seriale, przy których zapomina się, jak trudno się realizować, jak trudno wierzyć w marzenia, kiedy tysiąc dwieście brutto i mieszkania budowane wcale nie tańsze - po prostu coraz mniejsze. O wiele bardziej podoba mi się manifest Czerskiego, ale jednak mam wrażenie, że wyszliśmy na ulice głównie dlatego, że w konsekwencji mogą nas odpiąć od Matrixa. Nie lubię tego.&lt;p&gt;Tak, nie mogę się zdecydować, czy wyszliście, czy wyszliśmy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-3613008490388672921?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/3613008490388672921/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2012/02/poprasowka-prawie-jak-stanowisko.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/3613008490388672921'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/3613008490388672921'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2012/02/poprasowka-prawie-jak-stanowisko.html' title='Poprasówka, prawie jak stanowisko'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-1882002708443896095</id><published>2012-02-09T22:00:00.000+01:00</published><updated>2012-02-09T22:00:13.509+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='piłeczka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kombinat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania'/><title type='text'>Echo cyklu zebraniowego - mój bohater Puyol</title><content type='html'>&lt;p&gt;Najlepsza rzecz, jaką spotyka się na firmowych zebraniach, to ptasie mleczko. Wcześniej bywała całkiem niezła czekolada, ale nie mogłem o tym napisać, bo zebrania odbywały się nowym trybem i autentycznie nie miałem czasu na notatki. Naprawdę - ciężko mieć czas na notatki, jeśli zebranie rozpoczynam ja i wychodzę, kiedy skończę mówić. Dziś stary tryb powrócił, tryb w którym się siedzi tam przez dwie godziny, ale na szczęście częstotliwość będzie miał miesięczną, za tydzień znów ledwie chwila. Przyjmijmy, że blog korzysta na tych dłuższych zebraniach, kiedy muszę jakoś odpędzać nudę.&lt;p&gt;We wtorek odwiedzałem Smorkę i Katastrofę, już jakiś czas mieszkają razem, tak, to znak czasu, choć bardziej do myślenia dał mi ostatnio telefon od ciotki, która zapraszała na rodzinną osiemnastkę kuzyna. Jak to? Kiedy się ostatnio widzieliśmy, wprawdzie odstawał już mocno od ziemi, ale jednak wciąż był z niego dzieciak. Niespodzianka. To oczywiście przez pracę, w której może i wiele się dzieje, ale narzuca życiu bardzo jednostajny rytm. Cztery i pół roku, dni urlopowych w sam raz na podróż dookoła świata, taką staromodną. Albo wezmę duży procent do września, albo zaczną się przedawniać, nie chcemy tego przecież, no i świat można okrążyć teraz sporo szybciej niż kiedyś. A S&amp;K chcą iść ze mną na polsko-ukraiński koncert czternastego, więc może dotrę. No ale.&lt;p&gt;Ja mam problem nawet z bliskimi podróżami, nie dotarłem w piątek na MKL, bolała mnie głowa, jakaś kumulacja na koniec spokojnego pod tym względem tygodnia, nie pomogła czekolada od Protestanki, nie pomogło półtorej godziny drzemki. Na jesieni dentysta zalecał pozbycie się ósemek, oczywiście chirurgiczne zabiegi w jamie ustnej to nie jest mój ulubiony sposób spędzania czasu, więc zwlekam, pomimo nerwowych nacisków i takich tam. Pamiętam polonistę z ostatniej klasy liceum, profesor Dudziak, ogromna rezerwa do wszystkiego, ale któregoś dnia wszedł do sali i na wstępie warknął, żeby struny nawet szarpać nie próbować, bo ósemki.&lt;p&gt;Sam warczę przede wszystkim w pracy, wiadomo, wspominałem, że mam życie-pracę, na szczęście powarkiwanie, często okraszone mało wyrafinowanymi wulgaryzmami, powiązane jest ze spotkaniami z przerw obiadowych. Te spotkania też już są niemal obowiązkowe, tak ze trzy miesiące temu warczałem na pewno trochę mniej, wtedy graliśmy w &lt;i&gt;Mortal Kombat&lt;/i&gt;, jugglowałem za trzydzieści procent obrażeń, nie było źle. Niestety, krwawy turniej poszedł w odstawkę, kiedy w biurze pojawiła się &lt;i&gt;FIFA12&lt;/i&gt;, a sporty drużynowe to nigdy nie była moja para kaloszy, ja z tych ostatnich wybieranych do drużyny. Więc pomimo nauczenia się triku z obrotem wokół własnej osi na piłce w biegu (a to znaczy, że kiwam się w grze wielokrotnie lepiej niż w rzeczywistości), który nawet ze trzy razy skutecznie zastosowałem, przegrywam sromotnie, jeśli nie jestem w drużynie z Motorem. Tym niemniej z niepokojem spoglądam teraz na zegar, zebranie jest na kursie kolizyjnym z meczem. Nawet z trzema.&lt;p&gt;Na pewno częściej wygrywałbym, gdyby dać mi jedenastkę złożoną z samych Puyoli, ten chłopak ratuje mi każdą sytuację, która w ogóle jest do wyratowania, raz nawet strzelił bramkę. Sam nie rozumiem tych taktyk, krycia, obrony, zabranie komukolwiek piłki jest ponad moje siły, więc zostawiam te zadania drużynie. Atak jest łatwiejszy (co nie znaczy, że łatwy), trzeba podawać tam, gdzie po drodze nie stoi żaden Brazylijczyk. Swoją drogą - przeklęty Pato. Cytat nimi gra, bo mają najwięcej gwiazdek, on się umie kiwać, a ja wciąż nie wyciągnąłem żadnych wniosków z tego, że nigdy nie zrobił triku z obrotem na piłce.&lt;p&gt;***&lt;p&gt;Raczej słabo się zgrywam z Cytatem, ostatni mecz 1:5 bodaj. Przeklęci Cygan z Motorem.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-1882002708443896095?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/1882002708443896095/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2012/02/echo-cyklu-zebraniowego-moj-bohater.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/1882002708443896095'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/1882002708443896095'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2012/02/echo-cyklu-zebraniowego-moj-bohater.html' title='Echo cyklu zebraniowego - mój bohater Puyol'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-3684433019835757890</id><published>2012-02-07T01:02:00.000+01:00</published><updated>2012-02-07T09:06:07.274+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='smoki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='apokalipsa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='maggie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kombinat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pryt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lem'/><title type='text'>jesionowe paranoje moje</title><content type='html'>&lt;p&gt;Okłamałem Was ostatnio, bo &lt;i&gt;Skyrim&lt;/i&gt; (a.k.a. &lt;i&gt;The Elder Scrolls V Skyrim&lt;/i&gt;, w &lt;i&gt;Neo Plus&lt;/i&gt; mieli kiedyś taką zasadę, że im dłuższy tytuł, tym gra kiepściejsza) oficjalnie wyszło jedenastego, ale wiadomo, że u nas jedenasty to święto, więc dystrybucja cichaczem podsyłała na dzień wcześniej. Moje szczęście, że specjalnie na tę okazję kupiłem PlayStation 3, bo nie musiałem czekać do oficjalnego systemowego pozwolenia, jak na PC, tylko od razu po pracy mogłem grać - dziesiątego czyli. W pracy, przecież nie mam w domu telewizora. Tak, spędziłem tamten weekend w biurze, tak, nie tylko tamten. Nie poszedłem na koncert Kobiet, będę pamiętał tę datę, koncertu na którym nie byłem, przeciwnie do tego sprzed spłonięcia filozoficznej, który przekonał mnie do sprawy. Myślę, że gdybym urodził się Chińczykiem, miałbym szansę umrzeć w gamingowej kafejce - byłbym tym jednym z trzech na pewnie już blisko półtora miliarda, o którym napiszą w mediach.&lt;p&gt;Może ktoś jeszcze pamięta Młota, on to czasem czyta, to pozdrowię i pochwalę go, że mniej więcej na dwa tygodnie przed premierą wkręcił się w temat, dzięki czemu udręka oczekiwania była nieco lżejszą i miałem z kim dyskutować dobór perków, które do internetu przepisywali zachodni bywalcy tematycznych wystaw. Specjalnie zamówiliśmy w tym samym sklepie, żeby razem odebrać, godziny mijały, to wcale nie było jeszcze pewne, że będzie, a co jeśli nie, jeśli wszyscy już będą grać, a nam przyślą w poniedziałek? Na dwie godziny przed zamknięciem punktu odbioru, po kilku telefonach, zostawiałem Młota, kierując się do innego sklepu, straciłem wiarę i choć jednocześnie serce mi się darło, bo mieli tylko jedną kopię, to silniejszą była ta myśl, która często pojawia się w dyskusji o umowie kontrpodróbkowej: nie mogę czekać trzech dni, kiedy wszyscy już będą grali! Tak działamy w globalnym świecie, ja akurat w przypadku tej serii. Ale skończyło się happy endem, bo kiedy wysiadałem już do drugiego sklepu, przyszedł sms o możliwości odbioru, od razu dzwonił Młot, to jednak spotykamy się na miejscu.&lt;p&gt;Wsiadłem w metro powrotne i nawet zapomniałem o miłości, naprawdę, albo nie, ale jednak uparłem się zapomnieć, bo tak naprzeciw po prawej siedziała taka właśnie, jakich cały świat ma może kilka tysięcy, skoro w jednej Warszawie trafiłem trzy, a jedna nawet znów się ostatnio przyśniła, znów nic nie mówiła, chyba robiła imprezę, na której byli sami faceci, starałem się zgrywać rozluźnionego, kursowałem od niej do równie niemego towarzystwa, a ostatecznie jakaś zupełnie inna, nagła, kazała mi zaglądać w swój dekolt. Ta we śnie o już nie samych facetach i królowej, nie ta z metra, nic Wam o niej nie powiem, pewnie miała jakieś jesienne kozaki na niezbyt wysokim obcasie i blu jeansy, w szczegóły fizis uparłem się przecież nie wgłębiać. &lt;i&gt;Słuchaj, to zabrzmi głupio, ale kocham cię od pierwszego wejrzenia, spoko jeśli ty mnie nie, bo ja bede grau w gre przez kilka miesięcy teraz, możesz się do mnie przyzwyczaić przez ten czas, oczywiście jeśli zgodzisz się spędzać ze mną weekendy w pracy, inaczej może być ciężko. Ale mamy fajny telewizor, piszesz się?&lt;/i&gt;&lt;br/&gt;Jak fajosko wygląda kawał tekstu kursywą, może by się pisała, choć pewnie nie pozwoliłaby podróżować z Lidką. A przeglądarki różnie renderują tekst, może tylko u mnie tak. Tymczasem - niemalże leciałem do tego Sferisa, od Wierzbna do Sferisa na Dobrej jest kawałek, pewnie powinienem był wysiąść na Racławickiej, pewnie nie mogłem, skoro uciekałem przed powyższym scenariuszem. Ale i tak czekałem na Młota, bo jednak byłem pod sklepem pierwszy.&lt;p&gt;Więc największym rozczarowaniem nie jest ta z tych onych, które wyłączają mózgi, ani nie aż takim rozczarowaniem jest gra, ani nawet przegapiony koncert Kobiet nie jest rozczarowaniem, choć z siwobrodej (hahaha, kto łapie dowcip?) perspektywy czasu wiem, że jeśli już, to trzeba ją było przekonywać do siebie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=KwRTKJ2xXTk&amp;feature=youtu.be" title="głosujemy na liście trójki!"&gt;&lt;i&gt;Radiowozami&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. Największym rozczarowaniem w sprawie &lt;i&gt;Skyrima&lt;/i&gt; jestem ja sam, który zobowiązałem się wesprzeć redakcję tematycznego serwisu, ale po dwóch czy trzech pierwszych tekstach przestałem się wyrabiać w życiu z czymkolwiek i to mniej przez wzgląd na granie w grę, bardziej przez sześćdziesiąt nadgodzin w styczniu, trochę mniej w grudniu, ale z workshopami pracowymi i w ogóle. I uwalam kolejne &lt;span title="Dwie Kalorie ukuł termin - dedlainialia, dzień (częściej noc) ku czci demona dedlaina, to święto ruchome obchodzone do kilkunastu razy do roku. uroczystości obejmują przede wszystkim picie olbrzymich ilości kawy i rezygnację ze snu, co ma ułatwić demonowi opętanie celebransa"&gt;terminy&lt;/span&gt;, choć zdawać by się mogło, że jak coś jest pasją, to się opracuje bez względu na wszystko. Ups. My bad, dałem ciała, ciągle jeszcze staram się pozbierać, mam nadzieję wyrobić się zanim przyjdzie jakiś mejl typu &lt;i&gt;dzięki za taką pomoc, wypierdalaj z wesołej gromadki&lt;/i&gt;, sam bym na pewno miał ochotę takiego wysłać.&lt;p&gt;To ma być pisanie terapeutyczne, że jak się przyznajesz do problemu, to problem przepada, a w każdym razie łatwiej sobie z nim poradzić. Zadziałało świetnie z tymi nadgodzinami, kiedy na początku stycznia wszystkim wokół chwaliłem się &lt;i title="a.k.a. czerwcowa premia udająca prącie"&gt;chujowym&lt;/i&gt; wykresem zeszłorocznych wpływów, że moja życiowa refleksja sprowadza się do tabelek w excelu. Które skrupulatnie wypełniam od kilku lat i jeśli ktoś życzy sobie prześledzić zmiany cen pasztetu podlaskiego, służę pomocą, choć pewnie nie odnotowałem kiedy dokładnie z półek zniknęły większe puszki. Sam sobie wbijałem szpilę, żeby się zająć czymś oprócz pracy i trochę zadziałało, przez Katastrofę zamówiłem płytę &lt;a href="http://www.ewabraun.art.pl/" title="piszę małymi literkami, bo w oficjalnych źródłach tak się sami pisali"&gt;ewy braun&lt;/a&gt;, przeczytałem dorwanego lata temu pdfa &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=NV-JXErO15A"&gt;&lt;i&gt;o myszach i ludziach&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; Steinbecka, no i jest szansa, że znów będę częściej strzykał jadem w internecie.&lt;p&gt;W końcu nic się nie zmieniło, oczywiście to jest temat na jakąś współczesną powieść (bo w niewspółczesnych się zmieniało), wciąż nie wstaję do pracy, przy czym świat mam po swojej stronie, gdybym dziś wstał, to na roście Mota Groweckiego i tak się ktoś rozkraczył, stałbym w korku jak stałem, ale pewnie bez książki, którą do autobusu zaoferował brat - &lt;i&gt;Człowiek z wysokiego zamku&lt;/i&gt; - a on wrócił do domu, kiedy mnie tam powinno dawno nie być. Wstęp o Dicku, wszędobylski LEM-komórka-KGB, w pracy widzą, mówią dobre, mówią &lt;i&gt;Blade Runner&lt;/i&gt; i empatia, opieka nad elektrycznymi owcami, która świadczy, co znów łączy, zbiega się z Prytem i jest anegdotką po raz kolejny potwierdzającą słuszność podjętych działań, klik w mózgu. On pokazał dzisiaj &lt;a href="https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-snc7/400159_160377880744918_100003181225270_226872_1544943573_n.jpg" title="ale za poprawne wyświetlanie nie ręczę"&gt;kadr&lt;/a&gt; i napisał, że nie zdał testu, ja filmu nie widziałem, ale wiedziałem od razu, co to za maszyna, czyli że mamy wszyscy mózgu zwoje zmutowane nie tylko internetem, bez internetu też.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-3684433019835757890?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/3684433019835757890/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2012/02/jesionowe-paranoje-moje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/3684433019835757890'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/3684433019835757890'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2012/02/jesionowe-paranoje-moje.html' title='jesionowe paranoje moje'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-8200287929412937307</id><published>2012-01-21T23:13:00.001+01:00</published><updated>2012-01-22T16:19:27.872+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mkl'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='smoki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kombinat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egzaltacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pryt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>!UR gonna be alone again, roboczo niewidziane filmy</title><content type='html'>&lt;p&gt;Doczekałem się, dziesiątego listopada wyszło &lt;i&gt;Skyrim&lt;/i&gt;, od tej daty rozgrzeszam się za niebycie, może trochę przed, albo w ogóle się rozgrzeszam, bo to żaden grzech nie być, żaden grzech również walić w świat skojarzeniami i dygresjami, więc choć pomyślałem, że może to bez sensu, to jednak znów wrzucę kursywą &lt;i&gt;Czy Erich Fromm wiedział jak żyć&lt;/i&gt; i nie będę szukał w internecie, czy na pewno tak. W ogóle nic ostatnio nie słuchałem, Myslo też nie, jakieś jutubki, nawet robiłem listę odtwarzania &lt;i&gt;Ewa Braun&lt;/i&gt;, ale zmienili tam layout i nie chciało mi się szukać, gdzie to teraz. Zepsuły mi się słuchawki i nie kupiłem nowych, zepsuł mi się niby to niezniszczalny iRiver T10, myślę, że wcale się nie zepsuł, tylko ten włącznik coś się na mnie obraził, już wcześniej dawał znaki, trzeba było dociskać pod kątem lekko. Chętnie bym uciekł w internet szukać remedium, bo przecież jak to, znowu się wdrażać w pisanie, na pewno się nie uda.&lt;p&gt;Wdrażać się, na takie przedstawienie sprawy brak mi słów.&lt;p&gt;Mam wprawdzie drugie słuchawki, ale one mają trzy metry kabla i są otwarte, ten kabel jest pozawijany wokół okołobiurkowych struktur w pracy, która o wiele bardziej jest ostatnio dla mnie domem niż miejsce zameldowania, więc gdzieżby tam je wynosić. I szkoda ich, wielkie i wygodne, nawet dubstep daje radę, choć charakterystyka, o której więcej kiedyś czytałem, niż sam jestem w stanie ocenić, nie jest w ogóle basowa. W pracy buczało ostatnio &lt;a href="http://soundcloud.com/twinprix"&gt;&lt;i&gt;Twin Prix&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, z dotarciem do którego mam historię, cieszę się na tę myśl, bo to jest łącznik między pół roku temu i dziś. Srsly, to ważne, naprawdę się cieszę, mam ciepło w coraz wątlejszej, korporacyjnej klatce piersiowej (guess what: znów piszę z(za) biur(k)a), cieszę się, bo mogę się przyznać, że rozważałem zamknięcie interesu i przeniesienie się pod jakiś adres w stylu pantonieja-dot-blogspot-dot-kom (&lt;i&gt;Kto z was zna takiego?&lt;/i&gt;). I nie chodzi o Was, o Ciebie, Ciebie, Ciebie, kimkolwiek jesteś (dzień okularnika, dzień okularnika), tylko o mnie, bo miałem wrażenie, że się nie udałem.&lt;p&gt;O, blogger się zmienił od mojej ostatniej bytności, kiedyś nie musiałem wstawiać znaczników do akapitów. Tak, po każdym wpisanym wciskam &lt;i&gt;Podgląd&lt;/i&gt; i podważam, rozważam. Muszę kupić marchewkę, może jutro w drodze do zameldowania.&lt;p&gt;Łącznik to znów historia o internecie, pewnie w tym czasie ładniejszą byłaby o jakiejś pipie, ale nie, chodzi o fejsa, wiecie, gdzie całe dnie spędzają ludzie i wysyłają zaproszenia do znajomości i nawet już przestałem się nad tym zastanawiać, kto z nich mnie interesuje, bo po usuwaniu znów zapraszali, powiadamiali. Nie spodziewałem się tam Marcina Pryta, to oczywiście znaczy, że wcale nie jestem internetowym wyjadaczem, bo w internecie po pierwsze nie należy się spodziewać, a już na pewno nie należy być zaskakiwanym czymkolwiek na fejsie ani podchodzić do niego nazbyt poważnie, co niby wiem, ale jednak wciąż boli mnie klikanie w przyciski interfejsu typu "Odrzuć" zaproszenie, przecież nie chcę nikogo odrzucać, mam inne plany zwyczajnie. Czyli kiedy do znajomości zaprasza mnie Marcin Pryt, to w pierwszej chwili mam wrażenie, że chodzi konkretnie o mnie, że wie o mnie, choć skąd niby, a nie o przynależność do grup 19 Wiosen i lubienie Trypa. Przetrawiłem tę nobilitację i w sugerowanych wydarzeniach doszły mi muzyczne Marcina, właśnie stąd mam &lt;i&gt;Twin Prix&lt;/i&gt;. Dzięki, Marcin, nieźle izoluje od korpoświata wokół.&lt;p&gt;A skoro pozwalamy już sobie na dygresje, to przez chwilę jednak czułem się ostatnio dinozaurem. Kiedy &lt;a href="http://25.media.tumblr.com/tumblr_lxmqjeacNA1r2xkg4o1_400.jpg"&gt;zobaczyłem oburzonego Julesa&lt;/a&gt;, zastanawiałem się, kto wyciągnął z sieciowego lamusa &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Goatse.cx"&gt;goatse&lt;/a&gt;. A to po prostu urocza piosenka, którą w czasach (&lt;i&gt;nomen omen&lt;/i&gt; ktoś nawet do mnie powiedział ostatnio) usuwania znajomości większość świetnie czuje.&lt;p&gt;Wyszedłem wczoraj z pracy, to już jest cenne, że wyszedłem, bo przestało to być w moim przypadku oczywiste, Katastrofa zapraszał na kręgle, wykręciłem się z poprzedzającego je filmu 3D, może to źle, katastrofa by była jeszcze wspanialsza. Kręgielnia w Galerii Mokotów to w ogóle nie jest moje miejsce, jest skrajnie nie moje, no i zawsze zostaje jeden kręgiel, jakże to tak. Przez większość wieczoru czułem się źle, obudziłem się pod koniec, bo zwęszyłem wyjście, szedłem wreszcie zadowolony, przez pasy po białych pasach. Mówię Katastrofie (nomen omen napisałem już dzisiaj), że słyszę &lt;i&gt;Greka Zorbę&lt;/i&gt; - Ale gdzie, gra gdzieś? Nie, po prostu słyszę. Ostatnio słyszałem go na weselu Herbacianej i Bazyla, nasze pokolenie nie zna kroków. Nie oglądałem, nie czytałem. Może nadrobię, dziś nadrobiłem &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=1ClCpfeIELw&amp;feature=youtu.be"&gt;&lt;i&gt;młodego rudego Sinatrę&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, co wzięło się z dyskutowania zjawiska filmów noir z Protestanką, w wyniku czego zgłosiłem się do Głaza po tytuły. Czy to nie jest piękne, powiedzieć Bogart, &lt;i&gt;Sokół maltański&lt;/i&gt;, a dostać &lt;i&gt;Rzymskie wakacje&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Śniadanie&lt;/i&gt;, o którym dzień wcześniej gdzie indziej pisałem: nie oglądałem*? Przecież Głaz ma Audrey na ścianie.&lt;p&gt;Dzięki za uwagę, wszyscy poszukujący dat okularników, dzięki Asterix, może to nie będzie ostatni raz, kiedy ktoś odkopuje archiwa, może będzie jeszcze więcej archiwów, tyle przede mną katastrof. Keep calm and fus ro dah, uprzedzam, pewnie będę coś pisał też o grach. Tylko nadrobię zaległości w pisaniu o grach, bo inaczej nie wypada opowiadać.&lt;p&gt;*Ale trochę wiedziałem o co chodzi, bo przecież bawiłem się w robienie &lt;a href="https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1601996421696&amp;set=a.1593443807886.83508.1589655820&amp;type=3&amp;theater"&gt;plakatów&lt;/a&gt;. &lt;a href="https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1593443807886.83508.1589655820&amp;type=3&amp;l=c07911f912"&gt;Więcej ich było, Daimos też!&lt;/a&gt; Nie pochwaliłem się tam, to przynajmniej tu się przypomnę, wszystko aktualne poza datą - trzeciego lutego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-8200287929412937307?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/8200287929412937307/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2012/01/ur-gonna-be-alone-again-roboczo.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/8200287929412937307'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/8200287929412937307'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2012/01/ur-gonna-be-alone-again-roboczo.html' title='!UR gonna be alone again, roboczo niewidziane filmy'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-874079086469469255</id><published>2011-07-06T00:04:00.004+02:00</published><updated>2011-10-10T00:23:01.889+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='byzydura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Jest już późno, piszę bzdury</title><content type='html'>Któregoś czerwcowego dnia miałem sen tak bajkowy, że Disney nie podskakuje. Oczywiście w ogóle już go nie pamiętam, trochę uciekania, przepychania się, trochę horroru też, ciemności w magazynach, skradanie się. Kiedy to mogło być, poprzedni, na pewno zanim cokolwiek pisałem, nawet niekoniecznie w tym stuleciu. A może w początkach. Że skradam się w ciemnym magazynie wśród klockowych konstrukcji, kolorowych, dziecinnych, chyba nie miałem takich klocków, ale są w każdej kreskówce czy amerykańskim filmie - kolorowe sześciany z literkami zamiast drewnianych skrzyń. Odkrywają mnie, pojawia się olbrzym i zaczyna mnie gonić, a ja żeby mnie nie sięgnął, muszę polecieć. I chwieję się w tym locie, to jest bardzo lekkie i bardzo ciężkie zarazem - uczucie bliźniacze temu, jakie wywołują niektóre kobiety. Lot koncentruje się w klatce piersiowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś wpadłem na pomysł, że chwiejność lotu w moich snach ma źródło w grze &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&amp;v=ams6RIz1zDA#t=260s"&gt;&lt;i&gt;Prehistorik 2&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, której bohaterowi zdarzało się latać na lotni. Nie mam pojęcia jak należy obchodzić się z prawdziwą, lęk wysokości nie zachęca mnie do wyszukiwania takich informacji, tą dwuwymiarową trzeba było manewrować na zmianę w górę i w dół, żeby nie spaść. Brat się niedawno nudził, uruchomił jakąś flashówkę z dżomonster, z pingwinem to nie działało już tak dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czerwcowy sen bajkowy też kończył się lotem, choć już nie tak samodzielnym. Wyobraźcie sobie powietrzny statek, taki właśnie, któremu nawet Disney nie podskoczy, nawet kosmiczna &lt;i&gt;Planeta Skarbów&lt;/i&gt; (nie wiem nic o &lt;i&gt;Wyspie&lt;/i&gt;), choć bardzo ją lubię. To cały latający kompleks, drewno, para, śmigła, mechanizmy i przekładnie, bajkowy steam punk, z wielkimi błoniastymi skrzydłami. Tam właśnie dzieje się całe ganianie, jest ktoś wielki, choć nie aż tak olbrzymi jak kiedyś, nas jest paczka i nocą skradamy się po pokładzie. Żeby nas nie złapał. Kiedy zaczyna świtać - jesteśmy na łące, jest wiosennie zielona trawa, są majestatyczne chmury, wypychamy z hangaru samolot, mniejszy, ale utrzymany w tej samej poetyce, co cały kompleks - bracia Wright i brązowe, błoniaste skrzydła, przez które przeziera słońce. Więc może to już taki późniejszy poranek. Prawdopodobnie udało nam się zdystansować wroga, rozpędzamy się spokojnie, odrywamy od trawy, lecimy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym momencie odnajduje się wróg, ciemna, kulista postać, nagle bardzo ucieszona i jak najlepiej nam życząca. Radośnie biega po całym statku i krzyczy - Lećcie! - jakby była pełnym dumy rodzicem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wierzcie albo nie, ale o tym, że rodzic może być dumny z dziecka, pierwszy raz przeczytałem we wstępniaku pierwszego numeru &lt;i&gt;Neo Plus&lt;/i&gt;, gdzie Gulash produkował się o rozstaniu z redakcją &lt;i&gt;Secret Service&lt;/i&gt; i tak mi się to zawsze kojarzy - z pisklęciem opuszczającym rodzinne gniazdo (&lt;i&gt;młody orzeł?&lt;/i&gt;). Oczywiście nie mam wątpliwości, że rodzice bywali ze mnie dumni trochę wcześniej nawet, po prostu nie widziałem. Niewiele widzę poza czubkiem własnego nosa, wciąż staram się z tym pogodzić. Przykład - to powyższe jest najważniejszym chyba, co działo się w czerwcu, skoro od tego zaczynam. Co wybrać innego, tego jeszcze nie wiem - wyjdę teraz z biura, może uda się kupić przedłużacz, może uda się napisać coś o dzisiaj, a później wrócę do wcześniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie da się niestety o zakupach napisać nic ciekawego. Akurat nie spałem w autobusie, wysiadłem do Oszołoma, może to jest jakoś nowe, bo straszliwie nie chciało mi się tam robić zakupów od sam nie wiem kiedy - i kornflejksy kupował mi brat na zlecenie, przy okazji większych zakupów. Pewnie przedłużacz też mógłby kupić i pewnie nawet kupiłby od razu dobry. Ja kupiłem zły, zorientowałem się po wstawieniu mikrofalówki na lodówkę, nawet powstrzymałem się od szpetnych przekleństw. I dobrze - znalazłem w domu inny, który pasował, zamieniłem je miejscami, wszystko gra, znaczy świeci się, rano spróbuję zrobić zapiekanki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciągle nie jeżdżę rowerem do pracy, w ogóle rowerem za bardo nie jeżdżę, da się policzyć na kciukach moje czerwcowe wypady. Raz, na początku, zajechałem do Aleksandrówki pod Mińskiem, było ognisko i wchodziłem na drzewo. I na koniec, kiedy odezwał się do mnie Ziomek, czy może nie jadę na masę. Ostatnio byłem dwa lata temu, na pewno też w okresie wakacyjnym, czasem powtarzam, że na masę krytyczną należy czasem pojechać, żeby przypomnieć sobie, dlaczego się nie lubi jeździć na masę - przestoje i tłok. Tym razem masa nie była w ogóle męcząca, więc korzyść podwójna, bo moje tegoroczne spotkania z Ziomkiem też da się policzyć na kciukach, wystarczy jedna ręka. Urwałem się chwilę wcześniej z pracy na tę okazję, wpadłem do domu po rower, a na Zamkowym zarzekałem się, że to ma być rytuał przejścia, po masie znów zaczynam jeździć rowerem do pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sami widzicie, że pogoda nie zachęca, a do tego nie widzieliście, jak straszliwie kichałem od ostatniej niedzieli czerwca. I osłabić musiała mnie właśnie masa, bo przecież nie nocne spacery z psami po Gocławiu. Skąd wywiozłem książki, to na pewno już był &lt;i&gt;rit de passage&lt;/i&gt;, bo do mnie idealnie stosuje się stwierdzenie o konieczności przeczytania tysiąca stron dla zapisania jednej. Jeśli nie czytam, to nie piszę, kropka. Zmuszajcie mnie proszę do czytania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oświecona podrzuciła mi &lt;i&gt;Kamczatkę&lt;/i&gt; (Marcelo Figueras). Głowę daję, że miałem już tę książkę w rękach, prawdopodobnie przeglądając tanie opcje na Wileńskim. Ona też kupiła taniej - za dychę, sądząc po naklejce. Mnie wtedy po prostu nie zainteresował tytuł. Jak to dobrze, że jest Oświecona! Jak ta książka jest śliczna, piękna, poruszająca i tak dalej. W Argentynie dziewczyna Supermena to nie jest amerykańska Lois, tylko Luiza. Może się tłumacz zapomniał? Podobnie Lukas przynajmniej raz jest Łukaszem. Nie czepiam się, takie wybicia z rytmu po prostu najmocniej mi uświadamiają, że totalnie pogrążyłem się w lekturze. Lukas jest od Harry'ego osiem lat starszy i dyskutuje z nim o  takich rzeczach jak wyższość postaci Batmana nad Supermanem. Co przypomina mi, jak kiedyś nie rozumiałem głoszonej przez Wujka wyższości Trójki Drombo nad Yattamanami. I warto przeczytać posłowie - które tłumaczy dodatkowo, dlaczego książka jest tak dobra. Bo nie jest o tym, o czym miała być. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hej, to co najmniej równie ważne jak sen. Dobranoc.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-874079086469469255?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/874079086469469255/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/07/jest-juz-pozno-pisze-bzdury.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/874079086469469255'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/874079086469469255'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/07/jest-juz-pozno-pisze-bzdury.html' title='Jest już późno, piszę bzdury'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-8646062730554873454</id><published>2011-06-02T10:51:00.004+02:00</published><updated>2011-06-02T18:56:33.478+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mistrz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mkl'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lampa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='maki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rower'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='deszcz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słowo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyjaźń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='byzydura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mogwai'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przestrzeń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pryt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='światło'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mosty'/><title type='text'>Capatob</title><content type='html'>Wróciłem, odpocząłem może dzień i życie mi się rozkręciło. Pomijając konieczność przestawienia się na inny czas, bo w tamtę stronę trudniej niż w tę, na wyjeździe  odpocząłem nawet bardziej. Jak można nie odpocząć, jeśli śniadanie gotowe, do pracy dwa kilometry hotelowym vanem, a na miejscu – będę delikatny, bo nie wypada inaczej – słabo przygotowane szkolenie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawie codziennie spotykam się z ludźmi, zapraszają do kin, domagają się opowieści, a ja przecież nic więcej nie mam do opowiedzenia, niż kilka akapitów niżej. Chyba że w pracy, postanowiłem lepiej przygotować szkolenie i chyba się udaje. Bardzo niespokojny okres, dużo przesiadywania w biurze, lepiej, że sporo, jak na mnie, spotykania się z ludźmi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszyscy wokół potwierdzają, jak bardzo kiepską mam fruzyrę. Potwierdzały, już trochę odrasta. Wiedziałem, wiedziałem, ale ja lubię chodzić do fryzjera jak najrzadziej. Odrastam ale i zarastam, golić też lubię się jak najrzadziej. Na tyle mnie lubią, że nie odganiają, zapraszają, szczególnie one, tak marudziły na ten brak fryzury, że ostatnio usłyszałem - No! Coraz lepiej wyglądasz!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A skoro coraz lepiej wyglądam, to może najwyższa pora, żebym coś wreszcie napisał. Mniej się siebie wstydzę. Bo te dwa pierwsze akapity powstają od miesiąca, tytuł też wpisałem pewnie dwa tygodnie temu, nie będę przekopywał społecznościowych portali dla dokładniejszych dat, po prostu opowiem coś, co dla mnie jest ładną historią. Jest to historia o mojej głowie, albo o siedzeniu przed monitorem, które, tak mi się wydaje, całkiem bywa wartościowe. Choć rower też planuję, będą trasy, będą! Sobie obiecuję od miesiąca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba bardziej będzie z głowy, niż mi się wydawało, nie pamiętam. Hej, zaznaczę sobie tagi, tfu, etykiety, a później sprawdzę, które nie weszły. Ułomny plan wypowiedzi, na ogół robię w drugą stronę jednak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc był ten koncert, o którym pisałem poprzednio, 19 wiosen. Jeszcze nie zdążyłem ukraść, jeszcze nie zdążyłem kupić, mam te stare piosenki (okej, kiedyś też ukradzione) z Lampy, ale reszta słuchana czasem na myspace, albo z filmami. Wręcz może wypadałoby wreszcie nauczyć się robić plejlisty w obu tych przybytkach, same się nie zrobią, choć w tym pierwszym rejestracja zrobiła się sama. I jest plakat, &lt;a href="http://www.digart.pl/praca/6141943/Capatob.html"&gt;o ten&lt;/a&gt;, widzicie, że tam jest napisane Capatob, a może nawet widzicie, że tam wcale nie jest napisane Capatob. Ja nie widziałem, często nie widzę, może dzięki temu czasem fajnie się zaskakuję. Oczywiście to wciąż odnajdywanie samego siebie w innych miejscach, ale załóżmy, że nie wiesz, nie umiesz czytać cyrylicy, wpiszesz hasło w wyszukiwarkę i znajdziesz &lt;a href="http://www.flickr.com/photos/leightonian/2813684126/"&gt;zdjęcie&lt;/a&gt; statku cyknięte kilka lat wcześniej - tu może być już ciężko z wyobrażaniem sobie, no ale - w dniu Twoich urodzin. No bo akurat to podlinkowane było cyknięte w dniu moich. Strasznie fajne, no i już wiem, że to &lt;a href="http://www.myspace.com/19wiosen/music/songs/19-wiosen-saratow-69544144"&gt;Saratów&lt;/a&gt;, nie tylko statek, ale i miasto Gagarina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście mogłeś być sprytniejszy i kliknąć w link pod plakatem, tam od razu jest fragment koncertu, ale wiesz, ja ten plakat najpierw widziałem gdzie indziej i jako plakat, nawet mam już powieszony za sobą w pracy. W tej pracy sporo się robi zdjęć, trochę byle jakich, ale jeśli wejdę komuś w kadr, to na ogół jestem teraz z Gagarinem. A dokładnie teraz to nawet widzę, jak odbija się w szybie przede mną (&lt;a href="http://questionablecontent.net/view.php?comic=1937" title="hmm, skąd u mnie takie słowo?"&gt;chill&lt;/a&gt;, zasadniczo jestem już po pracy, tylko wreszcie mogę i umiem coś napisać, to piszę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(To pisałem wczoraj i Głaz mnie zgarnął do wyjścia.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie dość ładne? Przecież kiedy kilka dni później Nawrocki śpiewał o Gagarinie i Łajce - poczułem się trochę jakbym miał urodziny. Ja chyba nie za bardzo lubię obchodzić urodziny, ale akurat takie bym lubił. Przepraszam, że ciągnę ten temat, to nie jest żadna próba wymuszenia, przysięgam. Świetny koncert, już nie za dychę niestety, dla Młota to jest umowny wyznacznik jakości koncertu, bo był za stówę w kongresowej na Archive z orkiestrą i nie do końca o to mu chodziło, na szczęście za dwie dychy też dawało radę. Wziąłem brata i zupełnie niespodziewanie połowę zaprzyjaźnionego mieszkania coraz mniej już studenckiego. Smoczy z dziewczętami, jedna się wkręciła w rytm, druga dostała na urodziny tę książkę Guldy, która, podobnie jak kiedyś jeden kapelusz w klubie obok, zmieniała kolory i na sklepowej półce niespodziewanie okazała się zieloną. Ile rzeczy, ile rzeczy, w sklepie byłem kilka dni później z Głazem, tradycyjny, wiosenny spacer, z zakupów nad torami, wciąż wskazuje te same osiedla, że kiedyś będzie tam mieszkał, inne rzeczy wciąż są tylko u mnie. A ekipa ściągnęła mnie przed koncertem na film, film wybrał Smoczy, już zapomniałem, że on wybiera najstraszliwsze możliwe filmy - ale może będę pamiętał, żeby upewniać się trzy razy, do którego kina idziemy, to nie będę musiał dojeżdżać na połowę. &lt;i&gt;Ksiądz 3D&lt;/i&gt;, Boże, broń!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No ale do filmów to ja w ogóle nie mam szczęścia, minął tydzień i okazało się, że Dwie Kalorie z Błyskotką idą na nowych &lt;i&gt;Piratów&lt;/i&gt;. Cóż, ja chyba nie umiem chodzić na ciekawe filmy, zawsze mam wrażenie, że to dopiero połowa, kiedy się kończy. To już piątek, w czwartek prześwietnie brzmiące Maki w Hydrozagadce, i MKL, głównie pewnie MKL, ale nie wiedzieć czemu bez szejk banana, to pewne rozczarowanie. Wygrałem u Zmywaka płytę, najwięcej mam teraz w domu płyt z Mińska, ale szykuje się też jedna z Mrozów. Nie bardzo jestem w domu, żeby posłuchać, no bo w piątek słabe kino i dobry spacer - przez deszcz, przez noc, przez pół miasta. Zaszliśmy z Centrum na Gocław (bez ekscesów, cokolwiek jest z Gocławiem nie tak, mam podejrzenia o walkach klubów). Nocne kolory miasta, kałuże na moście, pod mostem ognisko, puste drogi, lewa, prawa, przytyk, lewa, prawa, uśmiech. Wracam na Białołękę, kiedy już świta, przesypiam swój przystanek, choć pamiętam przebudzenie dwa wcześniej. Czuję się pięć lat młodszy, co nie znaczy, żebym w ostatnich miesiącach czuł się jakoś staro, po prostu żyłem mniej intensywnie. Kiedy tak ostatnio?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście to po prostu coraz wcześniej świta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kolejnym tygodniu potańcówka u dziewcząt, nikt nie kazał tańczyć, w ogóle nikt nie tańczył - pół nocy graliśmy w kalambury. Nigdy nie byłem w tym klubie, ale udało mi się pokazać sen pszczoły cośtam, cośtam. I tak źle go na kartce zapisano, miał mniej słów niż na stronie. Melina w centrum z materacem, dziesięć minut do soboty pracującej, a wieczorem gra w &lt;i&gt;Tekkena&lt;/i&gt; u Smoczego. Jeśli już koniecznie trzeba w coś grać, to warto czasem obić sobie ryje na konsoli, a nie tylko tłuc w nieszczęsnego &lt;i&gt;Morrowinda&lt;/i&gt; (etykieta "gry" odhaczona!).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, bonus. Jedzcie śniadania. W domu, przed czymkolwiek, pracą, szkołą. Pewnie właśnie kraczę, ale od kiedy Smoczy urządził mi przedterminowe urodziny (widzicie, mam już odhaczone, nic nie musicie) i tym samym wymusił jedzenie śniadań, nie pamiętam, żeby bolała mnie głowa. A na pewno i tu na to marudziłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem skąd się wzięło Mogwai, Gulda ich wspominał w linkowanym na fejsie artykule, może chodzi o to, że powinienem ich uwzględnić w planie wakacyjnym? Zgubiona myśl. Jest też Pryt - a może PrYt, bo zawiaduje chyba trochę trypowym profilem na fejsie i podpisuje się tak, jak jest na zdjęciu - jako Y. Check. Chyba wszystko. Jak nie wiecie, co się czego tyczy, pytajcie, może odpowiem, a może wyjdzie, że sam się w tych etykietach pogubiłem i połowy wciąż brak. A najlepiej nie przejmujcie się etykietami, to nie był najlepszy plan.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-8646062730554873454?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/8646062730554873454/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/06/capatob.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/8646062730554873454'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/8646062730554873454'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/06/capatob.html' title='Capatob'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-5553125574018095457</id><published>2011-05-03T04:36:00.001+02:00</published><updated>2011-05-03T07:39:42.451+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kombinat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sny'/><title type='text'>Biały barbarzyńca w Korei (podróbka)</title><content type='html'>Zorganizowano mi wyjazd szkoleniowy, ma się już ku końcowi, rzeczy śmieszne i mniej śmieszne na miejscu, np. okazało się, że służbowego laptopa nie mogę przez ten czas wynieść z biura, czyli odpocząłem od internetu. Naprawdę wolałbym go móc wynieść, bo ja nigdy nie byłem typem turysty, zresztą po kilkunastu godzinach niekoniecznie ma się ochotę. Rozważałem wypad do Seulu w niedzielę, ale jednak fajniej było spać do piętnastej. Piętnasta tutaj to jest ósma w Polsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale przecież, że coś napiszę. O tym, że wciąż gubię się na lotniskach, zawsze jestem za wcześnie, nie czaję o co chodzi z odprawami, naoglądałem się w telewizji, że się ludzie spóźniają, albo zapominają czegoś, zawsze jakiś problem na lotnisku. Zresztą, poprzednio, w grudniu 2008, leciałem do Indii, to nie przelewki taki lot, ciężko chyba szukać alternatywnych połączeń na drugą stronę świata. Co innego po Europie - wczoraj przy kolacji rozmawialiśmy z typem, który sporo czasu spędza na Florydzie, opowiadał o ewakuacjach na okoliczność huraganów i tornad, o częstych burzach. My na to, że w Europie nie trzeba kataklizmu w kraju, żeby był kataklizm, starczy wspomnieć łamiący języki wulkan. Zaśmiał się, tak, mieliśmy wtedy w Paryżu jednego człowieka, trzy dni urlopu na koszt firmy, zazdrocha. Też mieliśmy wtedy ludzi rozstawionych po Europie, pchali się do pociągów po prostu. Do Indii czy Korei tak się nie da - chyba że jesteś Hugo-Bader i jeszcze możesz sobie pozwolić na miesiąc czy dwa w kolei Trans Syberyjskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tym, że pierwszy samolot był strasznie kiepski, nawet kanapek nie dali. I o bloku, w którym mieszkam w Polsce, że jest z niego taka żarówa, że już wiem, gdzie uderzy pierwsza bomba obcych, gdyby mieli ochotę kiedyś przeprowadzić inwazję. I że w Helsinkach, wbrew zapowiedziom, wcale nie z każdego kąta wyglądają Muminki. O bólu głowy w drugim samolocie, dzięki któremu właściwie przespałem lot - to moja zwyczajowa taktyka, podobno zyskałem na tym, bo ogólnie słabo się w samolotach śpi. A jak już usnąłem, to miałem taki sen (od razu zapisałem):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Lot dłużył się głównie przez bolącą głowę, do tego jakiś dziad tłukł się na krześle za mną, kłócił namiętnie, płakały dzieci - jak to w słoniowym samolocie. Przysnąłem, Papcio ostrzegał przed niewygodą foteli, ale ja, mając wybór: siedzieć z bólem głowy albo obudzić się z bólem karku - wybrałem jednak to drugie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy się przebudziłem, rzeczywistość wykręciła się już znacznie, wlecieliśmy w zupełną noc, pokazują to zawsze na monitorach. Może nawet przelecieliśmy nad Chińskim Murem, a że Chiny są wielkie, to mają środki, żeby budować samolotowe autostrady. Wyjrzałem za okno i faktycznie, samolot jechał po ciemnym asfalcie, droga uciekała pod skrzydłem jak w Lost Highway. To oszczędność paliwa, bardziej opłacało się wybudować drogę, niż latać. I ta droga jest już aż do Korei, więc patrzę, jak to będzie wyglądać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z ciemności wyłonił się wieżowiec - fosforyzujący szklany dom, bardziej zielony niż niebieski. W połowie wysokości miał wielkie niebieskie logo - Samsung. A więc to już prawie na miejscu! Jedziemy dalej, a budynków robi się coraz więcej, stoją po dwa, po trzy, każdy z tych samych materiałów, podobnej wysokości i z logiem po środku. Wyskakują z ciemności jak upiory. Kiedy przejeżdżamy pomiędzy dwoma, mam wrażenie, że to kopia wież WTC. Myśl wypowiada towarzyszący mi Głaz - Ale nie podobają mi się, jedna wyglądała jak Wieża Eiffla. Ale w sumie dobrze, żeś znów wśród żywych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie każdy budynek może przypominać inny, z filmowych panoram Nowego Jorku, albo z komiksów ze Spider-manem, który często rozmawiał z gargulcami. Głaz zauważa celnie - Upierdolili wszystkie te aniołki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obudziłem się, bo dotarło do mnie, że nie z Głazem zaczynałem tę podróż.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Tysiące metrów w dół Chiny, ale już niewiele ich zostało. Śniadanie nad morzem, obniżanie lotu, widać wyspy, miasta, domy, platformy i statki. Po wyjściu z samolotu w miejsce odbioru bagażu jedzie się metrem. Autobus, który zawiezie nas do hotelu co godzinę, musimy poczekać. Dopiero z jego okna widzę, że jestem daleko, że ziemia kształtowała się tu inaczej - pofalowana, pełno wzniesień, część wygląda jak wyciosana, schodkowane zigguraty, pomiędzy nimi osiedla wielkich bloków. Miasta pełne billboardów i neonów, zasada jest zdaje się taka, że na obiektach usługowych przytwierdzają je w dowolnej ilości i wielkości, za to na mieszkalnych wcale. Kiedy bywalcy opowiadali mi, że Suwon, miasto w którym firma ma swoją twierdzę, jest pod Seulem, wyobrażałem je sobie jak Warszawę i Legionowo. Zapomniałem o skali, powinienem był wyobrażać je sobie jak Seul i Warszawę 2.0. Taką, jaką może będzie za trzydzieści lat, kiedy będziemy już mieli wszystkie mosty i obwodnice. No i światła zmieniające się co pięć minut pewnie też - spacer z hotelu do pracy zawiera w sobie więcej postojów niż chodzenia. Ulice mają szersze, ale chodniki węższe. Wszędzie jeździ pełno rowerów, wszędzie pełno stojaków. Z chodników wyziera wiek, nie są dziurawe, ale porysowane, popękane i pomarszczone, rzadko kiedy równe. Falujące jak cały ten teren. Domy stawiane jak najciaśniej, jak najwięcej i jak najwyżej - nie liczyłem pięter, ale wieżowce mieszkalne pewnie mają bliżej dwudziestu niż dziesięciu. Mniejsze uliczki to same drogi, bez chodników i krawężników. Nad nimi gęsto upięte kable. Z wrażeniem niekontrolowanego chaosu, potęgowanym chyba przez nieumiejętność odczytania koreańskich znaków, kontrastuje karność mieszkańców, którzy do autobusów ustawiają się w równiutkich kolejkach. Bardzo fajnie, że wszędzie upychają zieleń, drzewka i kwiaty, albo sportową infrastrukturę: kosze, jakieś siłowe przyrządy. Jak nie ma gdzie upchnąć, to da się nad parkingiem, ma u góry wysoką siatkę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-5553125574018095457?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/5553125574018095457/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/05/biay-barbarzynca-w-korei-podrobka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5553125574018095457'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5553125574018095457'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/05/biay-barbarzynca-w-korei-podrobka.html' title='Biały barbarzyńca w Korei (podróbka)'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-952906007663260501</id><published>2011-04-21T23:42:00.005+02:00</published><updated>2011-04-22T16:20:11.565+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieciństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='byzydura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='światło'/><title type='text'>rif/itnu, odcinanie kuponów (zebranie)</title><content type='html'>(Oczywiście wszystko źle, bo w szkołach są raczej panie pedagog.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisząc ostatnio o pani psycholog, miałem też wspomnieć o najlepiej wspominanym konwencie. Nawet jeśli właściwie przez ostatnie lata nigdzie wspominany nie był, to wciąż najlepiej. Jest do tego &lt;a href="http://starzaki.eu.org/~kaw/forum/viewtopic.php?p=6959&amp;sid=be1184b12335413817161dd5b75be3a2#p6959"&gt;tekst źródłowy&lt;/a&gt;, który nie od razu udało mi się wtedy znaleźć, więc wątek wyleciał. A przecież wiąże się z tamtym grunge'owym akapitem, bo to też naprawdę dawno, Pogromca Dinozaurów administrował całym forum, teraz pomógł je odnaleźć. Trochę oszukuje w datach, bo konwent na pewno był w 2004, cóż, ja swoje wiem. Ten sam tekst dostała pani psycholog, kiedy prosiła, żeby coś pokazać, to akurat było najświeższe. Szacun dla niej, bo ja dziś nie umiem przez to przebrnąć - a wiele nie brakowało, żeby w trochę mniej zemotowanej formie poszło drukiem. Chyba jedynie NIPu brakło, bo jeszcze chcieli mi za ten tekst zapłacić. Nie powinno więc chyba dziwić, że gazety już dawno na rynku nie ma (no, rozsądne rzeczy też były, np. &lt;a href="http://mrw.blox.pl/html"&gt;mrw&lt;/a&gt; pamiętam, że pisał o muszkieterach).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Możliwe, że było tam też coś o skracaniu o połowę. Nie dowiem się już, bo webowy system pocztowy miał mniej ogarniętych adminów niż &lt;a href="http://kaworu.k2t.eu/arch/92"&gt;Pogański Bożek&lt;/a&gt; i nie widzę w nim żadnych mejli sprzed 2006. A kiedy szukałem, czy pierwszy konwent był w 2003 czy 2004, to trafiłem na informacje o przyznawanych nagrodach i wyszło na to, że naczelny nieistniejącej już gazety obchodzi urodziny tego samego dnia co ja. O! To chyba całkiem nieźle, że na ogół staram się zrobić jakiś przesiew myśli i takie wylatują. To chyba raczej smutne, że najwięcej uwagi poświęcam swoim rzeczom, można by się czasem zachwycić nowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepiej to pewnie odplątywać i zaplątywać wszystko na nowo, pokracznie mutować, opacznie kontaminować, zbierać baty w ciągłym dążeniu. Wczoraj, kiedy koleżanka podzieliła się &lt;a href="http://soundcloud.com/arsenalmusic/10-northern-soul"&gt;piosenką&lt;/a&gt;, zanim w ogóle zacząłem przesłuchiwać, już kombinowałem, czy to będzie jakiś cover &lt;b&gt;The Verve&lt;/b&gt;, czy nawiązanie do nich, albo do tego samego. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=NX3zGTMkHfo&amp;feature=related"&gt;Tytuł&lt;/a&gt; ma więcej sensu u Brytyjczyków (w końcu puścili taką płytę), stąd podejrzenie, że śpiewają trochę jedni do drugich. Przypatrywałem się tekstom, to nigdy nie jest tak, że wystarczy, żebym się przysłuchał, ale i tak nie znalazłem drogi Forda w Stanach, to znalazła koleżanka, ale ja znów, zamiast jechać nią do Jesup, dojechałem gdzieś do Anglii - do &lt;a href="http://www.dailymotion.pl/video/xcui5e_the-verve-gravity-grave_music"&gt;Gravity Grave&lt;/a&gt;. Bo nie znam się na samochodach na tyle, żeby wykluczyć, że w teledysku występuje Ford, do tego drogi wyglądają jakby niekoniecznie szło je znaleźć na mapie. Narkotykowy odlot Ashcrofta, codziennie zachodzące słońce. Łatwiej kojarzyć takie proste rzeczy, to jest światło, to też jakieś &lt;i&gt;guiding light&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmowa wkrótce przeniosła się na horyzont, do którego dążą przerażające swego czasu Hatifnaty. Hatifnatowie. Teraz, kiedy wiem już, do czego dążą, bardzo je podziwiam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-952906007663260501?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/952906007663260501/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/04/rifitnu-odcinanie-kuponow-zebranie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/952906007663260501'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/952906007663260501'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/04/rifitnu-odcinanie-kuponow-zebranie.html' title='rif/itnu, odcinanie kuponów (zebranie)'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-384301062454079733</id><published>2011-04-18T19:35:00.003+02:00</published><updated>2011-04-19T17:21:46.905+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mistrz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='apokalipsa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klasyczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tryp'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kawa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='smoki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='maggie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='off'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pryt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przestrzeń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ała'/><title type='text'>rif/itnu, cały kosmos jest tam wyżej</title><content type='html'>Przepraszam za te straszne tytuły, to pułapka, którą sam na siebie zastawiłem i sam w nią teraz wpadam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ubiegłym tygodniu zaobserwowałem, że jeśli śpię naprawdę mało, nie mam później problemów z bólem głowy, a do tego jestem tak przytępiony, że wszelkie obowiązki wykonuję spokojniej i dokładniej. Może to jest metoda? No dobra, nie jest, choć pamiętam, że na podobnej zasadzie działałem w liceum - w okolicy czwartku odsypiałem dopiero, albo w dwudziestominutowej przerwie, sam odkryłem tzw. powernap. A tak to do drugiej, trzeciej, książki o smokach. Mógłbym jednak przysiąc, że porankom nie towarzyszyło aż takie jak teraz otępienie, i na pewno nie było żadnego upierdliwego mrowienia na mózgu. Gdyby było - miałbym o tym tekst źródłowy, a w tych tekstach tylko obiekty przecież i chyba nawet słowa nie ma, że mama wysłała kiedyś do szkolnej pani psycholog.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pani psycholog musiała zrobić kawał świetnej psychologicznej roboty, bo poza tym że rozpoczęła znajomość chytrze obiecując przechwytywanie mnie również w trakcie zajęć, które sam sobie wybiorę (fizyka), nie pamiętam już, czy chciała mi cokolwiek wpoić do głowy. Pamiętam dwa zgrzyty - kiedy powiedziała, że mam takie oczytane oczy ("Aha! Mama jej powiedziała, że sporo czytam. Ale tu cię mam! Od książek o smokach nie da się być oczytanym!"), oraz kiedy zasugerowała, że jeżeli w tej relacji jest jakikolwiek problem, to nie ze mną - bo mama przyszła do niej ze stertą papierów i tłumaczyła zło w rodzinie, przed którym chce mnie ustrzec, ale nie da się, jak nie da się ze mną gadać ("Wara od mamy!"). Do tego pożyczyła książkę, "Doktorów" Segala, w której nie ma ani jednego smoka, a też dało się przeczytać. Nawet kupiłem kolejną jego książkę ("Akty wiary") i okazało się, że o ile w książkach o smokach nie przeszkadza mi powtarzanie tych samych schematów, to jeśli dwie kolejne obyczajówki mówią o fajnych/dobrych/ładnych/wytrwałych/mądrych ludziach, którym kilkanaście lat zajmuje dojście do wniosku, że chcą razem żyć, to zaczyna irytować mnie ich szeroko pojęta zajebistość. Dużo później wpadłem na to, że irytuje mnie, że sam nie umiem niczemu się aż tak poświęcić, radzę sobie średnio w swojej zupełnie zwykłej rzeczywistości i książkowe sukcesy bohaterów wcale mnie nie motywują.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio dużo czytałem na jesieni, ostatnio miałem ochotę na coś Murakamiegio, ale boję się kupić te dwa tomy świeżej trylogii, bo pewnie zapomnę do trzeciego. Oho, a to ci dopiero!&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Erich_Segal"&gt;Segal, syn rabina, uczęszczał do Midwood High School w Brooklynie. Ojciec zgodził się na to pod warunkiem, że chodził na wykłady wieczorowe do miejskiego żydowskiego seminarium teologicznego[1]. Następnie studiował filologię klasyczną na Uniwerstytecie Harwarda.&lt;/a&gt;&lt;/blockquote&gt;Widać ten umiał, wiedział, o czym pisał. A ja to miałem trochę o klikach dzisiaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W środę rezerwowałem bilet na koncert &lt;b&gt;19 Wiosen&lt;/b&gt;, za późno trochę, ale i tak się opłacało. Jeszcze w wakacje, na offie, nie przekonali mnie zbytnio do siebie, koncert w dzień i na otwartej przestrzeni, to nie taka muzyka. Żeby chociaż w nocy i pod gwiazdami, Pryt by z tego więcej wyciągnął, bo to jest człowiek z gwiazd, ale pewnie też bym tego nie zauważył, bo oni nie istnieją bez tekstów, a te trzeba znać przed koncertem już, w trakcie nie ogarniesz. Pierwsze tropy miałem już dawno, zdania z &lt;i&gt;na każdą chwilę zmarnowany kwiat&lt;/i&gt;, a w pamięci została ballada o takim, co &lt;a href="http://www.myspace.com/19wiosen/music/songs/Nozem-Uczyl-Uczciwosci-14206811"&gt;&lt;i&gt;Nożem uczył uczciwości&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. Chwilę wcześniej rozmawiałem też ze stonerowcem-Młotem, któremu akurat przyszły ze stanów płyty - kosmiczny stoner mówi i podsyła &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=2vxHnxe9zvk"&gt;linka&lt;/a&gt;. Faktycznie jest kosmiczny, a film pokazuje rakiety, które się w większości rozpadają w chwilę po starcie. Że iść trzeba, byłem tym razem przekonany, bo słyszałem kilka kawałków z ostatniej płyty, kilka &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=tgNRWaZVFXU"&gt;starszych też&lt;/a&gt; i przede wszystkim: bardzo przemówił do mnie &lt;b&gt;Tryp&lt;/b&gt;. Pokazałem Młotowi, nawet pokazałem &lt;a href="http://www.facebook.com/?ref=logo#!/event.php?eid=202234369795164"&gt;plakat&lt;/a&gt; - &lt;a href="http://www.digart.pl/praca/6141943/Capatob.html"&gt;całkiem&lt;/a&gt; też kosmiczny przecież. I siedziałem w pracy do późna, bardzo do późna, bo dogadałem się z Katastrofą, że przechwycą mnie w metrze, daleko po północy na Kabatach dopiero próby uśnięcia, niezbyt owocne. To się uparłem, że choć to czwartek i szkolnym trybem wypadałoby wreszcie odespać - poszedłem po bilet, poszedłem na koncert. Przynajmniej bez mrowienia na mózgu, nawet mi się to podobało, ten stan niedospania i niedotlenienia, ogólnej słabości - jak ulał na ich koncert.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście przyszedłem za wcześnie, oczywiście nie udało mi się zgarnąć nikogo znajomego, Małpolud już z planami, ale przynajmniej mnie zgarnięto przed wejściem - nie umiem sam gospodarować czasem zaraz przed koncertem, nawet jak się nie odzywam, to lepiej mi w towarzystwie. Dzięki!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i z bliska, pod sufitem, po ciemku, to był zupełnie inny koncert. Na offowej scenie nie było widać, ile potu wyciska z siebie wokalista, dźwięk rozłaził się w przestrzeni, zamiast, jak należy, dudnić po ścianach i mózgu, wszystko gruz i kurz. Pod sceną od razu szaleje ekipa, wszystkie teksty w głowach, z kamerą, ale nie trzeba wiele czasu, żeby inni też się rozkręcili. Ja niby stoję na uboczu, ale właściwie każdy obok przynajmniej dyga i usiłuje ryczeć refreny. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=tgNRWaZVFXU"&gt;&lt;i&gt;Układ&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; sam przecież znam, zdzieram schorowane gardło. I nie szkodzi, że nie znam na pamięć reszty tekstów, bo przynajmniej wiem już o co tam chodzi, żeby rejestrować pokłady gówna w sobie i wokół, i mieć podstawy wyskakiwać z tego świata. Patrz! Widziałem kiedyś z Niedodzwanialną różowo-miejskie zdjęcia, kojarzyły mi się z żuciem betonu i podobnie myślę o 19 Wiosnach i Trypie. To wszystko jest początek - &lt;i&gt;wszystko zaczynaj od siebie&lt;/i&gt;. A Marcin też mówi &lt;a href="http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53668,8116777,Ostatnia_pracujaca_niedziela.html?as=1&amp;startsz=x"&gt;sam za siebie&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koncert zadedykował wszystkim ofiarom kosmonautyki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-384301062454079733?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/384301062454079733/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/04/rifitnu-cay-kosmos-jest-tam-wyzej.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/384301062454079733'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/384301062454079733'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/04/rifitnu-cay-kosmos-jest-tam-wyzej.html' title='rif/itnu, cały kosmos jest tam wyżej'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-3450356674120567491</id><published>2011-04-12T21:40:00.003+02:00</published><updated>2011-04-15T11:36:35.767+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='maggie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egzaltacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='byzydura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>!For Emily, Wherever I May Find Her?</title><content type='html'>Jest kwiecień, więc, jak to kiedyś Rynna zauważyła, będę pisał mniej składnie i bardziej do siebie. Na pewno zauważyła, że mniej składnie, chyba nawet użyła słów w sensie egz-art-owany-wannabe, ale to nie tak. To po prostu mój kod, to jest próba zdystansowania się, ale wciąż nie odczarowania, no bo wtedy nie byłoby pisania w ogóle w temacie. Jeśli dobrze pójdzie, to tylko dzisiaj i z głowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez tydzień byłem chory, dostałem zwolnienie od lekarza i wydaje mi się, że w ogóle nie z tego powodu tam poszedłem. W poniedziałek bolało, we wtorek zaopiniował przeziębienie, kiedy już w sumie nie bolało. Przeziębienie czułem też, bo jestem notorycznie przeziębiony – zwalam na mało snu i fakt, że w mieszkaniu trzy piąte domowników są od pół roku zawsze przeziębione. Nie ma warunków dla zdrowia. Myślałem, że jednak coś te tabletki pomagają, na pewno pomagały na mniejszy katar, ale w sobotę znowu bolała mnie głowa. A chorowanie się skończyło, wczoraj poszedłem do pracy, wypoczęty w miarę i szczerze uśmiechnięty, ale ostatecznie wróciłem do punktu wyjścia, znowu poniedziałek, znowu głowa. Może powinienem zacząć analizować ciśnienia i inne takie. To wkurza po prostu, tak samo jak bezsenna noc, kiedy, niby deszczowa, ale jednak ciepła, przychodzi wiosna i nie znajdujesz w sobie siły na realizację tak głupiutkich planów, jak chociażby te rowerowe dojazdy do pracy. Serio, to by mi wystarczyło, chociażby to, choć plany związane z pracą też łatwiej realizować, kiedy szafa gra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak ja ostrożnie dzisiaj piszę, no bo jestem po tej bezsennej niemal nocy i już obiecałem pisać głupoty, proszę, proszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Straciłem wyjście do kina, tym razem nie musiałem na Niedodzwanialną wpadać na mieście, sama się odezwała, że trzeba na Allena przecież. Znów będzie dzień okularnika, jedna z popularniejszych z rzeczy, które Was tu sprowadzają, choć nie mam pojęcia, kiedy to wypada. Czy byłem? Czekałem na Ciebie. Okej, rezerwuję. Nie okej, ja umieram. Innym razem, przyszły tydzień, to już teraz, ale teraz to już rozważamy maj. To też zabawne, napisałem jej, że różnie to bywa i mało jestem pewny, żeby nie nadawała mi wysokich priorytetów w tej sytuacji, jeśli ma coś w planach, trudno, będzie okej. &lt;i&gt;Something in the Way, Nevermind&lt;/i&gt;, &lt;b&gt;Nirvana&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To bardzo kiepskie, dostać ataku bezsennej nocy akurat dwunastego kwietnia, który znów jest wtorkiem. Spodziewałbyś się końca świata, przed południem jeszcze, ale na szczęście jesteś tak zarobiony, że nie ma czasu wracać do tego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są ważniejsze daty zresztą. Takie bardziej światowe – piąty kwietnia. Wtedy umarł Kurt Cobain. Wtedy strzelił sobie w głowę. Teraz już wiem, ale skąd miałem wiedzieć wcześniej, jak to dokładnie wyglądało? Miałem się interesować bliżej grungem? Kurt Cobain, gość z koszulek, samobójstwo, &lt;i&gt;Smells Like Teen Spirit&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Come as You Are&lt;/i&gt;, to jest jak zbawienie, możemy cofnąć się bardziej niż sześć lat, kiedy w Katowicach dostałem do ręki gitarę i te nuty (taby!), prawie się nauczyłem. Chyba nie mógł to być 2003, bo wtedy jeszcze Pogański-Bożek-Pogromca-Dinozaurów nie miał gitary żadnej, ale mógł być 2004, kupił ją jako rekwizyt do zdjęć. Asucon 9, czyli schyłek chyba, już wszyscy wokół mówili, że druga liga konwentów, ale przynajmniej turniej DDR dawał radę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, i oglądałem dwa sezony &lt;i&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=xLzbKEaeiQE&amp;feature=related" target="_blank"&gt;Californication&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;, to musi być koło ósmego kwietnia już, bo nie od razu go znaleźli przecież. Tyle wiedziałem do zeszłego wtorku, kiedy trafiłem na artykuł rocznicowy i autentycznie się zawstydziłem, że wcześniej zdążyłem publicznie napisać &lt;i&gt; dom, w którym kompletnie już nie pamiętam, co było, poza tym może, że chciałem sobie strzelić w bolący łeb&lt;/i&gt;. Z tych okolic znalazłem też (choć tu było trudniej) &lt;i&gt;I Awake&lt;/i&gt;, &lt;b&gt;Soundgarden&lt;/b&gt;, na nich też załapałem się kiedyś w VH1, a &lt;i&gt;Black Hole Sun&lt;/i&gt; dostało swój rebus na tablicy w pracy, ale teraz dowiedziałem się, że Cobain lubił ich wczesne nagrania. To znalezione na pewno wcześniejsze niż to z VH1. Tropy. Wiecie, fejsbuk to wcale nie jest największe zło, można się zainteresować. Czasem słyszy się takie rzeczy - &lt;i&gt;zastanawiam się, czy się nie wypisać&lt;/i&gt; - to się wypisujcie, jeśli inaczej nie umiecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja wczoraj np. wysłałem wiadomość, podobną trochę do jednego z najładniejszych mejli, jakie napisałem w życiu, w zamyśle przynajmniej, bo wtedy poszedł mejl w zamian za smsa, teraz dłuższa wiadomość, też jak mejl w sumie, i z piosenkami, w zamian za krótki komentarz. Mam w dokumentach katalog nazwany listy, dla mnie mejle to są listy właśnie, bo wyrosłem w czasach, kiedy pewnie dziewięćdziesiąt procent papierowej korespondencji stanowią urzędowe pisma. Ten katalog ma podkatalogi 2008 (13 listów), 2009 (2 listy) i od wczoraj 2011 - no bo przecież całe to miejsce jest zamiast. Te linijki na pewno jakoś umościły mózg, łatwiej mogłem po nich znieść tykanie zegarów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pracy wyszedłem półprzytomny, tym razem nie uciekł mi autobus, nie sprzed nosa w każdym razie, więc chodziłem od wiaty do reklamowego słupa przy przejściu, chyba zawsze tak chodzę, nie lubię na przystanku po prostu stać, i miałem frajdę z wystawiania dłoni na powiewy wiatru, który za bardzo nie wysysał z człowieka ciepła.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-3450356674120567491?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/3450356674120567491/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/04/for-emily-wherever-i-may-find-her.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/3450356674120567491'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/3450356674120567491'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/04/for-emily-wherever-i-may-find-her.html' title='!For Emily, Wherever I May Find Her?'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-5533064702208953457</id><published>2011-04-03T11:10:00.003+02:00</published><updated>2011-04-03T22:58:49.469+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieciństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tryp'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ała'/><title type='text'>¡Viva España!</title><content type='html'>Tak mi się weekendy teraz układają, że co i rusz jeżdżę 509, to jest autobus na Gocław, na osiedle mojego dzieciństwa. Raz zajechałem do końca, akcja z marzanną. Wczoraj tylko do połowy, przesiadka na Starzyńskiego, planszowy wieczór spędzony u Dwóch Kalorii, ale na Gocław i tak dostałem się we śnie:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Jestem na Gocławiu, gdzie kiedyś mieszkałem. Wchodzę do bloku i przekradam się korytarzami – widzę dziewczynę, myślę, że może to Oświecona, nie jestem pewien, więc żeby przekraść się jak najbardziej niepostrzeżenie, ślizgam się cicho po podłodze. Ale słyszę, jak mówi do kogoś, że może ja to ja, czyli jednak ona to ona. Ganiamy się przez chwilę po tych korytarzach, śmiech, zabawa, łapię ją i przewracamy się tak, że leży plecami na mnie. No i nowa zabawa – jestem transportowcem i muszę ją dostarczyć z powrotem. Dosiada się druga z sióstr, idzie mi w miarę gładko, ale kiedy jestem już pod drzwiami, siły zaczynają mnie opuszczać. No i mdleję, budzę się na trawie przed blokiem, myślę, że to znowu restart, jak w grze, dajmy na to w &lt;i&gt;Final Fantasy VII&lt;/i&gt;, kiedy się spędziło za dużo czasu na lodowcu, bohater mdlał z wycieńczenia. Nie czuję się źle, a ktoś znajomy od razu przyprowadza dzieciaka, którym się trzeba zaopiekować. Idziemy więc na spacer, przez różne osiedla, robi się z nas cała ekipa. Ktoś wyraża obawę, że na osiedlu przed nami to się gada i krzyczy po hiszpańsku, jakby każde z osiedli miało mieć swój język i kulturę, i toczyły ze sobą walki. Faktycznie, słychać krzyki, chłopaki grają w piłkę w przejściu pod blokiem, ale mówię spoko, damy radę. Przechodzimy przed jedną z bramek pełni napięcia, kiedy gra się na chwilę uspakaja, słyszę krzyk, ale jestem pewien, że to jest rzucone do współgraczy: poczekajcie chwilę. Czyli że możemy przejść bez zaczepiania. Aż nagle jedna z piłek, a grają takimi piłkami do tenisa, wpada pod nogi kogoś z naszej drużyny i zaczyna się walka o nią – biegniemy na placyk za blokiem, wymieniamy podania, a oni starają się ją nam odebrać. Podają do mnie, słaby ze mnie gracz, ale dzięki temu zaskakujący, jakoś się przy niej utrzymuję. Zostaje mi ostatni przeciwnik do okiwania, jest bardzo wysoki i tyczkowaty, więc obmyślam taktykę dużej zwrotności, bo on na pewno długo nawraca. I wygrywamy, wracają na swoje boisko pod blokiem. Drużyna zadowolona, że bez żadnych strat idziemy dalej, a ja biorę piłkę w rękę, trochę starmoszoną i mokrą od kałuż i wracam na tamto boisko, zostawiam ją na skraju, mówiąc, że teraz ma również nasze kopnięcia i wszyscy rozumiemy, że to jest znak pokoju i sojuszu między nami a Hiszpanami. Akrobatycznie, biegnąc trochę po ścianach, doganiam swoją ekipę, która osiągnęła już jeziorka nad rzeką – ciepło, można rzucić się do wody. Część już w rzece, np. mój brat, pytam, czy woda nie zimna – zimna. No to nie ma mowy, ja nie wskakuję.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;W piątek na pewno nie byłem miłym towarzyszem dla nikogo, nie lubię, kiedy tak ze mnie wyłazi, że mam zły humor. Pod koniec dnia, kiedy atmosfera się rozluźniła i ekipa była radośnie zaczepna, rozdawałem nawet jakieś faki, odczepcie się, zostawcie. Nie jestem z siebie dumny. W domu trafiłem na ładny film, miałem kiedyś się na niego wybrać do Luny, ale akurat chyba wyskoczyło firmowe spotkanie, &lt;i&gt;My Blueberry Nights&lt;/i&gt;. Historia o historiach - uspakajające. Skończyłem, odebrałem wiadomość: &lt;i&gt;Ja wytrzymałem do 7 sekundy :P Jak długo Ty wytrzymasz??&lt;/i&gt;. Dwie dziewczyny i kubek, jak widać jeszcze nie każdy zdążył się na to natknąć, choć internet taki stary. I jak tu skutecznie pozbywać się &lt;a href="http://www.myspace.com/449549238/music/songs/77720618"&gt;gówna z pokładu&lt;/a&gt;?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-5533064702208953457?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/5533064702208953457/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/04/viva-espana.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5533064702208953457'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5533064702208953457'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/04/viva-espana.html' title='¡Viva España!'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-3224158121947001508</id><published>2011-03-30T23:27:00.003+02:00</published><updated>2011-03-31T13:18:27.830+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='maggie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kombinat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyjaźń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tryp'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Weekend, marudzenie, krach systemu, Tryp</title><content type='html'>&lt;i&gt;Naród rozmraża się w wakacje!&lt;/i&gt; - powtarzała Mimbla, bo ona i jej urodzeni z trzydniowym odstępem, całkiem niedawno urodziny Dwóch Kalorii, a przecież Małpolud też zapraszał na urodziny, z miesięcznym wprawdzie opóźnieniem, ale wpasowuje się w trend. W ogóle się na początku nie przyznał, że impreza jest urodzinowa i nie bardzo miałem czas kombinować prezent, dostał tylko pół prezentu, ale przynajmniej luksusowego - kilo cukru. Wyszło na to, że jestem pierwszym gościem, poznałem żonę, podejrzałem dokładniej jak oni fajnie ze sobą żyją, i jak fajnie urządzają świat wokół. Niepoważne rozmowy, w kuchni tablica z różnymi wycinkami - zrobili z Prezesa Wiedźmina, a jak grał w grę, to specjalnie starał się tak, żeby nie spać z żadną z dziewczyn, choć nie do końca wyszło, no ale i tak go nie skończył. Przydałby się stroboskop - Małpolud wyciąga z szuflady niby butelkę, ale jednak jest obita jak dyskotekowa kula, bo zdejmują ją kiedy przyjeżdżają rodzice, niech myślą że żyją poważniej. To nie jest tak, że po dwóch godzinach nie chciałem wychodzić, bo wciąż byłem jedynym gościem (reszta tego wieczoru wybitnie spóźnialska), tylko tak, że lubię z nimi siedzieć. A ja nie z każdym umiem siedzieć, na ogół nie umiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście, kiedy już się zbierałem, zadzwonił domofon, już wcześniej sugerowałem dowcip, żeby jak kto wejdzie, sprawiali wrażenie, jakby nikogo jeszcze nie było (&lt;i&gt;O tak! Ja będę płakać, rozmazana cała!&lt;/i&gt;), a że głupio byłoby tak poznawać kogokolwiek, mijając się w drzwiach, to poszedłem schodami. W drodze na tramwaj przybiłem piątkę kibicom, trzech, rozkrzyczani i rozpici - na szczęście krzyczeli komu kibicują, mniejsze to niebezpieczeństwo, wykpiłem się tą piątką i okrzykiem. Za chwilę telefon od Mimbli - &lt;i&gt;Gdzie jesteś, czekamy z tortem!&lt;/i&gt; Godzina jedenasta, impreza trwa ze cztery godziny, trzydzieści osób w lokalu, a oni czekają z tortem na mnie? Jaki wstyd, że nie umiem się rozdwajać, byłbym w obu miejscach na raz. Impreza do rana, podłoga nie robi się jakoś bardziej miękka od pościeli, ale jednak wysypiam się na tyle dobrze, że w niedzielę idę jeszcze na rower i jest mi całkiem ciepło z tym wszystkim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale znów przychodzi poniedziałek, tylko gorszy, no bo co z tego, że jest siódma dwadzieścia na zegarze, jeśli trzy dni wcześniej to była szósta? Zmiana czasu mnie kompletnie rozbraja, dołożył się do tego pierwszy tej wiosny megakorek, siedzę w pracy wypruty z sił i drażliwy na wszystko, w słuchawki wrzucam muzykę ostrzejszą niż na ogół (a przez ostatni miesiąc świetnie mi się pracowało przy &lt;i&gt;The King of Limbs&lt;/i&gt;), do tego głośniej niż na ogół, żeby się tylko odciąć od otoczenia. Wstać, zjeść śniadanie, rowerować, to nie jest kwestia ciepła, bo rower łatwo rozgrzewa, jeśli mamy już powyżej zera. Świadomość nie rejestruje pierwszego budzika. Przy drugim budziku słychać, że ktoś się kręci po domu - kto wie, czy to nie zniechęca do wstawania bardziej niż wczesna godzina. Jak spać, żeby mózg tak nie mrowił z rana? A przecież 2008 nie jest tak odległy, to jak wczoraj. Ciągle nie ogarnąłem jeszcze, co się zmieniło - ubiegły rok zmarnowałem w autobusach. A rano spod Rawy przyjechał tata - czyli musiał wyjechać koło piątej. Nie ogarniam. Zapisuję ten akapit i zastanawiam się, jaki jest sens publikować tak marudny akapit, rezygnuję z dopisywania innych - idę spać. Tak, znów są budziki. Nie - nie wstaję z ostatnim. Jeszcze tylko chwilka. Budzę się za pół godziny, dom jest pusty, ja, wyspany i spóźniony, spokojnie składam kanapki, obieram marchewkę, jadę do pracy i czuję się tak dobrze, że mam to za zwycięstwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akurat dzisiaj nie wypadało się spóźnić, bo dla podniesienia słupków Great Work Place szef wymyślił wyjście do kina. Z pompą, ankieta z filmami w intranecie, popcorn i cola, zarezerwowana cała sala. I poszliśmy - ankietę wygrał &lt;b&gt;&lt;i&gt;Jeż Jerzy&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko co wcześniej wiedziałem o Jeżu - wiedziałem z opowieści. Sam nie znałem komiksów, miały być podejścia, obiecanki cacanki. Film niby chwali &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75475,9232886,Jez_Jerzy_przeklina_w_dobrej_sprawie.html"&gt;Wojciech Orliński&lt;/a&gt;, ale dopiero po obejrzeniu zauważyłem to niby. No bo jest tak, że fajnie podłożono głosy, że jeż jest Jeżem Jerzym, tłucze się z Zenkiem, ma złego klona. Ale film jest kiepski. Chłopaki dostali najlepsze klocki, wszystkie zginacze i technicsy z silniczkami, ale zrobili z nich kupę. Tak, śmiałem się. Nie, nie jestem usatysfakcjonowany. Jeśli, jak pisze za Arystotelesem Orliński, film kieruje mnie w stronę Dobra, to chyba tylko dlatego, że chciałbym uwierzyć, że Jeży naprawdę jest fajnym gościem i pewnie kiedyś sięgnę po komiksy. Do tego nie rozumiem, dlaczego wśród latających nad Warszawą lalek z sex-sklepu nie było ani jednego &lt;a href="http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/441249.html"&gt;Baranka Bożego&lt;/a&gt;? Może był jakiś?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No ale - tu też jest zwycięstwo. Jeż nie był pozycją w momencie oddania firmowej ankiety do wypełniania. Jeszcze było przed premierą, kino nie miało go na liście. Ale interweniowałem i raptem pół godziny później się pojawił. I wygrał. Więc poszliśmy na Jeża na koszt korpo, zaproszono różnych ważniaków, sztywniaków z HR, był azjatycki przełożony. Co tam, że film kiepski, jeśli szef musi teraz udawać, że od początku spodziewał się  kurew, kopulacji, urywanych głów i pewnie nawet wielkiego czarnego rysunkowego członka?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całkiem jest ładnie. Wiosna. Ciepło. Do kina szedłem w samej kurtce, bez bluzy. Sześć lat temu z początkiem wiosny wydawało mi się, że miłość tłucze mnie obuchem po głowie. Rok temu wydawało mi się, że to nie we mnie uderzył samolot. W tym roku wreszcie wydaje mi się, że jestem odpowiednio przygotowany: przez internet do mózgu sączy się &lt;a href="http://www.myspace.com/trypband"&gt;Tryp&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-3224158121947001508?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/3224158121947001508/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/03/weekend-marudzenie-krach-systemu-tryp.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/3224158121947001508'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/3224158121947001508'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/03/weekend-marudzenie-krach-systemu-tryp.html' title='Weekend, marudzenie, krach systemu, Tryp'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-392979827519318554</id><published>2011-03-21T23:34:00.008+01:00</published><updated>2011-04-03T22:05:42.842+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rower'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ała'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mosty'/><title type='text'>To nie jest StarCraft</title><content type='html'>Kupę czasu spędziłem ostatnio w pracy, mam takie biuro, że siedzi się w nim całkiem dobrze niezależnie od czasu pracy, ale tej ostatniej też było sporo. W tamten ciepły weekend udało się odkurzyć rower, to nawet zanim był ciepły, bo już w piątek pojechałem na nim do Smoczego, który walczył ze smarowaniem laptopa i oczywiście zostały mu śrubki. Jak skończył to pokazywał mi filmy ze &lt;i&gt;StarCraft2&lt;/i&gt;, połowę filmików pewnie, jarał się tym zupełnie tak, jak jarano się dziesięć lat temu, kiedy intra i outra od Square czy Namco oglądano z wypiekami i poświęcano im w recenzjach akapity. Teraz jakoś nikt nie zwraca na to uwagi, technologia tak poszła do przodu, że pewnie często nie ma sensu bawić się w renderowanie, bo gry ładne. No ale StarCraft to strategia, pewnie ładna, ale fabuły nie buduje się oddziałami komandosów chyba - stąd te filmy, o których ani słowa nie powiedział Młot czy Cytat kilka miesięcy temu w pracy, od razu tylko o rozgrywkach sieciowych, platynowych ligach i sztuczkach z wysyłaniem niby komunikatów błędów. Smoczy też już się jara perspektywą zabawy w sieci (&lt;i&gt;muszę sobie przeciągnąć kabel, bo po WiFi nie ma sensu&lt;/i&gt;) ale jako pierwszy powiedział mi, że to ma jakąś fabułę. Trochę jak &lt;i&gt;Starship Troopers&lt;/i&gt;, nie mogło go nie wciągnąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc pośmigałem na rowerze, do pracy (sobota), z pracy do Katastrofy, znów do pracy (niedziela), do domu przez osiedle Dwóch Kalorii - &lt;i&gt;Założę się, że od podstawówki nikt do Ciebie nie dzwonił z takim tekstem, czy nie idziesz na rower!&lt;/i&gt; - nie poszedł, już i tak zboczyłem z trasy, to pojechałem okrężnie, oczywiście przez błota w lesie, ale i tak sprytnie, bo trafiłem na niezamknięty przejazd kolejowy, to jest: nie wyłączony z ruchu. Wczoraj powtórka błotnej przygody, kilka kilometrów na wale, lekcja pokory, kiedy sto metrów przed sobą ma się biegacza i nie idzie go dogonić. A przecież jemu też się lekko nie biegło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak teraz będzie już lepiej, bo przecież przyszła wiosna. Wręcz sami ją sprowadziliśmy, ja trochę na doczepkę, ale to się okazało później dopiero. W sobotę była urodzinowa impreza Dwóch Kalorii, z początku ciasna, ogólnie poprawna, ale bez momentów. Co innego odprowadzanie dziewczyn na przystanek, to już drugi raz o nich, więc niech mają ksywki - Oświecona i Błyskotka, no bo takie odprowadzanie stwarza szansę rozmowy przecież. Może w klubie też można rozmawiać, ale ciężko, jeśli się siedzi na oparciu kanapy w kącie, do tego im więcej ludzi tym bardziej wolę słuchać. A z kąta nawet słuchanie niełatwe, zostają tylko wygłupy. Zresztą nawet w mniej osób bardzo lubię słuchać, ale to siostry są, więc rozmawiały bardziej ze mną niż ze sobą, siebie mają codziennie. W tej rozmowie wyszło, że będą topić Marzannę, a ja się bardzo do pomysłu zapaliłem, tak bardzo, że nawet mi przez myśl nie przeszło, jak teraz, że mogły chcieć oszczędzić Marzannę i utopić mnie, skoro i tak już się jaram. Przejechałem całe miasto, mam bezpośredni autobus, ale znowu byli w okolicy rodzice, więc podrzucili kawałek i byłem za szybko, marzłem na pętli. W nagrodę dostałem Marzannę do poniesienia, radosna procesja, nad kanał czy na most, jednak na most - miejsce, z którego widać Babilon. Mam na pamiątkę film, jak traktują kukiełkę jakimś pryskiem, jak wkładają jej pod sukienkę zapalniczkę, jak zajmuje się cała i wtedy dopiero leci do wody. Długo się jeszcze paliła na wodzie, pomarańczowy punkcik na rzece, staliśmy w takim miejscu, że zanim zniknęła zupełnie, wpasowała się w odbite światło Babilonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i dzisiaj rano może nie było jeszcze wiosennie ciepło, ale słońce dokazywało!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaprosili mnie na partię Osła, straszny osioł ze mnie, ale na pewno to lepsze niż oglądanie &lt;i&gt;Human Centipide&lt;/i&gt;. Była wśród nas kolejna ofiara trailera, biedaczek nie może spać po nocach, musi obejrzeć. Wtedy też okazało się, że cała ekipa jest spokrewniona, siostry, kuzyni, narzeczona, wszystko w rodzinie - przez co przestraszyłem się, czy moje uczestnictwo nie było jednak jakimś wproszeniem się, brakiem taktu, na doczepkę właśnie. Na szczęście seria karcianych porażek uczyniła ze mnie osła ofiarnego, to chyba wszystko wynagradza. Na wyjściu tłumaczyli mi, jak dojść na przystanek - wzdłuż płotu szkoły. A jaka szkoła? Unicef! No! To wiem, gdzie jestem, chodziłem do tej szkoły! W następstwie idealnie trafiłem w autobus, nie musiałem marznąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo że nie było jeszcze wiosennie ciepło, złaziłem dzisiaj pół Centrum, Empiki i Traffiki, kupiłem &lt;i&gt;Lampę&lt;/i&gt;, ale to marny plon, bo przecież miały być prezenty, w sobotę kolejne urodziny. Wiosenny zryw, Małpolud też zaprasza (choć bez okazji), to najpierw pojadę na Pragę, a później na Ursynów. Jutro poszukam jeszcze jakichś mniej oczywistych księgarń, podoba mi się założenie, zrealizuję, choćbym miał wręczać prezenty tydzień po imprezie. Bo choć nie jest jeszcze wiosennie ciepło - sam pomysł mnie grzeje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale oprócz tego mam w ustach pewien niesmak, kiedy tak bardzo wiem, że źle się dzieje na świecie. Oczywiście na świecie ogólnie wiele dzieje się źle, ale ostatnio pewnie w istotniejszych z punktu widzenia globalnej gospodarki węzłach, więc wszyscy patrzą. Patrzę i ja, czytam o trzęsieniu albo zajmowaniu miast, to nie jest fajne, ale niesmak jest dopiero kiedy widzę - &lt;b&gt;Świt Odysei&lt;/b&gt;. &lt;b&gt;Odyssey Dawn&lt;/b&gt;. Nie umiem sobie wyobrazić bardziej groteskowej i obrzydliwej nazwy dla operacji wojskowej. Myślę z początku - że niby początek wielkiej przygody dla Libii? Później czytam, że to również motyw w utworze Homera, a do tego - &lt;a href="http://www.tvn24.pl/-1,1696529,0,1,co-znaczy-swit-odysei,wiadomosc.html"&gt;gra&lt;/a&gt;:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Ale to nie wszystko. "Świt Odysei" ma jeszcze drugie znaczenie. - W taki sposób tytułuje się gry komputerowe - mówi prof. Sztachelska. Faktycznie, można znaleźć i japońską grę o tytule "Lunatic Dawn Odyssey", "The Lost Odyssey" czy "The Sunstone Odyssey" - nawiązującą swoją nazwą również do słońca.&lt;br /&gt;- To sprytna nazwa: odsyła do faktów kultury, które zna każdy, a jednocześnie odsyła do gry komputerowej. Rodzi wyobrażenie, że operacja wojsk to gra, zabawa w wojnę, w której chodzi o atrakcyjną wyprawę, najeżoną przygodami, zakończoną prawdopodobnie zwycięstwem - wyjaśnia Sztachelska.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Czy ktoś już wytłumaczył Pani Profesor, że &lt;i title="(c) Kim Tae-Young"&gt;to nie jest StarCraft&lt;/i&gt;?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-392979827519318554?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/392979827519318554/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/03/to-nie-jest-starcraft.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/392979827519318554'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/392979827519318554'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/03/to-nie-jest-starcraft.html' title='To nie jest StarCraft'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-2143585863673953610</id><published>2011-03-10T13:35:00.005+01:00</published><updated>2011-03-10T23:24:17.130+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='deszcz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kombinat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyjaźń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Gdzie się podział las, Królowo Marsa?</title><content type='html'>Niespodziewanie rześki poranek, przyjemne pięć stopni od kilku dni i historyjka-rebus na tablicy w pracy, gdzie mieliśmy już rozpracowywane o wiele trudniejsze hasła: &lt;i title="Cykl powiedzonek babcinych, to babcia Wiedźmy."&gt;na złe to i kura piardnie&lt;/i&gt; czy &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Ba%C5%9B%C5%84+o+ludziach+st%C4%85d-2003-104655"&gt;&lt;i title="Polecał Cytat."&gt;czas nie guma, budzik nie sanki&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. Teraz jest wiosenne i jest jednocześnie internetowym memem. Okazuje się być nadspodziewanie trudne, a wydawało mi się oczywiste. Prosta rzecz a uczy, czy może przypomina, o pokorze, o bogactwie świata, który każdy widzi inaczej i gdzie indziej, i nie ma się co dziwić, że nie słyszał jeszcze hasła &lt;i&gt;Wiosno, napierdalaj!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jechałem wczoraj do Bazyla i Herbacianej, wzięli w sobotę ślub i to nie dla kredytu czy przez wpadkę, po prostu - ładne. Na stacji metra dostałem info, żeby jednak nie być za wcześnie, półtorej godziny, no to lepiej iść na spacer - z Politechniki doszedłem do Ronda ONZ. Lubię chodzić tymi ulicami, choć raczej nie pamiętam, jak się która nazywa - tylko że Polna jest Polną wiem, no ale pracowałem przy niej, trzeba było znać adres do zamawiania pizzy. Ta kombinacja wieczornego światła, perspektywy na wąską uliczkę i wciśnięte pomiędzy nią a kamienice drzewa - a zieloność tuż tuż - uspakaja mnie. Przechodzę pod Mariottem i pierwszy raz widzę kolorowy Pałac Stalina. Jasne, gdzieś już o tym czytałem, mignął mi z tramwaju, ale nie tak przejrzyście. Nierzeczywisty, ostry, nachalnie wręcz wyraźny. Dobrze komponuje się z nim toitoika od strony pętli autobusowej, ale może jednak lepiej wyglądałby bez niej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dojechałem do Górczewskiej, chwilę pokręciłem się między blokami, żeby tylko nie być za wcześnie. A jednak posypywanie głów popiołem zatrzymało ich jeszcze dłużej - dobrze, że udało mi się wbić do klatki. Mogłem na schodach podumać nad ostatnim powrotem Discovery. Bo czytałem lead na dużym portalu, że nowy pojazd może ludziom umożliwić powrót na Księżyc - a w przyszłości nawet na Marsa. Powrót ludzi na Marsa? Przecież o pierwszej wizycie, czy chociażby próbie, nawet Verne nie pisał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może się czepiam. Bo to bardzo ładne hasło. Powrót ludzi na Marsa. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=ji2har1KYnU"&gt;&lt;i&gt;Kosmos skończył się&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opłaciło się czekać na schodach, zaprosili mnie do kuchni, niby post, ale akurat ja dostałem mięso. Zadowoleni ze mnie, że nie pytam, co im się po zaobrączkowaniu w życiu zmieniło. Ba, ja wiem, że to nie tak od razu się puchnie, tyje i siwieje. Kiedy dociera Smoczy, jestem już tak rozpieszczony gościną, że prawie zasypiam na kanapie, ale kiedy wracamy, wydaje mi się, że mówię znów przytomnie. Wiadomo o czym - o pracy, studiach, kredytach, wyjazdach z kraju. Ledwie wrócił z Erasmusa, a kombinuje, zastanawia się. Nie żeby dużo bardziej mu się tam podobało, bardziej mu się podoba tutaj - no ale. Mam wrażenie, że to powtarzanie, że teraz jest inaczej niż kiedyś, kiedy siedzieliśmy do rana na parapecie, albo krawężniku, po tym jak przyjechałem od niej rowerem przez las, że się ludzie kończą, bo żonaci, albo pracujący, albo za starzy, to jest próba uzyskania potwierdzenia - tak, nic Cię tu już nie trzyma. Nie myślę tak jednak - bo słuchaj, chodzi nie tylko o to, żeby się spotykać przy wódce, tylko żeby razem coś robić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Porządkowałem ostatnio kontakty na fejsie, klucz był mało ścisły, kto mi zalazł za skórę, albo kto mnie nie interesuje, to nie jest prawda, bo naprawdę interesują mnie te osoby, które wyświetlają się na tablicy - może dziesięć? Po co mi ludzie z klas z liceum, albo wcześniej, nigdy słowa nie zamieniliśmy. Ktoś się tam raz odezwał, niech sobie zostanie. Jak pokasuję pół firmy to się nie obrażą? O, a to dziewczyna z pierwszych studiów. Zjawiskowa, uśmiech ruszał bryłę z posad świata. Teraz gdzieś w UK, musiała mnie kiedyś znaleźć przez mejla, w UK jest też druga, która była najpierwszą towarzyszką i moim mózgiem wtedy, z nią nawet wymieniliśmy dwie wiadomości. Ale ta pierwsza po co w znajomych, hmm? Zostawiłem, bo jednak warto sprawiać wrażenie, że się tobą atrakcyjne kobiety interesują, nawet jeśli naprawdę się nie interesują. Łajdactwo! Rzadki pokemon w kolekcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i masz. Minął tydzień od porządków i rok od ostatniego kontaktu - proponuje mi do znajomych koleżankę, nie mam pojęcia, która to, przypuszczać tylko mogę, a zdjęcia nie ma. Chyba wiem, chyba. Ale słuchaj - ja na tym fejsie ani nie mam zdjęcia wyraźnego, w kasku takie, ani nawet już nie jestem jako ja podpisany. Więc to nie jest tylko kwestia braku kontaktu, ale również mojego kamuflowania się. I dziwię się i cieszę - bo nie tylko pamięta, kto to, ale jeszcze podoba jej się &lt;b&gt;Powrót ludzi na Marsa&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niespodziewanie rześki poranek, ciepło i siąpi, krople są dopełnieniem niewyspanego mrowienia na mózgu, koją, to jest wszystko i nic, przestrzeń dla myśli.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-2143585863673953610?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/2143585863673953610/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/03/krolowo-marsa-gdzie-sie-podzia-las.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2143585863673953610'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2143585863673953610'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/03/krolowo-marsa-gdzie-sie-podzia-las.html' title='Gdzie się podział las, Królowo Marsa?'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-3926581016933691548</id><published>2011-03-07T21:29:00.009+01:00</published><updated>2011-05-20T10:24:07.581+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słowo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyjaźń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='byzydura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawda-o-świecie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Muumilaakson maaliskuu</title><content type='html'>Marudzenie moje przyniosło dziś bezbłędny odzew. Marudziłem na finiszu pracy, że ani mi się pracować nie chce, ani z pracy wychodzić, na co Wiedźma bez zastanowienia  rzuciła - &lt;i&gt;Idź kupić paluszki z makiem&lt;/i&gt;. I nie miała pojęcia, że przecież nie może być na moją niemoc lepszej odpowiedzi niż przypomnienie czegoś zapomnianego, bo odniosła wrażenie bycia gromioną wzrokiem, podczas gdy ja patrzyłem, porażony, jakby mi się jaka Pytia ukazała. Bo jakby się nie ukazała, to nie ma mowy, żeby mówiła z sensem. A tu proszę - już kiedyś na pewno wspominałem, że są w tej rodzinie czarowne historie, tak, miałaś, dziewczyno, podstawy obawiać się Tarota. No bo jak to tłumaczyć inaczej, skoro broniła się, że niby z Cyganem mówiliśmy o rowerach dzisiaj i stąd jakoś wzięły się paluszki? Co ma rower do paluszków? Okej, kupuję je czasem, właściwie jedynie przy Rynku Nowego Miasta, ale częściej chodzę tam z buta jednak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma zresztą co marudzić - jestem kojarzony z rowerem i paluszkami z makiem, na pewno mogło być gorzej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tego wrócił do mnie odtwarzacz, chyba przez miesiąc byłem na odwyku, zapomniałem go zabrać z domu - zacięcie na zorganizowanie ksywki - Mimbli, kiedy Dwie Kalorie zarządził poprzednio zabijanie bestii. Mimbla powiedziała, że zestaw daje radę, poza może Paktofoniką. Cóż, nie żebym ja sam jeszcze półtora roku temu widział czy słyszał cokolwiek w takiej muzyce, kiedyś na pewno się na nią krzywiłem, a teraz Motor co i rusz podsyła jakieś kawałki, które jednak mają trochę więcej treści niż, powiedzmy, samotne &lt;i&gt;pierdolę to&lt;/i&gt;...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu przerwał, gdyż ponownie go rypło i miał z tego frajdę, że złożyło się w całość, wskoczyło na swe miejsce. &lt;i&gt;Everything is from inside&lt;/i&gt;, tak pomyślał wieczorem w środę (o piosence, w której tego nie ma) i tak pomyślał w czwartek rano, co chyba pozwoliło mu iść do pracy na tę wcześniejszą godzinę, nie to żeby należało się tu od razu popularne hasło &lt;i&gt;profit&lt;/i&gt;, ale na pewno to jakieś osiągnięcie. A w ogóle - przeprowadzanie biura wiązało się z porządkami i pakowaniem, i wtedy władował do torby antyczne już prawie papiery, które w pierwszej połowie ubiegłej dekady (dlaczego to słowo ma brzmieć dumnie?) wędrowały do szkoły, później ocenione do domu, później z niewiadomych przyczyn wylądowały u Smoczego i dopiero w ostatnich miesiącach zostały tam odkryte, ale znów, zamiast lecieć do jakiejś teczki czy pudła w domu, wylądowały w szufladzie roboczego biurka, gdzie czekały do przeprowadzki. Otóż te papiery miałem teraz na wyciągnięcie ręki, wypakowane miesiąc temu z torby, mam z nimi ten problem, że bardzo wstydzę się takiego siebie, jakim byłem wtedy, a jaki byłem, o tym jasno chyba świadczy zdanie z wypracowania z pierwszej liceum:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Są tacy, którym treści w stylu "pier**** rząd, pier**** matkę, ojca, babkę" lub "wczoraj zabiłem dziewczynę a dzisiaj znowu piję"&lt;a href="#dziewczyne_pije"&gt;*&lt;/a&gt; odpowiadają, ja jednak zdecydowanie do nich nie należę.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Byłoby to coś na kształt &lt;a href="http://wo.blox.pl/2009/10/Risercz-ziemkiewiczowski.html"&gt;riserczu ziemkiewiczowskiego&lt;/a&gt;? W każdym razie, kontynuując przerwaną myśl, od dzisiaj wiem już, skąd się Motorowi wzięło sformułowanie &lt;i&gt;Poczekalnia dusz&lt;/i&gt;, którym określa jedno zawodowe zagadnienie, a z fejsa wiem też, po kim powtarza czasem &lt;i&gt;jakie to uczucie, gdy zawodzi człowiek&lt;/i&gt;. Tak mi się przynajmniej wydaje, że wiem, może to starsze jednak jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Intensywny weekend, właściwie cały tydzień, już poprzednio pisałem od Katastrofy, do domu wróciłem w piątek po pracy, ze strasznym bólem głowy, który przeszedł po darowanym naleśniku, chińskiej zupie i kąpieli, na szczęście, bo w perspektywie był większy - wieczór u Wielkiego Elektronika, który jest jedyną osobą z tamtego świata, którą chętnie spotykam. Fajne ma dzieciaki, nawet jeśli się mnie boją, trzy miesiące temu głównie się przewracały, teraz głównie uciekają. Leniwy wieczór, w tle film z wesela, przekonujący mnie o tym, że sam nie chcę czegoś takiego nigdy organizować, niepewne siebie towarzystwo, oczy chcą widzieć więcej, brak zaufania. Wreszcie upragniony sygnał - zostawiliśmy ich, otworzyłem bramę, wyjechali, zawróciłem jeszcze, podbiegłem do Elektronika, nie dla niego rzucone w przestrzeń cześć, trzeba się pożegnać jak należy. A u Smoczego historie - o Finlandii, prohibicji, nocach polarnych i samobójstwach, które statystycznie są tam pierwsze, ale drugie po nich są wylegujące się na drogach renifery. Co powtarzam w domu Mimbli, bo przecież ona to studiuje, a o poranku (w nocy olewanie bestii i obserwacja wielkich radości, naprawdę ładne to dla mnie było) słucha fińskiego radia. Podobno pierwszy raz tak o poranku, kiedy grają chyba stare rzeczy, bo kojarzą mi się z dwudziestoleciem, na co słyszę - A wiesz, że pierwszy fiński film był o pędzeniu bimbru? Ale się nie zachował.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc jeśli wydział ugrofinistyki UW kiedyś zrobi remake tego filmu, to wiedzcie, że pomysł był mój. Ciekawe, że &lt;i&gt;Muminki&lt;/i&gt; Tove Jansson pisała po szwedzku, skoro fińskie &lt;i&gt;Muumilaakson marraskuu&lt;/i&gt; brzmi sto razy ładniej niż oryginalne &lt;i&gt;Sent i november&lt;/i&gt;. &lt;i&gt;Marraskuu&lt;/i&gt; to listopad, ja potrzebowałem do wpisu marca - świat chciał, że brzmi praktycznie tak samo. &lt;i&gt;Maaliskuu&lt;/i&gt;. Znów klik w głowie, bo inne miesiące nie brzmią aż tak podobnie, żeby nie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyszedłem z pracy kiedy słońce chyliło się już ku zachodowi. Nie chodzi mi tu o nieudolne opisywanie majestatycznych okoliczności przyrody, bo na finiszu zimy najbardziej cieszymy się, kiedy słońce jest w zenicie i cieplutko wali w okna, i to raczej takiemu by się należało. Po prostu robiło się już szaro, na tyle szaro, że nie mogłem się za bardzo przyglądać twarzom mijanych dziewcząt - podobno ludzie bez wad wzroku bardziej dają wtedy radę? I szedłem Kruczą, zdawało mi się, że przy kolejnej przecznicy dziewczyna tuli się do faceta. Wgapiłem się w płotek, przeszedłem kilkadziesiąt metrów - krzyk. Bo to jednak dwóch facetów, jeden o głowę niższy, większy w bojowym nastroju, a obok trzeci. Odpychają się, walka nie jest pewna, w ogóle nic nie jest pewne, sytuacja do ominięcia z daleka, ale przecież - z lewa blok, z prawa płot, przeskoczyć to sprowokować, zawrócić chyba też. Przeszedłem pomiędzy nimi a tym trzecim - &lt;i&gt;Walcz, kurwa!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to nie do mnie. Każda studzienka na trasie z wyżłobieniem wokół - dwa razy bym skręcił kostkę. Syrenka na Rynku Starego Miasta jak pięść do nosa, zdaje się, że kiedyś była na Barbakanie i to było dobre miejsce. Paluszki Żerań mają teraz inne opakowanie, nie wiem, czy nie zmieniły się w smaku, bo nie było z makiem. Kupiłem dwa sznurki obwarzanków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="dziewczyne_pije"&gt;*&lt;/a&gt; Byłby to mocny kandydat na tytuł posta, gdybym nie ustalił go już wcześniej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-3926581016933691548?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/3926581016933691548/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/03/muumilaakson-maaliskuu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/3926581016933691548'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/3926581016933691548'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/03/muumilaakson-maaliskuu.html' title='Muumilaakson maaliskuu'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-7849813838785148062</id><published>2011-03-01T22:15:00.001+01:00</published><updated>2011-03-02T07:31:07.319+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tyrmand'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='smoki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kombinat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Szpile na mrozie</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;To, co zwie się w warszawskim &lt;i&gt;argot&lt;/i&gt; "szpilą", jest tu w niezwyłym poważaniu: kto umie rozdzielać "szpile" na prawo i lewo, powodować właściwe napięcia i ciśnienia zawsze na pograniczu uszczypliwości i szyderstwa, lecz tak, by zawsze pozostawały punktem wyjścia do kontynuacji, do nie kończacej się szermierki "przyuważeń" bez popadania w otwartą kłótnię na serio - ten jest mistrzem. Może się go nawet niezbyt lubi za precyzję ciosów, lecz jego potrzeba jest nadrzędnego gatunku, bez niego ta tu towarzyskość nie funkcjonuje.&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Dziennik 1954&lt;/i&gt;, Leopold Tyrmand&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy raz widzę to słowo - &lt;i&gt;argot&lt;/i&gt;. Nigdy nie było mi po drodze z językami, w ogóle z mało czym poza książkami o smokach było mi po drodze, więc zdania  Tyrmanda zdają się czasem rozdmuchane do granic możliwości, dziw, że wciąż przy tym ładne. Ale wracając do języków - czasem jestem jednak przymuszony do sprawdzenia, kiedy ktoś puentuje wypowiedź kursywą. Długi czas miałem pod monitorem powieszone &lt;i&gt;a rebours&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tam wyżej jest 31 stycznia tej straszliwej zimy, teraz już nawet jestem w lutym (wpisy zauważalnie krótsze z początku), nadrabiam, może do końca marca wyrównam. Od soboty siedzę u Katastrofy - w którejś z ostatnich rozmów przypomniano książki o smokach i on specjalnie dla mnie przyniósł cztery, z których pewny byłem, że czytałem tylko jedną. Przejrzałem drugą - aha, czyli ta przygoda jednak była rozpisana na dwa tomy. Wziąłem się za trzecią i dopiero po jakichś pięćdziesięciu stronach dotarło do mnie, że tą też już czytałem, tylko przygoda była tak kiepska, że nic w głowie nie zostawiła. A Wikipedia twierdzi, że autor (o nazwisku takim jak jedna kanadyjska wokalistka) ma już cykl zaplanowany do końca, jeszcze osiem książek. Zgroza. Wprawdzie dziesięć lat temu miałem wielką frajdę z pierwszych dziesięciu, ale dziś bez oporu zgodziłbym się, że trylogia to bezpieczne maksimum dla fantastycznych światów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czwarta ma już swoje lata, pisał ją gdzieś w okolicach tych pierwszych, czyli dam jej jeszcze szansę. Przy czym to też trylogia, znaczy to pierwsza część, i do tego trylogia białych kruków - Katastrofa licytował za setki złotych a wciąż brakuje mu środkowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe, jak przebrnąłem wtedy przez te kilkadziesiąt książek ze &lt;i&gt;Star Wars&lt;/i&gt;? Przecież wszystkim wystarczyłaby trylogia o Wielkim Admirale Mitth'raw'nuruodo. Tak, skopiowałem sobie to, nie dziwne, że mówili o nim Thrawn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie bardzo łatwo wchodzi mi teraz ten Tyrmand, może chodzi po prostu o to, że nie boli mnie głowa. Ale na swój sposób dopowiadam sobie pewne rzeczy i o dziwo sam siebie słucham. Bo w sobotę odwiedzili nas rodzice - ściągając przy tym z łóżek przed dziewiątą. No to posiedzieliśmy kilka ładnych godzin, całkiem ładnych, choć zdążyłem w tym czasie jakoś wściec siostrę, a wydawało mi się, że ogólnie pomagam. Cóż. Obiecali podrzucić mnie do metra, a że to sobota, to nawet nie przeszkadzało im jechać środkiem miasta - Armii Ludowej. Ja pracuję tam trzy lata, ale na Rozdroże zawsze chodzę na piechotę, więc niekoniecznie kojarzę dokładne rozmieszczenie przystanków - wydawało mi się, że jest jakiś pod Rondem Jazdy. Może dlatego, że jakiś czas temu z firmowego okna obserwowaliśmy dziwadło - przechadzającego się krawężnikiem samochodowego koryta typa i były tam rozważania, jak się tam dostał, pewnie z przystanku. A tu figa - przecież oba przystanki na górze! Nie wiemy jak się tam dostał, a ja nie miałem się gdzie wydostać, więc wysiadłem dopiero pod Niepodległości. I teraz zrozum, że gdybym wysiadł na odpowiednim przystanku, albo pół metra dalej nawet, to nie miałbym przed nosem tego:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.tvnwarszawa.pl/archiwum/1671573,kazik__tyrmand_i_bareja_na_muralu_obok_gus,bawsie.html" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em" title="na temat w przemyśle nienawiści"&gt;&lt;img border="0" height="410" width="290" src="http://m.onet.pl/_m/e1f02bd311578820398c6925088bc5a5,34,1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nie wypada się po takim objawieniu nie przyłożyć bardziej do lektury, niby o tych samych rzeczach co teraz są, jak zatłoczone autobusy, ale jednak w innej skali - bo myśmy, jadąc w poniedziałek na Rynek Starego Miasta, mieli do wyboru kilka połączeń, wyszło, że tramwaj będzie miał najlepszy stosunek zatłoczenia do czasu podróży, nawet Cytat mógł ze swoją chorą nogą usiąść. A później, za cztery godziny, nie miał problemu ze złapaniem taksówki. To było już po tym, jak Dwie Kalorie opowiedział kilka tuzinów anegdot, Protestanka obiecała przyłożenie się do roli wyroczni, a Młot zbudował tęczę z antymaterii. Schodząc do szatni nuciliśmy &lt;i&gt;Marsz Imperialny&lt;/i&gt;, a posiwiały szatniarz zaczął nam dyrygować. Na zewnątrz już odczuwalny mróz, ale przecież nie minus dwadzieścia, chwila zabawy w berka - tu Protestanka nie miała szans, bo była w szpilkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dziś, przeglądając niezadowolone ze smoków forum, &lt;a href="http://www.vonnegut.art.pl/english/harrison.html"&gt;trafiłem na ładne opowiadanie&lt;/a&gt;, to może zakolejkuję &lt;i&gt;Śniadanie mistrzów&lt;/i&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-7849813838785148062?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/7849813838785148062/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/03/szpile-na-mrozie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/7849813838785148062'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/7849813838785148062'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/03/szpile-na-mrozie.html' title='Szpile na mrozie'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-5036486967601231572</id><published>2011-02-22T14:18:00.001+01:00</published><updated>2011-02-22T14:41:15.425+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tyrmand'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kapuściński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Kolejne piętnaście minut</title><content type='html'>Dzisiaj nawet obudziłem się na minutę przed szóstą, czyli przed pierwszym budzikiem, nawet przeszło mi przez myśl, żeby wstać i iść do pracy na godzinę wcześniej, ale nie. Szósta trzydzieści, czterdzieści pięć - a ja śpię. Od siódmej piętnaście śnię do tego.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Jestem znów dzieckiem (bardziej niż teraz) i idę z zakupami. Obok idzie mama, idziemy tym terenem, na którym jeszcze nie ma ani ulicy Strumykowej, ani osiedla przy Stefanika. Jakieś wykopy, przygotowania. Mam wrażenie, że właśnie wróciłem kilkanaście lat wstecz i będę mógł naprawić całe życie - przede wszystkim zastanawiam się, które koleżanki z osiedla wyrosną na ładne dziewczyny. Przed nami idzie kuzynka, ale za chwilę już jedzie rowerem. Chcę ją dogonić, też mam rower, ale nie mogę - po tym jak wolno jadę i po widoku siostry za wzniesieniem orientuję się, że naprawdę jestem małym chłopcem, bo ona taka jeszcze mniejsza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dochodzimy do osiedla, kuzynka pakuje zakupy do samochodu, to jest Skoda, ale czerwona tym razem, oni chyba mają wyjechać. Mnie przechwytuje tata, podchodzimy do ogłoszenia o koncercie, że mógłby mnie zabrać. To jakiś zespół elektroniczno metalowy - mówię mu, że tego to ja nie słucham i podziękuję. Cięcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po morzu płynie drewniany statek. Są na nim kobiety, są na nim dzieci powiązane z kobietami i ze sobą. Każda kobieta ma kilkoro. Nagle statek przepoławia się, wzdłuż kilu, jakby przecięty płetwą wielkiego rekina. Wszyscy krzyczą, wpadają do wody - panika, bo rekin. Jedna kobieta odrzuca od siebie dzieci, żeby jej było łatwiej uciekać - raczej nie mają żadnych szans związane ze sobą. Nie podoba mi się to, myślę o niej źle. I wtedy pojawia się rekin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Staram się go utrzymać, nie wiem czy to ja tam jestem, czy sama moja wola. Chodzi o to, żeby trzymać go trochę nad wodą, bo wtedy jest podatny na ataki. Atakuje ktoś z daleka - magicznymi pociskami z kuszy. Są kolorowe, wbijają się w bok rekina. Mam wrażenie, że mam jakąś uzdę, wyrywa mi się, stara się tak wykręcić, żeby odgryźć mi nogi. Z jednej strony ma już wpakowane kilkanaście bełtów, więc staram się go wykręcić na drugą. Wtedy przebiega obok mnie &lt;a href="http://media.animevice.com/uploads/0/1993/133508-800px_gattsutrolls_super.jpg"&gt;Gutts&lt;/a&gt;, to on szyje do rekina z kuszy. Dziwię się, że biega po wodzie, ale orientuję się, że ma Buty Oślepiającej Szybkości (+200), czyli pewnie tak przebiera nogami, że może.&lt;/blockquote&gt;Nie pamiętałem tego wcześniej, ale przecież miałem przynajmniej jedno noworoczne postanowienie - poczytać sobie &lt;i&gt;Dzienniki&lt;/i&gt; Tyrmanda, zgodnie z datowaniem. Oczywiście nie dałem rady, już dawno się z datami rozjechałem i ciągle siedzę w styczniu. Jemu też czasem coś się śni - przywołuje wtedy Freuda i Junga, ale za chwilę pisze o systemie (wielki czarny pies wgryzający się w dupę, że boli albo nie). To by mieli ubaw w XXI wieku - gry, kreskówki, komiksy, fantazje. Do zastanowienia - czy śniłem kiedyś jakieś postaci książkowe? Czy jednak na tyle mam leniwą wyobraźnię, że nie wyglądają i nie mają jak się we śnie pojawić?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dwa bonusy:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Ostatniego dnia napiszesz: "Dziś nigdzie nie wychodziłem i z nikim nie rozmawiałem. Pisałem dziennik..." Po czym znajdą cię na podłodze i obdukcja wykaże śmierć z wyczerpania.&lt;/blockquote&gt;To Herbert o Tyrmandzie piszącym dziennik. Zważywszy na długość tych wpisów wcale bym się nie zdziwił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to Protestanka, która nie zważając na moją uszczypliwość i zaczepność znajduje na blogu wpis sprzed dwóch miesięcy prawie, bo miała mi tam wrzucić cytat, co się jej podobał i pasuje, cytat spotęgowany, bo to jest Kapuściński cytujący Konfucjusza, czyli teraz jest Protestanka cytująca Kapuścińskiego, cytującego Konfucjusza.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Konfucjusz powiedział, że świat najlepiej poznawać nie wychodząc ze swojego domu. Jest w tym jakas prawda. Nie trzeba koniecznie podróżować w przestrzeni. Można odbywać podróże w głąb własnej duszy. Pojęcie podróży jest bardzo rozciągliwe i zróżnicowane.&lt;/blockquote&gt;No ba! Zawsze to wiedziałem. Żeby było zabawniej - cały akapit.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Reporterska ciekawość świata to rzecz charakteru. Są ludzie, których świat w ogóle nie interesuje. Własny świat uważają za cały świat. I to też trzeba cenić. Konfucjusz powiedział, że świat najlepiej poznawać, nie wychodząc ze swojego domu. Jest w tym jakaś prawda. Nie trzeba koniecznie podróżować w przestrzeni. Można odbywać podróże w głąb własnej duszy. Pojęcie podróży jest bardzo rozciągliwe i zróżnicowane.&lt;/blockquote&gt;Nawet Kapusta nie ciśnie mnie za bardzo za niewyglądanie poza czubek własnego nosa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-5036486967601231572?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/5036486967601231572/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/02/kolejne-pietnascie-minut.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5036486967601231572'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5036486967601231572'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/02/kolejne-pietnascie-minut.html' title='Kolejne piętnaście minut'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-656279340087562040</id><published>2011-02-21T12:32:00.000+01:00</published><updated>2011-02-21T12:32:13.086+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieciństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sny'/><title type='text'>Hallelujah bejbe!</title><content type='html'>Po długaśnej przerwie w zapisywaniu pamiętanych snów, przynajmniej takich, do których się przyznaję, że pamiętam (bo np. z Sylwestra na Nowy Rok miałem jeden traumatyczny o zamężnej kobiecie, którego nie wypada przedstawiać szerokiej publiczności), nieprzyzwoite opóźnianie wyjścia do pracy wreszcie się opłaciło. To mi się śniło pomiędzy ostatnim budzikiem o siódmej piętnaście, na który powinienem wstać, a siódmą trzydzieści, o której wstałem. Zawsze mnie to fascynuje, jak wielka fabuła mieści się przez chwilę w głowie, jak wielkie odległości tam przemierzam i jak niewiele z tego wszystkiego później pamiętam. Bo to raptem końcówka, a zrobione kilkanaście kilometrów.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Jesteśmy w Łodzi - ja, brat i Wujek, w domu chrzestnego ojca mojego jesteśmy, to jest blisko Stawów Jana. Są tam i domownicy, ale jak to często bywa, wszyscy mają się przenieść do domu Dziadka, to znaczy na Widzew. I tu zaczyna się konkurs.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż przenosiny mają być wyścigiem tekturowych samochodów. Ja z Wujkiem i bratem jesteśmy jedną drużyną, jest też druga drużyna, to reszta ludzi. Tyleśmy ich widzieli - pojechali inną drogą. My jedziemy naszym kabrioletem i wcale nie przeszkadza nam, że jest zima. Prowadzi Wujek i robi to bardzo agresywnie - czasem jedziemy pod prąd, o włos unikamy czołowych zderzeń, telepiemy się po krawężnikach i torach tramwajowych. Ale jesteśmy spokojni. Kiedy coraz bardziej zbliżamy się do celu - zostaję w samochodzie sam i dopiero teraz jest naprawdę z tektury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście jest też na górce pośród osiedli, czyli mam miejsce żeby się rozpędzić, bo silnika też już żadnego nie ma. Taki tekturowy bobslej na kółkach. Nawet kiedy zjeżdżam już z górki, to on się ledwie co wlecze. Przejeżdżam wąskimi przesmykami między blokami, to już to miejsce, wielkie numery ulic wymalowane w kołach na ścianach. Wchodzę do domu, a tam wszyscy siedzą przy stole - cóż, przegraliśmy. &lt;/blockquote&gt;Jest w tym śnie zabawna przewrotność - bo takie jazdy na wyścigi często się przecież zdarzały, tylko odwrotne, kiedy rodzina pakowała się w dwa, trzy samochody i wyjeżdżała z Widzewa. Kto z kim, oczywiście myśmy z rodzeństwem zawsze chcieli jeździć z Wujkiem, ale nie zawsze się dało. Droga mierzona kościołami, bo to przy nich się zawsze skręcało, to znaczy nie zawsze, ale pamiętaliśmy wyjątki. Wujek twierdził, że najszybciej to i tak nie samochodem, a rowerem wzdłuż koryta łączącej okoliczne stawy Smródki. Na mapie jej tak nie podpisali.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-656279340087562040?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/656279340087562040/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/02/hallelujah-bejbe.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/656279340087562040'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/656279340087562040'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/02/hallelujah-bejbe.html' title='Hallelujah bejbe!'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-2448007283921442946</id><published>2011-02-17T20:40:00.002+01:00</published><updated>2011-02-18T14:16:31.859+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='apokalipsa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='panika'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kombinat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egzaltacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawda-o-świecie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='portret'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dwudziestokilkulatek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bóg'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Afryka'/><title type='text'>En i e er o zet u em i (e?) em, bez obietnicy poprawy</title><content type='html'>W ramach ulubionej powtarzalności świata na początku lutego Motor rzucił hasło &lt;b&gt;Paktofonika&lt;/b&gt;, że słucha drugiej płyty i mam do sprawdzenia kawałki. Kiedyś mi dał pierwszą, a ja we wpisie założycielskim cytowałem sobie najpopularniejsze pewnie zdanie. Tam na początku lutego, kiedy pogodziłem się z faktem, że bliżsi i dalsi znajomi znudzili się korespondencją i żeby cokolwiek jeszcze pisać, zostaje tylko założenie bloga. Ostatnio więcej siedziałem na forum niż tutaj, więc poprawiam opatrzony BBCode na html. To całkiem zabawne, podobnie mam z okazji wspominanego już Pythona, bo w pracy zdarzają się PHP i JS, mózg się czasem zacina, kiedy trzeba rozważać poprawność składni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ jestem dumny z wysokiej pozycji na liście wyników wyszukiwarki po wpisaniu frazy &lt;b&gt;najnudniejsza praca świata&lt;/b&gt;, nie będę zbyt głośno marudził, że nic takiego nigdy nie napisałem. Starczy wspomnieć, że przy przeprowadzaniu biura z wózka i kartonów skonstruowaliśmy czołg, którym z dumą przejechaliśmy następnie wzdłuż budynku. Jasno chyba z tego wynika, że jeśli takiej szukasz - to nie moja. Znaczy, bo dla mnie praca to nie jest tylko czynność, nie mam konstruowania kartonowych czołgów w zakresie obowiązków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są w nowym biurze plusy, może nawet będzie prysznic, na razie są chociażby schody, które oszczędzają czekania na windę, a do tego dają minus dwa do starzenia się. A że jest to wszystko po prostu po drugiej stronie ulicy, to wciąż wchodzi w grę opcja rower, oczywiście jeżeli tylko będę wstawał. Na razie nie umiem - każde wyjście do pracy to wciąż jest najambitniejsze, wymagające największego wysiłku przedsięwzięcie dnia. Żeby zwlec się rano z łóżka. Tego dnia z czołgiem chyba nawet się za bardzo nie spóźniłem, bo wychodząc spotkałem kilka osób z innej grupy, a chwilę wcześniej Cygan z Cytatem wyszli do baru w budynku obok, zapraszali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie jeszcze się tutaj nie chwaliłem, że przez pierwsze trzy lata pracy spóźniłem się do niej może trzy razy? Raz zepsuł się autobus, a raz budzik. Serio. Teraz już nie ma się czym chwalić - od grudniowej choroby, na którą nałożyły się zawieje, zamiecie i T-raperzy, nie przejmuję się za bardzo oficjalnymi godzinami pracy. Mam taki ustrój, że liczą się tylko precedensy - nie umiem odwracać kolei rzeczy. Albo jest status quo, albo zupełna olewka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc wyszedłem wtedy z pracy, oczywiście na Rozdroże, wzdłuż Armii Ludowej. Widzę, że taka ciemna staruszka zaczepia jakiegoś typa, brzydko napisać, że to typ, bo pewnie ze cztery krzyże, ładny płaszcz, ale olał ją, to niech będzie typ. Zawróciłem - Pani o coś pytała?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ona była naprawdę malutka i cała czarna, chudziutka, bezzębna, pomarszczona, choć nie do przesady. Bajkowa staruszka, bez pudru czy różu. Miałem wielką ochotę o tym napisać już wtedy, siódmego lutego, ale nie napisałem, bo jakoś byłem pewien, że to zbyt egzaltowane. Teraz już się trochę rozmyło, nie pamiętam słowo w słowo. Wciąż jest tak samo egzaltowane, ale za to ja jestem już później.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ale pan młody jest to nie...&lt;br /&gt;- Słucham?&lt;br /&gt;- Bo pan młody jest.&lt;br /&gt;- Może będę umiał pomóc - Nie dawałem za wygraną. Oczywiście jest tu kwestia status quo - zawsze wychodzę z założenia, że na ulicy ludzie pytają.&lt;br /&gt;- Pracę pan ma?&lt;br /&gt;- Mam - Wcale mnie to jeszcze nie zbiło z tropu. Głupi.&lt;br /&gt;- A kupiłby mi pan taki napój - pyta nieśmiało, wskazuje na sklep obok - bo ja już siły nie mam, ciężko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To dopiero jest uderzenie obucha, że ona nie pyta o drogę, o autobus, jak kiedyś na Rozdrożu taka babcia z Wilna, której pokazywałem przystanek w stronę Gocławia i później się wyklinałem, że przecież mogłem z nią zejść na dół i wybadać linię najlepszą, tylko tu o pieniądze chodzi. A nawet nie miało o to chodzić, bo ja wyglądam za młodo, żeby pieniądze mieć. Właściwie jakoś przesadnie dużo nie mam, skąd niby. W ogóle nie o mnie miało chodzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Taką herbatę, czy soczek?&lt;br /&gt;- Nie, takie... - coś usiłowała wytłumaczyć, ja może nie za bardzo chciałem rozumieć, włożyłem rękę w kieszeń, wyjąłem monety.&lt;br /&gt;- Pani sobie kupi? - zapytałem, wkładając jej do ręki monetę.&lt;br /&gt;- O! Bogato!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet nie wiem, czy powiedziałem dobranoc, albo do widzenia, odwróciłem się na pięcie i szybko uciekałem, tak ładnie filmowo przebiegłem przez jezdnię na zmieniającym się już świetle, bo spadło na mnie wtedy kilka rzeczy, które krążą nad głową od dni, miesięcy, może od lat, różnie. Spadło mi na głowę &lt;b&gt;nierozumiem&lt;/b&gt;. Tłumaczone przez specjalistkę od finansów paski wynagrodzeń, podatki niepodatki, opłaty, podstawy, ubezpieczenia. Ósemka na przykładowym pasku jak stalowa rękawica rzucona w twarz uczestnikom spotkania. Emerytalne nagłówki w serwisach internetowych, inflacje, PKB i Musi Odejść. Klasy średnie biurowe i zwykłe, a o tych całych OFE to nawet WO ostatnio. Rewolucje, dyktatury, transport ropy. Kupuj, napędzaj gospodarkę. Historie Cygana o walce o kredyt. Polacy nie mają oszczędności. Sprzeczne sygnały, widmo katastrofy, podskórne wrażenie, że sami się wariujemy, że to coś się sypnie bez mojego wpływu. Prędzej, później, ale w tych planach zawsze coś nie wypali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Włożyłem jej do ręki pięć złotych, bo to jednak centrum miasta, wszystko kosztuje tutaj więcej, ja takich rzeczy jak butelkowane napoje w ogóle nie kupuję, więc wolałem dać z takim naddatkiem na wszelki wypadek. To co odpowiedziała, to nie było swojskie, cytatowe &lt;i&gt;powodzi się, na bogato&lt;/i&gt;, ona się tej monety jakby przestraszyła. &lt;i&gt;Pan młody jest&lt;/i&gt;, dziecko, jeszcze wczoraj dostawałeś cukierki, a przedwczoraj cię przewijali. Życie przed tobą, albo nie masz, albo i tak jeszcze długo nie będziesz miał. Czuję się taką małą, ciemną, jałową kuleczką wstydu pomiędzy wirtualnymi wycieczkami, oczyszczaniem starożytnych ruin z kultystów a plądrowaniem domów i muzeów na okazję buntu uciśnionych, pomiędzy ciepłym łóżkiem a staruszką, której ciężko iść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak to już pewnie jest, jak się nie ma problemów.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-2448007283921442946?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/2448007283921442946/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/02/en-i-e-er-o-zet-u-em-i-e-em-bez.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2448007283921442946'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2448007283921442946'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/02/en-i-e-er-o-zet-u-em-i-e-em-bez.html' title='En i e er o zet u em i (e?) em, bez obietnicy poprawy'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-2912305931025331976</id><published>2011-01-24T15:14:00.000+01:00</published><updated>2011-01-24T15:14:01.546+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='apokalipsa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przestrzeń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>gybe</title><content type='html'>Jak tu teraz tak, nie dopowiedzieć, czy napisać wszystko i czekać kamieni? W ubiegłym tygodniu odezwał się do mnie kolega, że oferta nie do odrzucenia, jadę z nim na &lt;b&gt;Godspeed You! Black Emperor&lt;/b&gt;, należy sobie jedynie opłacić przejazd. Fajosko. No tylko że dwa tygodnie temu też odezwał się do mnie kolega i pisał, że oferta, że ma do sprzedania bilet na &lt;b&gt;Godspeed You! Black Emperor&lt;/b&gt;. Bardzo mi się zrobiło miło, bo poprzednio widzieliśmy się dwa i pół roku temu w Mysłowicach, mamy kontakt przez fejsa bardzo sporadyczny, a on pamięta i zaprasza, czuje, wie, że to ma sens w moim przypadku i jestem wpisany na listę gdzieś w okolicy czołówki, skoro wszedłem na miejsce życiowej wybranki. Ale wymówiłem się inaczej zaplanowanym budżetem. No i teraz tak - obaj Ci koledzy to oczywiście ten sam człowiek, tylko rozłożony w czasie. Niech będzie, że Małpolud, bo jeszcze nie ma durnej ksywki tutaj. I pojechałem, zupełnie jak nie ja, bo z dnia na dzień, bez planu, bez noclegów, bez sprawdzania opcji powrotnych, niech się dzieje, co chce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na Wschodnim wiało, nawet nie miałem biletu, tylko czekałem na wszystko gotowe - bo on mieszka blisko, to kupił. Jakby za piękne to, jak to tak, że nic nie muszę. A jednak. Nie mieliśmy problemów z rozpoznawaniem się, bo nie dość, że przez te lata nie zaczęliśmy na posuniętych w latach wyglądać, to jeszcze peron pusty. Cześć i jazda, pogadać o sprawach okołopracowych, kto się z pierwszego składu ostał, pogadać o kredytach, pogadać o tym, co się robi w życiu, on akurat robi trochę muzyki. Jest w nim taki fajny spokój i pewność. Pytałem co z zespołem, który zostawił we Wrocławiu. Nie zależy mu, bawi się swoimi rzeczami, kontakt mają, coś do filmów czasem, może będzie więcej. Wtedy godzili prace, życie i próby do późnej nocy, nawet ja rozumiem, że nie da się tak w nieskończoność. A na depresyjnych jazgotach i plumkaniu ciężko zarobić, żeby można było się na samo to przerzucić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochę takie jest &lt;b&gt;GY!BE&lt;/b&gt; - od razu kojarzę sobie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=-aLjup934Rk"&gt;&lt;i&gt;The car is on fire and there is no driver at wheel&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, że smutno, że jęcząco, że apokalipsa. Jakie niedopatrzenie, ów przegapiony koncert &lt;b&gt;Sigur Ros&lt;/b&gt; w Warszawie, miałbym trzy bieguny post rocka zaliczone, mógłbym umrzeć odpowiednio smutny i rozczulony zarazem. No ale nie. Oczywiście te bieguny sam sobie rozstawiłem, trzeci to &lt;b&gt;Mogwai&lt;/b&gt;, a jeśli coś było wcześniej, a na pewno coś było, bo z pustego w próżne to nie, to wybaczcie, ale nie znam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pociąg kosmiczny, monitory z informacjami jak w samolotach - prędkość, czas, stacje. Smoczy mówił, że takie są w Niemczech. Ze mnie oczywiście żaden podróżnik, więc się dziwiłem. Głośno, słychać rozmowy z drugiego końca wagonu, a do tego mniej wygodne niż w starych składach siedzenia, plecy bolą. Ale hej, ciepło przecież! W ogóle mnie ostatnio plecy trochę bolą, trzeba zacząć się ruszać, zasiedziałem się w biurze. Udało nam się nie przespać odpowiedniej stacji, udało nam się iść od razu w dobrą stronę, nawet udało nam się nie przejść za daleko, bo Eskulap był jeszcze zamknięty, to znaczy gromadził przed wejściem tłum, który wyglądał zupełnie tak, jakby był gromadzącym się przed koncertem tłumem. Gdybyśmy się czegokolwiek spodziewali, to pewnie nie przerobionej na koncertową sali gimnastycznej, ale ponieważ się nie spodziewaliśmy, to wcale nas to nie dziwiło. Tylko w kolejce zimno, ale przynajmniej wokół ciekawe rozmowy, muzyczni guru epatujący zajebistością przed kolegami. &lt;i&gt;Już nie słucham Comy i takich tam. Tylko The Fall. Mark E. Smith jest Bogiem! Słuchaj, z tego się nie wyrasta. Ze wszystkiego można wyrosnąć, ale nie z post punka. Do końca życia już będę słuchał.&lt;/i&gt; Tak ze dwadzieścia lat miał. A dalej - tu nawet znam temat, bo o ile na &lt;b&gt;The Fall&lt;/b&gt; załapałem się jedynie z okazji Offa i pamiętam z niego Boga bez jego muzyki, to już &lt;b&gt;Archive&lt;/b&gt; sam trochę słuchałem, a teraz już wiem, że - &lt;i&gt;tylko pierwsza płyta, bo mieli rapera wypożyczonego&lt;/i&gt;. Nie sposób nie zgodzić się z taką argumentacją!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako wsparcie wystąpił ambientowy artysta, który zdecydowanie nie porwał tłumu. Wydawał jakieś mało rytmiczne dźwięki, z których część powinna być zabroniona, po czym powiedział &lt;i&gt;Thanks&lt;/i&gt; i tyleśmy go na widzieli. I na scenę zaczęły wchodzić gwiazdy. Co ciekawe - chwile, kiedy rozkładali się na scenie to jedyne, kiedy można się im było przyjrzeć. Bo później, pomimo, że robią strasznie dużo hałasu, właściwie jakby ich nie było. Małpolud mówił, że potrafią mieć w składzie po kilkanaście osób, widać to jakaś skłonność Kanadyjczyków, bo to samo jest z &lt;b&gt;BSS&lt;/b&gt; przecież. Można, zamiast na nich, spokojnie patrzeć na przekładane taśmy, wizualizacje - literki, schematy, pociągi, płonące miasta. Najfajniejszy pociąg - kiedy jedzie przez tunel i w miarę jak oddala się od krańca, światło, dla mnie, zaczyna wyglądać jak głowa węża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobra, a co z tą muzyką?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo dużo plam dźwięku, na początku, wstępnie bardzo rozległe te plamy. Później dodane rytmy dopiero. I wszystko we mnie się buntuje, kto w ogóle wymyślił tą salę, nie powinno się takich rzeczy słuchać w sali. Nie chodzi o to, że muzyka jest depresyjna, nie aż tak. To jest muzyka mam-ochotę-być-sam. Zilustrowałbym to Exupérym, który jako pilot wylądował kiedyś na bezludnej skale w środku Afryki i był tam sam jeden pod gwiazdami. Taką chęć to we mnie budzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracaliśmy na dworzec, uświadomiłem towarzysza, że za każdym razem, jak słychać było nowy dźwięk, on wyciągał wyżej głowę, szukając, co i na czym kombinują. A jeżdżą smyczkami po gitarach, choć mają w składzie dziewczynę ze skrzypcami. Kiedy wróciło światło, zadowolony oglądał składanie sprzętu - &lt;i&gt;Strasznie dużo mają efektów. Na pewno sami się w nich gubią&lt;/i&gt;. Opowiadał też, że typ, od którego kupował bilety, chwalił się, że pierwszym nabywcą był Artur Rojek. No to może chce ich na Offa zaprosić w tym roku. Jego akurat nie widziałem, ale znajome twarze mignęły mi, kiedy już umierałem na dworcu. Proszę o wyrozumiałość, to była pierwsza w nocy i ból w głowie. Widzę typów, przechodzą w tę i we wtę, mają plakat pod pachą - fajne musiały być te plakaty, bo prawie każdy na dworcu miał. Krzyczę zaczepnie - Chłopaki do Mińska?&lt;br /&gt;- No, tak, też?&lt;br /&gt;- Prawie, do Warszawy. - Tu się zacinam, patrzę, widzę, że znam, ale nie wiem. Idą dalej, dopowiadam, że wiem o co chodzi, znam teren - Muzyka Końca Lata?&lt;br /&gt;- Prawie...&lt;br /&gt;Zeszli po schodach, a ja już nie chciałem krzyczeć, że dotarło, bo to był basista &lt;b&gt;Maków&lt;/b&gt;. Może się za bardzo nie obraził. A jak ich kiedyś spotkam jeszcze, to może zapytam o wyrocznię w sprawie odmiany nazwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;!--wejście, kolejka, Piotr i Paweł z drożdżówkamizimno w sumierozmowy w kolejce, ciekaweo objawieniach i dojrzałościjuż nie słucham Comy i takich tam,teraz tylko The Fall, Mark E. Smithbo z tego się nie wyrastaze wszystkiego można wyrosnąć, ale nie z post punkawyglądał na może dwadzieścia latalbo Archive, wiecie, tylko pierwsza płyta, ta rapująca, bo później to już nie;a słyszałeś Controling Crowds, tam są rapujące kawałki i te są dobretaaaaakniech tamto zagrają, no ja się rozryczę,a byłem na Radiohead, to płakałem jak!plamy dźwięku, chcę być sam w kosmosieapokalipsachcę być samto nie jest koncert do staniadobra by była ta pustynia pod gwiazdamigdzieś na wielkiej skale w środku afrykigdzie nie było i nie będzie już nikogo (ten fajniejszy Exupery)o pierwszej na stacji pełno osób z plakatamisłyszę, że były po sześć dychnie widziałem ich, ale musiały być naprawdę zajebistebo koszulki też były po sześć dych, ładne całkiemale nie kupiliśmyto jaki plakat musiał być?widzę twarze, myślę kto to, dumamidą, krzyczę, chłopaki do mińska?wiem, że gdzieś grają, ale nie pasują mi twarzeMKL? "prawie, prawie"poszli, może się obraził, bo to był basista Maków przecież--&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-2912305931025331976?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/2912305931025331976/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/01/gybe.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2912305931025331976'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2912305931025331976'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/01/gybe.html' title='gybe'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-8990404052967998734</id><published>2011-01-19T12:43:00.002+01:00</published><updated>2011-01-19T18:30:42.315+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słowo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyjaźń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='byzydura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania'/><title type='text'>Fsiubździu, a niech sobie będzie</title><content type='html'>Na twarzoksiążce nastąpiły spodziewane z dawna zmiany, teraz już nie mogę wybrać, jak wygląda mój profil, oni bardzo chcą, żebym bardziej był zdjęciem niż słowem - wyraźny sygnał, żeby odezwać się tutaj. Nawet jeśli miałbym pisać o twarzoksiążce właśnie - bo zdarzyła się tam ładna rzecz, to dlaczego mam nie napisać. W piątek dostałem zupełnie niespodziewanego mejla od dziewczyny, z którą spotkałem się cały jeden raz w życiu, a był to mejl z noworocznymi życzeniami w formie kartek. Wydumałem sobie, że pewnie ma jakiś sprytny program czy aplikację do synchronizacji kontaktów z fejsa i stąd wie, gdzie słać mejla, bo ja jej przecież nie podawałem, a wątpliwe, żeby specjalnie wbijała na profil do mnie spośród kilku setek znajomych. Światowa to jest bardzo dziewczyna. Akurat obudziłem się po zejściu w pracy (to znaczy drzemce obiadowej, ale raczej kiepsko się wtedy czułem) i tak mnie ta niespodzianka ucieszyła, że wymyśliłem skomponować jakąś kartkę w odpowiedzi. Jaką miałem frajdę ze składania, a ona ponoć równie wielką frajdę z takiej odpowiedzi, oraz - jakie to wszystko było proste. Ładnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W jakimkolwiek miejscu bym nie pisał, choćby było to tylko i wyłącznie moje miejsce, po dłuższej nieobecności odczuwam obowiązek usprawiedliwienia się. Całe lata pamiętników, przerwa, powrót - No, więc, tego... Bez sensu. Coś tam pisałem po drodze, to jest udało mi się zarejestrować na forum, które kiedyś już wspominałem, towarzystwo jest dość hermetyczne, głowy pełne zupełnie nieżyciowych informacji (no bo komu na co się przyda dogłębna znajomość historii świata gry?), wciągnęło mnie to na kilka dni. Myślałem na przykład już w ubiegły poniedziałek, żeby coś napisać tutaj i najlepiej właśnie w poniedziałek, żeby mniej to było smutne, bardziej wyspane, ale zamiast tego analizowaliśmy kilkanaście zeskanowanych z zagranicznego periodyku obrazków. To znów odkrywanie Ameryki - jak to fajnie, że ktoś mnie czyta i odpowiada, dopowiada w temacie, który nas tam wszystkich naprawdę jara, nawet jeśli po czwórce do zapowiedzi podchodzimy sceptycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to właśnie przed poniedziałkiem (tamtym) działo się dla odmiany prawdziwe życie, czyli tak zwane spotkania towarzyskie. Działo się już w tą marudną środę, bo udało się spotkać ze Smoczym, który przyjechał na kilka dni z Niemiec. Od pół roku nie było takiego spotkania, to znaczy właściwie od kiedy wróciłem w ubiegłym roku z Offa. Pełen skład, mieszkanie już chyba nie tak studenckie jak kiedyś, ale wciąż tak samo zaprzyjaźnione. Świetne uśmiechy dziewcząt, nawet pomysł, żeby iść na sanki, tylko jakoś sanek brak. Czarna Mewa już snuje plany wakacyjne, jechać gdzieś i bez niczego, i byczyć się wspólnie nad jeziorkiem. Żeby nie ten brak snu, to bym dłużej korzystał, a nawet korzystałbym pomimo braku snu - tylko że ja miałem niedomiar snu, ale nadmiar bólu głowy - odpadłem o północy i wreszcie coś śniłem przez więcej niż dwie godziny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nazajutrz drugi biegun - Dwie Kalorie zapraszał do kawiarni. Nigdy sobie siebie w kawiarni nie wyobrażałem, odwiedziłem chyba dwa razy w życiu z Niedodzwanialną, jestem zdecydowanym zwolennikiem herbaty w domowym zaciszu. Więc pewnie się zestresowałem, bo gdzie to i jak to znaleźć, i w ogóle przegapiłem wiadomość, że nie spotykamy się w kawiarni, tylko pod dworcem, skąd razem dotrzemy. Czyli oni czekali na mnie, a ja na nich - dobry początek! I to jeszcze oni docierali do mnie, strasznie kiepskie uczucie, kiedy czekasz na grupę, której w większości w ogóle nie znasz - lepiej na odwrót, kiedy się samemu dociera, wbija w spotkanie. A jednak - to też był dobry wieczór, na tyle dobry, że prawie zapomniałem o czynionych na forum rozkminkach, choć przecież był to pewien punkt przełomu w temacie. Inna sprawa, że po powrocie do domu przez dwie godziny tłumaczyłem wymyślony alfabet, upierając się przy samodzielnej zabawie, a nie na gotowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może zacznę częściej pisać, kiedy już skończę do spółki z Katastrofą brnąć przez &lt;i&gt;Lamerskie Wprowadzenie do Pythona&lt;/i&gt;. W ogóle nie opłacało się przestawać być studentem, skoro sesja mnie nie mija, ale cóż, na pewno trudniejsze to łamigłówki niż puzzle ze smoczego alfabetu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-8990404052967998734?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/8990404052967998734/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/01/fsiubzdziu-niech-sobie-bedzie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/8990404052967998734'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/8990404052967998734'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/01/fsiubzdziu-niech-sobie-bedzie.html' title='Fsiubździu, a niech sobie będzie'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-3937302238269712399</id><published>2011-01-05T12:18:00.004+01:00</published><updated>2011-01-05T13:45:37.814+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dynie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='apokalipsa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hesse'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Goń się, Hessczu!</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;Widząc moją minę, Mozart zaczął się głośno śmiać. Ze śmiechu fiknął w powietrzu koziołka i nogami wywijał trele. Krzyczał przy tym do mnie: - Hej, hej, młodzieńcze, nie pław się w męce, język cię swędzi czy w płucach rzęzi? A może myślisz o czytelnikach, molach książkowych i złych krytykach? O swych drukarzach, ścierwach, kacerzach, przeklętych szczwaczach i podżegaczach? Psiakrew, do czarta, rzecz śmiechu warta, śmiech do rozpuku ulży ci w brzuchu... O ty, serce w poniewierce, druk, czernidło to mamidło, czujesz wieczny żal do świata, gdzie człek człekiem wciąż pomiata, na pociechę dam ci świecę, zapal sobie, tak na hecę.&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Wilk stepowy&lt;/i&gt;, Herman Hesse&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Będzie smutek, pot i łzy. A co!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tamtą środę, kiedy cudownie ozdrowiałem, znalazłem też zapomnianą w grudniu muzykę do uszu. Bez sensu takie zapominanie, skoro razem z Cytatem specjalnie kupowaliśmy pchełki pod zimowe czapki, zima naprawdę dokazywała, a do tego ja swoich jeszcze nie zgubiłem. Pierwszym utworem, który wskoczył, było dyniowe &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=YEvVIgCm1zg"&gt;&lt;i&gt;Tonight Tonight&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, co wydało mi się wcale dobrym omenem, bo bardzo je lubię i bardzo wiąże się z ładnymi historiami z ostatnich lat. Nie wiem, kto wymyślił popularne pojęcie &lt;i&gt;soundtracku do życia&lt;/i&gt;, ale ten utwór by się pewnie mógł na moim znaleźć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pilny projekt zareagowałem w tym tygodniu ze stoickim spokojem. Bardziej już martwiłem się, jak zareaguje grupa, której odbiera się szeroko swego czasu dyskutowany dzień wolny (a zdaje się nawet, że ów Lewiatan iście po diabelsku co i rusz zmienia zdanie, ustawa raz się podoba, a raz nie), ale znów - wyrażono gotowość. Plus pięć godzin w poniedziałek, plus cztery godziny we wtorek, na dziś też jest plan, do soboty właściwie, a może i do wtorku. Proza życia. No ale moje życie, poza soundtrackami i szablonowymi nadgodzinami, ma jeszcze leitmotiv braku snu. Więc jeśli po dwóch dobach, na które składało się między innymi siedem godzin przerywanego snu i dwadzieścia siedem pracy, spodziewałbyś się, że padnę niczym królik ze złej marki bateriami i w dodatku bez stosownego energetyka, to oczywiście się mylisz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cytat właśnie się pochwalił odnalezieniem słuchawek, ale ja nie będę tamtego zdania zmieniał. Bo nie i już! Ma chłop wyczucie czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tej nocy przeżywałem znów to samo rozczarowanie, szukałem w sobie nieszczerości, którą pewnie należałoby ukrzyżować i pewnie wtedy przyszedłby sen. Bo jakoś wierzę, że sen to podstawa zdrowia, nie mam ochoty znowu smarkać. Ale nie wiem, nic nie wiem, co jest grane. Bo przecież w dni wolne sypiam sobie smacznie, nawet Sylwestra przespałem, był tam świat obejmujący ninja i tańczenie poloneza. Może jakieś stresy w pracy? Głęboko zakopane we łbie? Cygan mówił o wykopach w miejscu, które rozważa jako niezłe do mieszkania. Znów widmo kredytu? Był i o tym raz sen. Głębiej się dokopać nie umiałem, to zacząłem przeklinać w duchu wszystkich znanych piewców wczesnego wstawania, darowując tym razem samemu systemowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z nich jest właśnie &lt;b&gt;Herman Hesse&lt;/b&gt;. A w każdym razie zdarzało mu się być, bo o ile Wilk nie prowadził przesadnie uporządkowanego trybu życia (dzisiaj chyba już nie mówi się o mieszczańskich zwyczajach), to już &lt;i&gt;Magister Ludi&lt;/i&gt; Józef Knecht dawał całkiem niezły przykład, zresztą do spółki z Wilhelmem &lt;b&gt;Eco&lt;/b&gt;, bo czytałem te książki jedną po drugiej. Cholerni intelektualiści i idealiści, cztery godziny snu w klasztornej celi, a później składają wzory i rozwiązują zagadki, o jakich w Las Vegas się nie śniło. Przez chwilę chciałem chwycić się humoru, jak tonący brzytwy, fikający kozła Mozart jest przecież przepiękny, ale nie dało się. Knecht nie miał się czego chwycić. Próbowałem spokojnie wyśmiać swoją mieszczańską przeciętność, którą tak celnie na koniec XX wieku &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=o1gHw52S4sQ"&gt;podsumowało Radiohead&lt;/a&gt;. Pasuje mi do otaczających zewsząd noworocznych postanowień. &lt;i&gt;A pig... in a cage... on antibiotics&lt;/i&gt;. A Corgan wył: &lt;i&gt;Despite all my rage I am still just a rat in a cage!&lt;/i&gt; Nocne skojarzenia, kiedy czuje się pulsowanie całego ciała, a na mózgu mrowienie jak tykanie - zostało tak mało czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano znów założyłem na uszy muzykę i znów wskoczyły Dynie:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Today is the greatest&lt;br /&gt;Day I've ever known&lt;br /&gt;Can't live for tomorrow,&lt;br /&gt;Tomorrow's much too long&lt;br /&gt;I'll burn my eyes out&lt;br /&gt;Before I get out&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Naprawdę mam skuteczny soundtrack do życia. Zaś gdyby kto pytał, jakie kolory ma w styczniu widziany z autobusu świat o szóstej pięćdziesiąt sześć...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/7/7e/Smashing_Pumpkins_-_Mellon_Collie_And_The_Infinite_Sadness.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="352" width="400" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/7/7e/Smashing_Pumpkins_-_Mellon_Collie_And_The_Infinite_Sadness.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Życzę Wam w tym roku wiele zabawy, czy to z przekładania szklanych paciorków, czy z gier z figurkami. Nie tonąć za bardzo, na fali raczej być, a może pod prąd, zresztą na falę się chyba pod prąd wbija? - Fajnie jeśli w żaglach wyobraźni.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-3937302238269712399?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/3937302238269712399/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/01/gon-sie-hessczu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/3937302238269712399'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/3937302238269712399'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2011/01/gon-sie-hessczu.html' title='Goń się, Hessczu!'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-7172748135411913210</id><published>2010-12-30T23:15:00.000+01:00</published><updated>2010-12-30T23:15:49.270+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyjaźń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='byzydura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ała'/><title type='text'>Tribute to grudzień, 5. Koniec kryzysu</title><content type='html'>No dobra, ja tylko żartowałem, że już nie będę pisał bloga. Jeżeli kiedykolwiek chciałem czegokolwiek, co nie było słabo osiągalną kobietą, to właśnie pisać coś, blog się świetnie nadaje, bo nikt nie pilnuje, nie sprawdza i nie ocenia głośno, jest ochota, to jest i pisanie. Grudzień minął na smarkaniu i przesiadywaniu w pracy, bo trzeba omijać tłumy przecież, te w autobusach i na drogach. W związku z wolną Wigilią liczyłem na cudowne ozdrowienie, trzy dni wysypiania, to pewniak być powinien! Nosa z domu wtedy nie wyściubiłem i oczywiście w poniedziałek przyszedłem do pracy niewyspany i chyba jeszcze bardziej schorowany. Praca minęła, wróciłem do domu i okazało się, że nie mogę spać, tak w ogóle - skąd to? Przynajmniej o tej drugiej nocy zdecydowałem się na wzięcie laptopa i wystukałem jakieś tysiące znaków posta na forum, na które chciałem się zarejestrować, opisując olśnienie w związku z ośmioletnią grą (owszem, to znów &lt;i&gt;Morrowind&lt;/i&gt;). Olśnienie się na razie marnuje, bo wciąż nie dostałem mejla z potwierdzeniem rejestracji, a do tego jak większość moich rzeczy, kiedy przybywa im dni, coraz bardziej traci wartość i sens w moich oczach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i znów poszedłem do pracy, słodko wreszcie przysypiając w autobusie, jak dobrze, że już nie jest tak mroźno, bo bym mógł przymarznąć do szyby. Przeżyłem dzień jeszcze boleśniejszy niż poprzedni i wróciłem spać. Wstałem kilkanaście godzin później - cudownie ozdrowiały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w każdym razie czuję się już o wiele lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Powiastki zaległe #2&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początku grudnia, w pierwszą sobotę, poszedłem na imprezę. To zupełnie niespodziewany owoc poprzedniej firmowej integracji, kiedy zapoznawaliśmy koleżanki Dwóch Kalorii i nawet dodawaliśmy na fejsie, a później dostałem na tym fejsie zaproszenie na kicz party. Okej! Ubrałem taką starą marynarkę, nie mam pojęcia po kim to, zawsze chciałem ubrać, na tę okazję miała towarzystwo dresu z dwoma paskami. Na miejscu poznałem Szefa, który został Szefem, bo miał paski trzy. Trzeźwe właściwie towarzystwo przymusiłem do tańczenia &lt;i&gt;Macareny&lt;/i&gt;, a kiedy było coraz to mniej trzeźwe, to nie trzeba było przymuszać, nawet były zupełnie uczciwe tańce. To był drugi raz w tym roku, kiedy tańczyłem, pierwszy, kiedy mi się podobało. Wcześniej okazało się, że mam styczność z dziewczyną z Mińska i gościem z Gorzowa - no to od razu poleciały nazwy Mistrzów - &lt;b&gt;Maki i Chłopaki&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Muzyka Końca Lata&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Kawałek Kulki&lt;/b&gt;, a nawet usłyszałem tekst - &lt;i&gt;Grałem z bratem szefa KK!&lt;/i&gt; A później typ dorwał gitarę i zagrał, i zaśpiewał - &lt;i&gt;Hej dziewczyno, masz ładne kolana!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zupełnie dla siebie niespodziewanie zakończyłem imprezę kolejnego dnia o czternastej, choć wcale mnie jeszcze nie wyganiano. Również wtedy nasiliła się nieszczęsna choroba, cóż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem nie było żadnych opowiastek damsko męskich, może dlatego, że nikt nie gadał w mieszkaniu o rpg, albo dlatego, że balkon był bardzo niewielki i niezbyt przy minus dziesięciu zachęcający. Posłuchałem za to o rozterkach ludzi w podobnym wieku, którzy właśnie kończą studia, praktykując jednocześnie w firmach, pełni obaw, że nie dostaną stałej roboty po obronach. I wzdychają trochę nad tym, choć nie do przesady, ale wystarczająco, żebym mógł dla odmiany bardziej docenić swoje miejsce w życiu. Przecież sam, zbyt leniwy na sumienne studia (czyli pewnie po prostu zbyt leniwy, bo nawet dla papierka mi się nie chciało prześlizgiwać), pracuję od trzech lat w tym samym miejscu, mam stałą umowę, co ponoć jest dla niektórych marzeniem, coraz mniej marudzę, coraz więcej robię, a nawet naprawdę doceniam dużą swobodę. Przede wszystkim jednak wciąż doceniam fantastycznych ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Dobry wieczór&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod koniec grudnia, w ostatnią środę, poszliśmy na imprezę. To znaczy wczoraj. To była kolejna impreza integracyjna, przysługują raz na kwartał. Rodziła się w wyjątkowych bólach, na szczęście mnie zespół przycisnął (żeby nie napisać, podłożył gotowe do wysłania dokumenty). Pal licho kiepską pomidorową i niezbyt okazały stek, skoro wszystkim wokół smakowały naleśniki. Choć tego samego dnia Cygan obwieścił odkrycie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=4Gi5rRqzZ3M"&gt;Ninjump&lt;/a&gt; i obawialiśmy się, że większość oleje imprezę i będzie chciała zostać ninja, udał się jeden z lepszych wieczorów tego roku. Z Protestanką mówiliśmy o Cejrowskim (którego nie znosi) i Kazimierzu Nowaku (ona jest źródłem książki, którą czytałem tych kilka miesięcy temu), Cygan też się dosiadł i wtedy mogłem słuchać, jak wymieniają poglądy o afrykańskiej muzyce, na jakich byli koncertach i inne takie - to ulubiona rzecz, widzieć i słuchać, kiedy ktoś się czymś fascynuje. Mogłem się kłopotać odpowiedzią na pytanie, w jakie ja bym chciał jechać miejsce - bo po prostu nie ma takiego miejsca, o którym kiedykolwiek marzyłem. Zamówiliśmy butelki wina dla nieobecnych, dostaną w nowym roku i przy wyjściu dziękowaliśmy właścicielowi za ciepłe przyjęcie. Szedłem do autobusu na Marymont, trochę wiało, trochę sypało, śnieg skrzył tak świeżo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tribute to listopad&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc jeśli już otacza nas klimat podsumowań, albo noworocznych postanowień, to nawet jeśli nie popieramy instytucji noworocznego postanowienia, albo w ogóle nie jara nas sylwestrowy klimat i imprezy, i być może nie planujemy na ten wieczór nic specjalnego, już bardziej zastanawiamy się jak przetrzymać jutrzejszy koncert Kombi pod oknem - to przynajmniej bądźmy razem przy tak zwanych momentach. Najlepsza chwila tego roku to piętnaście minut w listopadzie, chyba pod koniec, od godziny piętnastej, kiedy czytałem na głos raczej niezbyt udane opowiadanie... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Eejże, nie to, że od razu moje!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...komentując trochę, śmiejąc się i wygłupiając ze słuchaczem. Jeżeli jest więcej takich rzeczy, o których przez ostatnie lata zapomniałem, a lubię je wręcz szalenie, jak takie głośne czytanie, to życzyłbym ich sobie w ramach przyszłorocznych momentów. Mogą to być również nowe rzeczy, a mogą to być i okazje do czytania. Bo przecież pisać to mam gdzie, no!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-7172748135411913210?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/7172748135411913210/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/12/tribute-to-grudzien-5-koniec-kryzysu.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/7172748135411913210'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/7172748135411913210'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/12/tribute-to-grudzien-5-koniec-kryzysu.html' title='Tribute to grudzień, 5. Koniec kryzysu'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-53724180014679794</id><published>2010-11-29T22:47:00.003+01:00</published><updated>2010-12-01T11:36:23.067+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mkl'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mistrz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='knajpa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='maki'/><title type='text'>Jak kruchy sopel lodu</title><content type='html'>Sprytny się sobie dzisiaj wydaję jak mało kiedy. Wczoraj bolała mnie głowa, to sprytnie położyłem się spać wcześnie, po czym obudziłem się bez bólu i znów pół nocy przeleżałem bezsennie, ale te kolejne kilka godzin snów (szkoda, że nie wiadomo jakich) naładowało mnie na cały dzień już. Jasne, zimno, ale przecież zjadłem w domu śniadanie, a to się zdarza kilka razy w roku, a do tego zrobiłem tonę kanapek, już od rana zakładając, że nie wracam na swoje przedmieście przed nocą. I piszę teraz z pracy, przypomina mi się taki prawie wierszyk, który bardzo podobał mi się rok temu, wymyśliłem go w autobusie, był to siedemnasty grudnia, uratowałem sobie tym podróż:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;spadł śnieg już&lt;br /&gt;niepierwszy tej jesieni&lt;br /&gt;kierowcy utknęli w korkach&lt;br /&gt;i autobusem też jedzie nienawiść&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;To znaczy oczywiście, że zawstydziłem sam siebie, jak Turbodymoman albo Chuck Norris, albo ktokolwiek inny, nie widziałem ostatnio, żeby ktoś był na topie. Wydaje mi się, że żeby to był prawdziwy wierszyk, to nie to, że powinien mieć rymy, ale chociaż odwrotne schodki - trudno. Pasuje i dzisiaj, bo śnieg sypie od soboty, tak widocznie, bo przymiarki były nawet wcześniej, tylko nie sypał na tyle gęsto, żeby otulić świat. Szalenie mi przykro, że nudzę jak wszyscy inni, to jest o śniegu, choć w drugiej dobie zimy na fejsie pojawiają się wreszcie jakieś ironiczne komentarze - &lt;i&gt;Czy ktoś jeszcze nie zauważył, że pada śnieg?&lt;/i&gt; Sam od czasu do czasu odpalam &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=E3WZ4vBHfTg&amp;feature=related"&gt;&lt;i&gt;Śnieżne reggae&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przygotowuję się do przeczytania tej biografii Chopina, czyli też go słucham, już dawno temu Cytat dostarczył pliki. Staram się zapamiętać, że to co mi się podobało, to jest &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=uqUL2qAiWas"&gt;&lt;i&gt;Etiuda C-dur&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. Odkrywam, co to w ogóle jest etiuda, kiedy dziwię się krótkim utworom na plejliście - okej, utwory wirtuozerskie, popisówa. Ładne, ta akurat jest trochę chyba lżejsza niż inne, pewnie dlatego zapada w pamięć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Staram się też na bieżąco sprawdzać warszawskie serwisy informacyjne, co tam jest przejezdne, czy cokolwiek, czy może jednak próbować przezimować na Kabatach. Tak trafiam na &lt;a href="http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,90134,8727273,Ciekawy_przypadek_pana_Henryka___czlowieka__ktory.html?as=1&amp;startsz=x"&gt;Ciekawy przypadek Henryka - człowieka, który czyta&lt;/a&gt;. Jako najzwyklejszy w świecie korporacyjny żuczek zawsze jaram się historiami o ludziach żyjących poza systemem. Meteo zapowiada minus dwadzieścia w tym tygodniu, tam w &lt;i&gt;squacie&lt;/i&gt;, w centrum miasta żyje kilka osób, to będzie zakończenie jak w &lt;i&gt;Into the Wild&lt;/i&gt;, czy jednak delikatniej trochę, jak w widzianym dwa tygodnie temu w Lunie &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Nic+osobistego-2009-508494"&gt;&lt;i&gt;Nothing Personal&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;? Oba mi się podobały, ale nie rozpiszę się o żadnym jak o &lt;i&gt;Pielgrzymie&lt;/i&gt;, bo mi dzisiaj Młot zażartował, że fajna recenzja. Ten typ, co to widział setki filmów niekoniecznie z Hollywood, Lars von Trier i kina koreańskie, albo w ogóle alternatywy od alternatywy, zna się na rzeczy, a w każdym razie mówi o nich z pasją i wymienia się przez płot z Cyganem. Ja się nie znam, więc proszę mi tu plakietki &lt;i&gt;recenzja&lt;/i&gt; nawet w żartach nie przyklejać. Lubię po prostu, kiedy ktoś mi ładnie opowiada jakąś historię (filmy poza światem), a nawet lubię, kiedy w filmie historia jest umowna, ale fajnie się tłuką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba sam siebie tu w jakiś kozi róg zaganiam, pewnie chodzi o to, że z jednej strony podoba mi się luz, a z drugiej boję się cokolwiek robić poważnie. Tak sobie myślę, w końcu jest zima, nie ma lepszego czasu na myślenie. Pewnie za tydzień i tak przejdzie, a na pewno do świąt!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W piątek byliśmy na koncercie, przekonałem do wspólnego wyjścia trzy osoby (czwarta dotarła niespodziewanie!) i to raczej nie ulotkami na fejsie. I tak od początku wiedziałem, że słaby ze mnie będzie ambasador marki, za mało bywam w towarzystwach. Ale przynajmniej miałem frajdę. W lokalu byliśmy jeszcze przed dziewiątą - przywitał nas zespół, który o osiemnastej grał próbę. Nawet pozwolili się dosiąść - tj. Zmywak pozwolił, a Maku się zmył za chwilę, więc może on jednak nie pozwolił. Mogłem z pierwszej ręki (Piotr Majszyk, basista) posłuchać o dolach i niedolach chłopców z gitarami, dla mnie takie opowieści to wciąż nowość. Mogłem podsunąć &lt;b&gt;Kobiety&lt;/b&gt; do grania w knajpie, ale na szczęście didżejowanie musiało się skończyć, kiedy &lt;b&gt;Maki&lt;/b&gt; wbiły na scenę. To znaczy &lt;b&gt;Maki i Chłopaki&lt;/b&gt;, to znaczy &lt;b&gt;Mistrzowie&lt;/b&gt;, niech się te rzeczy razem indeksują w googlu kiedyś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wcześniej Piotrek mówił, żeby ich o płytę lepiej nie pytać (&lt;i&gt;Niepoprawni optymiści&lt;/i&gt;!), czyli koncerty wciąż jedynym źródłem piosenek. Jeden jest &lt;a href="http://www.hennwill.com/2010/06/legendy-dujera-live-in-warsaw-1-maki-i.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt; i jeśli jesteś jednym z dwóch czytelników, którzy jeszcze go nie mają, to koniecznie nadrabiaj zaległości. Najwyżej się, jak &lt;i&gt;Scott&lt;/i&gt;, nie spodoba. Ale! Jeśli jesteś tym z dwójki, któremu również się &lt;i&gt;Scott&lt;/i&gt; podobał, to możesz sobie darować - zdaje się, że już próbowaliśmy. Jaka ładna symetria. A dla mnie są Mistrzami. I wiem już, o co chodzi z muzyką z księżyca - dzięki! Dobrze było w tej przerwie od koncertów przybić piątkę, myślę, że widzimy się tam w piątek, będzie więcej piątek, a może usłyszę jakąś historię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i teraz tak - nie wyczerpałem jeszcze limitu słowa &lt;b&gt;Mistrz&lt;/b&gt; na wpis, nie ma limitu na wpis, może jest jakiś limit roczny, ale przecież go nie nadużywałem do tej pory. &lt;b&gt;Muzyka Końca Lata&lt;/b&gt; to też są &lt;b&gt;Mistrzowie&lt;/b&gt;. Dalej google, indeksuj! No weź no! Miej duszę, bezduszny algorytmie! Po Makach nie miałem już głosu wrzeszczeć czy dopingować, przecież nie przy każdej ich piosence wrzeszczałem, bo przez ograniczoną dostępność nie każdą znam, ale jednak stał się cud i dałem radę krzesać z gardła charkot, który przy odrobinie dobrej woli możemy nazwać wrzaskiem. Moi towarzysze dygali, czyli mogłem charczeć z czystym sumieniem, a nawet mogłem mieć ich wsparcie, kiedy po epizodzie z oświadczynami Zmywak obwieszczał piosenkę dla tych, co nie mają tak dobrze i nagle miałem ich dłonie na ramieniu, i patrzyli na mnie, bo oczywiście w XXI wieku ręka położona na ramieniu to jest trochę prześmiewczy gest, to już nie do końca wsparcie czy współczucie, ale tu akurat było tyle sympatii i frajdy, że - tak to sobie ujmę - &lt;i&gt;Fenoloftaleina&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I publiczność też dopisała i dostała trzy piosenki na bis. Jedna piramidowa - zainspirowana &lt;i&gt;pierwszymi czterema płytami King Crimson&lt;/i&gt;. Masz, a ja znam tylko tę pierwszą trochę. W tym momencie szyderca Maku krzyczy ze sceny - &lt;i&gt;Bo wszyscy kochamy King Crimson&lt;/i&gt; - jakoś tak. Nie wiesz o co chodzi z szyderą, ja to tak rozumiem, że publiczność &lt;b&gt;MKL&lt;/b&gt; to z jakiegoś powodu (ładne piosenki) głównie młode dziewczęta, a Robert Fripp z ekipami (bo to się zmieniało jak kojarzę) puścił cztery pierwsze płyty zanim się te dziewczęta urodziły i trzeba być na innym levelu bycia tru, żeby kojarzyć. Może przesadzam?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No bo tak, ja nie tak dawno też nie wiedziałem, że jest coś takiego, sprawdzenie zaproponował rok temu zapoznany na koncercie w CBA znajomy. Ale hej, świat jest wielki, uczymy się go po trochu. Dobre to.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-53724180014679794?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/53724180014679794/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/11/jak-kruchy-sopel-lodu.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/53724180014679794'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/53724180014679794'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/11/jak-kruchy-sopel-lodu.html' title='Jak kruchy sopel lodu'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-5790924751336732738</id><published>2010-11-22T01:07:00.002+01:00</published><updated>2010-11-22T16:35:26.945+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dynie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><title type='text'>I'm in love with my sadness</title><content type='html'>Przez ostatni tydzień wyrobiłem normę za pół roku oglądania filmów. Jakoś nie mogę się przekonać do literek, do tego gdzieś w środku czuję potrzebę pogrania w coś, a to gwarantuje miesiąc bez społecznych interakcji. Na razie jeszcze się opieram, ale dzisiaj obejrzałem &lt;i&gt;Scott Pilgrim vs. the World&lt;/i&gt;, gdzie z pokonanych złych ludzi wypadają monety, a walki wyglądają bardziej jak ze &lt;i&gt;Street Fightera&lt;/i&gt; niż wyglądały w jego filmowej adaptacji z Van Dammem. Więc balansuję na granicy nieodparcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Że koniecznie muszę obejrzeć ten film, to wiedziałem już po &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=-jMruFHTwrY"&gt;trailerowym teledysku&lt;/a&gt; (przy okazji namiar na fajne &lt;a href="http://www.myspace.com/metric/"&gt;Metric&lt;/a&gt;). Wszyscy moi fajni koledzy, którzy mają PS3, na pewno dawno temu ogarnęli sprawę dostępnej gdzieś tam w sklepie (PSN?) gry, a może nawet znają komiks. Ja komiksu nie znam, ale ośmielę się stwierdzić, że to najfajniejszy z komiksowych filmów - z tych filmów o najbardziej herosowatych superherosach, jak pająk, nietoperz i mutanci. &lt;i&gt;Sin City&lt;/i&gt; nie widziałem (ani nie czytałem), ale przynajmniej wiem, że to inna kategoria. Zanim Smoczy wyjechał do Niemiec oglądaliśmy u niego parodię tych superbohaterskich filmów - o człowieku ważce. Taki do obejrzenia w towarzystwie właśnie. &lt;i&gt;Scott Pilgrim&lt;/i&gt; jest milion razy lepszy, bo miałem z niego frajdę samemu, naprawdę nieziemską frajdę. Ten film to spełnienie marzeń po prostu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z ekranizacji Spider-mana najlepiej pamiętam początek pierwszej części, kiedy Peter już po ukąszeniu nie panuje nad mocą i wdaje się w szkolną bójkę. Filmowy Spidey nie jest tak atletycznym typem jak komiksowy, w ogóle jest o wiele bardziej ciapą niż pierwowzór. To dla tych wszystkich gości, którzy w szkołach pełnili rolę popychadeł. Więc kiedy unika wymierzonego przez osiłka ciosu, zerka za mijającą go pięścią, przed siebie, z niedowierzaniem znów za pięścią - uśmiech ciśnie się na usta. No a dalej jest już gościem w rajstopach, a Ci w filmach wyglądali dobrze chyba jedynie w &lt;i&gt;Facetach w rajtuzach&lt;/i&gt;. Apsik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bajer &lt;i&gt;Scotta&lt;/i&gt; polega na tym, że nie przywdziewa rajstop. Przez cały film jest zwykłym chłopakiem, tylko trochę ładniej się z innymi chłopakami tłucze. Dostaje wciry, ale podnosi się i tłucze dalej. Zawsze znajduje sposób, albo ktoś mu coś podpowie. Zamiast przenosić komiksowego superbohatera do prawdziwego świata, Edgar Wright przeniósł do prawdziwego świata fizykę 16 bitowych scrollowanych mordoklepek i dołożył do tego efekty świetlne z &lt;i&gt;Dragon Balla&lt;/i&gt;. Reszta to skondensowany serial dla młodzieży, jedna dziewczyna, druga dziewczyna, trzecia dziewczyna, byli faceci (&lt;i&gt;league of evil ex boyfriends&lt;/i&gt;). Czy to nie jest marzenie każdego nastolatka? Kiedy staje u progu dojrzałości i okazuje się, że wielu życiowych kwestii nie daje się załatwić tak jak robił to z przeciwnikami Batman? Przynajmniej w tym filmie może. I może to robić w koszulce z napisem ZERO i gwiazdką, zamiast w rajstopach. Ja też sobie kiedyś sprawię taką koszulkę, ale w ważnych życiowych momentach nie wyświetli się nad głową &lt;i&gt;The Infinite Sadness&lt;/i&gt;. A teraz czytam, że jeden tom komiksu dostał taki podtytuł. Dalej muzycznie - chłopak ma kapelę, gra na basie i rozpoczynając występ mówi:&lt;br /&gt;- Hej, jesteśmy Sex Bob-omb, za chwilę zrobimy emo i będzie wam smutno i w ogóle.&lt;br /&gt;I grają. Luz, dystans, o to chodzi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-5790924751336732738?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/5790924751336732738/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/11/im-in-love-with-my-sadness.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5790924751336732738'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5790924751336732738'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/11/im-in-love-with-my-sadness.html' title='I&apos;m in love with my sadness'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-4938068853013755467</id><published>2010-11-15T20:27:00.004+01:00</published><updated>2010-11-16T17:12:53.984+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rower'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słowo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyjaźń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania'/><title type='text'>Skalpele, dissiki, rowerki</title><content type='html'>Gdyby ktoś się nade mną zastanawiał, co się dzieje i takie tam, to wypadałoby wytłumaczyć się, albo rzucić przynajmniej jakieś ładne łgarstwo - żeby napisać jedno zdanie, należy przeczytać tysiąc stron, jakoś tak. Nie da się ukryć, że z czytelnictwem się opuściłem, w autobusie wciąż &lt;i&gt;Wilk stepowy&lt;/i&gt;, a to nie jest długa książka. Czytałem ją już, ale przecież jestem w zupełnie innym miejscu w życiu teraz, więc odczytuję lekko inaczej, nie będę zostawiał. Toż to nie &lt;i&gt;Ulisses&lt;/i&gt;, ale jakby kto pytał, skąd wzięła się w mojej głowie pierwsza o książce Joyce'a wzmianka, to właśnie z okładki &lt;i&gt;Wilka&lt;/i&gt;. Oczywiście muszę kiedyś przez niego przebrnąć, będę mógł przestać nad nim biadolić, albo może będę jakoś sensowniej biadolił, bo przecież nie może być tak, że samego siebie tutaj zaczynam zanudzać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Główną atrakcją ostatniego tygodnia była Iwona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że zrobiłem wrażenie na przynajmniej jednym czytelniku, mam nadzieję, że nie każdy czytelnik od razu skojarzył &lt;a href="http://www.ivona.com/"&gt;ten syntezator mowy&lt;/a&gt;, tylko może pomyślał, że ma potwora jakiegoś amatora. Najpierw syntezowaliśmy coś ładnego, a później już coraz mniej ładne rzeczy, w ramach pomysłu na dissowanie się w pracowniczym gronie. Wiadomo, że pierwszy pojazd poszedł &lt;a href="http://www.ivona.com/?tk=qL305u0N"&gt;na mnie&lt;/a&gt; (do tej serii odnośników konieczny jest dźwięk), ale jestem z niego dumny, ponieważ zawiera jedną z najprawdziwszych rzeczy, jakie zdarzyły mi się na przestrzeni ostatnich lat - moją ziomalską ksywę. &lt;i&gt;Kiero&lt;/i&gt;. No dobra, dla niektórych to jest jasne, że chłopaki, co to kopią piłkę, mówią tak do każdego trenera pewnie, to później do przełożonego też. Dla mnie to nie było jasne i jest ekstra. Nareszcie jestem ziomkiem z bloku, choć poza &lt;b&gt;pfk&lt;/b&gt; nie znam nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zakres tematyczny dissów szeroki: kiepskie &lt;a href="http://www.ivona.com/?tk=WQtNVs9V"&gt;fraszki na uzależnienia&lt;/a&gt;, amatorskie &lt;a href="http://www.ivona.com/?tk=I4u9nL0s"&gt;opowieści rowerowe&lt;/a&gt;, niepoważne &lt;a href="http://www.ivona.com/?tk=AKIxKpYV"&gt;zalecenia dietetyczne&lt;/a&gt;, eklektyczne &lt;a href="http://www.ivona.com/?tk=J9g361fj"&gt;miszmasze kinowe&lt;/a&gt;, a nawet utwory &lt;a href="http://www.ivona.com/?tk=S9gZcLFN"&gt;moralizatorskie&lt;/a&gt;. Oraz kilka mniej cenzuralnych, których nie przytoczę, gdyż i tak nie pytałem o zgodę na publikację nie swoich. Jeszcze by się bardziej obrazili. Zrobiło mi to humor na cały dzień, szczerze polecam, oczyszczające, terapeutyczne, mistrzostwo świata. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, czy nie będę musiał odszczekać, jeśli już kiedyś spotkamy się za garażami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sobotę organizowałem odwiedziny u Młota, już dawno obiecywaliśmy sobie obejrzeć wspólnie niezależne dokonanie holendersko brytyjskie: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Ludzka+stonoga-2009-542284"&gt;&lt;i&gt;Human Centipede&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. Chciałem tu wzorować się na Głazie, który wybiera filmy do oglądania, dzieląc je na dwie kategorie: ocenione na filmwebie poniżej 4, oraz ocenione na filmwebie powyżej 7. Do tej pierwszej należał swego czasu (tak ze trzy lata temu) &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Tylko+strzelaj-2007-245851"&gt;&lt;i&gt;Shoot'em up&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, mistrzowska parodia kina akcji, którą pokochaliśmy wtedy od pierwszej marchewki. Później nie dowierzałem, kiedy czytałem dyskusje wokół filmu - dissowanego często w kategorii "poważnego" kina akcji. A może po prostu nie doceniłem czyjegoś poczucia humoru. Niestety, na &lt;i&gt;Stonodze&lt;/i&gt; srogo się przejechaliśmy, na szczęście nie wpadło nikomu do głowy oglądać tego samodzielnie. Niby trailer mówił wszystko, ale oni musieli obejrzeć. To jest pewna cezura, kiedy śmierć i wszelką torturę mamy na początku XXI wieku opatrzone i oswojone, przechodzimy z cywilizacji śmierci do cywilizacji gówna. Nawet jeśli nie ma co brać tego na poważnie, to ja jeszcze nie umiem uczciwie, żywo, bez mdlącego ucisku w żołądku, żartować sobie z tematu. I nawet jeśli zmusimy się kiedyś do obejrzenia zapowiedzianej podobno kontynuacji, to tylko w ramach wstydliwej wspólnoty, która musiała się tego wieczoru zawiązać. Nie polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posiedzieliśmy jeszcze kilka godzin, bo okazało się, że będzie taksa, &lt;i&gt;Guitar Hero&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Buzz&lt;/i&gt; i pizza, to oczywiście tylko coś dla zajęcia rąk, bo głowy zaprzątnięte mieliśmy zwyczajowymi rozważaniami spraw damsko męskich, zdaje się, że ani razu nie pojawił się wątek kredytów mieszkaniowych - to pewne osiągnięcie. Wyszliśmy o trzeciej, jaka ta noc była ciepła, bezwietrzna, żeby tylko mieć rower i żeby tylko nie być aż tak pijanym. No ale ugadaliśmy się z Głazem, że pojeździmy nazajutrz, jeśli tylko dopisze pogoda. Pół godziny po dwunastej obudził mnie telefon od Bazyla, w tej samej sprawie. Obiecałem zebrać się przez godzinę i od razu napisałem też do Głaza, żeby się chłopak ogarnął, wstał, wyjrzał za okno, bo idziemy na rower. Zacząłem robić jakieś kanapki, szukać plecaka, takie tam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wtem!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głaz odpisał, że on już bryka. Zdrajca!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście wiem, że to ja go nie doceniłem, byłem pewien, że po browarnej nocy wciąż jeszcze będzie w leżu. Ja nie piłem - a byłem. Jakby nie patrzeć, twardy zawodnik z niego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-4938068853013755467?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/4938068853013755467/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/11/skalpele-dissiki-rowerki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/4938068853013755467'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/4938068853013755467'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/11/skalpele-dissiki-rowerki.html' title='Skalpele, dissiki, rowerki'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-5872234959935388145</id><published>2010-11-09T00:11:00.007+01:00</published><updated>2010-11-11T23:07:26.977+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Niby idę na koncert, a jednak życie to wciąż surfing</title><content type='html'>Kiedy jechaliśmy na koncert, pogoda zachowywała się niezbyt wyraźnie, takie siąpienie, wsiadałem do samochodu przez kałużę. Niektórzy mi mówią, że jest paskudna, ja sobie mówię, że pogoda mnie nie rusza jednak, a nawet mam trochę frajdy z miejskich kolorów w ciemności - pomarańcze, pomarańcze! Brat zaparkował przy Pasteura, był czas, ale przyspieszyliśmy kroku, bo było też zimno. Może to skądś przywiało, może jakaś inna gęstość albo ruch powietrza, bo dzień wcześniej wracałem o tej porze z pracy i było spoko, a termometr niby też mówił ponad dziesięć. Przed och teatrem wielka dmuchana reklama, ni w pięć ni w dziesięć to, choć też pomarańczowa. W środku faktycznie teatr - przestrzeń i ludzie wyglądający nie do końca koncertowo, siedzący w kawiarence (herbata po 12 złotych, nie wiem jak latte), scena jak z filmowego wernisażu (prawdziwego nie widziałem). &lt;b&gt;Kobiety&lt;/b&gt; grały poprzednio w Warszawie przeszło rok temu, chyba, że coś przegapiłem. Grały w nieodżałowanej Jadłodajni - ja się na tyle nie zdążyłem przyzwyczaić, żeby żałować, ale tak się mówi, to okej - i Nawrocki marudził wtedy w stylu &lt;i&gt;to koncert za dychę, czego się spodziewacie?&lt;/i&gt; Myśmy na koncert nie marudzili wcale. Mnie się szalenie podobało, a ponieważ jestem najmniej osłuchaną osobą w towarzystwie, rozumiemy przez to, że było - hadzia! - epicko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Albo zajebiście, albo ekstra, albo po prostu fajnie, dobierz sobie słowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście geneza tej miłości jest bardzo prosta, jest to miłość własna, nie ma możliwości, żeby nie podobała mi się piosenka z tekstem &lt;i&gt;jestem super sam, wystarczający&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Założę się, że wczorajsze koncerty były jakoś ustawiane specjalnie, zresztą sam wodzirej (nie chce mi się szukać, kto zacz, ktoś z Radia Roxy) w niby to rozmowie z Tymonem przyznawał to. Trawiliśmy go, rozumiejąc, że to leci do radia i pewnie dla radiowego słuchacza jest całkiem ciekawe, kiedy opowiada o występujących postaciach. Tymon za to wyglądał, jakby bardzo się powstrzymywał, żeby z niego tam publicznie nie pompować, kiedy go wołał po występie na scenę, bo &lt;i&gt;mieliśmy porozmawiać&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciężka robota, wywoływać do rozmowy Tymona, który odpowiada - &lt;i&gt;Słuchaj, po koncercie zostało mi 20 IQ, nie mogę odpowiadać na tak trudne pytania&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak naprawdę to ja wciąż nie jestem pewien, czy to na pewno Tymon, bo wszystkie wizerunki, które kojarzę, przedstawiają kudłatą postać, a ten tam był taki zupełnie bez kudłów. Do tego - jakem niedzielny słuchacz - pewien jestem tylko, że dłubał w &lt;i&gt;Weselu&lt;/i&gt; i przedstawieniu, którego nie widziałem, a jak wyglądał wodzirej też nie pamiętam. Więc na pewno ostrzygł się specjalnie, żeby mnie skołować. Oczywiście wiedział, że nie byłoby to do końca fair, więc w ramach fajnego koncertu dołożył mi do zestawienia internetowych piosenek &lt;a href="http://www.tymanski.com/textuchy/index.php"&gt;&lt;i&gt;Wirtualną miłość&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, która ma wiele więcej sensu, niż oczerniane tu niedawno &lt;i&gt;Bobry&lt;/i&gt;, a wypuszczono ją ładnych kilka lat wcześniej (2001). To wciąż jeszcze czas połączeń telefonicznych, liczenia minut i impulsów, a do tego ten słynny wirus &lt;i&gt;I love you&lt;/i&gt;, same prawdziwe rzeczy. Ja dostałem niespodziewany list o tytule &lt;i&gt;I love you&lt;/i&gt; gdzieś w 2008 i z miejsca chciałem skasować, ale na szczęście za chwilę zorientowałem się, że koleżanka ma fazę na T.Love.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawrocki był grzeczniejszy niż w Jadłodajni, wszystko zagrali bardzo grzecznie, nawet kiedy w połowie &lt;i&gt;Przygody na Helu&lt;/i&gt; wstawili kilka fajnych minut fazowania, a Karol wyciągał nie wiadomo skąd różne takie grzechotki. Nawet zadziorny przecież &lt;i&gt;Bi Automat&lt;/i&gt; był grzeczny i w ogóle dla mnie było za krótko, nawet jeśli bardziej podobało mi się szarpanie sprzed roku. Nie było skąd wziąć setlisty, może brat uzupełni, jeśli coś przegapiłem: &lt;i&gt;Pink Piguła, Doskonale Tracę Czas, Pif Paf/Bingo Bang, Dżuma, Marcello, Kaszubski Szaman, Przygoda na Helu, Bi Automat, We Are The Mutants&lt;/i&gt;. Mało, ale mają wrócić na wiosnę. Oby bez radia, jakie nie na miejscu stwierdzenie, jeśli takich właśnie zespołów miałbym w radiu ochotę słuchać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Homosapiens&lt;/b&gt; za to nie byli wcale transmitowani i pewnie dzięki temu najbardziej oswoili teatralną scenę, bardziej nawet niż wcześniej Tymon, a Tymon się pokładał z mikrofonem i krzyczał do niego &lt;i&gt;złoooo!&lt;/i&gt; Grzegorz (Ha! umiem na &lt;a href="http://www.myspace.com/homosapienspl"&gt;majspejsie&lt;/a&gt; sprawdzić wokalistę) podskakiwał jak Fred Durst w teledyskach. Jakby co, sorry Grzesiek, to nie ma być żaden pojazd, ja po prostu jestem z takiego pokolenia, że Twoje teledyski przegapiłem. Z tego co w necie na pewno grali &lt;i&gt;The wheel&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Ricardo&lt;/i&gt; i szczególnie ten pierwszy jest bardzo sympatyczny, kiedy jest w tym plumkaniu więcej dźwięku. Skutecznie przekładał przy tym mikrofon przy piruetach i nawet zrobił jednego fikołka. Fachowo zwie się to przewrót w tył, a że zrobił to nic przy tym nie przewracając, to nawet Tymon musiałby pokiwać głową z uznaniem. Kiwał, kiedy na scenę wyszły chłopaczki z The Power Outlet i robił to nie tylko dlatego, że gra tam jego syn, ale również, bo wcale ładnie grali te klasyki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-5872234959935388145?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/5872234959935388145/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/11/niby-ide-na-koncert-jednak-zycie-to.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5872234959935388145'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5872234959935388145'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/11/niby-ide-na-koncert-jednak-zycie-to.html' title='Niby idę na koncert, a jednak życie to wciąż surfing'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-2994970063183572415</id><published>2010-11-07T15:58:00.002+01:00</published><updated>2012-01-24T23:22:25.654+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyjaźń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Życie w szponach wyobraźni</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;Pokój, siedzę na kanapie z kimś, wchodzi koleżanka z czasów szkolnych. Opowiada, że odłożyła już sto tysięcy złotych na mieszkanie, przez trzy lata od kiedy się widzieliśmy. A ty ile odłożyłeś, pyta mnie. Migam się od odpowiedzi, komentuję, że pewnie więcej zarabiała, będąc w Ameryce, to musiałaś odkładać ze trzy kafle miesięcznie? W trakcie rozmowy siada na mnie, jakbyśmy byli dobrymi przyjaciółmi - erotyzm nie jest wliczony w tę przyjaźń. Inni wychodzą, a ja nagle wiem, że ona jest potwornie smutna i staram się na pociesznie przytulić. Jednak ona wyślizguje się wszelkim próbom, nie, nie opiera się, po prostu jest tak wiotka i jakby w jakimś śliskim dresie. Kiedy się ześlizguje, muszę ją podnieść z podłogi i spróbować jeszcze raz, w poszukiwaniu odpowiedniego układu ciał.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Sen to czwartkowy, zanotowany na zebraniu, a później jakoś nie było czasu, żeby się tu podzielić. Dzisiaj miałem już kolejny, zupełnie inny, ale po drodze przecież się coś działo. Na przykład w ramach jednego fajnego projektu, który staram się zrealizować w pracy, wyważałem otwarte drzwi - no jestem amator, a nie programista, nie mam czasu zapoznawać się z pełną specyfikacją języka, więc wcale nie spodziewałem się, że funkcja do kopiowania plików nie to, że nie istnieje, tylko odmiennie od pozostałych funkcji powiązanych z plikami, nie zaczyna się na "f". Hej, dlaczego miałaby zaczynać się na "f", jeśli może nazywać się po prostu "copy"? Strasznie mi się to podobało, kiedy wpadłem na nią w chwilę po tym, jak ręcznie zrobiłem przepisywanie tych plików.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Później była firmowa impreza kręglowa, na której dla odmiany niewiele było żenady, bo większość koncentrowała się na meczu, a nie grze. Ja najpierw musiałem zapytać, czy nasi są biali, czy niebiescy, a później dowiedzieć się, w którą stronę którzy grają. Na szczęście na tyle jestem rozgarnięty, że kiedy słyszałem zachwycony ryk, to wiedziałem, że padła bramka, sam ryczałem i oglądałem powtórkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś rzucił hasło uczczenia zwycięstwa odpowiednio zwącym się browarem, ktoś inny, że jak poprzednio (nie wiem, kiedy to), na powietrzu, wprawdzie trochę padało, ale znalazło się niezłe miejsce pod przejściem nad jezdnią. Stoi pięciu chłopa, korporacyjny element, i z rozrzewnieniem wspomina, jak w liceum ukrywali browary po kieszeniach i plecakach, a później zeszyty do wyrzucenia, ale taka cena unikania przyłapania. Marudzą, tęsknią, jakie to życie mieli wtedy proste, a ja słucham i uśmiecham się, bo ja to jakimś sposobem wszystko ominąłem i nawet nie jestem pewien, czy tęsknić. Zawsze są jakieś problemy, tamte już przeżyte, więc pewnie dlatego tęsknią. W drodze powrotnej z Głazem dyżurny temat, kto gdzie mieszkanie i po ile, czy to już czas na kredyt, czy w ogóle zdolność kredytowa, czy trzeba czekać na kogoś, straszne. Wcześniej w kuchni dosiadł się do nas szef - O czym gadacie?&lt;br /&gt;- Zbieramy na mieszkanie dla Głaza, cegiełka czterdzieści tysięcy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj po pracy plan na wytchnienie, nie dodzwoniłem się do Czarnej Mewy, jeszcze we wrześniu obiecywaliśmy jakieś wyjście. Odebrał za to niezawodny Katastrofa, tu bez wyjścia, z odwiedzinami. Na Kabatach również jego Smorka, nie spodziewałem się jej, mówił przecież, że się uczy, no ale skoro jest, to przecież, że uśmiechajmy się. Polecali jakąś książkę o wyłażących z głębin płaszczkach, ja sobie przypomniałem, że wikipedia ma artykuł o wielkich kałamarnicach sprzężony z artykułem o kaszalotach, bo gdyby ich nie zjadały, to pewnie byśmy nie wiedzieli, że takie są, a oni doszli, że z ryb czy stworzeń głębinowych faktycznie tam niewiele informacji - pewnie nie pisałem, że oboje dzielą zamiłowanie do biologii, więc mogą z takim oceanicznym tematem płynąć. Na szczęście nie na tyle daleko, żeby nie poczęstować obiadem, nie dość, że wyszedłem pełniejszy, to jeszcze z książką Iwaszkiewicza o Chopinie (płaszczki mnie jednak nie skusiły). Będzie jak znalazł, kiedy już przebiję się znów przez Hallera. Pożyczył mi to K2, on z kolei zajmuje się muzyką, widziałem kiedyś różne biografie u niego, więc w związku z Harrym szukałem Mozarta, ale na Fryderyka też jest okoliczność w tym roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I żadna z tych rzeczy nie tłumaczy dzisiejszego snu.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Wyglądam trochę jak Batman. Skrywam się w kurhanach, po kryjomu wyłapuję i pokonuję wrogów, którzy wdzierają się do ciągnących się pod nimi jaskiń. Wokół ciemność, noc, te kurhany się czasem zapadają, rządzę. Później szturm na siedzibę wroga, tym razem już w jakiejś armii, wielu nas. Przebijamy się przez korytarze, to dzieje się w kosmosie, musimy dotrzeć do centrum stacji, gdzie czeka na nas główny wróg, główny boss.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiadomo, że to ja go muszę rozwalić, wskakuję tam, ostrzeliwując się, pomieszczenie jest duże, okrągłe, walczymy. I kiedy ja mam wygrać, to on wdusza tajny przycisk, a podłoga w środku pomieszczenia otwiera się na kosmos i spadam w przestrzeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prostuję się tylko, żeby lecieć szybciej, bo skądś wiem, na czym polega ta pułapka, oni specjalnie nas wpuścili do samego serca, żeby tym łatwiej nas zniszczyć. Spadam w przestrzeń a za mną spada bomba, jakie to słowo jest nieadekwatne do skali zjawiska - to jest pocisk atomowy, który zniszczy wszystko z czym przybyliśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę tylko, żeby zamknąć oczy, to może nie stracę wzroku, czuję wybuch i dwa smagnięcia po nich - nawet jeśli będę widział, to na zawsze zostaną mi pionowe znamiona na białkach.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-2994970063183572415?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/2994970063183572415/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/11/zycie-w-szponach-wyobrazni.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2994970063183572415'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2994970063183572415'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/11/zycie-w-szponach-wyobrazni.html' title='Życie w szponach wyobraźni'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-149099047655748471</id><published>2010-11-03T22:23:00.002+01:00</published><updated>2010-11-04T13:51:11.561+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rower'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Everything is kept inside</title><content type='html'>Jak pięknie zaczął się listopad, wolny poniedziałek, no jasne, to nasze prawo gwarantuje taką wolność, ale piętnastu stopni ciepła niestety nie, więc tym bardziej należy docenić. Pojawiły mi się w głowie złote litery, najpierw czytałem o takich literach, kiedy w kryzysowych sytuacjach Pug rzucał potężne zaklęcia, później opowiadał o nich Harry Haller - niebiańskie interwencje. Mnie napisało się &lt;a href="http://www.bikemap.net/route/745055"&gt;&lt;i&gt;nie siedź na fejsie, idź na rower&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; i tak też uczyniłem, a nawet &lt;a href="http://www.facebook.com/album.php?aid=81752&amp;id=1589655820#!/album.php?aid=81752&amp;id=1589655820"&gt;uczyniłem zdjęcia&lt;/a&gt; w trakcie. I było to dobre.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Staram się nie oglądać prognoz, zaklinam sobie, żeby się tak do weekendu utrzymało, już bliżej niż dalej, to może rowerem odwiedzę Cytata. W tygodniu oczywiście praca, a że zmienił się czas, to do życia zostaje wyłącznie ciemnica. Mówią, że niedobór światła powoduje jakieś stany depresyjne (z szacunku dla tego ich paktu nie czytam nic, co publikuje się o chilijskich górnikach już po wyciągnięciu, może na wyrost, może jednak się nie wygadują), to wprawiam się, zamiast &lt;b&gt;BSS&lt;/b&gt; słuchając &lt;b&gt;Joy Division&lt;/b&gt;. Zanosiło się na to już tydzień lub dwa wstecz, kiedy grali na zmianę i nawet brat stwierdził, że to ma sens, kiedy jest takie zimne - zgadza się, przecież mówią o tym cold wave. &lt;i&gt;A point of view creates more waves&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wiesz o nich o wiele więcej, niż ja będę kiedykolwiek wiedział. Myślę, czy nie kupić tej książki, kiedy przed rokiem słuchałem trochę &lt;b&gt;Dżemu&lt;/b&gt;, to pożyczyłem od kolegi książkę o Riedlu i ona wyjaśniła sporo rzeczy. Nawet mogę czasem - no dobra, zawsze, kiedy tylko mam okazję - mrocznie błyszczeć, kiedy ktoś lubi &lt;i&gt;Małą aleję róż&lt;/i&gt;, bo z tekstu wcale nie wynika, że jest o ucieczce w narkotyki. Chętnie poczytam, co też ludzie piszą o Brytyjczykach, na pewno mają powszechny szacun, bo to jedna z nazw, które po prostu obijają się o uszy, choćbyś miał muzykę w poważaniu. Mnie na pewno się obijała, kiedy jeszcze miałem muzykę w poważaniu, a kiedy już nie miałem, to musiał przyjść kolejny listopad, żebym słuchał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo miejsce na dysku to zajmują ze trzy lata, zassałem hurtowo, kiedy siedziałem podpięty do osiedlowej sieci u Katastrofy. Wcześniej czytałem, że niektórzy nauczyciele rozpoznają okładki ich płyt, no dobra, może też się kiedyś zdecyduję na płyty, żeby móc się na temat okładek wypowiedzieć. I taka wkładka z tekstem jest wygodniejsza niż internet jednak. Choć słowniki wygodniejsze są w internecie, a ja często muszę posiłkować się obiema rzeczami. Cóż, zobaczymy. Później musiał być film, którego nie oglądałem, a który kwitowano jakoś w ten deseń: &lt;i&gt;typ się zabija, bo nie wie, którą laskę ruchać&lt;/i&gt;. No to chętnie go obejrzę. A później ktoś zacytował &lt;b&gt;Iana Curtisa&lt;/b&gt;, że najszczęśliwszy w życiu był, kiedy pracował w fabryce przy jakiejś taśmie, coś w tym stylu. Dlaczego? Bo przez cały dzień marzył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To wszystko są odciskające się po ciemnej stronie mózgu złote litery, które mają w odpowiednim momencie wyskoczyć i pokierować mną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie nie pracował tam zbyt długo, wikipedyści nie uwzględniają tego epizodu w swoich artykułach. Ja bym uwzględnił, bo czuję pewne wstydliwe pokrewieństwo, sam zaczynałem karierę od takiej mało ambitnej roboty - dziewięć czy dziesięć godzin przez dziesięć dni w cukierkowym królestwie. To nawet nie była promocja w markecie, to było zwykłe stoisko, z tych chamskich, po środku arterii. Miałem odblaskową kamizelkę i nie musiałem nikogo nagabywać, tylko chodzić w kółko i ewentualnym chętnym ważyć cukierki, w razie potrzeby skoczyć do magazynu po uzupełnienie. Nawet nie usłyszałem zbyt wielu marketowych historii, w które nie ma się ochoty wierzyć. Jedną o rzyganiu do cukierków - &lt;i&gt;No, przysypałem później&lt;/i&gt;. Nic to, mojej historii, że w tej karierze nie podjadłem ani jednej Malagi, Tiki taka, czy Kasztanka też za bardzo nie chcą wierzyć. Ja z kolei nie mogłem uwierzyć, kiedy mi ludzie podjadali, tacy zupełnie zwykli, siwiejący pan z wąsem, patrzył z takim wyrzutem, jakbym powiedział coś dosadniejszego niż - &lt;i&gt;No wie Pan...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak nie pasuje ci system, to weź się postaraj o odpowiednie pierdolnięcie, a nie mi cukierki podkradasz, fagasie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja nawet tego nie pomyślałem wtedy, patrzyłem tylko i to wystarczało. Czasem się cieszyli jak dzieci, a jeden próbował drugi raz. Ciekawiej było, kiedy typ z Ameryki pytał o możliwość serwisowania roweru, na szczęście dałem radę bez słownika. Jaki samotny musiał czuć się w tym kraju, skoro wrócił do mnie na drugi dzień jeszcze o coś pytać, jakby nie było nikogo innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ja miałem robić w tej pracy przez całe godziny, jak nie marzyć? Tak, liczyłem kafelki, już nie pamiętam, ile obwodu miało stoisko. Dwa na dwa metry jakoś. Nic tylko płynąć z jakimś tematem, niespodziewanie powracające historie, wywracające się historie, prawie jak nocne majaki. Rozciągnąć te mózgowe zwoje i łupać jak w membranę. Wywiesić jak banderę na wietrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Płyniemy w żaglach wyobraźni.&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-149099047655748471?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/149099047655748471/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/11/everything-is-kept-inside.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/149099047655748471'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/149099047655748471'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/11/everything-is-kept-inside.html' title='Everything is kept inside'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-1570763078369233758</id><published>2010-10-31T19:09:00.000+01:00</published><updated>2012-01-24T23:26:16.788+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Gdy japko śpi snem kamiennym, wymyśla sobie historie</title><content type='html'>A ja znowu nieprzygotowany. Dzwonek do drzwi, patrzę na siostrę w przedpokoju, jak się szykuje do wyjścia, ale jeszcze nie jest wyszykowana, więc idę wyjrzeć przez wizjer, o co chodzi. Czy to może brat na nią czeka, wyszedł chwilę wcześniej. A tam trzy dziewczynki! Uciekłem, powiedziałem siostrze tylko, że jeśli coś ma, to może częstować, ale jeśli nie ma, to niech się chwilę wstrzyma z wyjściem. Rok temu w ogóle nie skojarzyłem o co chodzi i tylko się przed dziećmi wstydu najadłem, bo słodycze kupuję tylko na zapowiedziany poczęstunek, ostatnio kiedy Katastrofa ze Smorką byli u mnie. Teraz już tylko przed sobą. Hell no win.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak ze dwa lata temu zupełnie przypadkiem spędzaliśmy ten wieczór na mieście - Czarna Mewa, Smoczy i chyba Katastrofa. Pewnie żłopaliśmy litrowy browar za dychę w Wieżycy, na pewno kończyło się w okolicach McDonalda w centrum, który ma jakieś całodobowe okienko i tam do nas dotarła data, bo ludzie chodzili z czerwonymi rogami. Kiedy już prawie mogliśmy zamówić, czepiły się nas takie diaboliczne dziewczynki - z sugestią, że dżentelmen to by ustąpił miejsca w kolejce. To pierwszy epicki kontrast wieczoru, kiedy mówiono o dżentelmeństwie w ogonku do McDonalda, podobało mi się, więc włączyłem się do dyskusji, a nawet nieskromnie przyznam, że udało mi się ją uciąć:&lt;br /&gt;- A czy Panie, jeśli można wiedzieć, są Damami?&lt;br /&gt;- Nooo, nie.&lt;br /&gt;- To wypierdalać.&lt;br /&gt;Niestety, wesołość zapanowała tylko wśród moich towarzyszy, one niewyraźnie pokrzyczały, same siebie przekrzykiwały i gasły stopniowo, odchodząc jednak od nas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za kilkanaście minut Smoczy rozmawiał w autobusie z dziewczyną trzy razy większą od niego, która wcinała trzy razy większego hamburgera od niej i okazała się być studentką dietetyki. To ta druga epickość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym roku spokojny dzień, już od wczorajszego wieczoru, kiedy wróciłem z pracy i zacząłem skakać na youtube po linkach, bo &lt;b&gt;Kobiety&lt;/b&gt; chwaliły się na profilu, że ktoś na jednym z trzech wymienionych ostatnio portali muzycznych je docenił, a ja przeczytałem jak docenia i okazało się, że właściwie napisał to samo co i ja. A dalej trafiłem na &lt;i&gt;Yugoton&lt;/i&gt;, nie słyszałem tego dawno, może teraz bym sam poznał Nawrockiego &lt;i&gt;W sercu miasta&lt;/i&gt;, zresztą całej płyty nie kojarzyłem jak wyszła, ale potwornie podobało mi się &lt;i&gt;Gdy miasto śpi snem kamiennym&lt;/i&gt; Nosowskiej. I tak to się wszystko łączy, że pode mną, nade mną śpią, doskonale tracę czas i trafiam na &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=9Mlh6vmfagE&amp;feature=related"&gt;Evę Braun&lt;/a&gt;, którą przecież ma w wyliczance Zmywak. Teraz też już widziałem. Może poszukam więcej, a może nawet założę na fejsie stronę &lt;i&gt;Wciąż śpiewam piosenki zagranicznych zespołów po swojemu&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na razie tylko po swojemu śnię dziwności:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Jestem w takim wielkim mieście, które bardzo przypomina Vivec z Morrowind, czyli to są wielkie klocki na wodzie połączone mostami. Odwiedzam w nim kilka miejsc, przemieszczam się pomiędzy kantonami, aż staję na jednym z górnych mostów z kilkoma innymi osobami, a na dole jakiś tłum. Teraz to już zupełnie jest gra, musimy w ten tłum rzucać, żeby nie przeszedł dalej i nasze pociski lecą torem parabolicznym, bo rzucamy jakby zza płota. Tylko ja nie mam odpowiednich pocisków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyrzucam jeden, drugi, trzeci i zostaje mi tylko taki krzyż, ale nie chrystusowy, tylko mniej prosty, z otworem w środku, w typie amuletu. Rzucam nim, ostrzegając towarzyszy, że to raczej ma inne zastosowanie i nie wiadomo, co się będzie działo. Tam w tłumie jest jedna ruda kobieta, której teraz wystaje całkiem dorodna pierś, a cały tłum okazuje się tłumem kobiet. I ta jedna, zamiast ginąć, przedziera się na drugą stronę, moi towarzysze uciekają, a ja pokładam się na moście i myślę, że żeby się nie zorientowała, kto rzucił krzyżem, to będę udawał martwego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzie tam, podbiega do mnie coraz bardziej naga i coraz bardziej zadowolona, że się do mnie dobrała. Podnoszę ją i tuląc zaczynam biec znów przez całe miasto, odwiedzam kolejne już widziane miejsca, żeby znaleźć jakieś łóżko, ale albo drzwi są pozamykane, albo zbyt te łóżka na widoku. Przypomina mi się, że moje własne łóżko jest w drugim z kolei w domu pomieszczeniu, więc pewnie najbezpieczniejsze, ale czy i jak z niego skorzystaliśmy to już nie wiem, bo się obudziłem, kiedy starałem się tam dobiec.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-1570763078369233758?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/1570763078369233758/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/10/gdy-japko-spi-snem-kamiennym-wymysla.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/1570763078369233758'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/1570763078369233758'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/10/gdy-japko-spi-snem-kamiennym-wymysla.html' title='Gdy japko śpi snem kamiennym, wymyśla sobie historie'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-6190997970420918690</id><published>2010-10-27T22:37:00.003+02:00</published><updated>2010-10-28T01:22:32.988+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyjaźń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='byzydura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Życie to surfing</title><content type='html'>&lt;b&gt;Kobiety&lt;/b&gt; występują w trasie &lt;i&gt;Strzały z Biodra&lt;/i&gt;, wyświetlają mi się na fejsbuku, raczej rzadko się wyświetlali do tego tygodnia, a teraz dzień w dzień coś. Nie wiem czy to w ramach promocji trasy, czy w ramach ogólnej promocji ktoś dostał ich profil pod swoją opiekę. Tak mają na przykład &lt;b&gt;Pustki&lt;/b&gt;, które mam na tym fejsie dwa razy - raz jako stronę, raz jako znajomego. Sami mnie zaprosili, więc wysłałem wiadomość z pytaniem, po co takie rozdrobnienie, a oni że to taki newsletter, czego nie da się zrobić ze strony. No okej, jeśli tak chcą, choć jeszcze nic z tego newslettera nie dostałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Załatwiłem bilety, najlepsze zagospodarowanie przerwy w pracy od długiego czasu, tramwajem z Placu Politechniki do OCH-Teatru (to jest och-teatr, OCH-TEATR, czy gdzieś pomiędzy?). Kupuję te bilety i widzę ulotki - &lt;a href="http://www.ochteatr.com.pl/kantata-na-cztery-skrzydla"&gt;&lt;i&gt;Kantata na cztery skrzydła&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, widzieliśmy to przedstawienie w Natolińskim Ośrodku Kultury ze trzy lata temu i przy okazji &lt;i&gt;Mistrza i Małgorzaty&lt;/i&gt; Katastrofa wspominał, że chętnie by znowu zobaczył. Więc podesłałem, zaproponowałem kilku nowym osobom i teraz czekam na odzew. Choć sam kiepsko rozplanowałem listopadowy budżet i teraz migam się od chodzenia na filmy w ramach Festiwalu Pięć Smaków. A &lt;i&gt;Kantata&lt;/i&gt; to jest przedstawienie typu &lt;i&gt;żeby pękło w nas to co przynosi strach&lt;/i&gt;, zawsze na czasie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ekipa z Trójmiasta śpiewa nową piosenkę &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=nMjSaJ3eLD8&amp;feature=player_embedded"&gt;&lt;i&gt;We are the mutants&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, na którą aż się wyszczerzyłem, bo to jest sensowna piosenka o internecie. Nie wiem, kto to napisał, pewnie jakoś się dzielą doświadczeniem i pomagają sobie, bo Nawrocki to chyba za stary typ na &lt;i&gt;dziewczyny o twarzy z mangi&lt;/i&gt;. Zastanawialiśmy się z bratem, gdzie i jak jest teraz w piosenkach internet, kto i jak go wkomponowuje, ale padły tylko dwa dodatkowe hasła - &lt;b&gt;Myslovitz&lt;/b&gt; i Róże Europy. Jak ja uwielbiam Róże, to tutaj nie należy im się pogrubienie. Klattowi się nie udało - &lt;i&gt;Bobry w sieci&lt;/i&gt; sugerują wielką internetową sielskość i wspólne surfowanie, co to w ogóle znaczy &lt;i&gt;z tobą surfować wszędzie&lt;/i&gt;? Nie ma czegoś takiego jak wspólne surfowanie, zdarza się, że impreza przeradza się w jakieś youtube party, ale to już zupełnie inna sprawa. Choć równie kiepska jak ta piosenka. Sztuczność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inaczej jest z Myslovitz, to pewnie wynika z rozbieżnych zainteresowań frontmanów, bo Rojek organizuje swoje Offy, a Klatt (może też swoje?) Opola i Eurowizje. Rok wcześniej mieli na płycie &lt;i&gt;Nocnym pociągiem aż do końca świata&lt;/i&gt;, tam od początku wiadomo, że w ogóle nie jest sielsko, &lt;i&gt;realny świat nie ma żadnych szans&lt;/i&gt;, ale i tak właściwie wypadałoby nawiewać. Ja widzę w tym jakieś nawiązanie do dwa lata starszych skalarnych odjazdów - może nie każdego twarz wyskakuje w telewizji, ale pytanie kim naprawdę jestem sam, czy bardziej jestem taki sam, czy bardziej jestem taki, jak do kogoś, to sam sobie niedawno tu zadawałem, więc musi być - szkolne słowo - uniwersalne, a może nawet coraz intensywniej uniwersalne w czasach sieciowych portali społecznościowych. Tak, widzę tu pewien dysonans, najpierw piszę, że nie ma wspólnego surfowania, a teraz, że społecznościówki, ale chodzi mi o to, że one nas jakby rozmywają. Sam jestem skonfudowany, wrzucam czasem na fejsa jakieś linki, które za chwilę kasuję, bo przypominam sobie, że docelowy odbiorca też przegląda zupę Czerskiego i na pewno wcześniej już widział mordercze cycki. I po co niby komu taki &lt;i&gt;lolkontent&lt;/i&gt; (to jakieś słowo z okolic Orlińskiego, nie wiem, czy dobrze rozumiem, ani czy nie jest zarezerwowane tylko dla wtajemniczonych arystokratów, nadszyderstwo, itd. itp. ojej, jakie długie zdanie w nawiasie, stop) z mojej strony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kobiety mają już internet oswojony, w piosence nie ma dziwnych słów jak &lt;i&gt;plik&lt;/i&gt;, to są po prostu oglądane na fejsbuku zdjęcia. &lt;i&gt;Połączone satelitą pulsujące skronie&lt;/i&gt; dają takie ciepłe wrażenie, jakby trzymali się za ręce. Beznadziejnie ładna melodia z wibrafonem, chciałoby się dla odmiany uwierzyć, że jest w tej wielkiej cyfrowej maszynie jakiś duch. Oczywiście wiem, że to nie jest maszyna, to niewidzialna sieć i zerojedynkowy wirus, ale po pierwsze nie widziałem tego filmu o Zuckerbergu, a po drugie na pewno nie będzie lepszy niż &lt;i&gt;Ghost in the Shell&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najwcześniejszy piosenkowy wątek internetowy kojarzę z &lt;b&gt;The Users&lt;/b&gt; - &lt;i&gt;Nie idź do pracy, to szatan puszcza e-maile&lt;/i&gt;. Nie mam pojęcia, czy Świetlicki miał wcześniej taki wiersz, piosenkę, czy ten akurat kawałek był na potrzeby występu, za to jasno widać, jak to dawno - bo kto dzisiaj mówi na mejla e-mail? Ja w 1999 uczyłem się HTMLa i robiłem strony o mandze, o ambitnej nazwie &lt;i&gt;Kumi's site&lt;/i&gt;, aż dostałem mejla z firmy Kumi, która mnie, trzynastoletniemu, groziła sądowym pozwem za bezprawne używanie nazwy. No i że w ogóle jest taka płyta też się dowiedziałem z mejla. Prawdopodobnie ciężko ją znaleźć, a tym bardziej kupić, dzisiaj nawet się przeraziłem, bo zapamiętałem pojęcie yass i domenę art, a na &lt;a href="http://www.yass.art.pl/"&gt;yass.art.pl&lt;/a&gt; wyskakuje pożegnanie - kaplica. Ale jednak wciąż &lt;a href="http://www.yass.art.pl/users/users.html"&gt;jest do pobrania&lt;/a&gt;. Może zapomnieli skasować, tylko startówkę podmienili.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-6190997970420918690?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/6190997970420918690/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/10/zycie-to-surfing.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/6190997970420918690'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/6190997970420918690'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/10/zycie-to-surfing.html' title='Życie to surfing'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-7151443403814794957</id><published>2010-10-25T09:25:00.002+02:00</published><updated>2010-10-26T12:46:10.325+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Wiosna w sercu na ogół</title><content type='html'>Tydzień już minął od chwili, w której Młotek wysłał mi adres internetowego radia, twierdząc, że w sam raz na jesienne wieczory. Rzekłem mu, że ja to jednak mam w sercu wiosnę i szybko wróciłem do &lt;b&gt;Broken Social Scene&lt;/b&gt;, bo stoner, okazuje się, również musi mieć wiele podgatunków i najprawdopodobniej akurat wymyślili puszczać jakiś z przedrostkiem country.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O jedynej kanadyjskiej ekipie, o której sam wiem skąd jest, &lt;a href="http://ktosruszalmojeplyty.com/broken-social-scene-forgiveness-rock-record/"&gt;pisał niedawno Jacek&lt;/a&gt;, a o innej, o której nie wiedziałem, &lt;a href="http://ktosruszalmojeplyty.com/arcade-fire-the-suburbs/"&gt;też pisano w tej okolicy&lt;/a&gt;. Też brzmi bardzo ładnie, gdybym bardziej był ciekawy świata, to na pewno kilka razy wspominali ją w &lt;a href="http://questionablecontent.net/view.php?comic=178"&gt;&lt;i&gt;Questionable Content&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, ale ja nie wszystko tam sprawdzałem. Na Kanadzie to się nie znam, o Kanadzie wiem cokolwiek tylko dlatego, że w &lt;i&gt;How I Met Your Mother&lt;/i&gt; czasem cisną za pochodzenie Robin, a do tego ktoś wspomniał niedawno, że był w tv taki serial o ich policjancie, w czerwonym kubraku i kowbojskim kapeluszu. On chyba w wejściówce szedł ruchliwą ulicą, albo może jechał na koniu i prawdopodobnie nie działo się to w Kanadzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardziej mogę się wypowiedzieć o poruszanych w obu tekstach kwestiach oczekiwań. To znaczy one uruchomiły jakieś myślenie i dzięki temu będę próbował sprawdzić, jak funkcjonują trackbacki do blogów (update: &lt;i&gt;Blogger obecnie nie obsługuje funkcji Trackback.&lt;/i&gt;). Takie to są kwestie, jakby się komuś nie chciało przebijać przez źródła:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Jay-Z na „Blueprint III” zasugerował: „Niggas want my old shit? Buy my old album…” (Chcecie tego, co było kiedyś? Kupcie starszą płytę…). [...] Trzeba pogodzić się z rzeczywistością. Czas mija, przedmieścia się zmieniają.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;(o Arcade Fire)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytając krajowe recenzje tej płyty (fachowców zaczytanych, jak sądzę, w pitchforku), odnoszę wrażenie, że młodzież niezupełnie dostała to, czego się spodziewała. W dodatku wina leży po stronie zespołu — jak mógł nie spełnić oczekiwań!&lt;br /&gt;&lt;i&gt;(o Broken Social Scene)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Ja jestem bardzo do tyłu w tym wszystkim, bo ani nie czytam recenzji na Pitchforku, ani nie czytam ich na Screenagers, ani na Porycs, specjalnie muszę szukać tych stron przez google, żeby nie przekręcić nazw. Nawet względem siebie samego jestem zapóźniony, bo myślenie uruchomiło dopiero zestawienie obu recenzji - hmm, ciekawe, czy to jakiś cykl o oczekiwaniach teraz będzie. Ciekawi mnie to, bo ja nie rozumiem pojęcia oczekiwania. Mogę chyba najogólniej oczekiwać, że mi się spodoba, albo mi się nie spodoba, pozostawi jakiś ślad, ale żeby konkretów? Żeby piosenki były w jednej stylistyce, albo żeby były na puzonach, jakbym miał tak określone oczekiwania w stosunku do muzyki, to pewnie sam bym ją robił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomnianych fachowców i młodzież odbieram jako ludzi, którzy bardziej uczestniczą w muzycznym światku, chociażby przez czytanie wspomnianych serwisów. Ja kiedyś na przykład uczestniczyłem w światku konsolowych gier. Grałem może w kilkanaście, ale każde &lt;i&gt;Neo Plus&lt;/i&gt; połykałem w całości, po tych kilkunastu tytułach wiedziałem, z którymi autorami się zgadzam, a z którymi mniej i pewnie byłem w stanie wypowiedzieć się o większości ukazujących się rzeczy. Później zdeptano mi konsolę i uczestniczyłem coraz mniej, teraz już właściwie zostało mi czytanie o głośniejszych rzeczach. Coraz trudniej się to czyta, bo nikt już nie porównuje nowych gier do tych z przełomu wieków, tylko do tych z ubiegłego roku. Nic mi to nie mówi, podobnie jak często nic nie mówią mi przywoływane w recenzjach płyt zespoły i utwory. Nie mam jeszcze pewnej opinii na ten temat - czasem jest w recenzji tak dużo porównań, że dla kogoś ogarniętego stworzą w miarę spójny obraz, a nawet jeśli skojarzy tylko jedną rzecz, to będzie miał jakiekolwiek odniesienie. Gorzej jeśli nie skojarzy nic, przeczyta wyliczankę. Stąd w poznawaniu świata kultury najbardziej polegam nie na fachowych źródłach, tylko zaufanych ludziach, blogach, albo wrzucanych na fejsa linkach. Fachowość z wiekiem często zaczyna pożerać własny ogon. Czyli chodzi mi o to, że fajnie jest, jeśli w recenzji zachowuje się równowagę pomiędzy fachowością i przeżyciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to nie czytałem jeszcze ani jednej recenzji, której autor uwzględniłby XXI model zapoznawania się z muzyką. Jasne, niewiele ich czytam - może dlatego. Wyobrażam sobie, że przed internetem ludzie wymieniali się płytami, chodzili do sklepów, robili mix tape'y. To musiało być naprawdę super, bo wymieniali o wiele mniej rzeczy, niż wymienia się teraz, więcej mogli temu poświęcić uwagi. Na pierwszym roku studiów nie miałem nawet komputera, a rolę odtwarzacza muzyki pełniło pierwsze PlayStation. Wcale nie jestem przekonany, czy jarałbym się tak &lt;b&gt;Różami Europy&lt;/b&gt;, gdybym wygodniej mógł wtedy przeskakiwać utwory. Teraz chyba nikt poza fachowcami nie wypowiada się na temat płyt. Główny nurt, w muzyce popularnej, w muzyce metalowej, w stonerze, indie, to jest przerzucanie gigabajtów dyskografii przez torrenty. Ja szalenie lubię BSS, ale nie umiem powiedzieć, który kawałek jest z jakiej płyty. Dorwałem się do trzech na raz i nie przeszło mi przez myśl, żeby słuchać po jednej. Oczywiście nie wiem, jak ktokolwiek miałby to w recenzjach uwzględniać, że my maluczcy kupujemy w roku kilka do kilkunastu płyt, a resztę bezczelnie jumamy. Ja w tym roku kupiłem na razie jedną i to nie dla siebie. Jakoś rozgrzeszam się koncertami, z których nie wszystkie są darmowe, w końcu trzeba czasem patrzeć w lustro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W listopadzie mają grać w okolicy &lt;b&gt;Kobiety&lt;/b&gt;. Nie spodziewam się wprawdzie &lt;a href="http://questionablecontent.net/view.php?comic=141"&gt;takich bodźców&lt;/a&gt;, ale i tak będzie fajnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-7151443403814794957?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/7151443403814794957/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/10/wiosna-w-sercu-na-ogo.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/7151443403814794957'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/7151443403814794957'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/10/wiosna-w-sercu-na-ogo.html' title='Wiosna w sercu na ogół'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-7193292145314213842</id><published>2010-10-20T00:58:00.004+02:00</published><updated>2010-10-20T13:38:29.678+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='apokalipsa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='strach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ała'/><title type='text'>Parada atrakcji</title><content type='html'>Słuchaj, od dwóch dni nie śpię, przewracam się do drugiej, trzeciej z boku na bok, jeśli dzisiaj nie będę miał zajęcia, to mnie szlag trafi - tak powiedziałem siostrze i mam do łóżka komputer, z którego jakoś tam zrezygnowałem w ostatnich miesiącach, kiedy ostał się jako ostatni komputer w domu. Wydawało mi się, że to bardzo wskazane poświęcenie, że to w ogóle nie powinien być problem, skoro kiedyś jeden komputer wystarczał na pięć, a nie trzy osoby w mieszkaniu. Oczywiście od razu trafiła się okazja do oszustwa i mam z pracy taki tablet, siedem cali, na których można marnować czas tak samo efektywnie, albo może jednak mniej, bo bardzo kiepsko się na nim pisze. Na pewno nie do bloga. Na ostatnim zebraniu Geniusz pytał, czy może nie myślałem o tych ultramałych formach blogowych, twitter czy pinger, co to z powodzeniem można z telefonu. Ja mu mówię, że nie w moim stylu. Nie da się tam odpowiednio napuszyć, a w każdym razie ja bym nie umiał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wynika z tego, że dwie ostatnie noce były niezłą okazją do dalszej praktyki zen. Praktyka to jest chyba coś, co się na stałe wciela w życie, ja bym chyba jednak wolał od czasu do czasu ćwiczyć, a nie być przymuszanym katarem i niespaniem. Czy to nie jest jakaś tortura, czy nie stosowali tego, że daje się człowiekowi usnąć tylko na chwilę, po czym znowu atakuje? Średnio siebie widzę w tamtych czasach walczących opozycji, skoro psychikę łamie mi zwykły katar. Pewnie za dużo bym chciał. Zaraza i szaleństwo - spędziłem weekend grzeczny jak nigdy, na pewno nie choruję po wyjściu na rower, bo to było w piątek, a ja się rozłożyłem w niedzielny wieczór. Znów chory na pracę chyba. I znów trudno pozbyć się tego poczucia niesprawiedliwości, że skoro zachowałem się ładnie, zgrabnie, zorganizowanie, z wytarciem wszystkiego kurzu w pokoju, z zakupami, z łażeniem po domu w mistrzowskich skarpetach dostanych od mamy, to zupełnie mi się nie należy choroba. Ledwie się z poprzedniej wykurowałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście ta aktualna będzie o wiele gorsza, straszniejsza, mordercza niemal, bo tutaj jasno widać postawę roszczeniową, czyli że nie sprzątałem dlatego, żeby mieć w pokoju czysto, tylko żeby coś z tego mieć, jakąś od świata pieszczotę. Bardzo to niepoważne, wychodzić z założenia, że jak się będzie grzecznym, to zewsząd grzeczność na człowieka spłynie. Niechby nawet grzeszność jakaś, ale nie katar!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ jestem osłabiony, ponieważ jestem niepoczytalny, to nawet się przyznam, że w kontekście dzisiejszego najważniejszego wydarzenia w tym smutnym kraju, owszem, zasmuciłem się, owszem, rzekłem, że ludzi mamy popierdolonych, ale już w pół godziny później przyjąłem tę cyniczną pozę:&lt;br /&gt;- Słuchajcie, czy już ktoś sugerował, żeby mu postawić pomnik, czy możemy być pierwsi?&lt;br /&gt;Na szczęście nie miałem jaj, żeby wrzucić to słowo na fejsa, bo wstydziłbym się ostro, kiedy jakakolwiek poczytalność wróci. Bardziej niż jakichkolwiek emohumorystycznych wtrętów. Ciężko mi się zdystansować do tego, co się na tym fejsie dzieje, raz chciałbym żeby to była zabawka, raz myślę, że to jednak zabija komunikację. Przecież i tak liczy się liczba wyświetleń stron, reklam - tak samo jak w internetowej wersji tekstów z Dużego Formatu. Trafiłem przez świeżą koleżankę (tj. jeszcze wyświetla się na mojej tablicy) na wywiad z Marią Peszek, podzielony na jakieś dwadzieścia stron, na każdej może pięćset słów. Przewijanie po pół strony, klik na następną, nie dziwota, że systematycznie wróżona gazetom śmierć wciąż nie następuje. To bardzo dobrze - ludzie mogą pisać listy, tak?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sporo ostatnio rozmawiam, takie rozmowy, w których należy się deklarować, kim jestem, jaki jestem i tak dalej, przez co zamiast sobie być - mniej robię się pewny, czy bardziej jestem, czy bardziej w rozmowie pozuję. To oczywiście dobrze, żeby mnie w kontrolowanych warunkach rozchwiać czasem. Nie ma w tych rozmowach żadnych opcji politycznych, tylko zachowania społeczne. Młotek użył w stosunku do mnie słowa szyderca, a ja przecież w ogóle tak o sobie nie myślałem, bo szyderstwo jednak kojarzy mi się z pewnym obyciem w świecie, daleko mi do tego. To nie jest tak, że użył tego w jakimś negatywnym znaczeniu, tylko w takim sensie, jak z dzisiejszym pomnikiem - wydało mi się, że to jest słowo, które najlepiej podsumowuje wszystkie informacje, docierające do mnie z kraju w ostatnich miesiącach. Więcej w tym cynizmu, czy więcej dystansu? A przecież to nie jest prawda, że jest we mnie tyle blazy - słowo blaza nie istnieje w takim znaczeniu - że taki jestem zblazowany. A jak ludzie by to odbierali? Studenci od piwa i porno - kolejny rekord kliknięć lubię to, czy może jednak by mnie (i słusznie i nie chyba) dojechali? Czy może jeszcze większe rozczarowanie, brak reakcji, bo sukcesywnie kasują mnie z tablicy i to już niczyja ignorancja, tylko moja postępująca nieciekawość i zbędność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby nie było za łatwo - znalazłem u siostry na półce "Kompleks polski" Konwickiego i czytam od tygodnia w autobusie, pewnie jestem lekko za połową. W autobusie już coraz słabsze światło - tym lepiej mieć ten oszukańczy firmowy tablet, można z internetu odpalić komiks.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś na Rozdrożu znów typ z Kolskiej - słychać go z daleka. Wcześniej jednej dziewczynie powiedziałem, że nie mam drobnych (miałem), później pomyślałem, że jak chce &lt;i&gt;chociaż złoty osiemdziesiąt&lt;/i&gt;, to może na serio zbiera na jakiś bilet. Nie wiem, staram się trzymać tej wersji z nierozdawaniem mozolnie ciułanych ziaren, w końcu w pracy ludzie w takim wieku, że wciąż rozmowy o mieszkaniach i kredytach. Ciułam na jakiś wkład kiedyś z kimś. Typ, który wyszedł z Kolskiej podchodzi do mnie i zaczyna litanię:&lt;br /&gt;- Proszę Pana, mnie z Kolskiej wypuścili...&lt;br /&gt;- Proszę Pana, od miesiąca Pana wypuszczają.&lt;br /&gt;- Proszę Pana, mnie z Kolskiej wypuścili - podejmuje niezrażony, jakby nie rozumiał.&lt;br /&gt;- Proszę Pana, musi Pan znaleźć jakieś inne miejsce teraz, bo tu Pan nie utarguje.&lt;br /&gt;- Proszę Pana, poratuje Pan złotówką. - Ja naprawdę nie wiem, czy on jednak nie jest jakoś upośledzony, albo głuchy.&lt;br /&gt;- Proszę odejść, ja już Panu nie pomogę więcej.&lt;br /&gt;Odszedł, patrząc tak samo bezradnie, jak - jakie słowo - zawsze. Obok mnie siedziała jedna kobieta, ucieszyła się na tę scenę, kiedy już odszedł, a obok niej taka całkiem sympatyczna, naprawdę ładny uśmiech, może w moim wieku, to dodała, że on cały dzień wychodzi z Kolskiej. I wsiadły do autobusu, ja czekam dalej na swój i na przystanek wbijają dwie pannice, ja wiem, pewnie po siedemnaście lat, niezgrabne, oklapłe dupska, diety cuda i zero grzecznego ruchu. Słychać, że też je zaczepił.&lt;br /&gt;- Słyszałaś, kurwa? Niech dziad spierdala!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Noż.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-7193292145314213842?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/7193292145314213842/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/10/parada-atrakcji.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/7193292145314213842'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/7193292145314213842'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/10/parada-atrakcji.html' title='Parada atrakcji'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-2966850209291021723</id><published>2010-10-15T13:48:00.000+02:00</published><updated>2010-10-15T13:48:27.868+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='portret'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='s3'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Sprawcza siła słowa</title><content type='html'>Wyszedłem z pracy około dwudziestej, pewnie miałem jakieś powody, żeby tyle siedzieć. Robienie drugiego plakatu nie jest nawet w połowie tak fajne, jak robienie pierwszego, jeśli jedzie się na tym samym schemacie. Internet też mnie w pewnej chwili zniechęcił, zawierał pokusę, której długo bym się nie oparł - no to wyszedłem. Na Rozdroże, a tam w cokolwiek, z nagłym planem, żeby odwiedzić ulubiony Rynek Nowego Miasta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ubiegłym tygodniu odwiedził mnie Mroczny Ka, kształcący się na architekta. Dzwonił wcześniej, że ma do przeprowadzenia ankietę, że takie w tym semestrze ma dziwne zajęcia, które jednak jak najbardziej rozumie - żeby być dobrym architektem, trzeba umieć spojrzeć na świat oczami zwykłego człowieka. Padło na mnie, genialnie, bo zwykły człowiek to rola, w której odnajduję się najlepiej. Kazał powiedzieć, jakie jest moje ulubione miejsce publiczne w Warszawie. Oczywiście nie miałem problemu z udzieleniem odpowiedzi. Nie jest tak, że w każdej dziedzinie mam coś ulubionego, ale tutaj trafił bezbłędnie. Kazał sobie opowiedzieć, pomyśleć, o co chodzi i nawet to nie było za trudne - kamienice i drzewa, ławki od południa, czasem ławki pod drzewem od Freta, ale chyba nie zawsze, to podwyższenie właśnie, nawet na schodach można usiąść. Zakamarki w północnej pierzei, swojski spokój od wschodu i przelotowy zachód. Na ogół spokój, a czasem jakieś fajne wydarzenie, na które można się natknąć bez czytania w internecie - kiedyś wpadłem na występy objazdowych teatrów. Do tego prowokowanie spotkań z obcymi ludźmi. On sobie tam notował, podpytywał czasem, rzucał sprytne hasła, mała architektura, ruchoma architektura, zieleń, tak, zieleń jak najbardziej, też mi się podoba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja prowokuję ostatnio wszystkich cwaniaków na Rozdrożu - nie wiem, jak to się dzieje, chyba jakiś sezon na leszcza, bo w miesiącach wakacyjnych nie było ani jednego. A teraz codziennie, jak nie wyszedł z Kolskiej, to na wino zbierają, jak zbierają na wino, to zawsze najpierw mówią spoko, spoko, nie chcę cię okraść, zrozumiesz potrzebę. Odmowę takim też już dawno przed sobą rozgrzeszyłem, kiedy dorzuciłem na wino typom przy Barbakanie, jeden grał na gitarze jakąś wersję &lt;i&gt;Rock'n'roll'owców&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Róż Europy&lt;/b&gt; (a może to oni mają na płycie wykręconą wersję tej piosenki).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wysiadłem na Placu Krasińskich, ulica Długa to dla mnie jedna z najładniejszych ulic jest i podoba mi się, że ma na samym początku ten najmniejszy dom w Warszawie - kiosk Długa 1. Gdzieś tam w słuchawkach wskoczyło Radiohead, mam w odtwarzaczu &lt;i&gt;O.K. Computer&lt;/i&gt; i taki miałem humor, że przestawiłem na odgrywanie płyty po kolei, zamiast losowo ze wszystkiego. Bo tak to jedyne, co z niej pamiętam to &lt;i&gt;more productive&lt;/i&gt;. Przy Freta jest spożywczak, obawiałem się, że może być już zamknięty, ale na szczęście w tygodniu do dwudziestej pierwszej. Czasem mają w nim &lt;b&gt;paluszki Żerań z makiem&lt;/b&gt; (no co, to jedna z rzeczy, wśród których mam ulubione, wyróżnienie!), częściej nie mają - jak teraz. To wziąłem obwarzanki i kajzerki na kanapki. Miałem już w torbie spore pudło, więc usiadłem na tej ławce pod drzewem, żeby się wygodnie przepakować. I w tym momencie kątem oka dostrzegłem przygodę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przygoda ubrana była w bluzę Everlast, kaptur miała zaciągnięty, ale nie tak, że na twarz, tylko zaciągnięte te sznurki, żeby ciasno przylegał do widocznej twarzy. Odezwał się, więc zmieniłem kąt patrzenia, kątem oka to tak słabo wyraźnie, a obojgiem oczu już można dostrzec, że typ po pięćdziesiątce najmniej. Typ, nie kobieta, więc nie trzeba pisać, że w wieku nieokreślonym.&lt;br /&gt;- Nie poczęstuje Pan papierosem?&lt;br /&gt;- Nie, nie mam, nie palę - odpowiedziałem nieświadom jeszcze, że to jednak zaczyna się przygoda. A przecież idąc Długą przypomniałem sobie mówienie o prowokowaniu spotkań. A słowa mają siłę sprawczą, może nie stuprocentową, może czasem na opak, ale przecież w autobusie myślałem we wtorek o tych dziewczętach, które były w poniedziałek na imprezie, wspominałem imiona, lekko drzemiąc, z zamkniętymi oczyma i kiedy pomyślałem imię Ola, to otworzyłem oczy i zobaczyłem kawałek przed sobą Olę ze studiów na IFK. Taki byłem wczorajszy, że bardzo się ucieszyłem, że mnie nie poznała, zresztą już na pewno wspominałem, że kontakty i niespotkania z koleżankami z tamtego okresu zawsze okazują się niewypałami. Jak ta prośba o papierosa, odpowiedziałem i pewny byłem spokoju. Ale gdzie tam, bo typ coś mówi i się zaczyna śmiać.&lt;br /&gt;- Słucham? - wyjmuję z uszu słuchawki.&lt;br /&gt;- Bo ja rzucam palenie. Ale wie Pan, ciągnie. - Na te słowa się uśmiecham i przestaję o nim myśleć per typ, a zaczynam per Pan.&lt;br /&gt;- Ha, no to świetnie, że Pan na mnie trafił. Właściwie życzę Panu, żeby na samych takich trafiał.&lt;br /&gt;- Oj ciągnie, ciągnie. Tylko ten nałóg mi został, innych się pozbyłem. Spieszy się Pan?&lt;br /&gt;Nie spieszyłem się i wreszcie zwęszyłem przygodę.&lt;br /&gt;- Pan siada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i zaczął opowiadać często średnio składną historię, której na pewno nie jestem w stanie zapisać w formie dialogu, więc zapiszę po prostu, mniej więcej, mam nadzieję, że bez zbyt dużych przekłamań. Skoro tak chciał się nią z kimś podzieli, to pewnie się nie obrazi, że przekazuję dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;On już pozbył się nałogów, tylko ten jeden został. Chodzi na taką terapię, grupa jest, ma tam tak zwaną panią terapeutkę, dla której jest bardzo miły. Ale jest też bardzo bezpośredni i policja to nawet twierdzi, że agresywny, ale nie wiadomo jeszcze, czy to agresja jest tu głównym powodem terapii. Mnie tam na agresywnego nie wyglądał. Rozmawiają na tych terapiach o różnych sprawach, wiele tematów jest poruszanych, często trudne, takie społeczne. Czasem ciężko mu się wypowiedzieć, ale na ogół jednak idzie mu to sprawnie. A raz to nawet przyniósł kwiatka dla pani terapeutki, aż chciała go nim zdzielić, ale tak przyjaźnie, z uśmiechem. On jest taki, że mówi co myśli, więc raz nawet wbił tam szpilę szefowej. Szefowa była napompowana, jakie to ładne, sam jeszcze nie wpadłem na to, że szpile się wbija w balony, a nie tak po prostu. A kiedy zeszło z niej powietrze, to podobno sama się przyznała, że racja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;On mówi o nich dziewczyna, że taka dziewczyna a taka, więc ja pytam, czy to takie świeżo po studiach - nie. Ładna różnica w postrzeganiu świata, bo dla mnie kobiety w wieku nieokreślonym to są właśnie kobiety w wieku nieokreślonym, a nie dziewczyny, w którym to słowie zawarta jest dla mnie młodość i jędrność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i bywał on w szpitalu, raz obudził się słaby - okazało się, że po dwóch dniach śpiączki. Na karcie miał wpisane Pan NN. Długo nie mogli dojść, dlaczego, bo on tyle pamięta, że słabo się poczuł i chciał wrócić do domu, a później znaleźli go z kluczami leżącego na klatce schodowej. Mówi, że na pewno pomyśleli pijak, ale on był trzeźwy i raczej po alkoholu się dwa dni nie śpi. Jakieś godziny, albo wieczność, ale dwa dni to nie. I powiedzieli mu przy tych badaniach, że ma czaszkę jakby wrócił z wojny, tak poobijaną. I doszli do jakichś ucisków nerwowych, w związku z czym wysłano go do psychiatryka - Tworki? Śmiał się, że tym sposobem zaliczył tam obie rzeczy, bo kiedyś tam pracował jako pielęgniarz i podobno miał oddział tych największych zwyrodnialców, oddział z rzeczami, o których się nie mówi i on nie powie. Więc kiedy wrócił w charakterze pacjenta, to go pytali, jak to kiedyś bywało - ściany obite poduszkami? Filmów się naoglądali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;On to wszystko opowiada z uśmiechem, czasem sam się zaśmiewa, ale kiedy ktoś przechodzi w okolicy, to mierzy wzrokiem, chyba szuka tych papierosów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomina, że widział leczenie prądem, nie to, że ot tak mógł, ale dostał raz pozwolenie, z ciekawości chciał. Później już nie chciał, bo to nie wyglądało humanitarnie. Dziś już wiadomo, że prądem próbowano pobudzać ludzi, którzy po źle prowadzonych terapiach lekowych zamieniali się w warzywa, ale cóż, tak wtedy właśnie leczono. On to rozumie, że poszło lecznictwo do przodu od czasów komuny i nie było tam złej woli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym oddziale też były niezłe dziewczyny, chociażby ta, która nakrzyczała na dyrektora. Wprawdzie nie wiedziała, że to jest dyrektor, ale trzeba tupet mieć. Prowadziła raz pacjentów korytarzem i taki nobliwy pan z laseczką wyraził zapomnianą już wątpliwość, którą odebrała jako atak na jej podopiecznych. To powiedziała swoje i ów dżentelmen się napuszył, odszedł, a jej powiedziano, że to przecież szef wszystkich szefów. Więc kiedy kilka dni później szła na rozmowę do gabinetu, to cała była roztrzęsiona i właściwie pewna zwolnienia. A tutaj proszę, szef przeprasza za swoje zachowanie i wyraża dumę, że ona nawet takiego zepsutego społecznie człowieka, to znaczy psychicznie chorego, traktuje jak człowieka właśnie i nie pozwala obrazić. To już podobno prawie koniec kariery tego dyrektora, ale wcześniej zdarza się jeszcze inna historia - kiedy wpuszcza na teren zakładu harcerzy. Zakład ma na swoim terenie kawał lasu i tam obozują dzieciaki, aż raz trafiają na półnagą pacjentkę i miny mają nietęgie. Raczej średnio przemyślana przez dyrektora sprawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale teraz to on ma tę terapię, choć pić już dawno przestał i dostał bardzo spóźnione skierowanie. Przynajmniej może świecić przykładem. Policja wciąż się go czepia, chociażby o to, że pies nie ma kagańca. Było raz tak, że pies spokojny, ale podnosi się, kiedy podeszli i warczy - Trzymaj Pan tego psa!&lt;br /&gt;- To gdzie Pan podchodzisz?&lt;br /&gt;- Bo kagańca nie ma, a tak nie wolno!&lt;br /&gt;- Bo tu okolica niebezpieczna, Pan się czujesz bezpiecznie? To po co Panu pistolet?&lt;br /&gt;I podobno poszli sobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poszedłem i ja, bo trząsłem się jak tamta pani przed rozmową z dyrektorem, tylko że ja to z zimna. Podziękowałem za historię. On też wstał i wyciągnął rękę, właściwie miałem taką nadzieję, bo mnie, młodzieniaszkowi, nie wypada pierwszemu. To była taka duża, ciepła dłoń. Pewny uścisk.&lt;br /&gt;- Do widzenia Panie NN.&lt;br /&gt;Uśmiechnął się szerzej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-2966850209291021723?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/2966850209291021723/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/10/sprawcza-sia-sowa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2966850209291021723'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2966850209291021723'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/10/sprawcza-sia-sowa.html' title='Sprawcza siła słowa'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-6871584201414180729</id><published>2010-10-14T12:49:00.002+02:00</published><updated>2010-10-14T13:09:42.281+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rower'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kombinat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyjaźń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='knajpa'/><title type='text'>Ani jednej piosenki o miłości</title><content type='html'>Starałem się wczoraj być bardzo zen, więc przez kilka godzin przewracałem się na łóżku, zamiast komukolwiek zwracać uwagę na głośność społecznych interakcji. Telefon opacznie wziął ze mnie przykład i w myśl cichej zen nie zwrócił mi z rana uwagi, że wypadałoby wstać do pracy. Obudziłem się więc wyspany, wypoczęty i z tym pięknym uczuciem, że coś jest nie tak. Ciepło, przyjemnie, nie muszę roztrzęsiony zimnem szukać skarpetek - aha, to pewnie znaczy, że jestem spóźniony! A spóźniony nie ma powodu do pośpiechu, skoro spóźnienie już się technicznie dokonało. Okazuje się, że wychodząc z domu pół godziny później niż na ogół, zastaje się ulice puste, przejezdne. To wcale nie jest olśnienie, to po prostu przypomnienie, że &lt;i&gt;matrix has you&lt;/i&gt;. Robię w tym tygodniu w pracy plakat, jest takie bardzo fachowe narzędzie do plakatów zwane Power Pointem, zainspirowałem się i zainspirowano mnie Warholem, o którym wiem tyle samo, co do wczoraj wiedziałem Mansonie, i teraz jestem bardzo dumny z oznaczenia krachu systemu cyfrowo zielonym kadrem z &lt;i&gt;Matrixa&lt;/i&gt;. Ciekawe, czy przejdzie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wysiadam na Politechnice i idę Polną w stronę przeciwną do zwyczajowej, kupuję w piekarni pierogi (świetne miejsce ta piekarnia naprzeciw basenu) i zawracam do pracy - spóźniony o całe pół godziny, choć wyszedłem do niej godzinę później niż zwykle. Lubię takie zagięcia czasu i przestrzeni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudniejsze do zagięcia są temperatury, wyciągnął mnie wczoraj na rower Bazyl, z którym jeździłem też poprzednio i skończyło się przeziębieniem. Znalazłem szalik, rękawiczki, czapkę i tylko nie pomyślałem o cieplejszych skarpetkach - marzły palce. Ale ogarnęliśmy część dobrej trasy na wieczór, bardzo pozytywny przeskok z &lt;i&gt;nie będę miał jaj, żeby iść&lt;/i&gt;, na takie &lt;i&gt;weeeehaaaa&lt;/i&gt;! Mijamy dwie kobiety na ścieżce i jedna przygaduje drugiej - Masz swoje nikt nie jeździ!&lt;br /&gt;Nie jesteśmy hardkorami, rower to dla mnie sposób na ciepły czas, ale nie na życie, więc najzimniej rozbijałem się nim dwudziestego piątego listopada, również z Bazylem. Jestem prawie pewien, że to była sobota, 2006. Wpadliśmy na pomysł rzucania monetą na rozstajach i tym sposobem wyjechaliśmy nocą do Marek. To nie jest od nas bardzo daleko, ale też nie bardzo blisko i na pewno nie wpadło mi nigdy do głowy, że można tam dojechać bez zauważenia, że zmieniło się miasto. Wtedy też podejrzewałem przetasowania w czasie i przestrzeni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sporo przetasowań następowało w poniedziałek, kiedy bawiliśmy się na imprezie integracyjnej, z firmy, ale w tym lepszym gatunku, czyli bez szefostwa. Pozwoliliśmy sobie zaprosić, to znaczy, tego, przymusiliśmy Dwie Kalorie do zaproszenia koleżanek. Tak dla równowagi - przecież nasz dział nie wyłamuje się ze stereotypu zmaskulizowanych jednostek informatycznych. To były między innymi te dziewczęta, które mają na fejsie, że lubią Kings of Leon lub Justina Timberlake'a, ale na szczęście okazały się sympatyczne i ciekawe do rozmowy, i śliczne, i miały dla nas wiele wyrozumiałości, a pewnie jeszcze więcej ciekawości, skoro tak tłumnie stawiły się na spotkanie z korporacyjnym elementem. Nie jestem pewien, czy chcę wiedzieć, czym je Dwie Kalorie przekonywał. Taka jedna chwiejna Ania, kiedy była odprowadzana na przystanek, przekonała się, że właściwie nie ma pojęcia, gdzie tu jest odpowiedni przystanek i zwiedziłem tak ze czterdzieści numerów Puławskiej. Taka inna Ania okazała się obiektem kultu, w ogóle wiele było w okolicy postaci mitycznych, ta właśnie ezoteryczna Ania, inne dziewczę, do którego zwracano się per Matko Boska, sam Dwie Kalorie też ma być Bogiem (którego słowo dopiero nabiera siły twórczej, ale jednak), a Młotek w pewnym świetle, jeśli patrzeć z określonego kąta, ma na uszach ów laur starożytnego półboga, herosa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;On właśnie wyratował nas pod koniec, czyli w połowie nocy, kiedy opuszczaliśmy lokal, oferując swoje skromne progi. Zawiozła nas tam znawczyni tajemnego języka Goa'uld, głównie po to, żeby zniszczyć nas w &lt;i&gt;Guitar Hero&lt;/i&gt;. Nie było czego zbierać, więc wzięła się zabrała, a myśmy się rozwiewali pośród nocnych myśli. Znów do trzeciej nad ranem. Bardzo słabo mi się później spało, więc nawet nie zabolała mnie konieczność wstawania do pracy po trzech godzinach, za to zapamiętałem jeden ze snów na podsumowanie. To bardziej wrażenie niż sen, z typu tych, gdzie jest się na raz obserwatorem i aktorem.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Około czterech postaci, prawdopodobnie Młotek pośród nich, no i ja też. Jesteśmy w białym pomieszczeniu, dachu nie ma. Perspektywa z góry - staramy się tam jak najlepiej ułożyć, dopasować. Chodzi o to, żeby wypełnić sobą całą przestrzeń. Patrzę na to z pewnej odległości, jak niezdarnie się tam przestawiamy, jak układamy się w tym pudełku po droższych cukierkach - są takie bardzo fajne metalowe pudełka, z pokrywkami, które dobrze nadają się na składowanie sentymentów.&lt;br /&gt;W końcu udaje nam się i myślę, że to jest pełnia.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-6871584201414180729?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/6871584201414180729/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/10/ani-jednej-piosenki-o-miosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/6871584201414180729'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/6871584201414180729'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/10/ani-jednej-piosenki-o-miosci.html' title='Ani jednej piosenki o miłości'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-8047077407351766444</id><published>2010-10-09T23:33:00.001+02:00</published><updated>2010-10-09T23:44:19.112+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dynie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kombinat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyjaźń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawda-o-świecie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Nirvana at last</title><content type='html'>Już trochę zluzowałem, wymyśliłem dla siebie nowy mit - tym razem to będzie mit odminowania, to znaczy przeciwieństwa podminowania ma się rozumieć. Sytuacja analogiczna do tej, kiedy wstępujący na minę (do nieba?) człowiek, słyszy takie &lt;i&gt;klik&lt;/i&gt; i po prostu wie. Były jakieś sceny z minami w &lt;i&gt;Edenie&lt;/i&gt;, kiedy jeszcze go kupowałem, z dziećmi chyba - tu nie było znieczulicy. W każdym razie mnie chodzi o odwrotność, czyli po takim klik jest niebo na ziemi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęło się od Dwóch Kalorii, który niespodziewanie wrócił któregoś dnia do pracy w godzinę po jej opuszczeniu i zaczął pleść złośliwe fanaberie - &lt;i&gt;Wiesz, jeśli mogę siedzieć przy piwie ze zgrabną, wysoką, rudą, albo wrócić do pracy, to chyba wiadomo, że trzeba wrócić&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;W domyśle, poza wszystkimi zaletami ciała, pozostawił fakt rozmawiania, spotykania się, wspólnego spędzania czasu. Od razu mu obiecałem, że się przez tydzień nie odezwę, wcale nie na żarty. Będzie mi tu wypominał, że kiepsko mi idzie spotykanie się z kimkolwiek, drań. Ale za chwilę zagaił jakoś tak - &lt;i&gt;Mam na pulpicie taki katalog, QC75, zrobiłem, żeby pamiętać o czymś i oczywiście zapomniałem&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;Wcale się nie wypowiadałem o prawach Murphy'ego, skutecznie tłumaczących kwestie przeznaczenia, bo ono się właśnie dokonywało. Olałem narzucający się zawodowo pomysł z &lt;i&gt;Clear Quest'em&lt;/i&gt; i wszedłem do archiwum &lt;a href="http://questionablecontent.net/view.php?comic=75"&gt;QC&lt;/a&gt;, sprawdzić, który to jest siedemdziesiąty piątek odcinek. No i zrobiłem to głośno - &lt;i&gt;Mhm, tak, sprawdźmy, który to jest siedemdziesiąty piąty odcinek Questionable Content!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Dwie Kalorie patrzy jakoś tak dziwnie, jakby nie do końca wierzył, albo jakby nagle wyraźnie usłyszał przesuwające się tryby przeznaczenia i mówi - &lt;i&gt;Wiesz, tak, to było to&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;Klik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz to nawet pamiętam, że to był poniedziałek, kiedy szedłem na &lt;i&gt;Annie Hall&lt;/i&gt;. Oraz to wcale nie jest tak, że my tylko komiksy w robocie oglądamy! W ogóle nie oglądamy komiksów, nie śmielibyśmy, a ten katalog to miał na pulpicie, ale w domu. Tak. Czy mógłbym dostać szklankę wody?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W środku tygodnia spotkałem się z Herbacianą, połaziliśmy po pustych Łazienkach, dostałem takie draże, z piratem na opakowaniu chyba. Wziąłem papierki dla Bazyla i u niego zasiedziałem się z herbatą, przypadkiem dowiedziałem się, że takie rzeczy jak &lt;b&gt;Kim Nowak&lt;/b&gt; można usłyszeć w radiu, no i pogadaliśmy w temacie ustawiania sobie życia z kimś. Kiedy przychodzi ten moment, że człowiek jest prawdziwie zaniepokojony brakiem towarzysza do tego najpiękniejszego, najskuteczniejszego życiowego zobowiązania XXI wieku - kredytu mieszkaniowego? Przestaje udzielać się na fejsie, albo jeśli i tak się zbytnio nie udzielał, to przestaje na niego bez sensu wchodzić (może nawet kasuje), bo goście, z którymi siedział od szkoły podstawowej w ławkach, mają tam zdjęcia z żonami, domami, samochodami i na deser takie z cukierkowych urlopów w Egipcie i Turcji. Mam jeszcze czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skończyłem też &lt;i&gt;Podróż do źródeł czasu&lt;/i&gt; - słusznie wynotowałem wcześniej nadzorcę galerników, bo powraca jakoś w środku i w przedostatnim akapicie też. Słusznie byłem w kinie na &lt;i&gt;Annie Hall&lt;/i&gt;, bo Alvy mówi do niej, czy do siebie o niej, że czytali inne książki, a bohater Carpentiera też myśli o Rosario, że zbyt wiele książek ich dzieli - oczywiście dodając do tego jeszcze więcej zmiennych środowiskowych. Zastanawiam się ostatnio nad takimi sprawami, to nawet dla mnie brzmi karkołomnie - gdzie są granice podziałów? Jaka jest ich wytrzymałość, jak to obejść, albo odsunąć i wspólnie żyć, iść przed siebie w sytuacjach, kiedy wspólna dla naszych światów zdaje się tylko grawitacja. Jakieś są, nawet dla tego zaślepionego iluzją powrotu do natury bohatera, który pewnie nie zdaje sobie sprawy, że śmierć trędowatego zawraca czas wcale nie u źródła. A przynajmniej ja to tak czytam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwie Kalorie wspominał wczoraj rodzinny weekend, w którym zaplanował grę w &lt;i&gt;Wiedźmina&lt;/i&gt; na laptopie. Ja mu na to, że w sumie nie grałem, bo mnie zniechęciła niemożność skoku, którą mogłem przyjąć bez szemrania dziesięć lat temu w skradankowym &lt;i&gt;Metal Gear Solid&lt;/i&gt;, ale nie w przypadku wywijającego mieczem Geralta. Jasne, kiedyś spróbuję, ale na razie nie ma sensu, szczególnie, że z trudem oderwałem się od &lt;i&gt;Morrowinda&lt;/i&gt;. I tutaj następuje jakiś przeskok na książki, który znowu jest okazją do kliknięcia, bo przecież wziąłem od Bazyla pierwszy tom wiedźmińskich opowiadań, do autobusu, zanim dorwę coś nowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na deser Lynch - obejrzałem wczoraj &lt;i&gt;Lost Highway&lt;/i&gt;, nieśmiałe podbieranie z klucza samobójcy, który sporo pisał za życia o muzyce. O filmie napisał, że warto, coś jest na rzeczy, bo w pewnym momencie nawet Corgana słychać. Ja do tej pory widziałem tylko &lt;i&gt;Prostą historię&lt;/i&gt;, więc nie miałem podstaw spodziewać się ciemnych kadrów i ciszy, za to na pewno zachęcił mnie któryś negatywny komentarz, że seks i wyuzdanie. Obejrzałem i jednak bardziej od tego zwróciłem uwagę na ciemne kadry i ciszę, ale kliknięcie przyszło dopiero po wejściu na fejsbuka:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;włączyłem tvp, żeby zobaczyć co dziś dają. latem w piątki wieczorem dawali "Zemstę niedźwiedzicy", "Krwiożerczą małpę", "Zabójcze mrówki" itd. niestety dziś rozczarowanie - "Dzikość serca"&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Przecież, że gdybym wiedział wcześniej, to &lt;i&gt;Zagubioną autostradę&lt;/i&gt; oglądałbym dopiero dzisiaj.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-8047077407351766444?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/8047077407351766444/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/10/nirvana-at-last.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/8047077407351766444'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/8047077407351766444'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/10/nirvana-at-last.html' title='Nirvana at last'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-2832674105694291909</id><published>2010-10-07T10:57:00.000+02:00</published><updated>2010-10-07T10:57:43.912+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ała'/><title type='text'>Nic do powiedzenia</title><content type='html'>Trafiłem wczoraj na tego nieszczęsnego żulika, co to wyszedł z Kolskiej. On prawdopodobnie codziennie stamtąd wychodzi i zawsze wraca do siebie przez Rozdroże. Nie za bardzo zwrócił uwagę na moją uwagę, że już go nie tak dawno ratowałem i on wtedy zamiast kupić bilet, wysiadł na kolejnym przystanku. Nie dalej jak pięć minut później trafił się kolejny, taki bardziej chytry z twarzy. Żeby go poratować &lt;i&gt;monetką&lt;/i&gt;. To ja mu, że niedawno ratowałem tego, co to z Kolskiej wyszedł.&lt;br /&gt;- A! Znam go!&lt;br /&gt;I poszedł dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochę mnie przeraża myśl, że to żebractwo musi przynosić całkiem duży profit. Czy to jest profit godny, to każdy może patrzeć jak chce (debile-dopalacze?). Pewnie mają swoje rewiry, albo trasy, pewnie się wszyscy znają, czasem walczą o miejscówki. I przez całe lata opowiadają tą samą historię. Kojarzyłem jednego takiego z Foksalu - Pół roku temu też Pan wyszedł ze szpitala...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak tu wierzyć, że cokolwiek jest prawdziwe?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Internet grzmi, tragiczna śmierć motocyklisty na Modlińskiej, a moją pierwszą myślą jest: dobrze, że zdążyłem dojechać do pracy. Do tego słowo tragiczny mam na stałe skojarzone z Panem Johannesem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie są rzeczy, o których chciałbym tu pisać. Każdy może sobie wejść na gazetę, czy cokolwiek - wedle uznania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Super chaos&lt;/i&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-2832674105694291909?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/2832674105694291909/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/10/nic-do-powiedzenia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2832674105694291909'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2832674105694291909'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/10/nic-do-powiedzenia.html' title='Nic do powiedzenia'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-6431732870009168981</id><published>2010-10-04T21:38:00.002+02:00</published><updated>2010-10-05T11:54:01.533+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='maggie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ała'/><title type='text'>Królowa musi mieć na imię</title><content type='html'>Raczej kiepsko się dzisiaj czuję, przysnąłem w autobusie tak, że budzono mnie na pętli. Kiedyś nie znosiłem kapturów, teraz chodzę w kapturze, bo wieje zimnem i boli od tego głowa. Specjalnie nie idę do fryzjera, żeby trzymać ciepło na mózgu. Ciekawe ile wytrzymam. To było od razu czuć, tak kalendarzowo, z dnia na dzień - we wrześniu nawet w te chłodniejsze, deszczowe dni, powietrze było ciepłe. Teraz już nie jest, teraz już fontanna przy Rozdrożu potrafi być wieczorem wyłączona, albo można na zatopionej w niej pomarańczowej rurze zobaczyć odpoczywające kaczki. Czy klucze ptaków otwierają niebo? Czy ludzie zjedli ptaki?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Mistrz i Małgorzata&lt;/i&gt; nie był aż tak uwspółcześniony, jak to sobie wyobrażałem na wieść o uwspółcześnieniu, w ogóle właściwie nie był uwspółcześniony. Jakieś nieśmiałe i właściwie wcale nie aż tak śmieszne ukłony do CBA, albo homoseksualna relacja teatralnych oficjeli, wcale nie jestem pewien, czy to było potrzebne, nawet jeśli jest jakimś uśmiechem do samego siebie, bo artyści często mają przyklejaną homoseksualną plakietkę. A reszta, to już bez zmian właściwie, z tymi samymi pominięciami, co pięć lat temu, tylko gorzej. Najbardziej rozczarowałem się Wolandem, zresztą tutaj właśnie spodziewałem się uwspółcześnienia, że skoro gra go kobieta, to będzie ten diabeł kobietą właśnie. Ale nie był, a z dziewczyny niestety nie jest Krystyna Feldman. Poprzednio Woland lśnił (mam wrażenie, że teraz zagrał Mistrza) a teraz na tyle nie lśnił i - co w przypadku tej postaci powinno być niedopuszczalne - na tyle się mylił, że zwracałem uwagę na takie szczegóły jak nieudolne utykanie, błędne przekładanie laski. Poprzednio wychwyciłem jedną pomyłkę Piłata, tym razem Piłat bezbłędny, wciąż ten sam. Może ekipa jest zmęczona przedstawieniem, ósmy raz wystawiają, pierwszy raz w tym sezonie, a ja tu jeszcze na nich dodatkowo marudzę. Te pięć lat temu, to było wielkie przedsięwzięcie, możliwość zaprezentowania wszystkich możliwości nowej sali, z naprawdę fachowo zrobionymi wstawkami filmowymi, współpraca kilku grup aktorów. Nowi nie sprostali moim wspomnieniom. Wiadomo, że ciężko wygrać ze wspomnieniami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra, tak naprawdę jestem obrażony, że tym razem nie trafił mi się ani jeden dolar na zakładkę do książki. Bo gorzej, to nie znaczy, że źle, ja się bawiłem i nawet bezczelnie szczerzyłem podczas przedstawienia w Varietes (no, dziewczęta w bieliźnie, a ja facet przecież), na pewno też bawili się towarzysze. Druga przerwa, nie spodziewaliśmy się, że kiedy u Szatana zaczynie się bal, na nas będzie czekał poczęstunek. Przez chwilę mogłem udawać, że uczestniczę w przedstawieniu i zapytałem Smorkę, z którego piekła przybyła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle, następnym razem postaram się bardziej i ładniej, albo może o poprzednim właśnie - zaskoczyłem się, że w starych zeszytach nie ma o tamtym przedstawieniu ani słowa. Albo nie, bo musiałaby wystąpić ówczesna królowa, a kto by tego niby chciał. Na razie idę przesypiać intensywne samopoczucie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-6431732870009168981?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/6431732870009168981/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/10/krolowa-musi-miec-na-imie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/6431732870009168981'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/6431732870009168981'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/10/krolowa-musi-miec-na-imie.html' title='Królowa musi mieć na imię'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-909850268460963848</id><published>2010-09-28T12:47:00.002+02:00</published><updated>2010-09-28T16:09:03.512+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Woody Allen spotyka Todda Howarda</title><content type='html'>W sobotę miała być podróż do &lt;i&gt;Podróży do źródeł czasu&lt;/i&gt; pozostawionej przypadkiem w pracy, ale jednak wciąż był katar i pewnie nie będę miał jaj, żeby iść jeszcze w tym roku na rower. Odpoczywałem więc, tak najlepiej, bezmyślnie, to znaczy przy &lt;i&gt;Morrowindzie&lt;/i&gt;. Blog na tym cierpi, bo z książek zawsze można sobie coś zapamiętać, zaznaczyć do wynotowania i udawać łamanie głowy. Dajmy na to: w każdym czasie ludzie lubią pisać, że wyznaczona nam została era, albo że żyjemy w wieku czegoś, dajmy na to zen. Oto jesteśmy, piszę ja, choć nie czas jeszcze na podsumowania. Podsumowania będą być może w książkach do języka ojczystego, albo o kulturze jakichś, albo może ktoś tam jednak stwierdzi, że naprawdę już nie ma co podsumowywać po XX wieku. Alejo Carpentier, podobno prekursor realizmu magicznego, już na samym początku kombinuje tak:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Wyznaczona nam została era Człowieka-Pszczoły, lub Człowieka-Zera, kiedy dusz nie sprzedaje się diabłu, lecz Księgowemu albo Dozorcy Galerników.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Ledwie to zacząłem, ale już są fajne sceny, kiedy stary i kaszlący mentor, konserwator instrumentów ściska bohatera, odnośnie jego młodości - fajny kontrast, ta starość i młodość, ideały w jednym. Bo bohater jest nijaki, niby wyzwolony, ale bez sensu, ma pracę, żeby nie myśleć - &lt;i&gt;Rozumiejąc daremność buntu&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Udało mi się iść do kina, Katastrofa odpadł, trudno. &lt;i&gt;Annie Hall&lt;/i&gt;, strasznie dużo ludzi. Allen robi prawie wszystkie filmy takie same, widziałem kilka nowszych, ten jest z 1977, czyli nawet nie było mnie w planach. Myślałem, że dla odmiany będzie to film nie o starym i brzydkim Allenie, tylko może o po prostu brzydkim, ale on już w średnim wieku, łysiejący. Jak zawsze podziwiam obytą widownię, bo wszyscy śmiali się ze wspomnianego kilka razy Mansona, znaczy kiedy go wspominano, a ja musiałem sprawdzić, że to był w tamtym czasie w Ameryce głośny przestępca i nawet chcieli na jego procesie Beatlesów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego wieczoru Woody Allen spotkał się z Toddem Howardem. Ten drugi jest może trochę mniej znany, bo robi gry, miał spory wkład w robienie &lt;i&gt;Morrowinda&lt;/i&gt;, oraz później &lt;i&gt;Obliviona&lt;/i&gt;, czyli głównie na nim wiesza się za niego psy. No ale sam sobie w kolano strzelił - jak to tak można, żeby na tle tajemniczego, koszmarno pokracznego i bardzo swojego &lt;i&gt;Morro&lt;/i&gt;, z legendarnymi skrzekaczami i wielkimi netechami, zrobić kolejną część w myśl zasady &lt;i&gt;fantasy to rycerz w lśniącej zbroi i na koniu&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdarzyło się to tak, że kiedy czekałem na Rozdrożu (po drodze wiadomo, pomarańcze i miasto nocą, co lubię), podszedł taki żulik do mnie, a ja go odpędziłem, bo rozmawiałem z Cytatem przez telefon i raczej o ważnych rzeczach. On usiadł na przystanku, a ja naiwnie później zagadnąłem, czy mogę pomóc, bo wpadło mi do głowy, że może to jednak niekoniecznie żulik, żeby nie oceniać po okładce (tak tylko z kobietami), on mógł chcieć zapytać, czy w tej późnej przecież godzinie nie uciekł mu autobus. No ale on od razu z historią, że może poratuję złotówką, bo ledwie go z Kolskiej wypuścili i nie ma jak wrócić. Jakbym ja wiedział, czy Kolska jest w okolicy Rozdroża (nie jest!), no ale niech ma, dwa nawet złote, wsiadł do tego samego autobusu, jeszcze wyżebrał pół złocisza i naprawdę wyglądał, jakby miał ten bilet kupić, bo stanął przy kierowcy. Gdzie tam, po prostu wysiadł na kolejnym przystanku. Chytre!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez chwilę czułem się wyrolowany, ja bardzo rzadko udzielam datków na ulicy, raz kiedyś kupiłem bułkę i parówki typowi, to się czuję na całe życie rozgrzeszony, do tego na jakieś instytucje dla biednych to chyba już płacę w podatkach. Szkliste miał oczy, miał rozkrwawioną wargę, taki zabiedzony, no tu mnie miał - o Cyganach mówili, że niezły biznes mają z biednej stylizacji, ale o takich swojakach już mniej. Ale od razu przypomniałem sobie ten śmieszny film, który skończył się pół godziny wcześniej. Ojciec Alvy'ego, to jest Stary Singers (kto to w ogóle są Starzy Singers i czy Moretti to ten ucieszony typ z Miczów?), tak komentował fakt bycia okradanym:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;To Murzynka z Harlemu, kogo ma okradać, jak nie nas?&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;No właśnie. Tutaj wchodzi Todd Howard i mogę się rozwodzić nad czymś, o czym cokolwiek wiem. Kiedy zaczyna się &lt;i&gt;Morrowinda&lt;/i&gt;, pierwszą napotykaną postacią jest dla większości Fargoth. Z jakiegoś powodu uważa się go za największe zło, ludzie kręcą na youtube specjalne filmy z mordowaniem go, bo irytujący i gejowaty, kurdupel. W ogóle leśne elfy cieszą się w środowisku znikomym poważaniem - niezależnie od możliwości utworzenia najbardziej morderczego pierwszolevelowego builda postaci: znak zodiaku z premią do szybkości, zwinność w ulubionych współczynnikach, celność, skradanie się i przywołanie w głównych umiejętnościach, zaklęty długi łuk i można wystrzelać wszystko, zanim zdąży podejść, a jeszcze lepiej z premią do obrażeń ze skradania się. FTW! To może być mój pomysł na rozbicie cytadel rodu Dagoth pierwszolevelową postacią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, czy to zamierzone, ale w dodatku pojawia się postać żebraka Gaenora, również leśnego elfa i takiego ciapy trochę. Prosi o jakiś datek, raz, drugi, coraz to większy, do niewyobrażalnych kwot, w końcu się obraża i zwymyśla rzekomo niezbyt pomocnego bohatera. Kilka dni później nie jest już ciapowaty, wyskakuje na bohatera ubrany w jedną z najlepszych zbroi, ma umiejętności najlepszych wojowników i jest prawdopodobnie najcięższą do pokonania postacią w całej grze - bo właściwie nie idzie w niego trafić. Mądrzy ludzie podejrzeli jego statystyki, ma siedem razy więcej szczęścia niż dla gracza to legalnie osiągalne. Tak jakby na złość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No więc mam nadzieję, że moje skromne datki nie są wróżbą jakiegoś napadu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z innej beczki - &lt;a href="http://www.myspace.com/pustki"&gt;&lt;b&gt;Pustki&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; mają nowy singiel, który trochę mniej brzmi jak oni, jest taki bardziej lofi i indie, ale i tak fajny. Ja się wprawdzie na płyn Lugola nie załapałem (nie wspominał o nim chyba w swojej książce o mutantach Strachota, więc szukałem na wiki), ale Wigry 3 i BMX'y rozumiem. Fiu fiu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-909850268460963848?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/909850268460963848/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/woody-allen-spotyka-todda-howarda.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/909850268460963848'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/909850268460963848'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/woody-allen-spotyka-todda-howarda.html' title='Woody Allen spotyka Todda Howarda'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-6002242015105954382</id><published>2010-09-23T16:06:00.004+02:00</published><updated>2010-09-23T17:52:05.018+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='apokalipsa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='maggie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kombinat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lampa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dwudziestokilkulatek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='knajpa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Piękni piętnastoletni</title><content type='html'>Poszliśmy w sobotę na ten &lt;b&gt;Dżem&lt;/b&gt;, ale to nie był gwóźdź programu. Było raczej chłodno, więc bardziej miał szansę na bycie gwoździem do trumny, jakie to jest opatrzone zestawienie, więc nie doczekaliśmy piosenek znanych i ładnych, tych, które lubię z dwóch pierwszych płyt. Taka kapela, która nieprzerwanie gra niemal od czterdziestu lat, puszcza nowe płyty i jakoś się rozwija, musi mieć do siebie wiele dystansu i wiele dystansu do publiczności, skoro jednak grają nowsze utwory, na które reakcje są mało żywiołowe, za to z &lt;i&gt;Cegłą&lt;/i&gt; zawsze szał ciał. &lt;i&gt;Dzień, w którym pękło niebo&lt;/i&gt; oczywiście nie był grany. Ale bardziej mi tu chodziło o spotkanie, o oczyszczenie po piekle poprzednich dni - architekt Mroczny Krzyś, Katastrofa ze Smorką, lubię słuchać ludzi. Obiecali iść ze mną na &lt;i&gt;Mistrza i Małgorzatę&lt;/i&gt;, mam cztery wejściówki na drugiego października, to została jedna. Jakoś powątpiewam w zapoznanie chętnej niewiasty, więc być może załapie się na nią Cytat. Wejściówkę, choć na niewiastę też by się na pewno chciał załapać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Mistrz i Małgorzata&lt;/i&gt; to było pięć lat temu przedstawienie inicjujące działalność miejscowego ośrodka kultury w nowym budynku. Na pewno specjalnie czytałem przed, wcześniej nie znałem, zawsze taki zapóźniony. Na szczęście to nie &lt;i&gt;Ulisses&lt;/i&gt;, czyta się chętnie. Przedstawienie bardzo wierne, wręcz kwestie książkowe na pamięć wykute, wychwycona jedna pomyłka logiczna Piłata, ale świetne wrażenie, spadające z sufitu dolary, jeden do tej pory robi za zakładkę do książek. Moje ulubione słowo to demaskacja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem ma być &lt;i&gt;MiM&lt;/i&gt; uwspółcześniony, posunięte do granic możliwości to uwspółcześnienie, bo Woland będzie kobietą. No! Szatany wy! Kiedy odbierałem zaproszenia, pani z sekretariatu pytała ostrzegawczo, czy wiem, że to długie. Trochę musiałem zabłysnąć, nawet pomimo zachrypnięcia i zatkania katarowego, że te pięć godzin to chyba i tak mniej, niż pięć lat temu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;We wtorek pracowy Młotek obwieszcza środowe Dust Session w Dobrej Karmie. Młotek jest bardzo wkręcony w stonerowe granie i czasem nawet podsyła jakieś linki, albo nawet bloga tematycznego. Doceniam przez chwilę, było tam kilka fajnych rzeczy, ale zapominam później, co jednak nie znaczy, że nie mogę wprosić się na koncert. Za dychę mam nie iść? Najlepsze koncerty, na których byłem, to były koncerty za dychę - odkrycie trójmiejskich &lt;b&gt;Kobiet&lt;/b&gt;, &lt;i&gt;chaos, super chaos&lt;/i&gt;. Nie chce mi wytłumaczyć, o co chodzi z tym dust, do tej pory nie wiem, choć poszedłem. To moja pierwsza wizyta w Dobrej Karmie, liczę, że nie skończy jak Jadłodajnia - podejrzewam u siebie aurę destruktora, bo wiele rzeczy, w których zaczynam mieć udział, dezintegruje się dosyć szybko, knajpy się zamyka, względnie fajczy, projekty w pracy porzuca. Żeby mi tej Luny nie zamknęli, chcę obejrzeć w poniedziałek &lt;i&gt;Annie Hall&lt;/i&gt;. A Dobra Karma jest w takim miejscu, że obeszliśmy ją wokół, znowu zagłębie klubowe, odsyłano nas dalej, po obwodzie budynku, choć Murzyni (względnie Afroamerykanie) mieli zupełnie pusto u siebie. Nawet gdyby mieli &lt;b&gt;Pustki&lt;/b&gt;, to niekoniecznie bym został, słyszani dwa razy w tym roku przecież.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mówimy sobie z Młotkiem o bananowych knajpach, o patrzeniu, mówimy o budowaniu wizji, o historiach z Szatanami, o nich, o odbiciach odbić, odbiciach w historiach. Żaden obciach, wcale mi nie wstyd działać jak piętnastolatek, potrafić spędzić całą niedzielę przy &lt;i&gt;Morro&lt;/i&gt;. Wychodzi pierwsza kapela, mają w środku jeden jasny kawałek, nie zepsuła go nawet brzmiąca jak łupanie w garażową blachę perkusja. Młotek pod wrażeniem całości. Ja pod wrażeniem drugiego zespołu dopiero, &lt;a href="http://il.youtube.com/watch?v=9C2rznzhF1w"&gt;&lt;b&gt;Luna Negra&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; (dziewczęta się aż tak na koncercie nie rozbierały, za to prezentowały nawet bardziej zachęcająco), to jakiś czarny księżyc, nazwa jak dla pseudo gotyckiej kapeli ze śpiewającą panną, albo do metalu symfonicznego. A typy jak nastolatki, albo jest takie słowo hipster, jakby mieli grać indie. Gitarzysta w białej bluzie i czapce, raczej kiepskie skojarzenie z wizerunkiem Kaltta namber ejt, a perkusista jak dwie krople wody ze studentem, który kiedyś z nami pracował. No i grali fajniej, niż się naprodukował na &lt;i&gt;ósemce&lt;/i&gt; Klatt, jeśli kto lubi takie łupanie oczywiście, mnie potrafi wkręcić. Chyba, zawsze może być tak, jak z &lt;b&gt;Tides From Nebula&lt;/b&gt;, że wkręciło na miesiąc i nie wracam. Młotek poinstruował mnie, że na koncertach zespołu pochodno-metalowych można wyrażać swoje uznanie okrzykiem - Napierdalać! - z czego korzystałem całkiem chętnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spodobało mi się, bo już od pierwszej kapeli w sprawie stonera miałem myśl jak z Filharmonii Narodowej, to znaczy myśl w stylu przewodniczki, wodzirejki licealnej, która prezentowała okresowo wykonawców klasyki na szkolnej auli, że się pląsa po łące, albo goni zające. Stoner to otaczający dym, niewyraźny świat i właśnie napierdalanie przez niego. Przed siebie, z mocą. Bez nonszalancji, bez egzaltacji, wcale nie jak słodko gorzki &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=qzYwoKu619w"&gt;Ashcroft&lt;/a&gt;, tylko jak ktoś w typie &lt;b&gt;Lobo&lt;/b&gt;. &lt;b&gt;Lobo&lt;/b&gt; nie jest zespołem, ale należy mu się wyróżnienie przecież. Choć image sceniczny wykonawców w ogóle do niego nie pasował, tych pierwszych trochę, typ w kombinezonie i masce gazowej. Ale już kończąca wieczór &lt;b&gt;Grand Astoria&lt;/b&gt; z Rosji na pewno nie, chłopaki o wyglądzie piętnastolatków i najwidoczniej słabo zarabiający na swoich płytach, bo w koszulkach z &lt;b&gt;Metallicą&lt;/b&gt;, zamiast co bardziej alternatywnymi zespołami. Oto XXI wiek, wiek zen, wcale nie trzeba jakoś specjalnie wyglądać, żeby napierdalać. W trakcie ich koncertu gubi się Młotek, więc nie mam komu posłać zachwyconego spojrzenia, kiedy wokalista zachęca do powtarzania za nim refrenu - &lt;i&gt;Rat race in Moscow&lt;/i&gt;. Rat race in Warsaw, Młotek, ale jesteśmy krejzole, jutro z rana napinamy do naszej korpo znów! Oczywiście coraz bardziej przerzedzony tłum nie podchwytuje tego w ogóle, w ogóle mają wszystko w dupach, to znaczy bawią się po swojemu. Mają świadomość, że nie da rady popływać w tej rzadkości, więc wynoszą kogoś w górę i chodzą z nim w tę i we w tę. Tak ze trzydzieści osób w lokalu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to dopiero początek nocy, to północ ledwie, kiedy Młotek kupuje wszystkie możliwe fanty i szukamy dojazdów nocnych, kiedy pada myśl, żebym wpadł do niego, jakoś jutro damy radę do pracy przecież. Daliśmy. Autobusy, metro, oczekiwanie na taksę przy pustej Wilanowskiej, ona nie podjeżdża do nas, tak jak zamówiona, tylko na postój taksówek. Nie wiedzieliśmy, że tam jest postój. Świetne wrażenie wywalonych jajec, jest całkiem ciepła noc, katar mnie nie zabija, nie wróciłem do domu, niech się dzieje co chce. Przypominam sobie wywiad z Cieślakiem ze &lt;b&gt;Ścianki&lt;/b&gt; (czy oni nazywają się w związku z &lt;i&gt;The Wall&lt;/i&gt;, czy ot tak?), uderzyło we mnie to:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Bowiem jeśli mieszkasz nad morzem, to tak jakbyś był jedną nogą w nieskończoności. Morze to jest symbol czegoś, co się zaczyna tuż obok ciebie, a kończy nie wiadomo gdzie.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Bo mam wrażenie, że kilka dni wcześniej czytałem gdzie indziej coś identycznego, o morzu, tylko już nie mogłem znaleźć gdzie. Może w &lt;i&gt;Króliku stepowym&lt;/i&gt;, kartkowałem, nie było. &lt;i&gt;Królik&lt;/i&gt; jako książka z poprzedniej dekady znacząco różni się od czytanych wcześniej Strachoty czy Żulczyka, rozbijające, że teraz wszystko bardziej na zewnątrz, a tam tylko do środka. A z nieskończonością, z nieuchwytnością, morze jest ładne, ale chyba jednak każdy może mieć coś takiego, zawsze obok siebie. Dlatego wciąż jesteśmy w drodze. Na razie jedziemy do Młota, żeby pograć w &lt;i&gt;Guitar Hero&lt;/i&gt;. Czy to aby nie trochę hipsterskie? Czy hipster to nie jest XXI-wieczny typ banana? Oczywiście nigdy naprawdę nie zrozumiałem, o co chodzi z bananowymi knajpami, teraz tych hipsterskich żartów też do końca nie kminię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpalamy najpierw Kings of Leon, bo to ma każda dziewczyna na fejsie, no i jest słowo sex w tytule, plastikowa gitara, plastikowe przyciski, jazda. Ale kończymy kaleczeniem &lt;b&gt;King Crimson&lt;/b&gt;. Jest jakaś różnica? &lt;i&gt;21st Century Schizoid Man&lt;/i&gt; przecież też robi na fejsie furorę, krejzole wrzucają kawałek sprzed czterdziestu lat, bo właśnie mają się za krejzoli, tylko nikt nie pisze uczicwie, że myśli &lt;i&gt;jo, kurwa, to o mnie, taki schizoid jestem&lt;/i&gt;. Mniej ich chyba obchodzi, że nie ma spełnienia. Względnie twierdzą, że tego słuchał tata, więc kochają od dziecka i nagle sobie przypomnieli. Ale obok tych dwóch rzeczy mają jeszcze Evanescence, &lt;b&gt;Pink Floyd&lt;/b&gt; i Justina Timberlake'a. Mogę dzięki temu znaleźć w rozmowach zastosowanie dla słowa eklektyzm, to znaczy pewnie źle, bo mówię, że ludzie mają eklektyczne gusta, że eklektyczni to są ludzie, a chyba się tak mówi o sztuce. Może to jest jakiś sposób, żeby nie skończyć jak &lt;a href="http://www.beksa.ovh.org/Opowiesci%20z%20krypty/Fin%20de%20siecle.htm"&gt;Tomek Beksiński&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słowa krejzol, eklektyzm, banan itd. wynikiem studenckiego wyjazdu integracyjnego kumpla, który dodał na fejsie pokaźny zestaw koleżanek z roczników wcale nie tak bardzo bliższych niż mój, ale jednak już z innej dekady często. Patrzymy sobie na nie.&lt;br /&gt;Szatany.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-6002242015105954382?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/6002242015105954382/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/piekni-pietnastoletni.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/6002242015105954382'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/6002242015105954382'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/piekni-pietnastoletni.html' title='Piękni piętnastoletni'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-6291040580209488562</id><published>2010-09-17T01:50:00.007+02:00</published><updated>2010-09-23T17:58:14.299+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='apokalipsa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egzaltacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawda-o-świecie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='róże'/><title type='text'>Nie dość mądry na niebo</title><content type='html'>Mały spoiler na początek - wpis nie bez powodu opatrzony jest etykietą &lt;b&gt;egzaltacja&lt;/b&gt;. Nie żeby była taka kapela, może też jest. Ja po prostu, lojalnie - ostrzegam. Może da się przestawić etykiety ponad wpis i nawet być w ten sposób jakoś oryginalnym, oraz oszczędzić sobie ostrzegania na przyszłość?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W poprzednim odcinku spodziewał się przygód niezbyt powiązanych z zakorkowaniem świata, oraz rozważał odwiedziny w dwóch miejscach, w których podobno z chęcią go widzą, w dwóch towarzystwach, na zorganizowanych zabawach. Wszystko się spełniło, odwiedził oba miejsca, a wcześniej rano bez problemu przebił się E-8 do metra. Przygoda musi zaskoczyć. Tym razem czaiła się w mroku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest tu pewien dystans. Gdyż jest mi on potrzebny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyszedł z lokalu na Sadybie po ostatniej obowiązkowej kolejce. Co tam katar, musiał się pojawić, to sport drużynowy, a jego wytypowano kiedyś kapitanem. Bardzo podobne typowanie odbyło się kiedyś na IFK, kiedy wybierano starostę roku i padło na niego, bo przez poprzedzające dni musiał być najgłośniejszy. Tutaj zastanawiał się, czy w ogóle pisać się na cykl imprez, ale przecież chcą go, to niech idzie. Poszedł i uczestniczył z sinusoidalnym zaangażowaniem, a wychodził z poczuciem ulgi, gdyż wcześniej miał w sobie pewne zażenowanie. Sobą oczywiście też.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oddzwonił do Smoczego, który widać przegapił wiadomość o orientacyjnej godzinie przybycia i dopominał się pośpiechu. Postanowił się pospieszyć i nie było to dobre, gdyż wyszło dłużej, niż gdyby miał postępować wedle planu i z mroku wyskoczyły przygody. Najpierw wsiadł w pierwszy lepszy autobus jadący w kierunku, żeby może jeden przystanek przejechać, do większej trasy, może tam będzie coś więcej. Nie zapamiętał jednak nazwy przystanku, na którym wsiadł i pomylił kierunki na trasie, więc zamiast jechać gdzieś do Pomniku Lotnika, wylądował na Stegnach. Czyli gdzieś, gdzie jeszcze w sumie nie był. Nie to, żeby się przeraził, czy zgubił. Nawet jeśli przez chwilę poczuł się zgubiony i przeklnął pośpiech w duchu, to każdy głupi wie, że żeby dotrzeć do celu, należy znaleźć miejsce, w którym nie będzie się zgubionym. Poszedł więc w jakimkolwiek kierunku, licząc na natknięcie się na przystanek i znalezienie czegokolwiek w jakimkolwiek, znajomym już, kierunku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szedł tak ze słuchawkami na uszach i nie od razu usłyszał krzyki. Nie były to atakujące krzyki, więc się rozejrzał i na chodniku z drugiej strony bocznej drogi dostrzegł kobietę. Machała do niego, oraz wyraźnie nie satysfakcjonowało jej rzucone z daleka - Słucham?&lt;br /&gt;Więc podszedł bliżej, a ona już wyciągała do niego rękę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kobieta to była wiele od niego starsza, tak ze dwa razy, więc nic tu mówić o atrakcyjności, można najwyżej o okularach i papierosie, oraz wieku nieokreślonym. Wyszedł z założenia, że pewnie chce o coś zapytać i już szukał jakiejś repliki, że tak właściwie, jednak będzie trzeba to przyznać, to trochę jest zgubiony. Ale ona zaskakuje - wyciąga dłoń, mówi dzień dobry. On odpowiada, że dobry wieczór i niemal gryzie się w język, bo może to nieuprzejme, może się obrazi, że niby jej od razu przygadał, choć on tak z automatu. Kobieta ma papierosa i puszkę prawdopodobnie z piwem. On nie jest w stanie wiele powiedzieć o puszkach piwa, więc równie dobrze może dobrej kobiecie zwrócić honor i napisać, że z energy drinkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;On jest po prostu nastawiony na piwo, bo pięć lat temu przed dworcem w Łodzi zaczepił go taki menel, który też od razu z ręką, oraz czuć było od niego piwo. On na pewno ma to w pamiętniku, ale szczegóły nie są istotne. Istotne jest wejście w pewną szynę rozumowania, która zakłada bycie pomocnym, miłym i uprzejmym, ale najbardziej pomocnym, skoro ktoś mówi do niego na ulicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W żadnym wypadku nie wpadł na to, że to jest scena z książki, filmu, opowiadania, że to Hesse albo inny mistrz zen pisze i właśnie trafił mu się duchowy przewodnik. A w każdym razie szansa na takowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Mogę w czymś pomóc?&lt;br /&gt;- A gdzie tam pomóc, porozmawiać chciałam, z kimś mądrym.&lt;br /&gt;To już jest wytrącenie z bycia pomocnym, bo gdzieżby on się za mądrego uznawał, a w każdym razie gdzieżby się on przyznał. Dobrze, że się nie przyznał, bo oczywiście byłoby jeszcze gorzej.&lt;br /&gt;- Nie jestem pewien, czy Pani dobrze trafiła, ale postaram się pomóc.&lt;br /&gt;- No co, na studenta pan wygląda.&lt;br /&gt;- Nie jestem studentem, niestety... - dodaje tak przepraszająco to niestety, bo przecież niespieszno mu do tego od dłuższego czasu. Najwidoczniej postanowiła zrobić z niego swojego studenta i zbiera dane metryczne.&lt;br /&gt;- A skąd pan jest?&lt;br /&gt;- Z Białołęki - odpowiada on i myśli, że lepiej, żeby nie pomyślała, że z Ciupagi. - Szukam przystanku jakiegoś.&lt;br /&gt;- A dokąd chcesz dojechać?&lt;br /&gt;- Na Banacha.&lt;br /&gt;Ona nie widzi problemu, widzi same możliwości, doskonale wie, jak się tam dostać. Już idą w tę stronę, z której przyszedł, że tam niby przystanek dobry będzie.&lt;br /&gt;- Po co tam jedziesz? - dwa buchy i znów zaciekawiona.&lt;br /&gt;- Chcę spotkać się ze znajomymi. Właściwie, to wystarczy, że dojadę gdziekolwiek w tamte okolice, może być i Pomnik Lotnika.&lt;br /&gt;- No to jesteśmy w niebie. Tam 187 jedzie.&lt;br /&gt;Więc okej, ale jednak nie, bo ona znowu zapytuje - Co tam jest napisane?&lt;br /&gt;Patrzy na drugą stronę, tam jest centrum serwisowe jakieś, czyta jej to i widzi, że jest wielkimi wołami również adres. Już wie, że to jest duchowy przewodnik, bo ma w głowie cały świat, wie, gdzie są największe woły, żeby się odnaleźć, ale nie chce jej jeszcze bardziej rozczarowywać, że ulica Sikorskiego nijak nie wpisuje się w jego mapę w mózgu. Na południe od Armii Ludowej to on zna tylko Belwederską, KEN i Puławską. No i Heńka-Hynka, bo był na rowerze. Czyta jej więc - Sikorskiego.&lt;br /&gt;Ale bez zrozumienia na twarzy. Ona musi być zawiedziona bardziej nawet, niż on się spodziewał, więc rozpoczyna procedurę rekrutacyjną, którą wcześniej lekkomyślnie pominęła.&lt;br /&gt;- Sikorskiego znasz?&lt;br /&gt;- Znam. - Jego myślenie przestawia się na tych kilka głośnych w historii kraju postaci. To ważne.&lt;br /&gt;- A Ge-ktoś-berga-czy-rauta? - kontynuuje inwigilację, rzucając nazwisko, którego nie jest w stanie nawet zapamiętać.&lt;br /&gt;- Nie znam.&lt;br /&gt;- A kim był ten Banach, to wiesz?&lt;br /&gt;Tego również nie wie, więc wraca do początku.&lt;br /&gt;- A jakiegoś innego Sikorskiego?&lt;br /&gt;- Sikorskiego nie generała?&lt;br /&gt;- Tak, Sikorskiego nie generała, znasz?&lt;br /&gt;- Nie znam.&lt;br /&gt;Tą odpowiedzią najprawdopodobniej pogrąża się ostatecznie, ale przecież przez myśl mu nie przeszło, że to już inwigilacja na tematy polityczne. Po rozważeniu sytuacji kilka minut później, zastosował wobec siebie ruch zwany facepalmem, bo nawet on wie o takim Sikorskim.&lt;br /&gt;- Jak to? TVN24 nie oglądasz?&lt;br /&gt;- Nie oglądam.&lt;br /&gt;Gdyby nie była duchowym przewodnikiem spotkanym środkiem nocy, pewnie wytrzeszczyłaby efektownie oczy, ale właściwie przez całą rozmowę ma zamiast twarzy nieruchomą maskę. Bez serc, bez ducha, znaczy bez uczuć, bo na te dwa pierwsze wychodzi on.&lt;br /&gt;- No to co my teraz zrobimy?&lt;br /&gt;Tu dostrzega swoją szansę.&lt;br /&gt;- Może Pani mi powie, gdzie dojdę, idąc w tamtą stronę, - pokazuje, skąd przyszedł - a gdzie, jeśli pójdę tam? - pokazuje, dokąd zmierzał.&lt;br /&gt;Ona się wcale nad tym nie zastanawia.&lt;br /&gt;Wskazuje pierwszy kierunek:&lt;br /&gt;- Tam - robi pauzę - pójdziesz do nieba.&lt;br /&gt;- A tam - znowu pauza - do piekła. W którą stronę idziesz?&lt;br /&gt;On już w tym rzekomym niebie był, stamtąd przyszedł, więc wybiera piekło. Do przodu. Dopiero później przychodzi mu do głowy, że spotkany ciemną nocą przewodnik duchowy mógł to odebrać jako kolejny przytyk, jako młodzieńczą butę i przekorę. Podczas gdy on starał się być tak uprzejmy i pomocny, na ile było go stać, gdyby nie pospieszanie Smoczego, to szedłby i gadał dalej, pomimo wychodzenia na mądrego inaczej.&lt;br /&gt;- Jednak pójdę do piekła. - Wciąż jest uśmiechnięty, ma nadzieję, że nie jakoś bardziej niż do tej pory.&lt;br /&gt;- Pewnie masz tam wielu znajomych.&lt;br /&gt;- Pewnie tak. Do widzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idzie, pomimo że po pięciu krokach przypomina sobie wątek autobusu 187 z drugiej strony. Widzi autobus 503, czyli jednak jest w Dolinie Służewieckiej, okej, jestem w domu i wcale nie zgubiony i dojadę bez problemu do tego pomnika. Najpierw dojeżdża na Rozdroże, później do Ronda Jazdy, może sporo ma przesiadek, ale jednak radzi sobie. Notuje zdarzenie w zeszycie, wie już, że dobrze mówiła o tym niebie, bo widzi jakieś 187 przy pomniku, ale przecież taka już nasza rola, młodzieniaszków, żeby robić na opak i po swojemu, choć cel ten sam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zorganizowane spotkanie w okolicy Banacha to impreza z karaoke, wśród miłych ludzi, którzy chcą go mieć przy sobie. Czarna Mewa jest zawiedziony, że w zestawie nie mają Kur, bo byłby to numer popisowy, ten z szatanem. Mają wszystko inne, albo prawie, bo z &lt;b&gt;Róż Europy&lt;/b&gt; to nie ma nawet najpopularniejszego ponoć &lt;i&gt;Jedwabiu&lt;/i&gt;, który można by wymruczeć i mieć to za sobą. Coś, co się zna, przecież nie będą mieli &lt;i&gt;Kontestatorów&lt;/i&gt;, zresztą świat by implodował, gdyby w sytuacji ponownie narastającej żenady śpiewać &lt;i&gt;Kontestatorów&lt;/i&gt;. Każą mu śpiewać, więc się drze, kalecząc Grechutę dalece bardziej, niż kiedykolwiek zrobił to Turnau. Turnau tak kokieteryjnie mawia, że zamach na kogoś, &lt;i&gt;Znów wedrujemy&lt;/i&gt; Baczyńskieo, podczas koncertu z piosenkami Grechuty. Za to on zupełnie szczerze, bo on nie śpiewa, on się drze. Widzi, że zatykane są uszy i jest mu głupio. Dają mu mikrofon, po czym krzyczą, żeby ciszej. On nie kontestuje, on się po prostu ubiera i zbiera, i zaprzecza na odchodnym Smoczemu, że w sumie fajny wieczór. Fajny to był, kiedy Czarnej Mewie opowiedział sen, ale to pięć minut.&lt;br /&gt;Na co Smoczy mu odpowiada - Kiedyś byś się bawił. Zmieniłeś się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wcale tak nie czuje, ale pozostawia bez odpowiedzi, nie ogląda się za siebie, idzie na tramwaj. Nie pierwszy raz mu Smoczy coś takiego mówi przecież.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ma w głowie taką myśl, że i skąd przyszedł, i dokąd poszedł, tam było piekło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest to bardzo ładne zakończenie opowieści, ale wieczór kończy się wpisem na bloga i słuchaniem &lt;i&gt;Dnia, w którym pękło niebo&lt;/i&gt; do tego, bo na pewno tego nie zagrają w sobotę, koncert na zakończenie lata w dzielnicy to przecież chałtura jakaś. Do tego bardziej mu takie zjadanie ptaków chwilowo pasuje, niż &lt;i&gt;Ja mam kogoś, kogo kocham&lt;/i&gt;. Siedzi sobie po nocy i pisze, gdyż to najpewniejszy do tej pory sposób, żeby nie przyszło nam tu zwariować.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-6291040580209488562?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/6291040580209488562/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/nie-dosc-madry-na-niebo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/6291040580209488562'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/6291040580209488562'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/nie-dosc-madry-na-niebo.html' title='Nie dość mądry na niebo'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-2712237699306890680</id><published>2010-09-15T19:03:00.005+02:00</published><updated>2010-09-17T01:51:15.356+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='autobus'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Dzień, w którym pękła droga</title><content type='html'>Być czy nie być - ośmielił się zamarudzić, więc zapadła się ziemia. Znaczy jezdnia. Widać to już nie te czasy, kiedy sobie można było hamletyzować, nie wolno przesadzać z postawą roszczeniową. W związku z katarem zignorowałem budzik pierwszy, drugi, trzeci, dopiero w okolicach piątego, czyli po siódmej już, wstałem. Po siódmej już to jestem na ogół w drodze do pracy, jeśli nie w ogóle w pracy, ale dzisiaj się wypiąłem. Myślałem, że jeśli będę później wracał, to tłok mniejszy i obciach, i stres, i wszystkie te nieprzyjemności związane z katarem mniej upierdliwe się wydadzą. Wsiadłem do autobusu i jakoś musiałem usłyszeć rozdzwaniające się telefony, gdzie jesteś, my stoimy, no ja też, a gdzie, a od godziny, a tragedia, paraliż, ale jak to? Nie musiałem sam nigdzie dzwonić, usłyszałem wszystko, co trzeba, od razu wiedziałem, że to za karę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od razu wiedziałem, że się nie wyrobię, strzelałem, że może na dziewiątą, po godzinie, równoznacznej z przejechaną połową kilometra, wygrażałem sobie w głowie za ten katar, bo przecież bez niego wróciłbym do domu po rower. Do pracy zajechałem kilka minut po dziesiątej, to mój nowy rekord, ponad dwie i pół godziny podróży. Całkiem zabawnej, kiedy tak ludzie wsiadali i wysiadali, co chwilę zmieniające się obiekty, jedna naprawdę zjawiskowa. Przy Światowida co druga osoba z komórką na chodniku, no bo stoi pewnie kilkanaście autobusów w rządku, fajne zdjęcie, przynajmniej taką mają nadzieję, bo ja wiem, że obiektyw w telefonie raczej takiej głębi ładnie nie uchwyci. No ale miejcie sobie, cykajcie, ważniejsze są te różne fajne dziewczęta, które chodzą. Ja tam siedzę, bo katar, a do tego skoro ulica rypła się przed wiaduktem na Żeraniu, to nie ma już zupełnie gdzie iść, można iść do domu tylko, bo aż do granicy dzielnicy wszystko stoi. I wszystkie twarze, które wsiadły dwie godziny później, już przy Konwaliowej, kojarzyłem z zewnątrz, jak truchtały w stronę centrum z zawziętymi minami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pracy pojawił się kurier z zamówieniami z internetu - szybko, wygodnie, bo ledwie wczoraj Cytat mi to załatwiał. Więc jutro może się sytuacja na drodze powtórzyć, zezwalam, bo będę miał co czytać. &lt;i&gt;Podróż do źródeł czasu&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Królik stepowy&lt;/i&gt;, o obu rzeczach gdzieś przeczytane, znaczy kstepowy prowadził blogi różne i to było fajne, a podróż ma być lekarstwem na słabe latanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra, tak prowokuję. Jeśli napiszę, to się nie powtórzy, bo jeśli jestem butny i pewny, to świat znajdzie jakąś inną dziedzinę, żeby mi przytrzeć nosa, ale przynajmniej dojadę bez nudnych przygód. Przygody mają być wieczorem, robocze kręgle, smocze spotkanie, a ja nie wiem, czy mi nie pęknie od kataru głowa. Tym bardziej nie wiem, którą stronę mogę rozczarować nieobecnością, postaram się żadnej. Tylko jeśli się tak poustawiam, to przenigdy nie wyleczę kataru, a wypadałoby przecież, bo w sobotę ma grać u nas &lt;b&gt;Dżem&lt;/b&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-2712237699306890680?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/2712237699306890680/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/dzien-w-ktorym-peka-droga.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2712237699306890680'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2712237699306890680'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/dzien-w-ktorym-peka-droga.html' title='Dzień, w którym pękła droga'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-2832193802488476179</id><published>2010-09-14T22:48:00.001+02:00</published><updated>2010-09-15T11:18:20.573+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rower'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słowo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='byzydura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Ciepłe powietrze uniosło gdzieś pchlarzy - ekstra!</title><content type='html'>Zakatarzyłem się, po cichu liczę na to, że przeziębienie mam od ubiegłego tygodnia, tylko rozłożone na raty i wtedy była jakaś gorączka, bóle głowy, a teraz tylko nos. Śnię o wielkiej wodzie, pływam z kimś i bez kogoś, przez chaszcze po wyspach, ale jednak najwięcej wody - bo cieknie z nosa i łaskocze, budzi. Częściej jednak budzi komar, skąd go przygnało jesienią?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest mi bardzo przykro, że od lat pracuję, kiedy nie pracowałem, to w gorączce i chorobie pisałem najbardziej egzaltowane rzeczy, dajmy na to opowiadaniem rozważałem zakończony kilka miesięcy wcześniej związek, przeinaczając takie napisane dla kobiety z wielbiącego w odzierające ze złudzeń. Na szczęście nie znam teraz żadnej kobiety, oraz nie siedzę za długo po nocach, bo rano trzeba wstać. Nie wiem którego i czy w ogóle któregoś mi brakuje, chyba tego drugiego prędzej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli mam wskazać jedną rzecz, w której zgadzam się z moimi zagranicznymi mocodawcami, to właśnie w podejściu do kataru. Oni akt smarkania nosa stawiają na równi z wymiotami. Jest to szczególnie bolesne podczas firmowego obiadu, kiedy siedzę obok takiego i smarczenie boli mnie podwójnie albo i potrójnie, bo na pewno boli jego, boli mnie samego, skoro nie lubię, ale jeśli jego boli już teraz, to może sobie o tym w jakimś nieodpowiednim momencie przypomnieć. Walczyłem jak lew, żeby się od obiadu wymigać, ale moją asertywność rozgromił ten zdrajca Głaz. To sytuacja analogiczna do tej z Czarną Mewą, na nic mocne postanowienia, nawet jeśli nie zawsze z sugerowanych zachowań wychodzi coś dobrego. Głaz wpadł kiedyś na pomysł, żebym może się ogolił, mówił - A może to zmieni twoje życie?&lt;br /&gt;Ja brody nie goliłem od liceum, bo golenie się jest dosyć upierdliwą rzeczą, a do tego wyhodowanie czegokolwiek na kształt brody przy moim, tak mi się wydaje, średnio męskim zaroście, jest sukcesem, który szkoda marnować. Przeżyłem z brodą próbę na jednych studiach, drugich, trzecich, nawet próbę z jedną kobietą, aż padła kamienna sugestia i okazało się, że bez brody naprawdę lepiej wyglądam. Choć życie mi to tylko utrudniło i częściej teraz wyglądam źle, i wiem o tym, a wcześniej to nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A później do autobusu zapomniałem kupić chusteczek i to już w ogóle była porażka, pociąganie nosem, to jeszcze gorsze niż wysmarkiwanie się przecież - bo widać, że ciamajda, chusteczek nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście w związku z katarem spadła moja wydajność w czytaniu, rano jestem zupełnie nie do życia. No bo ja jednak lubię się czasem przespać, a tu katar i komar, ka do kwadratu, katastrofa. Dzisiaj skończyłem Beksińskiego - wciąż ekstra. Czytałem i potakiwałem, aż pojawiła się niepokojąca myśl - czy to aby społecznie pożądane, albo pożądane młodzieńczo, bo ja jestem młodzieniaszek, żeby taki jeszcze nie ćwierćwieczny człeczyna myślał jak siedemdziesięciopięcioletni Beksa. Dobra - najwyżej wydaje mu się, że myśli podobnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pracy wyskoczył ostatnio temat pamiętników, których podobno każdy kiedyś próbuje, ale na ogół nie daje rady uciągnąć. Na zapytanie, na czym taki pamiętnik polega, odpowiedziałem, że na byciu emo, egzaltacji i nieosiągniętych kobietach. Później pomyślałem, że chyba chodzi o to, żeby dojść do punktu, w którym nie jest do niczego potrzebny, kiedy słów jest coraz mniej. Daleko mi jeszcze do tego, nawet jeśli więcej się produkuję ostatnio tutaj. Klawiatura jest szybsza, ale papier bardziej cierpliwy i można nań bezpiecznie smarkać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko jakoś ładniej to myślałem, tam w biurze, na odcinku między boksem i windami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja pamiętnika próbowałem już w podstawówce, to mogła być piąta, albo szósta klasa. Wymusiła to na nas polonistka i wychowawczyni zarazem, a ponieważ jeszcze bardziej żyłem wtedy we własnym świecie - podszedłem do pisania pamiętnika równie poważnie, co teraz, że nikt nie ma wstępu, że to tajne i pisane w piwnicy, po złożeniu szatanowi stosownej ofiary. Mój pamiętnik na zebraniu dostała mama, przy czym raczej nie miała wcześniej pojęcia, że się w tej formie sprawdzam, ani tym bardziej, że w ogóle nie przyszło mi do głowy traktować tego jak każdego innego zadania domowego - gdzie sprawdziłaby moje ortografy. Dostałem albo dwóję, albo pałę, mama odbyła rozmowę z wychowawczynią, z której dowiedziała się, jakim jestem leniem, a ja pomyślałem sobie o tej zdrajczyni polonistce, że jest świnią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na odcinku między boksem i windami było jeszcze coś o odzieraniu siebie ze złudzeń. Pokora. Co mi z tego, że mnie nie ma, skoro i tak mam katar? Może za bardzo byłem, z Bazylem i Mrocznym Krzysiem na rowerach w sobotę. Wiem teraz, gdzie jest najmniejszy dom w Warszawie, oraz dom na Saskiej Kępie występujący ponoć w każdym podręczniku architektury, no i gdzie siedzi Osiecka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-2832193802488476179?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/2832193802488476179/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/ciepe-powietrze-unioso-gdzies-pchlarzy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2832193802488476179'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2832193802488476179'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/ciepe-powietrze-unioso-gdzies-pchlarzy.html' title='Ciepłe powietrze uniosło gdzieś pchlarzy - ekstra!'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-5760940297737643415</id><published>2010-09-11T21:39:00.000+02:00</published><updated>2010-09-11T21:39:56.274+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyjaźń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>To nie będzie film</title><content type='html'>Obejrzę pewnie wkrótce jakiś film, to mogą być &lt;i&gt;Chłopcy z ferajny&lt;/i&gt;, tylko muszę zaczekać, aż brat wyjdzie gdzieś w noc, tak się zapowiada. Na razie muszę cierpieć Wilki z głośników. Nie, żebym robił Gawlińskiemu jakieś osobiste wycieczki, po prostu od lat trzymam się takiej zasady, żeby nie lubić słuchanych przez siostrę rzeczy (najwyraźniej to ona zaszczepiła dzikich pchlarzy bratu). Na ogół się udaje - słuchała jeszcze HIM i Bon Jovi, gdzieś na przełomie wieków musiałem alergicznie reagować na &lt;i&gt;It's my life&lt;/i&gt;, a później się chłopaki najwyraźniej skończyli. Zasada nie zadziała w przypadku &lt;b&gt;Myslovitz&lt;/b&gt;, cóż - jakoś to przeżyję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kombinowałem dzisiaj, czy nie wybrać się w poniedziałek do Luny na &lt;i&gt;Miasto Boga&lt;/i&gt;, zupełnie zapominając, że już mam tam ustawione spotkanie z kręglami. Ustawiliśmy je wczoraj, staram się teraz uczestniczyć we wszystkich spotkaniach, gdyż za niespełna dwa tygodnie Smoczy wyjeżdża do Niemiec i pewnie długo się nie zobaczymy. Ostatnia szansa na ostateczne obrzydzenie się sobie. Mam w związku z tymi spotkaniami dosyć ambiwalentne myśli, bo raczej lubię słuchać ludzi, ale mam pewną określoną wytrzymałość na słuchanie kawałów i ona się kończy mniej więcej po dziesięciu minutach. Piątkowe opowiadanie kawałów w Honoratce trwało na moje ucho ze trzy godziny. Najwyższy stopień wyobcowania osiągnąłem, kiedy Pierwszy Mistrz Dowcipu okazał się wiernym naśladowcą Józka, którego wiernym naśladowcą jest Grzegorz Halama, po czym okazało się, że siedzący naprzeciw niego słabszy mistrz dowcipu, jest wcale nie gorszym naśladowcą Józka, którego naśladowcą jest Grzegorz Halama i tak przerzucali się tekstami, usiłując dociec, który może tytułować się synem Józka, o którym historia zapomniała. Przypuszczam, że Cytat świetnie odnalazłby się w tej sytuacji, ja tylko siedziałem u szczytu stołu i musiałem ubrać bluzę, bo robiło się coraz to zimniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyrolował mnie Czarna Mewa, kazał siedzieć i być jakąś ostoją rozsądku, umówiliśmy się, że po wyjeździe Smoczego zainaugurujemy jakieś spotkania bez Smoczego, żeby się zupełnie nie rozpadło wszystko, a on mnie tak wyrolował, że bardzo szybko uciekł, kiedy już byliśmy na Białołęce. Po co w ogóle tam jechał, skoro mieszka właściwie naprzeciw Honoratki, tego nie wiem, ale wiązało się to również z moim opuszczeniem imprezy, gdyż, choć pewnie tego głośno nie przyznałem, jest on i dla mnie ostoją rozsądku i łącznikiem z rzeczywistością, co jest szczególnie cenne w towarzystwie Smoczego. Dość powiedzieć, że poprzednio, kiedy Czarnej Mewy z nami nie było, Smoczy zaciągnął nas do kina na &lt;i&gt;Eragona&lt;/i&gt;. O pierwszej w nocy niewiele kin jest otwartych, więc pewnie wymyśliłby coś jeszcze straszniejszego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brat wyszedł, zbawca, pozwolił wyłączyć Wilki!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odczekałem, aż Pierwszy Mistrz Dowcipu z kobietą zabiorą Mewę, wytłumaczyłem, jak potrafiłem najlepiej, że mieszkam w przeciwną stronę, więc nie ma sensu mnie podwozić i to był pierwszy raz, kiedy kogoś tego wieczoru do czegoś przekonałem. Tak właściwie miałem ochotę na spacer, formę rekreacji dawno na Białołęce zarzuconą na rzecz roweru i było to dobre, gdyż w ciepłą noc można zdjąć z szyi szalik i można złapać oddech. Myślę, że to oddech jest najważniejszy - udał mi się też dzisiaj po pracy. Szedłem przez niemal puste warszawskie ulice, prawie nieumyślnie trafiłem do Alei Róż, która wychodzi na bibliotekę - mogę się chyba do niej zapisać, skoro do jakiejś muszę. Dalej, w połowie Alei, stał Fiat 125p, trochę porysowany, trochę mu się na nosie kruszył lakier, jak odchodząca płatami skóra spalona słońcem. Dawno takiego fiata nie widziałem. To już wstęp do uśmiechu - na kamienicy przy Alei Róż jest tablica upamiętniająca Gałczyńskiego, to znaczy nie do końca samego Gałczyńskiego, tylko jego fakt zamieszkania w kamienicy swego czasu. Podobną ma dwa metry dalej Słonimski, ale o nim nie miałem tutaj powodu pisać, więc się tak nie wyszczerzyłem. Albo nie wyszczerzyłem się bardziej - stopień wyszczerzenia stały po Gałczyńskim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To pewnie przez informację o muralu z Beksińskim zacząłem się rozglądać po pamiątkowych tablicach, &lt;i&gt;Bex@&lt;/i&gt; wciąż czytana, pokazuję ludziom w pracy, Głaz mówi, że zamówi dla siebie, takie fajne. Przy okazji poleca przejrzeć ofertę księgarni, żebym może coś sobie dobrał, bo i tak trzeba płacić za wysyłkę, więc pewnie znowu nie spełnię planu budżetowego. Na razie wybrałem pięć tytułów, a dwa inne chcę z innego sklepu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A skoro jeszcze mogę być przy Beksińskim, to wypowiadał się na temat blogów tak:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Zresztą moja potrzeba wymiany myśli (niech Pani rzuci okiem na standardowe blogi) jest równa zeru:&lt;br /&gt;Tsheść co słychać?&lt;br /&gt;Nudno qrwa&lt;br /&gt;I tak dalej.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Co przecież nie jest nawet w połowie tak dla mnie niszczące, jak wypowiedź na temat własnego malarstwa:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Co do grafiki, to ja nie mam tematów przewodnich, bo mnie chodzi o formę, a nie o temat. Robię twarz lub postać i tyle. Pretekst dla formy.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Może to i dobrze, może to domknięcie okręgu, bo dla nas jego obraz był pretekstem dla pogodzenia konspektu prezentacji z wybranym przez Smoczego tematem. Za to domknięciem tematu imprezy jest dzisiejszy sen:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Jedziemy większą grupą autobusem, to na pewno już poranek, to na pewno po imprezie, skoro wzdłuż pojazdu szlaja się wybitnie najebany Czarna Mewa. My jesteśmy gdzieś z tyłu, a on z przodu się zatacza, pokazuje wszystkim faka i śmieje się przy tym perfidnie, jak to on.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym momencie zauważam, że jest jakby za taką przegrodą, która wygląda jak przynitowane okno samolotowe i z tamtej strony zaczynają do niego wstawać dresiarze. Siedzę jak sparaliżowany, wszyscy tak siedzimy, a dresiarzy robi się coraz to więcej, teraz już i po naszej stronie - dobijają się przez tą przegrodę, jest ich przynajmniej dziesięciu i każdy chce Mewie wpierdolić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wciąż paraliż, czy raczej pewnie strach, żeby mi okularów nie przetrącili i okolic twarzy przy okularach, oraz innych miejsc na ciele.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Później wywlekam go z autobusu, jest ze mną jeszcze ktoś, załamuje nad sprawą ręce, ja pilnuję, żeby autobus nie przejechał Mewie po nogach, układam jego głowę na swoich kolanach niczym zrozpaczona dziewica. On z tym samym najebanym uśmiechem, choć może już trochę mniej zadowolonym - Wpierdolili mi trochę.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-5760940297737643415?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/5760940297737643415/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/to-nie-bedzie-film.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5760940297737643415'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5760940297737643415'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/to-nie-bedzie-film.html' title='To nie będzie film'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-5219283780311819640</id><published>2010-09-09T13:09:00.003+02:00</published><updated>2010-09-11T14:58:52.115+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='apokalipsa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyjaźń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Perturbacje i paralaksy</title><content type='html'>Przetrząsając pudło z książkami siostry (nie to, żeby była zwolenniczką trzymania książek w pudle, po prostu ma przemeblowanie), odrzuciłem leżące na wierzchu podejrzanie wyglądające wydawnictwa (wydawnictwo Fronda?) i trafiłem na &lt;i&gt;BEX@, Korespondencja mailowa ze Zdzisławem Beksińskim&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydana w 2005, nie wiem w którym miesiącu, a mogła mi się bardzo przydać do matury. Stąd się zresztą w domu wzięła, obowiązywała mnie nowa matura, na język polski szło się przygotowanym z konkretnego, wybranego z kilkudziesięciu tematu. Myślę, że bardzo ucierpiałem, że nikt mi się nie kazał przygotować ze wszystkiego. W każdym razie maturę zdawaliśmy w tym samym momencie z Bazylem i Smoczym. Nie czuliśmy oporów moralnych przed odnalezieniem tego samego tematu, przecież jakieś musiały się pomiędzy szkołami powtarzać i padło na &lt;i&gt;Motyw apokalipsy w tekstach kultury&lt;/i&gt;. Co dosyć jednoznacznie wskazuje na fakt, że nosiliśmy wtedy czarne swetry i długie pióra. Niejednoznaczny jest fakt, że ja ot tak po prostu się tak nosiłem, bo z ułomnie gotyckich kawałków dla emo nastolatek niewiele rozumiałem i dziś przyznać się mogę najwyżej do faktu, że wciąż lubię &lt;i&gt;S&amp;M&lt;/i&gt; i kilka dni temu odpaliłem to po latach. Za to bez tej całej orkiestry &lt;b&gt;Metallica&lt;/b&gt; jest dla mnie nie do słuchania. Wtedy też nie była, więc kiedy w pierwszej liceum dosiadł się do mnie fan jakiegoś Slayera, musiał się szybko rozczarować towarzystwem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smoczy nie miał czarnego swetra ani długich piór, oraz nie przejmował się zbytnio wybranym tematem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rok później z tego samego tematu maturę zdawała siostra, ona podeszła do niego poważnie, bo do wszystkiego zawsze podchodzi poważnie, a do tego podobał jej się &lt;i&gt;Siewca Wiatru&lt;/i&gt; Kossakowskiej. Był to zresztą najmocniejszy punkt wszystkich prezentacji, największa frajda, że obok drzeworytów Dürera i wierszy Baczyńskiego możemy sobie postawić książkę, w której anioły rzucają mięsem. Wielka bitwa, niemal koniec świata, zastępy anielskie przeciw siłom ciemności, donośne - &lt;i&gt;Kurwa!&lt;/i&gt; - podsumowujące brak wsparcia i odpowiedź - &lt;i&gt;Kurew też nie mamy!&lt;/i&gt;. Wydawało nam się to fajniejsze niż &lt;i&gt;Koniec świata&lt;/i&gt; Gałczyńskiego. W drugim roku nowej matury nauczyciele byli już bardziej ogarnięci i trzeba było mieć teksty źródłowe do każdego podejmowanego w prezentacji zagadnienia - więc &lt;i&gt;Bex@&lt;/i&gt; kupiła siostra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smoczy na tyle nie przejął się tematem, że na tydzień czy dwa przed terminem dzwonił do mnie roztrzęsiony, że on nie ma motywu apokalipsy, tylko apokalipsę w literaturze i malarstwie! A nasze konspekty traktowały malarstwo raczej marginalnie, do tego &lt;i&gt;Słownik motywów literackich&lt;/i&gt; jest mało pomocny w sprawie malarstwa. No i stąd wziął się w naszych prezentacjach Beksiński - z nieuwagi Smoczego. Pewnie skojarzyłem, bo miesiąc wcześniej umarł i sprawa musiała być trochę głośna. Kojarzyłem, że widziałem w internecie jakieś jego prace, że są takie ponure i smutne, i na pewno znajdzie się coś wystarczająco apokaliptycznego. O dziwo nie wybraliśmy żadnego krzyża w piaskowej burzy - bardziej nam pasowało &lt;i&gt;TE&lt;/i&gt;, którego teraz nie mogę nigdzie znaleźć, może znajdę na dysku. Dziwne, że mam tu jakiś tytuł, bo z książki wynika, że jego obrazy tytułów nie miały. Siedziałem u Smoczego z czarnym pisakiem, dostałem kartkę A4 i naprędce interpretowaliśmy, a w tym roku przypadkiem znaleźliśmy te kartki, z dosyć kiepskimi ortografami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książkę wziąłem niejako przyciśnięty potrzebą i mało znowu nie zostawiłem, godząc się na autobusową nudę. Wstęp Śnieg-Czaplewskiej wydaje się potwornie pretensjonalny. Jasne - ostatnim chwilom życia malarza znamion tragizmu nie odmówiłby nawet mój ulubiony zecer Hessego. Na szczęście się na nudę nie zgodziłem, na szczęście to nie jest wymiana listów, tylko listy samego Beksińskiego. Prawie jakby czytać jego bloga, typowe XXI-wieczne podglądactwo, może nawet niegodne, bo on tłumaczy, jak bardzo o sobie nie lubi mówić, jak unika świata, wernisaży, restauracji. Ale bardzo wyraźnie też mówi najładniejszą rzecz - że on w ogóle ludzi nie ocenia, że żaden z niego sędzia. Tym bardziej nie na miejscu jest dla mnie wstęp, w którym autorka dojeżdża zabójcę. Taki wstęp może zabić książkę, on jest w ogóle do ominięcia, ewentualnie do przeczytania na koniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to sam Beksiński jawi się fantastyczną postacią - ze swoim upodobaniem do odrdzewiaczy i McDonalda, zamawiania w junk-foodach, bo jedzenie jest czynnością fizjologiczną, a nie społeczną. Ironiczny - ludzie marudzą na popularny napój, że odrdzewiacz, podczas gdy kwas solny noszony w żołądku jest wielokroć skuteczniejszy i żyją. Do tego rzadko spotykane u człowieka siedemdziesięcioletniego żywe zainteresowanie komputerami - że kasowanie plików z dysków twardych wcale nie oznacza ich ostatecznego skasowania, albo biblijno programistyczne rozważania o patchowaniu ludzi, które byłoby lekiem na różne bezeceństwa. Pojawiają się też podobne do tych Lema komentarze - jak to sobie ludzie swobodnie interpretują jego malunki i często płyną z tematem w miejsca, które autorowi mogą wydać się najwyżej śmieszne. Z tego co na razie przeczytałem, najwięcej w mejlach prozy życia, mniej o warsztacie, czy tzw. Sztuce - mnie to pasuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciężko powiedzieć, na ile myśmy wtedy popłynęli - pewnie ostro, skoro szukaliśmy konkretnego obrazu, pod konkretny temat. Na &lt;i&gt;TE&lt;/i&gt; nie ma katedry ani krzyża, jest jakiś rozgracony samochód, wyniesiony przez niby to roślinę. W środku niewyraźna postać, kolory szarobure, jak to u Beksińskiego. Fajne było wymyślanie historii, podpinanie apokalipsy pod obrazową rzeczywistość (bo apokalipsa nie jest końcem świata, tylko objawieniem, czego każdy z nas się wtedy nauczył) - naturalne przetasowania, stopiona kosmicznymi mocami mechanika pojazdu, niewyraźne, może przestraszone stworzenie wewnątrz. Oto nowy początek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na hasło &lt;i&gt;Beksiński&lt;/i&gt; google znalazło mi &lt;a href="http://piotrkowefotki.blogspot.com/2009/03/mural-poswiecony-zdzisawowi.html"&gt;taką stronę&lt;/a&gt; - w drodze z Kabat wielokrotnie przejeżdżałem obok tych bloków i ani razu nie widziałem. Następnym razem zahaczę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-5219283780311819640?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/5219283780311819640/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/perturbacje-i-paralaksy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5219283780311819640'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5219283780311819640'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/perturbacje-i-paralaksy.html' title='Perturbacje i paralaksy'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-7435323171529520496</id><published>2010-09-07T21:54:00.000+02:00</published><updated>2010-09-07T21:54:15.329+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Wszystko jest nieczytelne, lecz jasne</title><content type='html'>Jeden dzień odwyku od &lt;i&gt;Morrowinda&lt;/i&gt;, jeden dzień walki o niby to prawdziwsze iluzje i jakieś uczestnictwo w cudzych, jedna zaledwie noc i na świat wyłazi z &lt;i&gt;Morrowinda&lt;/i&gt; mgła. Idę na przystanek autobusowy, patrzę na nią, szukam, o co chodzi, z czym mi się kojarzy, niechby chociaż z jakimś filmem, gdzie by miała taka mgła inne znaczenie, niż ograniczenia techniczne, technologiczne komputerów z roku 2002, na których nie bardzo można sobie było pozwolić na dalekie krajobrazy. Nie i już.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krótkoterminowy ze mnie prorok, wywróżyłem sobie potrzebę jednej książki więcej, ale nie dwóch, ani trzech najlepiej. Naprawdę wydawało mi się, że Marquez będzie trochę przynajmniej dłuższy od Strachoty, ale też wystarczył na dwa dni przejazdów. Za chwilę przetrząsnę półki siostry, chyba pudła lepiej, z książkami, bo inaczej najbardziej pasowałby jutro dzień urlopu na żądanie. Zapisałbym się do biblioteki może. Bo po co w ogóle jechać do pracy, jeśli nie mam nic do czytania w komunikacji miejskiej? Że co? Że niby można patrzeć na świat, choćby i zakorkowany? Mgła jest!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym bardziej należy mieć książkę, że koleżanka, nazwijmy ją Protestanką, przywiozła z urlopu w Turcji upominki, takie wzorzyste &lt;a href="http://kts.no-ip.info/kum/publisty/zakladka_turecka.jpg" title="zakładka do książki, jak nie ma, to szukaj w książce!"&gt;pasy tkaniny&lt;/a&gt;, które są do książek zakładkami. A w każdym razie w tym charakterze je poleciła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Na fałszywych papierach w Chile&lt;/i&gt; to nie jest książka fabularna. Okładka podpowiada, że reportaż. Wydaje mi się, że reportaż to jest coś bardziej osobistego, naocznego, a tutaj Marquez przerabia wspomnienia Littína na swoje ładne zdania - ale niech im będzie. Czytam i myślę, że może to niezły moment, żeby sprawdzić jakieś wiersze Pabla Nerudy, dawno nie czytałem wiersza. Bardziej nawet myślę, że brak mi zupełnie podstaw do czytania, w naszych szkołach nie dociera się z programem do najnowszej historii Polski, więc historię krajów latynoamerykańskich muszą znać tylko zapaleńcy w koszulkach z Che. Carlos Eire pewnie by tego nie pochwalił. Więc pewne rzeczy ciężko mi było zrozumieć - nigdy nie kojarzyłbym wojskowego reżimu z dążeniami do prywatyzacji, z kolei będący ewidentnym komunistą Allende zdaje się mitycznym bohaterem. Ktoś widać przewidział sprawę, bo książka ma pobieżnie wyjaśniające takie kwestie posłowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej podobało mi się to przyznawanie się Littína do bycia człowiekiem - &lt;i&gt;absolutnie wolałem pociąg ze względu na paniczny, nieuleczalny lęk przed lataniem&lt;/i&gt;. W pociągach są wzmożone kontrole reżimu, jedzie dłużej, niż samolot leci, Miguel jest przecież z misją, przed wyjazdem przeszedł kurs dla szpiegów amatorów. Ale jednak pociąg. Wraca do Chile jako zupełnie kto inny, wywrócony na lewo i tylko w głębi walizki wiezie &lt;i&gt;Podróż do źródeł czasu&lt;/i&gt;, książkę, która ratuje go w samolocie. To musi być naprawdę kiepska książka, jeżeli nie ma jej w sklepach, a na Allegro chodzi po dziesięć złotych. Na pewno kogoś przekonam, żeby dla mnie zamówił, bo to mój ulubiony sposób na odnajdywanie książek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Był dziś moment kontratakującego lata, słońce po deszczu, taki soczysty świat, wszechświat przewidział, że kończę drugą książkę o prześladowaniach, żadnych więcej tajnych agentów od popromiennych mutantów, żadnych więcej karabinierów, więc tej kobietki z czterolatkiem też nie było na przystanku. Będę żył.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-7435323171529520496?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/7435323171529520496/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/wszystko-jest-nieczytelne-lecz-jasne.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/7435323171529520496'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/7435323171529520496'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/wszystko-jest-nieczytelne-lecz-jasne.html' title='Wszystko jest nieczytelne, lecz jasne'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-4049480522968746489</id><published>2010-09-06T23:30:00.001+02:00</published><updated>2010-09-06T23:43:45.700+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='deszcz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='strach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawda-o-świecie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Paniczny, nieuleczalny lęk przed lataniem</title><content type='html'>Miałem dzisiaj w ciągu dnia bardzo złudne wrażenie, że nic się nie dzieje i nareszcie odpocznę od bloga. Skoro lato się skończyło, skoro do kaszkietu wziąłem z półki szalik, skoro coraz wcześniej świecą pomarańcze. Dobra, o pomarańczach nie pomyślałem, bardziej byłem zadowolony, że daszek kaszkietu faktycznie chroni okulary przed deszczem, ale to jeszcze nie powód, żeby się tutaj rozwodzić. Byzydura. Za oknem jest jesień, węszę pewne odwrócenie ról, widzę wykręconą sinusoidę zaplecioną na kole pór roku - noszę w torbie pamiętnik z papieru, wracam, macam, coś tam będzie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wieść, że planuję wybrać się do kina, koleżanka proponowała załatwienie biletów - pracuje tam jej znajoma. Jasne, niech załatwia, zawsze to siedem złotych do przodu. Nie załatwiła, zapomniała, co nawet oszczędziło kłopotu czy niezręczności, bo to miał być jakiś bilet na dwoje. A i tak jestem do przodu - Cygan oddał mi dwójkę, wsadziłem ją w kieszeń, przy kasie pani pytała właśnie o dwójkę, bo ciężko jej się dwudziestka rozmieniała, więc mam teraz w kieszeni piątaka. Czary! Kino Luna jest już pewnie o wiele mniej kultowe, niż było ze dwa lata temu, ale tam mnie właśnie zagnało. Faktycznie, co to za kult, gdzie tu off, jeżeli mają w planie film Allena sprzed dwóch lat. Film w sam raz dla mnie, bo u nas wyświetlany był rok temu, kiedy akurat nie wpadłem nigdzie na Niedodzwanialną. Zgranie, czytam w internecie relację z Barcelony, a film ma to w tytule przecież też.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłem już kiedyś w Lunie, chyba zanim zmieniała właścicieli, właśnie z Niedodzwanialną. Rzutem na taśmę, czyli wpisem na forum, dostałem wejściówkę na premierę &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Manna-2006-371518"&gt;&lt;i&gt;Manny&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; i to faktycznie trochę mogło być offowe, bo na pewno nie miało nawet promila budżetu filmów Allena. Nie miałem pojęcia, co to jest &lt;i&gt;Brokeback Mountain&lt;/i&gt;, gdzieś tam wspominane, później dopiero sprawdziłem, skąd taka wesołość na sugestię odnośnie - taki już ze mnie zapalony kinoman. Nie wiedziałem, dokąd mam wejściówkę, że to kino tak blisko roboty, nic po prostu nie wiedziałem. W ubiegłym tygodniu pogodziłem się z pomysłem pójścia tam, wszedłem na stronę internetową i zachwyciłem się przystępnymi cenami w poniedziałek. I przeglądałem filmy, &lt;i&gt;Miłość w czasach zarazy&lt;/i&gt;, hej, przecież jest taka książka Marqueza, musiała leżeć gdzieś obok czytanych w autobusie &lt;i&gt;Na fałszywych papierach w Chile&lt;/i&gt;! Ale jednak Allen wygrał w tym tygodniu, po co mi film, skoro i tak kiedyś kupię książkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cygan mówił, że był na &lt;i&gt;Vicky Cristina Barcelona&lt;/i&gt; ze swoją, że to nie za bardzo jest film dla niego do kina, że można obejrzeć w domu, ale w kinie się marnuje pieniądze. Chodziło mu o brak ładnych efektów, jakby najfajniejsze filmowe dziewczyny (znaczy, laik ze mnie, ale chyba można tak o nich?) ostatnich lat przechadzające się po jednym z najpiękniejszych (znaczy, laik ze mnie, ale chyba można tak o nim?) europejskich miast, były niedostatecznie widowiskowe. Tym bardziej się ucieszyłem, że tanizna. O dziwo nie potwierdził przegadania, jeszcze dziwniejsze, że film faktycznie nie jest przegadany - nie ma w nim samego Allena, ani nikogo allenopodobnego. Myslałem o przegadaniu, bo to częsty zarzut wysuwany przez znajomych, Smoczy nie przebrnął przez pierwsze minuty &lt;i&gt;Anything Else&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i zbierałem się do tego kina jak jakiś pryszczers na pierwszą randkę (dobra, jakieś pryszcze są), albo jak do jeża, bardzo niepewnie i niewprawnie. Kwestia pójścia do kina z jakiegoś powodu bardzo w moich oczach urosła. Skąd taka ważność, żeby gdzieś wyjść? I niepewność, zaskoczyłem siebie pójściem, tak samo jak zaskoczyłbym prostym powrotem do domu. Taka właśnie nieświadomość, nieprzewidywalność. Równocześnie byłem w kinie i nie byłem w kinie, Kot Schrödingera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O filmie się fachowo nie rozpiszę, bo żaden ze mnie allenolog i byłaby piąta woda po kisielu. Największy bajer, że bohaterowie się nie zmieniają. Bardzo mi się podobał, choć podejrzewam, że wszystko wzięło się z prostej myśli Okularnika - Taki już jestem sławny i władny, że ona i ona będą się całowały w moim filmie. Całe życie na to robiłem, dążyłem do takiej władzy, muszą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychodzę z kina, do trasy, zaplatam sobie na szyi słuchawki, które wreszcie przyniósł Cytat. Wczoraj specjalnie ładowałem baterię do odtwarzacza, może grać, bujam się w drodze przy luzackim &lt;i&gt;Electric Avenue&lt;/i&gt;, nie od &lt;b&gt;Eddy'ego Granta&lt;/b&gt;, tylko gdzieś z Polinezji podobno. Wokół świecą pomarańcze, drzewa bardziej składają się z liści, niż świat składa się z drzew, kałuże mają nieokreśloną głębokość, ale już nie pada. Przełącza mi się piosenka i już nie ma siły na moje szczerzenie się - &lt;i&gt;Pomarańcze kupię Ci!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To znaczy, że szafa gra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W autobusie kontynuowałem przetrawione przez Marqueza wspomnienia Miguela Littína, nawet zaznaczyłem jakieś zdania do wynotowania - ładne:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Na targowisku życia i śmierci most Recoleta nad Mapocho jest obojętnym kochankiem: służy albo jarmarkom, albo pochówkom. W dzień kondukty pogrzebowe muszą torować sobie drogę wśród tłumu. Nocą, kiedy nie ma godziny policyjnej, jest to obowiązkowy szlak do klubów tanga, melancholijnych przytulisk na ponurych przedmieściach, gdzie mistrzami tańca są grabarze.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;I dalej o przechodniach, o Paryżu i wreszcie:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;(...) coś, co kiedyś usłyszałem w Madrycie: "Miłość rozkwita w czasach zarazy".&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Jak ładnie ułożone mam dzisiaj życie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-4049480522968746489?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/4049480522968746489/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/paniczny-nieuleczalny-lek-przed.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/4049480522968746489'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/4049480522968746489'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/paniczny-nieuleczalny-lek-przed.html' title='Paniczny, nieuleczalny lęk przed lataniem'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-5099134500054912801</id><published>2010-09-05T19:25:00.004+02:00</published><updated>2010-09-05T22:55:39.500+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rower'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dynie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='róże'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Zwoje Lotu Ikara</title><content type='html'>&lt;i&gt;Morrowind&lt;/i&gt;, jak to jest bez sensu, jeszcze głupiej, niż ponowne przechodzenie &lt;i&gt;Final Fantasy VII&lt;/i&gt;. Cisnę w niego od 2005, czyli to i tak było późno po premierze, wkręcił mi go znajomy w sytuacji zagrożenia życia. Jechaliśmy windą do Bazyla, na szóste piętro, podróż się dłużyła, aż w końcu winda się zacięła. To typ windy, która ma takie sunące drzwi w kabinie, a nie otwierane do zewnątrz w klatce schodowej, więc niewiele widać. Trochę pokrzyczeliśmy, ktoś przyszedł, poprosiliśmy o wezwanie pomocy i odwiedzenie numeru bazylego, żeby się nami za bardzo nie przejmował. Usiedliśmy, dowcipkowaliśmy sobie o spadaniu, albo wychodzeniu na zewnątrz i dopiero spadaniu, że same nogi spadają, w każdym filmie tak. No i o &lt;i&gt;Morrowindzie&lt;/i&gt;, z którego do tej pory nie wyrosłem, podczas gdy mistrz mój i nauczyciel, zwany podówczas Mrocznym Krzysiem wyrósł i teraz dodatkowo wyrasta na architekta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy pojawił się wytatuowany pan od serwisu, okazało się, że jesteśmy zacięci pomiędzy dziewiątym i dziesiątym. Patrzyliśmy na siebie tak, jakbyśmy mieli ochotę zwrócić ochoczo opowiadane żarty, uściskiem prawicy dziękowaliśmy za ratunek, wyglądał na nieprzyzwyczajonego do tego. I teraz sobie wkręcam, że ta trauma mnie do gry przywiązała, więc mogę wbijać poziomy aż do odkrycia całej mapy, czego pewnie i tak nie zrobię kolejnymi piętnastoma bliźniaczymi postaciami, które coraz mniej są odgrywaniem jakiejkolwiek roli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To był wstęp przesiewowy, żeby przygotować na jeszcze gorsze rzeczy, tzn. rzeczy gorsze nawet, niż nieoglądanie &lt;i&gt;Pulp Fiction&lt;/i&gt;. No co, takim zawsze towarzyski, że obejrzałem dopiero w 2008. A jak się śmiali ze mnie! Cytat i inni (którzy zdaje się są teraz jeszcze bardziej do przodu), a wtedy mogli bezkarnie robić &lt;i&gt;Łe, nie oglądał "Pulp Fiction"&lt;/i&gt; oraz &lt;i&gt;takich to mi nie żal&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoją drogą - weź tu wypracuj jakiś model, jakiś schemat dla cytatów i tytułów, zacząłem je pisać kursywą, bo ładnie to wyglądało w książce (prawdopodobnie nie bez znaczenia jest również fakt, że wyszukiwarki mogą bardziej na te frazy zwracać uwagę - mam jakieś wejścia odnośnie książki o Juliuszu, znaczy, tfu, Julianie Seratowiczu), ale nie spodziewałem się sytuacji, że tytuł będzie w cytacie. Jakie to jest ładne, skoro to właśnie Cytat mnie najbardziej z tego powodu wyśmiewał. Dwa lata później udaje mu się nieświadomie rozbić moją gardę na blogu. Mistrz. Oczywiście wcale nie musiałem tam wstawiać cudzysłowu, uniknąłbym zagonienia się w akademickie rozważania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chodzi o to, jak bardzo ładny był wczorajszy dzień. Wyszedłem na rower, chciałem chwycić jak najwięcej tego słońca. Wyszedłem zupełnie luźno, żeby kupić coś na mieście, w przedpokoju zawracałem po kłódkę. Pierwsza przecznica, może Bazyl by pojechał ze mną, nie pojechał - ma sprawy. Czwarty kilometr, osiedle Smoczego, ale on na wyjeździe, a do tego jak go znam, to jeszcze nie zmienił dętki z tyłu. Spod Grota dzwonię do Głaza, on tam trochę dalej z drugiej strony mieszka, pewnie by się ogarnął. Mówi, że by się ogarnął, gdyby tylko był w Warszawie. Nawet nie dzwoniłem do Cytata, mówił o egzaminach i nauce do nich, ja ostatni będę w tym temacie wodził na pokuszenie. W Trafficu nie mieli tej płyty, a w każdym razie nie mieli nikogo przy stoliku informacyjnym. Zaletą Traffica jest stojak na rowery już za drzwiami i fakt, że pan strażnik uważnie przyglada się wszystkim, którzy przy rowerach majstrują. W drugim sklepie dopiero udało mi się kupić i nawet rower na mnie czekał, choć mam wrażenie, że ktoś majstrował przy zapięciu. Mam wrażenie, że taki typek w adipaski, z daszkiem i fajkiem, który stał całkiem blisko, kiedy rower zapinałem, ale już nigdzie go nie było widać, kiedy odpinałem. Bo ja po tych ludzi dzwoniłem po drodze bardzo interesownie, żeby pod przykrywką sobotniej przejażdżki znaleźć kogoś, kto roweru upilnuje. Cieszę się oczywiście bardzo, że nie zniknął, ale jednocześnie łapię taką paranoję, żeby zostawiać rower w garażu pod pracą i jeździć po centrum komunikacją. Albo zamawiać wszystko z internetu, nie tak na ostatnią chwilę. Byłyby piękne, planowe zakupy, żadnych dodatkowych książek Marqueza - spełnione założenia budżetowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dojechałem do domu i już jesteśmy w domu, to znaczy na miejscu, to znaczy przy tej najstraszniejszej, najładniejszej rzeczy, która przecież przebija nieznajomość &lt;i&gt;Pulp Fiction&lt;/i&gt;. Jest to nieznajomość &lt;b&gt;Sigur Rós&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze widzisz, aż wytłuściłem. Wpadłem na pomysł, żeby tak sobie zaznaczać również nazwy zespołów, jakoś wyróżniać, a w każdym razie wtedy, kiedy jest jasno mowa o jakimś zespole. Bo nie zawsze jest jasno, Herbacianej objawiłem kiedyś pierwszą zasadę współczesnego blogowania - jeżeli nie rozumiesz, o co chodzi, prawdopodobnie jest o tym piosenka. Do tego muszę zacząć opisywać chmurką odnośniki, bo odnośnik jest najmniej trwałym elementem internetu, a z chmurki wiadomo, do czego prowadził. Ale to tyle ze spraw technicznych, wróćmy do Islandczyków, którym wytłuszczenie należy się przecież niezależnie od wszystkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O &lt;b&gt;Sigur Rós&lt;/b&gt; przeczytałem na forum, a więc też z pięc lat temu, wszystko robiłem pięć lat temu, kiedy moderatorzy mniej dokręcali śrubę i każde forum, niezależnie od dziedziny, szybko wypruwało się z tematu i stawało się miejscem od wszystkiego. Dorwałem się do ich &lt;a href="http://www.sigur-ros.co.uk/media/" title="Sigur Ros, oficjalna strona internetowa"&gt;strony internetowej&lt;/a&gt; i łzawiłem przy &lt;i&gt;Starálfur&lt;/i&gt;. Fajne. Wrzuciłem na odtwarzacz nawet, kiedy już miałem odtwarzacz i kilka miesięcy później dobrała się do niego Uszata, dzięki czemu dowiedziałem się, że to jedyna wartościowa rzecz w nim, a nie jakieś bzdety, jak na pewno również tam obecne &lt;b&gt;Róże Europy&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Smashing Pumpkins&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróciłem z roweru i przerzucałem katalogi muzyczne, żeby może grało coś innego, niż namiętnie eksploatowane ostatnio &lt;b&gt;Kobiety&lt;/b&gt;. Taki poszukiwacz mi się załączył, żeby przegrzebać rozkradzione pliki - od kiedy pracuję mniej kradnę, trochę (troszeczkę, pamiętaj o założeniach budżetowych) kupuję, ale jeszcze ukradzionych nie skasowałem. No i tak trafiłem, że grają od wczoraj. Nic się z tego nie rozumie, bo język ichni, tytuły trzeba kopiować z internetu, żeby się kreseczki zgadzały. Czytałem kilka lat temu właśnie o &lt;i&gt;Starálfur&lt;/i&gt;, o elfie i chłopcu, tak kojarzę, bajka. Dzisiaj wskoczyło &lt;i&gt;Viðrar vel til loftárása&lt;/i&gt;, nie mam pojęcia, jak to na głos przeczytać, i nie miałem pojęcia, skąd brzmi tak znajomo. Może w jakimś filmie było, albo co? Kombinuję, pytam brata, czy nie kojarzy skądś, wtem olśnienie - a może było wśród tych kawałków, które mieli na stronie wtedy, dawno temu? Znalazłem stronę, już tu wcześniej zalinkowałem, wygląda prawie tak samo, jak wyglądała wtedy i piosenki też te same udostępnione.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O zespole rozmawiałem z jedną dziewczyną przez internet, oczywiście też ich uwielbiała, a dziewczyna, z którą rozmawiałem trochę mniej, ustawiała z nimi opisy. Czyli &lt;a href="http://questionablecontent.net./view.php?comic=123" title="komiks Questionable Content, odcinek 123"&gt;wszystko na swoim miejscu&lt;/a&gt;. W tym komiksie pojawiało się kilka zespołów, do których docierałem później, największą miałem frajdę z dostrzeżonego na plakacie &lt;b&gt;Mogwai&lt;/b&gt;. Pisałem już, że udało mi się nie przegapić ich koncertu na Offie, dwa lata temu, za to nie miałem wtedy pojęcia, że wkrótce w Warszawie występują &lt;b&gt;Sigur Rós&lt;/b&gt;. Szkoda, bo na tyle są mocni, że piszę sobie tutaj, zamiast grać w &lt;i&gt;Morro&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze wszystko przede mną.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-5099134500054912801?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/5099134500054912801/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/zwoje-lotu-ikara.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5099134500054912801'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5099134500054912801'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/zwoje-lotu-ikara.html' title='Zwoje Lotu Ikara'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-2866791912733016620</id><published>2010-09-04T09:16:00.003+02:00</published><updated>2010-09-04T15:33:03.982+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='byzydura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Jednoznaczne dowody egotyzmu!</title><content type='html'>Jaka sprawa? Jaka chryja! Ale jakie ciepło we śnie. Otóż po wpisie na blogu zaskarżył mnie o obrazę czy coś takiego sam prezes. Wstałem, dojechałem do pracy i tam się o tym dowiedziałem, oczywiście pierwsze strony portali internetowych o tym, może nie bardzo nachalnie, ale to zawsze cenne, kiedy prezes pozywa internautę, więc są o mnie nagłówki w kolumienkach. Szybko wyjechałem z pracy, wykonywałem telefony, przecież muszę podjąć jakieś kontrdziałania. Oczywiście jednocześnie patrzę, co się z blogiem dzieje - z tamtych portali napływają ludzie. Oni są bardzo na luzie, mam same pochwalne komentarze i nikt nie zauważa niczyjej obrazy, ludzie skupiają się na wszystkim innym i jest mi bardzo miło.&lt;br /&gt;Tym bardziej będę dawał odpór przed sądem!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jeden, ale jeszcze dalej, po przerwie, znaczy po innych kwestiach. Szedłem do kina, obok była nieznajoma dziewczyna, nie szedłem z nią, ale trzymała się w taki sposób na krawędzi pola widzenia, że na pewno chciała ze mną iść, specjalnie się tak ustawiła, a ja tylko kombinowałem, czy nie trzeba jej zapytać - No, pewnie chcesz iść ze mną do kina?&lt;br /&gt;Znalazł się senny amant, trzeba było dodać &lt;i&gt;Kotek&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To pierwsza taka sobota, gdzie jak XXI-wieczny karierowicz słyszę stukanie i łupanie remontu elewacji i zwracam na nie uwagę. Nie boli, spałem wczoraj przed północą. Wstałem przed ósmą na to łupanie, za chwilę przyszedł sms, kto wysyła tak rano smsy, może brat coś chce - a to tak tak. Jakże to, skąd oni wiedzą, że już wstałem? Nigdy chyba tak wcześnie nie wysyłają, logiczne, gdyby mnie obudzili, to by była obraza i marka by cierpiała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakby mało było sennego skandalu - Strachota uświadomił mi prześladowanie. Ja się wprawdzie urodziłem sporo po tym wybuchu w elektrowni, trzeba by ustalić, czy w matczynym brzuchu byłem już sobą, czy jeszcze nie, bo dla mnie chyba nie, ale dla mamy na pewno tak. Ale jednak jestem prześladowany - często widuję tych samych ludzi na przystanku. Na Rozdrożu na przykład w ten sam autobus wsiada z dzieckiem matka, chłopczyk ma ze cztery latka, ona taka maks trzydziestka. Widziałem ich i w ubiegłe wakacje, i na jesieni, dzień w dzień, nawet chłopca przepuszczałem na krawężniku, kiedy jechał po nim jakimś swoim samochodzikiem (autko to okropne słowo). No i wczoraj też byli, nawet odezwałem się do tej pani, która sadzała pod przeciwnym oknem chłopca - Przepraszam, przepraszam? Może pani chce tutaj usiąść z dzieckiem? Usiadła, ja się dosiadłem do takiej babci, która wyglądała bardzo podejrzanie i faktycznie wysiadła na Zamkowym. Jechałem i czytałem, a dopiero wieczorem mnie olśniło!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przecież ja teraz wracam z pracy godzinę wcześniej. Wstaję do niej wcześniej, to i wracam, logiczne. Skąd więc ta kobietka z dzieckiem? Dlaczego siada tak blisko? Przecież męża nie szuka! Śledzi mnie? W &lt;a href="http://www.filmweb.pl/Cialo"&gt;jednym filmie&lt;/a&gt; była podobnie skonstruowana para zabójców.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-2866791912733016620?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/2866791912733016620/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/jednoznaczne-dowody-egotyzmu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2866791912733016620'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2866791912733016620'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/jednoznaczne-dowody-egotyzmu.html' title='Jednoznaczne dowody egotyzmu!'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-3148485652274992162</id><published>2010-09-03T20:54:00.011+02:00</published><updated>2010-09-04T08:21:10.492+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klasyczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='żółwie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='światło'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lem'/><title type='text'>Wschód skontrolowany, akapity wciąż solaryczne</title><content type='html'>Wcale tego nie planowałem, nie mógłbym. Obudziły mnie dzisiaj czerwień i pomarańcza, otworzyłem oczy i byłem gdzieś nad &lt;i&gt;Solaris&lt;/i&gt; - może to forma nagrody za niepamięć snów. Wczorajszy dzień kończył się późno i gwarno, w dzisiejszej dobie już, rodzeństwo się jakby rozbrykało, a ja się przewracałem z boku na bok i półprzytomnie komentowałem - nawet przybiłem z bratem żółwia. Pozbyłem się dwóch najwcześniejszych budzików, żeby dać sobie więcej czasu, ale niczym są moje plany wobec wyroków wszechświata, który uczynił poranek słonecznym ponad miarę - wschód wdzierał się pod moje powieki odbity od przedpokojowej boazerii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo tak ogólnie, to ja mam okna w pokoju zwrócone na zachód.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest to pewien postęp w kojarzeniu, pamiętaniu przeczytanych książek, bo te pięć lat temu pomarańczy z Lemem nie kojarzyłem. Ale to tyle, wystarczy, trzy wpisy z rzędu z takim tagiem, etykietą, zlituj się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezależnie od poczynionych błędów ortograficznych, wychodziłem z pracy bardzo podbudowany, wręcz rozważałem natychmiastowe zapisanie się do biblioteki. Poszedłem do Traffica, znalazłem na półce książkę Strachoty, wziąłem też &lt;i&gt;Na fałszywych papierach w Chile&lt;/i&gt; Marqueza, tak mnie te pstrokate okładki ściągają. W świetle późniejszych wypadków okazuje się to bardzo sprytnym, proroczym na swój sposób posunięciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy kasie ironia losu, nie spotkałem koleżanki z IFK, który dwukrotnie przecież tego dnia wspominałem. Mało tego, była to koleżanka należąca podówczas, to jest na poddaszu, do frakcji kaszkieterów! Ale wczoraj kaszkietu nie miała, nie miałem też i ja, w ogóle nie widziałem jej twarzy, słyszałem jedynie słowa wymieniane z koleżanką, zwątpiłem w zdolność rozpoznawania słyszanych raz na dwa lata głosów i nie zaczepiłem. Głupio mi potem było, więc zaczepiłem przez fejsa, niech się do czegoś przyda - &lt;i&gt;jasne że byłam&lt;/i&gt;. Wtedy zrobiło mi się jeszcze bardziej głupio, kilka miesięcy temu miałem odwrotną sytuację z jej przyjaciółką - &lt;i&gt;nie było mnie&lt;/i&gt;. Więc chyba dla świetego spokoju będę nosił klapki na oczach. A na Solaris to by się nazywało asymetriada.&lt;br /&gt;Tfu, obiecałeś!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracałem spacerem trasą bardzo podobną do tej, którą kilka godzin później opowiedział brat. Różniła się takim szczegółem, że ja po zejściu Oboźną szedłem aż do WZ, wciąż przekonany, że lepiej nie widzieć głośnej ostatnimi czasy samowolki budowlanej na Krakowskim, żeby mnie to przypadkiem nie podzieliło. I za Starówką różnie, ja do Starzyńskiego tramwajem z mostu, on do Radosława. Mówił o tym w moim półprzytomnym czasie, opowiadał siostrze, że na skarpie u góry jest wzdłuż kampusu taka ścieżka, o której jakby nikt nie wie, nikt nie chodzi, tylko on sam tam był. Więc musiałem się wygrzebać z pościeli i przybiłem żółwia - dokładnie tam, w pierwszych dniach odległego października, utrwalałem starannie kaligrafowaną odmianę λόγος. Na Solaris to by się mogło nazywać symetriada.&lt;br /&gt;Brak słów na takiego, obiecanki cacanki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Zakłady Nowego Człowieka&lt;/i&gt; okazały się objętościowym rozczarowaniem. To ma swoje plusy, jest chyba nawet jak najbardziej wskazane, żeby pisarz przerzucający się z fajnych &lt;a href="http://niedoczytania.pl/?p=6502"&gt;opowiadań&lt;/a&gt; na dłuższe formy, nie przesadzał z tą długością. Ale żeby książka wystarczyła mi ledwie na trzy przejazdy autobusem? Jakże to, Nowak z rowerem był wożony chyba przez miesiąc, a miał całkiem sporo obrazków, fajoskie zdjęcia z wyprawy, naprawdę ładne. Nic to, na poniedziałek mam Marqueza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejne rozczarowanie - opcja, że bohater jest testerem oprogramowania komputerowego w ogóle nie została wykorzystana. Jakież dramatyczne możliwości to stwarzało, jakie korporacyjne napięcia, łajza, brudas, niedorobiony, niespełniony programista - nic takiego nie ma. Do tego przesadza się w pisaniu o książce, że jest jakoś wybitnie warszawska - &lt;a href="http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/507488.html"&gt;autora tekstu&lt;/a&gt;, w którym odkryłem zawód bohatera, rozgrzesza jedynie stwierdzenie, że Strachota ogólnie o Warszawie, nie tylko tutaj. Bo tutaj niewiele, rzecz dzieje się w miejscach, ale one same niewiele mają do rzeczy, wręcz potrafią dziwacznie ugodzić, kiedy w wyliczance studenckich zwyczajów, jak słabo zarysowane picie, picie i jeszcze trochę picia, pojawia się bardzo konkretne kino Iluzjon. Pewnie się na te warszawskie akcenty negatywnie uwarunkowałem, łajza, każdy z dziada pradziada warszawiak, ewentualnie student kulturoznawstwa, pokiwa przy tym głową. Tak, Iluzjon, takie zjawisko, takie historie i filmy, szkoda by go było, albo już go szkoda - była z nim jakaś niewyraźna sytuacja chyba?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tyle narzekania, to na pewno przez zazdrość, bo przecież oprócz tego zadziwiająca jak na objętość ilość fajerwerków, opcje spotykane dotychczas jedynie w książkach o smokach, jak przetasowania czasoprzestrzenne, pewne podmiany rzeczywistości - tylko tam to było rozplanowane na tomy. Na pewno, będąc nastolatkiem, czytałem taką serię (ha, znalazłem, &lt;i&gt;Opowieść o Królewskich Fechmistrzach&lt;/i&gt;) i wtedy to mnie zaskoczyło, a teraz też pasowało. Ostatniego rozdziału nie zabija nawet korekta. Ale! W wywiadzie Strachota odgraża się, że szykuje się z tego trylogia, to może ja zaczekam na wydanie zbiorcze trzech książeczek w jednym tomie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, dla wszystkich fanów nowej literatury - liczba rzucanych kurew rośnie wraz z rozwojem wypadków, ale nie do przesady.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-3148485652274992162?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/3148485652274992162/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/wschod-skontrolowany-akapity-wciaz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/3148485652274992162'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/3148485652274992162'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/wschod-skontrolowany-akapity-wciaz.html' title='Wschód skontrolowany, akapity wciąż solaryczne'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-2307599556385429774</id><published>2010-09-02T14:07:00.010+02:00</published><updated>2010-09-02T22:13:36.889+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='deszcz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='metro'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ulica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klasyczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='autobus'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lem'/><title type='text'>Jakieś piosenki też, ale już nie Gloria Estefan</title><content type='html'>Jak to składać teraz, trzy nudne dni, że chciałoby się wszystko na raz. W poniedziałek na pewno jeszcze aż tak nie padało, bardzo ładnie zorganizowany dzień, zakupy, bułki na kanapki do pracy przez cały tydzień, gotowanie i na rower. Zapomniałem kupić salami, przez co moje rachunki żywieniowe zamknąłem w sierpniu o grosz poniżej napoczęcia kolejnej setki. Na rower, świat już oddycha, lekko mży, czyli wreszcie odpoczywa od natrętnych ludzi, którzy przez ostatnie dwa miesiące tłoczyli się na nadwiślańskich ścieżkach, których teraz nie muszę mijać swoim słabo skrętnym rowerem. On jest może słabo skrętny, ale sny podpowiadają, że da się z nim wyskoczyć z balkonu, więc jest bardziej niż spoko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;We wtorek pada mocniej, praca mnie wykańcza, wykańczam siebie w pracy, bo bardzo tam jestem nie do pracy i zrezygnowany idę na spacer po mieście. Mam kaptur, ale to za mało, krople na okularach. Myślę o ściągnięciu z półki kaszkietu, kosztował w markecie pięć złotych, kupiliśmy kiedyś na jesieni, może już zimą, po wizycie w kinie - przydaje się. Potrafi niespodziewanie zmienić spojrzenie na świat, kolejnej jesieni, na spotkaniu w Starej Miłosnej tworzyliśmy frakcję kaszkieterów, późną nocą z gramofonowej leciały piosenki, a za może dwa dni szefowa imprezy zrobiła takie zaskoczone, ubawione oczy, piosenki okazały się być całą płytą Gorillaz - w ogóle nie skojarzyłem &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=rA-i4ti2OQI&amp;feature=player_embedded"&gt;&lt;i&gt;Last Living Souls&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; z &lt;i&gt;Feel Good Inc&lt;/i&gt; z telewizji. Jest to jeden z ulubionych wieczorów, w których uczestniczyłem, muzyka, poddasze, ciastka z masłem orzechowym, opowieści, każdy wieczór spędzony na poddaszu był fajny. Dwa wieczory?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wadą kaszkietu jest myśl z Ogrodu Saskiego, już na wiosnę, kiedy porzucałem IFK - że mi przesłania jedną trzecią pola widzenia. Trzeba to przemyśleć, albo krople na okularach, albo daszek i urżnięty świat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Deszcz prowokuje ironiczne hasła o złotej polskiej jesieni, to Cytat w pracy nie starał się akurat o fajny cytat, podczas gdy lato trwa jeszcze. Dzisiaj znów mamy słońce, więc może jednak będzie złoty polski wrzesień. Choć mówię - mnie deszcz się podobał, w drodze na Rozdroże patrzyłem na mokry asfalt, rozrzucone na nim spadłe z drzewa podłużne listki, wysuszone już, więc jesienne, krople rozbijały się kółkami dokładnie, ładnie, pomiędzy nimi. Chiński spektakl, nie wiem dlaczego chiński, bo żmudny i celny. Pewnie nie widzę tych kropel, które rozbijają się o listki, pewnie kiedyś w jakimś filmie latających sztyletów był spektakl, są i w takich filmach deszcze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzież wraca do szkół, oświaty kaganiec, więc znów będę uciekał przed tłocznym metrem. Nie lubię tego, spinam się, i tak wchodzę w sam środek, daleko od wejścia, ktoś się wpycha i naciska na plecy, jakby specjalnie tak się chwytać musiał. Myślę wtedy źle o sobie, to znaczy myślę źle o tym kimś, żeby za chwile siebie rugać, że każdy ma jakąś pracę, do której chce dojechać. Może to właściwość mojej porannej psychiki, nie oglądałem ostatnio &lt;i&gt;Dnia świra&lt;/i&gt;, podobno był, kobieta się wpycha z książką i czyta, przez chwilę mam ochotę tak się jakoś ustawić, żeby jednak nie miała jak. Skąd to się bierze? Sam bym poczytał, gdybym coś ze sobą miał. Skąd to się bierze, skoro daję radę w autobusie, znowu podoba mi się rzeka o dwukolorowej, rozwianej tafli, jakbym patrzył z daleka, z góry, na poplątaną deltę, kanał przy kanale, hałdy piachu. To teraz jest godzina, kiedy najbardziej widać rozjaśnienie świata, niebo na zachodzie, tuż przy horyzoncie jest białe, szarzeje powyżej dopiero. To dziwne, nielogiczne jakby, skoro wschód mam za plecami, dlaczego na zachodzie taka jasność? Nawet nie pomyślałem, żeby skontrolować dzisiejszy wschód.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autobus powrotny jest myślą ładniejszą od metra również ze względu na czytanie, to zawsze jest możliwość, nawet kilka stron, bo cokolwiek bym nie czytał - w końcu usnę. Power off, silnik rzęzi, na kole słychać krople, przy oknie przeciskają się przez izolację, w drodze ciekną po szybie, na przystankach kapią i chlapią mi na udo, więc zasłaniam się kurtką. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem skąd u mnie taki pęd do domu zawsze, nawet jeśli idę na spacer, to w tamtą stronę i tak. Zabronione wyskakiwanie po drodze, przecież tam jest biblioteka, nie byłem w tej bibliotece od pięciu lat na pewno. Dokładnie planowane zakupy, nawet w konkretny dzień celowane, żeby w jak najmniejszym tłoku. Od początku roku nie mogę się zmobilizować, żeby wyskoczyć do pasmanterii po sznurówki - żeby mieć na Offie buty musiałem przekładać z innych. O co chodzi? Przechodzę obok jednego kina, w sobotę rowerem przejechałem obok drugiego, zawszę myślę, że może skoczę na film, ale jednak wolę oglądać mokry asfalt. Łatwiej mi przeglądać się w mokrym asfalcie? Był ostatnio jakiś dzień bloggera, zgrał się ze wzmożonym moim blogów czytaniem, wróciłem trochę do tego, co robiło się ostatnio też pięć lat temu - skakania po adresach komentujących te, które sam czytam. Podoba mi się to, ale również trochę rozbraja, znów rozbrojony, jak przez Lema. Miałem kiedyś poszukać ładnych słów na opowiedzenie, dlaczego cudze historie podobają mi się o wiele bardziej, niż moje własne i dlaczego generalnie wolę trzymać gębę na kłódkę. To chyba Niedodzwanialna mnie tak zamknęła, sam się zamknąłem. Chodzi o wrażenie, że świat robi na kimś wrażenie. Opowiadają historie, w których niekoniecznie grają pierwsze skrzypce, to nie są historie o nich samych, patrzą na świat i zachwycają się nim, kombinują, myślą, irytują się. Ja tam zawsze jestem na pierwszym miejscu, gdziekolwiek bym nie był. Gdybym pojechał do &lt;a href="http://weronikabloguje.blox.pl/html"&gt;Barcelony&lt;/a&gt;, gdybym pojechał do Chin, gdybym rowerem miał przemierzyć Afrykę. Nie widzę tego w swoich historiach, nie widzę tego w sobie, zaangażowania w inną rzecz, tylko zaangażowanie w siebie - słońce czy deszcz. Rok temu próbowałem napisać &lt;a href="http://kts.no-ip.info/kum/ctzzkw.htm"&gt;opowiadanie&lt;/a&gt;, z którego podoba mi się już tylko jeden, ostatni akapit i tytuł, bo nie ma w nich nic ze mnie. Zupełnie wymyślone. Reszta do wyrzucenia, do napisania od nowa, inaczej jakoś, bardziej przypomina blog, nieudolnie łączone hasła, zmarnowany sen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każde miejsce, w którym jesteś, jest twoim miejscem. Idź do kina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jeszcze nie są słowa, z których byłbym w tej sprawie zadowolony, być może nie będzie takich do czasu, w którym będę zadowolony z siebie. &lt;a href="http://365.blox.pl/2010/08/sobie-soba-siebie.html"&gt;Sobie sobą siebie&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwa dni z rzędu natknąłem się w metrze na tego samego znajomego, to raczej dalszy niż bliższy współpracownik, cześć i tyle gadania. Szedłem po swojemu, w zgodzie z listem wysyłanym do koleżanki zaraz przed rozpoczęciem korporacyjnej kariery - coś o tym, że nie będę się spieszył. Podajemy sobie rękę i dokładnie mu to powtarzam, słuchaj, tak mam, że nawet choćbym miał się spóźnić, nie biegnę na te schody. Więc też się nie spieszył, to dla mnie trochę męczące towarzystwo, kiedy nie wiem, o czym mówić. Nazajutrz znowu on, już się zabezpieczałem, już mówiłem, słuchaj, wiesz, że ja nie biegnę, leć tam do tej roboty, a on mi niszczy plan i mówi, podoba mi się to, też się tu nie będę spieszył. Więc szukam tematu, ćwiczę small talk - metro, wiesz, wrzesień, do szkoły, dlatego na rano jeżdżę, zanim większość szkół zacznie zajęcia, żeby jeszcze nie było aż tak tłoczno. Rzadko która szkoła ma o siódmej rano lekcje, moja wprawdzie miała, ale dodatkową łacinę, ciężko sobie wyobrazić, żeby to generowało wzmożony ruch w metrze. Podchwycił to, pyta, czy uczyłem się w liceum łaciny, a ja że nie, że wiem, że była w szkole. - Bo zawsze mam wrażenie, że ludzie, którzy znają łacinę, oni są kimś. Powiedział to w takim sensie, w jakim o zecerze Hessego pisano nekrolog - stara gwardia, szacunek. I kontynuujemy, o różnych łaciny odmianach, że starożytna i kościelna chociażby, że przez dwa tysiące lat od Chrystusa się musiała pozmieniać. Ani się przy tym zająknąłem, że porzuciłem kiedyś ten IFK, że zrezygnowałem z bycia kimś. Też mam dla nich wielki szacunek, ale bardziej przez świetny wieczór niż łacinę i grekę, choć to też oczywiście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już kończę, już. Zanim kupię jakąś nową książkę, zanim, zamiast na spacer, pójdę do kina, jeszcze o &lt;i&gt;Solaris&lt;/i&gt;. Jak to się stało, że po poprzedniej lekturze miałem w głowie obraz wielkiej dłoni wyłaniającej się z solarycznego oceanu, sięgającej, żegnającej odlatujący pojazd? Być może miałem taką myśl zanim przebrnąłem przez książkę wtedy, pierwszy raz i wbrew wszystkiemu, co w niej jest, to najbardziej zapamiętałem. Spodziewałem się jej wczoraj, nie ma!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas autobusowej podróży słyszałem dzisiaj w głowie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=9xuoJ2mhLQw"&gt;&lt;i&gt;Winobranie&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. Cytat zamówił dwie pary słuchawek, już do niego przyszły, skończą się losowe nuty w głowie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-2307599556385429774?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/2307599556385429774/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/jakies-piosenki-tez-ale-juz-nie-gloria.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2307599556385429774'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/2307599556385429774'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/09/jakies-piosenki-tez-ale-juz-nie-gloria.html' title='Jakieś piosenki też, ale już nie Gloria Estefan'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-5891091549123749939</id><published>2010-08-30T12:49:00.004+02:00</published><updated>2010-08-30T21:43:00.010+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kombinat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='autobus'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lem'/><title type='text'>We like the sol</title><content type='html'>Trzeba było soboty, żebym przyjechał na rowerze do pracy - od razu wiedziałem, że dokładnie o to chodzi, za to nie wiem, dlaczego nie wiem tego zanim przyjeżdżam. Dobra, wstałem później niż w tygodniu trochę, to istotna różnica. Pogoda utrzymuje się jesienna, dziś zmieniłem koc na ciepłą kołdrę, bo wczoraj obudziłem się zmarznięty lekko. Ciężej się spod niej wstaje. Jestem zadowolony, że udało mi się wykorzystać ostatnią być może szansę, żeby od razu, bez okresu adaptacji, czuć się w pracy dobrze. Jasne, zawsze można rowerem, wszystko można, tylko moja kondycja psychiczna pozostawia o poranku wiele do życzenia i wciąż nie wiem, jak mogę to zmienić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałem kupić książkę, ale poczekam z tym do września. Chodzi o to, żeby nie naginać zbytnio założonego planu finansowego - i tak już przekroczonego. Złapałem więc &lt;i&gt;Solaris&lt;/i&gt;, które - jak się okazuje - leży w domu od ponad czterech lat. Czytałem je na pierwszym roku studiów, oczywiście zrobiło wielkie wrażenie, trochę się później podłamałem, bo z jakiegoś artykułu okołosolarycznego wynikało, że Lem je po prostu napisał. Po prostu to znaczy bez planu, to znaczy, że usiadł i zaczął pisać. &lt;a href="http://solaris.lem.pl/ksiazki/beletrystyka/solaris/29-solaris-komentarz"&gt;Fajnie, że sam to potwierdza&lt;/a&gt;, jednak nie piszę bez sensu, tylko mało ufam samemu sobie. &lt;i&gt;Ta pozycja wydaje mi się zupełnie przyzwoita&lt;/i&gt;, komentuje, uśmiałem się, czytając tę kwestię, prawie łzy pociekły. Złapałem, bo brat mówi o oddawaniu, ja mówię - Jej, takie to było krótkie, a takie budziło emocje. Lepsze czytadło niż filmy budujące atmosferę chamskimi dźwiękami i muzyką. Smoczy na to często marudzi, a mnie to nie przeszkadza, skoro film, to ma więcej środków. Nie widziałem żadnej ekranizacji, ciekawe jak tam z muzyką, bo w książce stacja jest dla mnie cicha (chyba, że akurat wysila się wentylacja).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak nie czytałem dziś &lt;i&gt;Solaris&lt;/i&gt; w autobusie. Dziwne - wsiadłem tam, jakieś dziewczęta siedziały, wcale nie wybitnie atrakcyjne, ani trochę interesujące, spojrzała na mnie któraś i pozostawiła mi wrażenie bycia obserwowanym. Więc jechałem jak takie cielę, gapiąc się w zakorkowany świat, zamiast w książkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prześladowanie to może jakaś senna reminiscencja, nareszcie jakieś sny bez kobiet, za to sporo w nich uciekania. Oraz wysokości. Z piątku na sobotę już nic nie wiem, był samolot, byłem z kimś, musieliśmy odlecieć stąd, maszyna była stara, starodawna wręcz, jak pierwsze próby braci Wright z kreskówkowym napędem rowerowym. Udało się, bez strachu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiejszy pamiętam od balkonu mieszkania. Noc. To mogły być jakieś Kabaty, taki blok niezbyt wielki, przestronne wnętrza. Oczywiście to któraś późna część snu, na pewno najmniej ciekawa ze wszystkich, prawie zawsze tak jest, że nie wiem, z czego sytuacja wynika. W mieszkaniu typ, na balkonie kobieta, zmiana ujęcia - blok szturmują specjalne oddziały policji, antyterroryści z tarczami, wbiegają po schodach. Więc pojawiam się i ja, wbiegam do mieszkania, typ jest chyba zaskoczony, przepraszam go, chyba się znamy, wylatuję na balkon. Słuchaj, mówię do niej, nikt nas tu nie może zobaczyć, nikt nas nie może znaleźć, trzeba wiać, rozdzielmy się. I skaczę przez balkon, zawijam na balkon piętro niżej - okazuje się, że wszystko jest zbiegiem koszmarnym okoliczności, bo niby jesteśmy poszukiwani, ale ja miałem melinę piętro niżej. Oni lecą do mieszkania wyżej, ale na pewno też sprawdzą okoliczne. Mam duży, jasny pokój, stoi w nim mój rower, jakoś wydostaję się z nim na zewnątrz, być może znowu przez balkon. Jadę trawnikiem wzdłuż ulicy, przypomina mi to trochę KEN.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dojeżdżam na Pragę, do ulicy, którą kojarzę z innych snów, bardzo już odległych w czasie. Przecina łukiem miasto w okolicy Dworca Wileńskiego, jest brukowana i jeżdżą po niej tramwaje. Na ogół gwarna, tym razem pusta - tylko wóz strażacki. Strażak jest sam i pokazuje mi, jak się rozkłada tę wielką drabinę. Typ jest sympatyczny, ale szkolenie słabo mu idzie, bo nic z tego nie rozumiem. Wysyła mnie do strażackiego ośrodka szkoleniowego, gdzie kolejny tłumaczy mi już bardziej składnie. Ta drabina jest bardo lekka, ale bardzo wytrzymała. Wystarczy pociągnąć i się będzie rozkładać, jak nóż sprężynowy. Faktycznie, mogę odciągnąć drabinę jedną ręką, tylko że mnie się ona bardzo chybocze - coś robię źle. Przychodzi jeszcze więcej strażaków, chcą mi pomóc, razem prostujemy drabinę, która ciągnie się teraz za wozem jak ogon. Ja stoję u jej końca, napinam, przeciągam, czekam, żeby się wyprostowała i odskoczyła do góry, i przypomina mi się, że przecież mam lęk wysokości. Nie ma opcji, żeby ona się tam u góry nie chybotała, to raczej kiepski będzie ze mnie strażak. Chyba w ogóle na nią nie wejdę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chciało mi się wczoraj robić zakupów, znowu tnę w &lt;i&gt;Morrowinda&lt;/i&gt;, wiedziałem, że przerwa w zasilaniu zaowocuje tworzeniem nowej postaci - bez sensu, a mnie z tym dobrze. Przychodzę rano, jeszcze dwa tygodnie temu przychodziłem godzinę później i prawie natychmiast był typ z kanapkami. Dzisiaj specjalnie nie chciałem robić herbaty, żeby żołądka nie budzić, ale wpadła koleżanka z szarlotką. To dobra wróżba na tydzień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Strażackie sny sponsorowane niewchodzeniem wczoraj na fejsa - gdzie Maki obwieszczają strażacki singiel &lt;a href="http://www.myspace.com/makiichlopaki"&gt;&lt;i&gt;Remiza&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. Byłyby inne koszmarki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-5891091549123749939?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/5891091549123749939/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/we-like-sol.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5891091549123749939'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5891091549123749939'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/we-like-sol.html' title='We like the sol'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-5325441505377633272</id><published>2010-08-26T22:10:00.004+02:00</published><updated>2010-08-28T12:49:14.601+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słowo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='byzydura'/><title type='text'>Na temat słowa ekwilibrystyka rysunkowa</title><content type='html'>Zgubiłem swoje nie do końca rowerowe rękawiczki, po tamtej ulewie wrzucałem je chyba do wanny, musiały się gdzieś w łazience walać i teraz nie wiem. Drugi raz już jeździłem bez nich, myślę, że to nie jest powód, przez który bardzo szybko wróciłem do domu, po kilkunastu kilometrach raptem. Nie był nim też siąpiący deszczyk, chciałoby się napisać, że jesiennie, ale bądźmy poważni - jeszcze niemal miesiąc lata przed nami! Może lepiej, żeby ta pogoda spoważniała, zaduch taki, choć na zewnątrz i tak jest milion razy lepiej niż w biurze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szukając rękawiczek trafiłem na niebiesko umazaną kartkę i rozczuliłem się nad studiami siostry. Kartka stanowi dowód jedynego eksperymentu o którym wiem na pewno, że na mnie przeprowadziła, bo uczciwie się przyznała co robi i o co chodzi. O reszcie nie wiem, ale przecież każdy, kto ma w programie różne psychologie, pedagogiki i filozofie w pewnym momencie musi je na kimś wypróbować. W tym jednak wypadku przygotowywała się do zajęć z kreatywnego myślenia i żeby może mniej się tam stresować wymyśliła sobie zrobić ze mnie królika doświadczalnego. Mówi do mnie weź kartkę, weź ołówek, no dobra, może być długopis (co ja, student architektury, żeby ołówkiem koniecznie rysować?) i musisz mi teraz narysować symbol erudycji. Jeszcze nie miałem wtedy przyswojonego cytatowego &lt;i&gt;Nigga, what?&lt;/i&gt; więc raczej starałem się, żeby nagła pustka w głowie nie odmalowała się za bardzo na mojej twarzy, zresztą zostałem przecież mile połechtany - siostra ufa, że znam znaczenie takich słów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="background-color: black; text-align: center; padding: 5px; margin-top: 5px; margin-bottom: 5px; "&gt;&lt;img src="http://kts.no-ip.info/kum/erudycja/erudycja01.jpg" style="border: 1px solid #000; width: 280px; height: 75px; " alt="erudycja01"/&gt;&lt;br /&gt;Rys. 1 wstęp do rysowania, &lt;a href="http://kts.no-ip.info/kum/erudycja/erudycja00.jpg"&gt;&lt;i&gt;Niebiesko umazana kartka papieru&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Żeby nie było za łatwo, najpierw sobie to zapisałem. To pewnie mogło zepsuć całe ćwiczenie, przecież symbol jest znakiem, grafiką, a ja tu z literami zaczynam. Tak pomyślałem, więc szybko zmusiłem się do zmiany toku rozumowania - narysowałem taki prawie kwadrat. Prawie kwadrat w moim wykonaniu bardziej przypomina kwadrat niż konkurencyjne prawie koło przypomina koło, chodziło mi o coś prostego. Następnie pomyślałem słowo geometria, to zacząłem rysować więcej kwadratów, przekątnych, siecznych i innych takich w okolicach pierwszego, walcząc jednocześnie z łopoczącą się po głowie sową w akademickiej czapce i okularach. Sowa to na ogół symbol mądrości, oczytania, jest to jakoś pokrewne z erudycją, ale jednak to drugie wydawało mi się pojęciem szlachetniejszym, wymagającym prostoty, estetyki. Najwidoczniej rozumiem je mniej nawet niż erudycję - przesadziłem z paćkaniem kresek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="background-color: black; text-align: center; padding: 5px; margin-top: 5px; margin-bottom: 5px; "&gt;&lt;img src="http://kts.no-ip.info/kum/erudycja/erudycja02.jpg" style="border: 1px solid #000; width: 178px; height: 178px; " alt="erudycja02"/&gt;&lt;br /&gt;Rys. 2 kreski napaćkane, &lt;a href="http://kts.no-ip.info/kum/erudycja/erudycja00.jpg"&gt;&lt;i&gt;Niebiesko umazana kartka papieru&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Pomysłem na ponowne uproszczenie rysunku było zakolorowanie losowych części. Może wyjdzie z tego jakieś fajne logo, co z tego, że symbol na ogół jest czymś konkretnym, tą sową na przykład, lisem czy wężem, po prostu popłynąłem z tematem. Jednocześnie szkoda mi było pierwszych kresek, przerysowałem je i nawet miałem do tego filozofię specjalną, że to będzie naprawdę szlachetny symbol, bo ostatecznie na pewno będzie czymś prostym i fajnym, ale do tej prostoty prowadziła kręta ścieżka, znaczy się symbol będzie szlachetniejszy i prawdziwszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="background-color: black; text-align: center; padding: 5px; margin-top: 5px; margin-bottom: 5px; "&gt;&lt;img src="http://kts.no-ip.info/kum/erudycja/erudycja03.jpg" style="border: 1px solid #000; width: 193px; height: 193px; " alt="erudycja03"/&gt;&lt;br /&gt;Rys. 3 atrament wśród kresek rozlany, &lt;a href="http://kts.no-ip.info/kum/erudycja/erudycja00.jpg"&gt;&lt;i&gt;Niebiesko umazana kartka papieru&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Tak to wyglądało, ale kreski psuły wrażenie, więc ponownie trzeba było przerysować. Po przerysowaniu nawet zaczęło mi się podobać, no, jest nieźle, może jeszcze nie jest to dizajn apple, ale na pewno jestem na dobrej drodze. Postanowiłem poszukać w takim kształcie idei odbicia czegoś rzeczywistego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="background-color: black; text-align: center; padding: 5px; margin-top: 5px; margin-bottom: 5px; "&gt;&lt;img src="http://kts.no-ip.info/kum/erudycja/erudycja04.jpg" style="border: 1px solid #000; width: 159px; height: 159px; " alt="erudycja04"/&gt;&lt;br /&gt;Rys. 4 atrament bez kresek, &lt;a href="http://kts.no-ip.info/kum/erudycja/erudycja00.jpg"&gt;&lt;i&gt;Niebiesko umazana kartka papieru&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze rozwiązanie zupełnie odcięło mnie od innych ewentualności, bo to była jedna z najpiękniejszych rzeczy pod słońcem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="background-color: black; text-align: center; padding: 5px; margin-top: 5px; margin-bottom: 5px; "&gt;&lt;img src="http://kts.no-ip.info/kum/erudycja/erudycja05.jpg" style="border: 1px solid #000; width: 218px; height: 142px; " alt="erudycja05"/&gt;&lt;br /&gt;Rys. 5 idea z dziedziny piękna, &lt;a href="http://kts.no-ip.info/kum/erudycja/erudycja00.jpg"&gt;&lt;i&gt;Niebiesko umazana kartka papieru&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jak daleko padło jabłko od jabłoni, jak daleko od mądrej sowy, jak daleko od wybranego na początku prawie kwadratu, porzucone prawie koło, para ich okazała się trafniejszym rozwiązaniem. Tylko jakoś nie miałem pewności co do spodziewanej szlachetności, to zdaje się niezbyt poprawne politycznie w jakikolwiek sposób  koncentrować uwagę na częściach ciała wybrakowanych z kobiety, więc jak takie coś pokazać siostrze? Można spróbować dorysować kobietę, zresztą na co komu cała ta erudycja, na co komu cokolwiek, jeśli nie dla zdobywania kobiet? Podjąłem się wyzwania narysowania jakiejś fajnej laski, talia osy, zwiewna sukienka, obcasy, to znaczy pewnie, że znowu popłynąłem i do tego z miernym efektem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="background-color: black; text-align: center; padding: 5px; margin-top: 5px; margin-bottom: 5px; "&gt;&lt;img src="http://kts.no-ip.info/kum/erudycja/erudycja06.jpg" style="border: 1px solid #000; width: 149px; height: 402px; " alt="erudycja06"/&gt;&lt;br /&gt;Rys. 6 zupełnie niepiękny kształt pięknej idei, &lt;a href="http://kts.no-ip.info/kum/erudycja/erudycja00.jpg"&gt;&lt;i&gt;Niebiesko umazana kartka papieru&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Cała operacja trwała już dobrych kilkanaście minut, przeraziłem się, że słabo wypadnę, jak tu wyjść z twarzą z tej sytuacji? Erudycja, erudycja, hmm, geometria i mądrość, filozofie, coś po środku wszystkiego, coś co czerpie ze wszystkiego, myśl szlachetna, ładna myśl... Hmm, kiepska ta kobieta, jakieś dziwne przeszczepy zamiast obcasów... Tacy filozofowie pewnie byli niezłymi erudytami kiedyś, w prześcieradłach i sandałach. Tak, może być sandał. Ale tego już zupełnie nie umiałem narysować, prób narysowania sandału wstydzę się bardziej niż powyższej śliczności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="background-color: black; text-align: center; padding: 5px; margin-top: 5px; margin-bottom: 5px; "&gt;&lt;img src="http://kts.no-ip.info/kum/erudycja/erudycja07.jpg" style="border: 1px solid #000; width: 343px; height: 150px; " alt="erudycja07"/&gt;&lt;br /&gt;Rys. 7 podsumowanie wyzwania, &lt;a href="http://kts.no-ip.info/kum/erudycja/erudycja00.jpg"&gt;&lt;i&gt;Niebiesko umazana kartka papieru&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Dla wszystkich, którzy przebrnęli przez powyższe - wyjaśnienie. Obiecałem się wypsztykać z tematów, słowa dotrzymałem, ale przecież nikt tego nie zobaczy, jeśli nie napiszę większej bzdury niż do tej pory. Tak się huśtam przez ostatnie dni, że nie ma sensu nic innego pisać, chyba że w pamiętniku, który na chwilę odwiedziłem ze dwa dni temu, pierwszy raz od dwóch miesięcy. To i tak nic dziwnego w wakacje, od zawsze mam tam dziurawy pamiętnik. Nałożyły się na to przetasowania komputerowe, mój komputer już nie będzie tylko mój, nasz stary komputer pojechał do rodziców, bo zepsuł się ich komputer, trzeba było zainstalować skaner i drukarkę. Stąd we wpisie straszą rysunki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście za inspirację dziękuję siostrze - elo!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-5325441505377633272?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/5325441505377633272/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/na-temat-sowa-ekwilibrystyka-rysunkowa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5325441505377633272'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5325441505377633272'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/na-temat-sowa-ekwilibrystyka-rysunkowa.html' title='Na temat słowa ekwilibrystyka rysunkowa'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-8742775467149247824</id><published>2010-08-24T16:12:00.009+02:00</published><updated>2010-08-31T09:41:21.855+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieciństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kombinat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Afryka'/><title type='text'>Power Rangers na krańcu świata</title><content type='html'>Wspomniałem historię o Cyganach kradnących rowery, po czym obejrzałem &lt;i&gt;Snatch&lt;/i&gt; i Mickey mówił tak samo szybko i niezrozumiale. W ogóle się w gangsterskim filmie Cyganów nie spodziewałem, skoro się jednak pojawili - wiedziałem, że z zadymy wyjdą zwycięsko i oczywiście psa zjadającego diament też przewidziałem. Nie chełpię się - Strzelba Czechowa, film oglądany jak kreskówka, niemalże jak zwariowane odcinki &lt;i&gt;Toma i Jerry'ego&lt;/i&gt;, ze skomplikowanymi mechanizmami prowadzonej wojny, albo jak &lt;i&gt;The Incredible Macihne&lt;/i&gt;. Jedno zdarzenie uruchamiające ciąg przeplatających się wątków, kto się do czego nadaje, kto nie ma jaj, żeby za chwilę jednak mieć, to chyba największy bajer współczesnych opowieści - tych bajeranckich naturalnie. Pisałem już kiedyś, że wychowałem się na &lt;i&gt;Power Rangers&lt;/i&gt; i to fajerwerki najbardziej do mnie przemawiają? No właśnie. Pewnie dlatego zupełnie nie rozumiem opinii wyrażonej kiedyś przez koleżankę o sławetnym &lt;i&gt;Requiem dla snu&lt;/i&gt; - &lt;i&gt;przeintelektualizowane&lt;/i&gt;. Pasowałby tu kolejny cytat z Cytata - &lt;i&gt;Nigga, please...&lt;/i&gt; - gdybym nie wiedział, że dziewczyna jest dalece mądrzejsza i inteligentniejsza ode mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wciąż czytam &lt;i&gt;Rowerem i pieszo przez czarny ląd&lt;/i&gt;, idzie mi średnio sprawnie, choć oczywiście o wiele sprawniej niż &lt;i&gt;Ulisses&lt;/i&gt;. Pustynia, dżungla, pragnienie i deszcz, afrykańskie kobiety ze zmyślnymi fryzurami, krowi mocz do wszystkiego. Brak wszystkiego, wizyty w miastach, malaria i cudowne ocalenia. Książką zachwycił się Kapuściński, może dla odmiany poczuł się spadkobiercą misji Nowaka, a nie czyimś mentorem. Mnie podobały się myśli wspólne ze wspomnieniami Exupéry'ego (czy to nie błąd, dzielić nazwisko de Saint-Exupéry?) z pustyni, która pozostawia w człowieku pewne puste, tęskne miejsce. Nasz cyklista i francuski lotnik patrzą na świat ze skrajnie różnych perspektyw, ale obaj wymykają się na pustyni śmierci. Oczywiście nie znam chronologii powstawania pism Francuza - być może pisał o swoim pobycie na wielkiej górze gdzieś w pustkowiu świata i pewności, że jest pierwszym człowiekiem, który kiedykolwiek ogląda te kamienie, bo raczej wcześniej nie mieli jak się na nią dostać, zanim doświadczał pragnienia i miraży. Nowak na pewno kontynuuje wędrówkę pomimo świadomości niebezpieczeństwa, bo skąd niby miał wiedzieć, że ktoś zaopiekuje się nim w malarycznej gorączce. Sam pisze o tym tak:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;A że wokół czai się śmierć, że pośród traw pełzają kobry, że ryk lwa zdaje się rozkołysał drzewa, to straszne wcale. Można przyzwyczaić się do tego szybciej, niż do bezrobocia, patrzenia na codzienną nędzę rodziny, na piec, który w mroźny poranek zimowy nie promieniuje ciepłem i nie ogrzewa dzieci, bo pieniędzy brak na opał...&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Można odnieść wrażenie, że to nie tylko ucieczka do samotności, ale raczej ucieczka przed cywilizacją. Przecież miał żonę, miał córkę, relację z podróży publikowano w kilku tytułach, ciekawe, czy wystarczało z tego na opał w Polsce. A pieniądze musi mieć i na miejscu, przy przejściach granicznych, cło i wizy, najtańszy możliwy nocleg w miastach, uzupełnianie zapasów. Naprawdę trzeba mieć duszę podróżnika, żeby wybrać nędzę i malarię w świecie afrykańskich nierobów. To też jest ciekawy wątek, jakże różny od filozoficznych wywodów Exupéry'ego. Murzyn jest zupełnie od białego człowieka inny, myśli tylko o dzisiaj, nie pracuje na zapas. Nie myśli na zapas, jest faktycznie innym gatunkiem człowieka, co wcale nie znaczy, że gorszym - Nowak potępia wyzysk kolonizatorów. Komentarze murzyńskich zachowań też się powtarzają, a ja dzisiaj mam pomysł, dlaczego trochę mnie ta lektura nuży. Podróż Nowaka trwała pięć lat, ja męczę książkę w autobusie prawie dzień w dzień od miesiąca i mam przez to wrażenie, że te afrykańskie pustynie są dosyć tłoczne. Ale jego reportaż ukazywał się w prasie może raz na dwa miesiące - pustka czy pustota, samotność była pomiędzy listami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiejsze podróżowanie wygląda zupełnie inaczej, odwrotnie niemalże. Niezależnie od środka transportu jesteśmy satelitami podpięci do wszechsieci, czy to przez gps, czy do internetu. Widziałem nawet prototypy telefonów-zegarków, wypisz wymaluj Power Rangers. Przekazywane wrażenia są bardziej zwarte i mają więcej fajerwerków. Chiny &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=5ky6vgQfU24"&gt;Christopha Rehage'a&lt;/a&gt; są twarzowe, a świat &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=zlfKdbWwruY&amp;feature=player_embedded#!"&gt;wszędobylskiego Matta&lt;/a&gt; roztańczony. Ale na pewno nie zmieniło się jedno - obaj musieli pokazać faka światu, do którego jesteśmy przyzwyczajeni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przygoda Nowaka na wykończeniu, mam w planie kupić książkę Strachoty, tym bardziej, że dzisiaj przeczytałem takie zdanie: &lt;i&gt;Bohaterem powieści (...) jest Julian Seratowicz, 31-latek pracujący jako tester oprogramowania komputerowego.&lt;/i&gt; Noż, lektura obowiązkowa!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-8742775467149247824?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/8742775467149247824/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/power-rangers-na-krancu-swiata.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/8742775467149247824'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/8742775467149247824'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/power-rangers-na-krancu-swiata.html' title='Power Rangers na krańcu świata'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-9094311760309218308</id><published>2010-08-23T18:49:00.006+02:00</published><updated>2010-08-26T20:14:13.248+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kabaret'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='taniec'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Not a good day to die</title><content type='html'>Nie tylko mnie się udziela jesienny nastrój, skoro na drugi dzień po wpisie znajduję na fejsbuku &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=UaIbJNWTX5Y&amp;feature=player_embedded"&gt;taki skecz&lt;/a&gt;. Zrobiłem lubię to, a co! Albo jestem za młody, albo znowu za mało byłem ciekawy świata, żeby być widzem tych programów, tu jest &lt;i&gt;Za chwilę dalszy ciąg programu&lt;/i&gt;, ale ja akurat najbardziej kojarzę &lt;i&gt;MdM&lt;/i&gt; - bardziej niż &lt;i&gt;Szansę na sukces&lt;/i&gt;, kiedy czytam sobie o Mannie w internecie i kiwam głową, no tak, fakt, jego to. Niedawno czytałem wywiad, poruszano również sprawę tuszy, że to niby miało być trudne, przebijać się w telewizji. Lekko mnie to skołowało, kiedy byłem dzieckiem raczej nie myślałem w takich kategoriach, wręcz teraz uderzyło mnie to - aha, no tak, on jest wielki. Ale dlaczego miałoby mnie to ciekawić? Może jeszcze nie odczułem na własnej skórze, że w XXI wieku pięknym trzeba być.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest tam również Krzysztof Materna, on jest również, jednak bardziej kojarzę, zwracam uwagę na Manna, więc pewnie sporo ściemniam z niezwracaniem uwagi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oddałem telefon, obiecałem wypisać jeszcze jakieś rzeczy z notatek, a tu klops. Niewiele tajemniczych nazwisk, jest Szostakowski, tego nigdzie nie mogę znaleźć, dlaczego kogoś takiego mógłbym szukać, to tajemnica. Ale już Tyrmand i Hłasko, banał, nawet mam &lt;i&gt;Dziennik&lt;/i&gt; do przeczytania, wciąż wychodzę z założenia, że będzie czytany rocznicowo, datami, jeśli tylko Cygan sobie o nim nie przypomni. Marcuse - filozof i socjolog, musiał być gdzieś na początku &lt;i&gt;Mieć czy być&lt;/i&gt;, kiedy jeszcze nie spodziewałem się, że nazwisk będzie milion, czyli daruję sobie sprawdzanie ich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wygląda na to, że na nic się te notatki nie zdały. Czekaj, wróć, przecież bloga zrobiłeś. Ale kwestie do sprawdzania, do zapamiętania, one rzadko były w użyciu. Dajmy na to zestawienie filmów - &lt;i&gt;Once&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Control&lt;/i&gt;, oba są razem, nawet wiem, że może tu wystąpić spory kontrast, wiem cokolwiek o nich, ale wcale mi nie jest spieszno do wypożyczalni, znajomych, internetu. Powinienem jeszcze dodać do listy dyskutowane kiedyś &lt;i&gt;500 dni miłości&lt;/i&gt;, krótka lista, czyli filmami interesuję się jeszcze mniej niż czymkolwiek innym. W weekend spędziłem trochę czasu z bratem, to był naprawdę dobry weekend, piątkowy wieczór na rowerach z ekipą jeszcze od gimnazjum, spacer po mieście w poszukiwaniu lodów włoskich, wbrew pozorom całkiem udany grill, niedziela nieroba. Może obejrzałbym te filmy od Głaza, ale tak, oczywiście się nie dało - dopiero dzisiaj przyszedł zasilacz do laptopa, ale bardziej prawdopodobne jest oglądanie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=K5sANHYp_IQ"&gt;&lt;i&gt;Starship Troopers&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; razem z bratem - też dostał lubię to. Jest to film mistrzowsko kiczowaty i z części na część coraz tańszy, przy trzeciej najwyraźniej mieli większy budżet na piosenkę niż całą resztę. Dla mnie w tym kiczu jest trochę pacyfistycznego przesłania, obrzydliwości wojny, cały patos do dupy. Ale nie znam się na dramatach wojennych, może przemawiają jeszcze wyraźniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest również notatka, którą zupełnie bez sensu przegapiłem poprzednio, przez co brakuje dokładnej daty. Znaczy - ona jest bez problemu do odzyskania, to notatka z kwietniowego wieczoru, kiedy nie widziała mnie Niedodzwanialna, ale właściwie po co to komu. Treść jej &lt;i&gt;De samange przetradeo de rowere&lt;/i&gt;, a nie opowiedziałem dlatego, że w żadnym stopniu nie jestem w stanie powtórzyć uroczej historii kumpla z pracy, któremu z takimi słowami Cyganie dwukrotnie ukradli rower, kiedy jeszcze niezbyt ogarniał kwestie kradzieży, zakupów i pożyczania, w młodzieńczych latach w Półtusku. Jakie to ma mistrzowskie brzmienie - &lt;i&gt;De samange przetradeo de rowere&lt;/i&gt;. Może chodzi o jakieś zasady, kodeks postępowania - opowiadanie cudzej historii byłoby nie fair. Zastanowiło mnie to, bo w sobotę była na imprezie jedna dziewczyna, która też się przed czymś hipotetycznie świetnym powstrzymywała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzieliśmy we czwórkę z dala od komarów, przyniosłem telefon z muzyką, mam tam zawsze neutralne &lt;i&gt;Greatest Hits&lt;/i&gt; Michaela Jacksona, można odpalić gdziekolwiek i nikogo nie zaboli. Tutaj trafiłem na podatny grunt, od razu było widać, ale dopiero później gospodyni powiedziała mi jak bardzo. Dziewczyna po prostu rwała się do tańca, ale jednocześnie trzymała się na kanapie, przebierała nogami. Nie zatańczyła, zastanawialiśmy się, w której piosence mógł być moonwalk, bo przecież nie mamy szans po prostu pamiętać &lt;i&gt;Billie Jean&lt;/i&gt;, nie było nas tu w 1983. Inna sprawa, że bardzo wybrakowane te moje grejtest hitsy. Wkrótce zmieniłem towarzystwo i okazało się, że &lt;i&gt;ona tańczy(ła?) u Józka&lt;/i&gt;, jakiego Józka, &lt;i&gt;No, Józefowicza&lt;/i&gt;. Więc to dlatego nie chciała tańczyć, stąd właśnie stwierdzenie &lt;i&gt;nie tańczę przy obcych&lt;/i&gt; - żeby nie wyjść na szpanera, albo żeby im głupio nie było? Zastanawiam się, czy naprawdę tacy jesteśmy, żeby musieć w trosce o wzajemne dobre samopoczucie powstrzymywać się od tańca. Zawsze za duże o kimś wyobrażenie, o sobie, o nich, nie ma jak obejść tej przeszkody, nawet jeśli z telefonu śpiewa Michael, król popu, ale i bóg tancerzy chyba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnia notatka to &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Lrmf283dSXw"&gt;Prodigy &lt;i&gt;Spitfire&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; i tutaj należy się cytat z Cytata - &lt;i&gt;Nigga, what?&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-9094311760309218308?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/9094311760309218308/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/nie-tylko-mnie-sie-udziela-jesienny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/9094311760309218308'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/9094311760309218308'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/nie-tylko-mnie-sie-udziela-jesienny.html' title='Not a good day to die'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-1652759690420555966</id><published>2010-08-22T15:07:00.005+02:00</published><updated>2010-08-24T21:14:03.883+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egzaltacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='strach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dwudziestokilkulatek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ała'/><title type='text'>Blog się jesieni, czy pamiętasz, jak pachną dziewczęta zielenią?</title><content type='html'>Jejku jej, jak ten internet poszedł do przodu. Niby zdawałem sobie z tego sprawę, widziałem już takie rzeczy, kliknij i zmieniają się tła i kolory, ale jednak blogger musi mieć to od niedawna. Więc oto jest, przepraszam za teksturę tła, nie było układu kolorów, który nadawałby się do użycia bez obrazu tła, a ta jest jakby rozmazana, jakby ktoś przesadził z kompresją i chyba najmniej inwazyjna z dostępnych. Podobno mamy ostatni naprawdę ciepły tydzień tego roku, więc co mi szkodzi przygotować się kolorami na buro pomarańczową jesień. Mówiliśmy wczoraj o kolorach, podobno pomarańczowy jest zakłamany, niebieski ufny, a mnie się to zupełnie nie zgadza, bo przecież od razu wiem, że pomarańczowy jest po prostu - ciekawy. Przez historie z internetu, przez historie z ludźmi, przez światło pomarańczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaproszono nas wszystkich na grilla. Żelazna ekipa, wydaje mi się, że poprzednio na grillu byliśmy (znaczy ja uczestniczyłem, bo oni mogli po drodze) tam pięć lat temu, to znaczy u progu dojrzałości. Pierwszy raz to siedemnastego czerwca, później na urodzinach - Wielki Elektronik atakował dziewczynę, która od roku jest już jego żoną, czekam, kiedy będę mógł poczytać bliźniętom jakieś bajki, a ona nam wszystkim załatwiła zaproszenie do koleżanki. Więcej tam było tych koleżanek, dziewczęta rok młodsze, my walczyliśmy o studia, czyli o piękną przyszłość, dziś już wiadomo, kto ma skończyć, a kto z tym skończył, ale wtedy każdy jeden robił wrażenie, szaleństwo, próba trzech związków pomiędzy dwiema grupami. Oczywiście dziś już wiadomo, kto ze sobą skończył. Wtedy siedzieliśmy ekipą na trzepaku, musiało być jakieś małpowanie, pewnie byliśmy sprawniejsi, silniejsi, pewnie bardziej nam zależało, żeby zwracać na siebie uwagę. Zawody, kto dłużej będzie skakał, bluzy i kurtki dla zmarzniętych dziewczyn, gwiazdy nad nami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy wczoraj staliśmy na tym samym trzepaku z Wielkim Elektronikiem, gwiazdy były takie same. Umiejscawialiśmy przeszłości w czasie, mnie z tym łatwiej przez pamiętniki i przez tego siedemnastego czerwca, jedną z dat ironicznej świata geometrii, antysymetrii. Poznanie tak zwanej MPD, ale w dwa lata później ostatnia, nazwijmy ją poważną, rozmowa z nią i raczej bojowe, złe rozstanie po niej. Trochę mi dojechała i trochę byłem przejęty do momentu, jak mi wyszła data rokroczna. W każdym razie - legalnie stoimy na trzepaku, bez żadnego małpowania, po prostu, bo padło hasło trzepak, do którego wszyscy obecni musieli się obowiązkowo zastosować, kiedy podchodzi żona jego i zaczyna nas ochrzaniać, że on pijany, a ja głupi, że mu tak pozwalam, że za chwilę na pewno on poleci, z czego również i ja będę miał problem, ponieważ wina będzie nasza wspólna. Oto rzeczywistość, oto dorosłość, dojrzałość - ona chce nam odebrać nawet wspomnienie marzeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, mają dzieci dwoje, wiem, on żywiciel rodziny. Do trzepaka jedynie z trzepaczką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To przecież w ogóle nie jest posrane, przynajmniej na tle pozostałych par szalonego zetknięcia. To ja tu jestem, ja. Słabo się z tym czuję, nawet pomimo ogarnięcia powtarzalności dat. Patrzeć na nią nie mogę, mam poczucie fałszu, irytuje mnie każde wypowiedziane słowo, irytuje mnie ton, słyszalna w głosie rezerwa, nonszalancja. Byłem tam głębiej i wiem, że jest inaczej trochę, na maskę patrzeć nie umiem spokojnie. Do tego nie umiem się zachować tak, jakby to na mnie nie robiło wrażenia, staram się nie przebywać w tej samej przestrzeni, nie patrzeć, nie widzieć. Pewnie powinienem napisać, że jestem fałszywy, irytujący i nonszalancki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stykamy się może raz w roku, pewnie dlatego nie chce mi się nic z tym robić, nic kombinować, niezbyt często sobie uświadamiam, że skreśliłem człowieka. Ale na pewno w ostatnich tygodniach wielokrotnie powtarzałem komuś bliskiemu, że skreślanie jest złe, brzydkie i trochę śmierdzi, a do tego każdy nowy człowiek jest szansą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Długo zbieramy się do wyjścia, Bazyl z Herbacianą i przypadkiem MPD. Ona ma całkiem blisko, jedna stacja, przyjechała rowerem. No ja też, nikt by się mnie inaczej nie spodziewał przecież. I ona mówi, że ciemno, że trochę strach, że chłopaki dodatkowo straszą, że by się przydał ktoś do odprowadzenia jednak, raźniej i bezpieczniej. Co dla mnie, rzecz jasna, jest perspektywą mrożącą krew w żyłach, sumą wszystkich nocnych strachów. Nie mówię, że przecież spoko, że nic się na tej drodze nie dzieje, takiej drodze, którą nocami kilka razy w tygodniu pokonywałem w każdej porze roku i największym niebezpieczeństwem, na jakie trafiłem, był policyjny patrol, który wymyślił sobie spisać mnie za sikanie w miejscu publicznym, a przecież przeszedłem kilkadziesiąt metrów przez pole na skraj lasu. Policja to niebieski, budzi ufność. Znajduję jeszcze bezpieczniejsze rozwiązanie - Słuchaj, on też przyjechał rowerem, może Cię odwiezie. Odwiózł, czyli zamiast rozwiązać, znowu odroczyłem sprawę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-1652759690420555966?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/1652759690420555966/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/blog-sie-jesieni-czy-pamietasz-jak.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/1652759690420555966'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/1652759690420555966'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/blog-sie-jesieni-czy-pamietasz-jak.html' title='Blog się jesieni, czy pamiętasz, jak pachną dziewczęta zielenią?'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-6819911855778017032</id><published>2010-08-21T00:30:00.003+02:00</published><updated>2010-08-23T11:25:18.352+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='maggie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kombinat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egzaltacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='strach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='knajpa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kawa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ała'/><title type='text'>Okresowe urozmaicenie linii akapitów - to może zmień layout, albo pisz ciekawiej</title><content type='html'>Zepsuł mi się telefon, mój pierwszy, to znaczy nie mój, bo we własny się jeszcze w karierze nie zaopatrzyłem. Pierwszy z firmy, niby działa, ale nie widzi sieci po tych dwóch i pół roku. I będę za nim tęsknił. Za tymi umiejętnie spasowanymi kawałkami czarnego plastiku, które stopniem skomplikowania dalece prześcigały aktualne osiągnięcia firmy. Stopień skomplikowania, &lt;i&gt;let's make it simple&lt;/i&gt;, dizajn apple, jasne. A mnie po prostu chodzi o klawiaturę numeryczną w postaci fizycznej. Przestają już takie robić, przez co za pięć lat trzeba będzie nakręcić remake &lt;i&gt;Casino Royale&lt;/i&gt; - z nowymi telefonami scena, w której Bond podaje kod 837737 filmowym imieniem Evy Green nie przejdzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potwornie marudzę na telefony z ekranem dotykowym, że ciężko napisać smsa, albo zrobić notatkę. Ze starym telefonem przepadną mi dwa lata takowych, większość to pewnie wydatki, ale może są jakieś, które są warte uwagi. Kolejno!&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;22/02/2008&lt;br /&gt;Mars Volta, Rzeszut poleca&lt;/blockquote&gt;Znajomy z pracy, ta znajomość poniekąd wyciągnęła mnie na Offa dwa lata temu - Mogwai. Mars Volta słuchałem może przez miesiąc, może przez dwa, raczej pierwszej płyty, ale też nie na tyle, żeby rozumieć historię. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=XOx38GLyYRY"&gt;Cicatriz E.S.P.&lt;/a&gt; ma od razu na wejście taki porywający bas, brat mówi, że to równie dobrze może być tłumiona gitara, to mnie wtedy kupiło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawa jest data notki - on już wtedy z nami nie pracował, zdaje mi się też, że muzę dorwałem wcześniej, bo pożyczał jakieś płyty (takie z albumami w mp3, a nie zwykłe, w ładnych pudełkach).&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;13/04/2008&lt;br /&gt;Diagnoza mp3&lt;/blockquote&gt;Znajomy znajomego uczęszczał do szkoły muzycznej, więc często chadzał na występy dyplomowe. Raz znajomy mnie tam zaprosił, ugadaliśmy się pod Złotymi Tarasami, bo miało być na Złotej. Przychodzę, a on do mnie, że Hybrydy. A ja w śmiech, bo przecież kiedyś szukałem tego kina na Chmielnej i też ze złej strony. Któraś z piosenek miała powtarzane to słowo, nie wiem czyja piosenka, nic nie wiem, takie piosenki śpiewają na dyplomach dla wtajemniczonych, chodziło o to, żeby poszukać. Nie znalazłem, za to bardzo podobało mi się &lt;i&gt;Znów wędrujemy&lt;/i&gt; - łamacz duszy, lubię Turnaua, a on mówił, że to jego zamach na Baczyńskiego.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;19/05/2008&lt;br /&gt;mikegowinband.republika.pl&lt;/blockquote&gt;Smoczy zaznajomił się z ludźmi, którzy otwierali knajpę Kiwi, już tej knajpy nie ma. Z pracy odchodził MJ, który też lubił Turnaua, urodziły mu się bliźnięta chyba, wracał w rodzinne strony. Ostatniego dnia poszliśmy do tej knajpy i taki zespół grający stare rock'n'rollowe kawałki występował, z czego mieliśmy sporo frajdy.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;31/07/2008&lt;br /&gt;Laska nekedy boli&lt;/blockquote&gt;Czarna Mewa, zapoznany przez Smoczego znajomy, opowiada o pobycie w którymś kraju sąsiedzkim, gdzie takie hity puszczają rozgłośnie radiowe. Miłość, miłość.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;16/09/2008&lt;br /&gt;Koszula m&lt;/blockquote&gt;Najwyraźniej staram się zapamiętać, jaki noszę rozmiar koszul. Pewnie chodzi o konkretną koszulę z konkretnego sklepu, żeby taką właśnie kupić. Wisi w szafie, zgadza się, taką kupiłem.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;01/05/2009&lt;br /&gt;Chotomów złota - aleja legionów&lt;/blockquote&gt;Wycieczka rowerowa, zapisane ulice, żeby się później odnaleźć na &lt;a href="http://kts.no-ip.info/kum/trasa_20090501.jpg"&gt;mapie&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;18/10/2009&lt;br /&gt;Filozofia jest przeciwieństwem baśni&lt;/blockquote&gt;Nie mam pojęcia, co wtedy czytałem, to musi być cytat. Pamiętnik twierdzi, że w tych okolicach czytany był Hunter S. Thompson, jak również i wojna Masłowskiej. O wiele mniej wspomina o &lt;i&gt;Świecie Zofii&lt;/i&gt;, nie dziwota, skoro chłop stary już, nadrabia zaległości z gimnazjum - wszystkie dziewczyny wtedy czytały i rozmawiały z polonistką. Było!&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;30/10/2009&lt;br /&gt;To zabawne. Wpuściłem kogoś na ten koncert, Agnieszka, studentka SGGW i dziennikarstwa na UW, do tego Władysław i jeszcze jeden,  którego imienia nie mogę zapamiętać. Raczej się z nimi więcej nie spotkam, już mi gdzieś zniknęli, jak poszli po piwo. Przez chwilę sympatycznie, ale jednak nie mają ochoty na bliższą znajomość i wcale nie chodzi o jedną Agnieszkę, tylko tak ogólnie. Dziwne, chciałem wpuścić jedną z trzech dziewczyn, nie chciały, może się bała/bały. Teraz piszę to tylko dlatemu, że do czasu rozpoczęcia koncertu nie mam kontekstu, nie ma tu nikogo ze mną, to nie jest fajne, to dziwne. Kiedy piszę, to wyglądam choćby trochę na zajętego, nie jestem tu bez sensu. Niech to nawet będzie - ten typ od dziesięciu minut komponuje coś na telefonie. Ale to lepsze niż mieć wrażenie, że jestem kompletnie z dupy. Byle do koncertu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak się jest na koncercie samemu, to chyba chodzi o to, że właściwie nie wiadomo, kiedy się ten koncert zacznie. Niby jest teoretyczna godzina, ale nigdy się równo nie zaczyna. Teraz czekam już pół. "Normalnie" w domu bym już spał, a przynajmniej był w łóżku z pamiętnikiem, książką. Szczególnie w tygodniu. Teraz jest nienormalnie, teraz jest dziko, nie ja jestem dziki, albo ja jestem dziki w tej samotności w gwarnym tłumie, który jeszcze nie jest publicznością. Czekam, czekam, pocę się, mogłem oddać w szatni więcej ciuchów. Pomyłka, no. Nie zaczynają, mam skojarzenia z Niedodzwanialną i mam skojarzenie z M. To przez imię wpuszczonej i to, co studiuje, i to skąd mam bilet. To nie jest ani złe, ani dobre, nie o tym specjalnym typie samotności biadoliłem przecież. Jakieś oświetlenie odpalili, może to już? &lt;/blockquote&gt;Najbardziej karkołomna notka telefoniczna, na dwie podzielona nawet. Zdrada wszystkich znajomych, wygrałem darmową wejściówkę na The Car Is On Fire, dwie nawet, czułem się kimś, bo wiedziałem, skąd wzięła się nazwa, ale nie byłem kimś, bo nikt nie chciał towarzyszyć. Na miejscu też nie znalazłem towarzyszy, wpuszczona ekipa opowiedziała o zespole pieśni i tańca, &lt;i&gt;Agnieszka, Ty to masz szczęście&lt;/i&gt;, do wpuszczonej dziewczyny mówili, ale w chwilę później już się zmyli. Jeszcze fajniej - byłem na tyle wcześnie, żeby zapytać, jak jest z tymi wejściówkami z konkursu - nic nie wiedzieli o konkursie, o liście wchodzących, uwierzyli na słowo.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;24/11/2009&lt;br /&gt;Kiedy po pracy biorę się za coś, to nagle te 4h życia znikają. Kondensują się do małego punktu, nagle jest 20, za dosłownie chwilę 22. A zrobione tak niewiele, nic, i tak nic ważnego. A wypadałoby iść. Na razie to jest zniechęcające, a przecież powinno być motywujące do ambitniejszej pracy przez cały dzień. Bo przecież czasu nie ma. I tak przegram - wczorajszy to jest jeden do nieskończoności. I tak dobrze, a dziś znowu nie wstałem na pierwszy budzik, w ogóle go nie pamiętam, nie ma mowy o rozbudzaniu, słabo.&lt;/blockquote&gt;Dzień poprzedzający był na pewno świetny (&lt;i&gt;To znaczy: pewnie pisałem, czytałem, spotykałem się, rozmawiałem, wszystko na raz&lt;/i&gt;).&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;02/02/2010&lt;br /&gt;Opowiadanie autobus, człowiek ok 40l - przeprasza na zapas, on pamięta, że krzywdę zrobił, a ja nie - spotkałem Boga&lt;/blockquote&gt;Tak właśnie tutaj zacząłem. I później jest sporo rzeczy już wykorzystanych, albo wykorzystanych gdzie indziej. Czasem myśli, którym sam nie mogę odmówić błyskotliwości - &lt;i&gt;Empik to miejsce, w którym wydaje się pieniądze, a nie kupuje książki. To dwie różne rzeczy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Zanim pozbędę się telefonu postaram się jeszcze pozbierać postaci, nazwiska, których pewnie nie wyszukałem, na pewno wstyd się będzie przyznawać do konieczności szukania. Hej - a może po prostu miałeś sprawdzić kogoś, o kim jednak cokolwiek wiedziałeś?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-6819911855778017032?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/6819911855778017032/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/okresowe-urozmaicenie-linii-akapitow-to.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/6819911855778017032'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/6819911855778017032'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/okresowe-urozmaicenie-linii-akapitow-to.html' title='Okresowe urozmaicenie linii akapitów - to może zmień layout, albo pisz ciekawiej'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-1638412070350655223</id><published>2010-08-19T16:39:00.001+02:00</published><updated>2010-08-19T22:20:36.197+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='maggie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sny'/><title type='text'>Make Adjustments, Go Get It Energized!</title><content type='html'>&lt;i&gt;I żeby następnym razem śniła mi się może jakaś kobieta, którą przynajmniej znam&lt;/i&gt; - nie odpukałem, wykrakałem, że hej. Największa, najfajniejsza nieprzygoda we śnie sensacyjnym. Sny trzeba opisywać, żeby były zapamiętywane, czasem robię to w telefonie, kiedy jadę autobusem, a później rozwijam tu czy tam. A jeśli nie rozwinę, to zostają wśród notatek takie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;04/03/2009&lt;br /&gt;M, podróż, plecaki z ogniwami, most nad przepaścią, winda z trzema osobami, więcej, problemy z odjazdem, dwie osoby urywają się na pierwszym piętrze, nie zauważam M, udaję, zmieniłem się, ona ma zauważyć, Smoczy, park, festyn, zielone koszulki ja, S i M, ziomalskie powitanie, maraton, drużyna, krzyczę do S patrząc na koszulki i nie na M. Festyn, występy, koncerty, wydurniamy się z S głośno, teraz zdaje się, że M mnie dostrzega na chwilę, woda, rusztowanie, podwieszany pociąg, przedstawienie zderzenie, ja się tego boję, fala jak z filmu uderzeniowa. Kebab keczup portfel Cytat. &lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Jakie fajoskie rzeczy się musiały dziać, ale zrozumiała jest już tylko ta szczeniacka chęć bycia zauważonym, jak z serialu dla nastolatków. Dobrze myślę o tym śnie, ciekawe, jak będę myślał o dzisiejszym, który mogę zapisać dokładniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Ona nie jest jakąś zwykłą dziennikarką. Wiesz, pęknięte rury i zakorkowane miasto. Ciężko ją znaleźć, bo raczej nie potrafi usiedzieć w miejscu i najbardziej interesuje się tą całą wojną. Więc tam szukam, chodzę pomiędzy niskimi białymi budynkami i pytam. Mówią, że jest trochę inna, dziwna. Że siedzi w samym środku tego wszystkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widzę trochę świata z góry, to bardziej mapa niż świat, są góry, jest wojna, szlaki i przełęcze. Tam widzę, gdzie ona jest, gdzie jest jej dom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyruszam z oddziałem, to bardziej najemnicy niż żołnierze, nie trzymamy konkretnego szyku, idziemy przez pustynię. Dostaję broń, długi karabin, bo przecież każda para rąk się przyda. Już za chwilę skaczę w przepaść, a oni za mną, każdy zwisa na krawędzi, na jednej ręce. Przed nami przestrzeń, pod nami nie wiadomo, bo wszyscy patrzą w górę, w błękit nieba, tam są różne maszyny, samoloty, wylatują znad krawędzi. I otwieramy do nich ogień, ja strzelam pierwszy.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Jakie brzydkie otwieranie ognia do kogoś, przeskok do otwierania ognia dla kogoś. No!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Znajduję ten dom, a drzwi otwierają się dla mnie. Dom jest na półwyspie, to znowu widok na mapę, półwysep oddzielony od kontynentu górami, jak z gry, jak z mapy, w takie miejsca dostaje się daleko, głęboko w grze, to na ogół dosyć skomplikowane.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;No tak, przy śniadaniu pojawił się temat &lt;i&gt;FFVII&lt;/i&gt;, więc może koloryzuję. A może się przydał, żeby zapisać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Więc ona otwiera i chyba nie mówi. Ma psa, jest noc, ale ten pies jest spokojny. Ja jestem zmęczony, w ogóle jestem tam, bo najwyraźniej nie ma innego miejsca. Nie mam gdzie iść. Ona wskazuje dla mnie łóżko, to nie jest jej łóżko, ale nie tak daleko. Jestem trochę spokojniejszy. Nie tak, że zupełnie, ale spokojniejszy niż przed chwilą na progu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To w końcu całkiem blisko. No i ona patrzy.&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-1638412070350655223?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/1638412070350655223/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/make-adjustments-go-get-it-energized.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/1638412070350655223'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/1638412070350655223'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/make-adjustments-go-get-it-energized.html' title='Make Adjustments, Go Get It Energized!'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-6239681104626328536</id><published>2010-08-16T15:46:00.001+02:00</published><updated>2010-08-17T09:17:45.479+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rower'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='deszcz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='apokalipsa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyjaźń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='strach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nastolatek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Tylko po co tak daleko jechać</title><content type='html'>Tak często nocuję ostatnio w domu, że zapominam z szuflady w pracy zabrać kluczy. Fajnie, że się zorientowałem przed autobusem jeszcze. W ogóle jestem roztrzepany, niby podlewam kwiatki, ale np. tylko z jednej strony pokoju, choć z drugiej szafa cała zastawiona. Podlewanie kwiatków zawsze jest dla mnie bardzo stresujące, jest ich w domu kilkadziesiąt i zawsze któremuś muszę przedobrzyć, się ulewa z niego wtedy. A jak mi głupio było, kiedy znajomemu kiedyś podlewałem i też tak. Lepiej właściwie żeby się przelewało, niż żebym zapominał, choć i tak spodziewam się jakiegoś mordu w oczach siostry, kiedy te swoje kwiatki zobaczy, na moje oko słabo z nimi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróciłem i znalazłem bardzo stare rzeczy do posłuchania, z czasów, kiedy siedziałem w japońskich kreskówkach i właściwie całkiem nieźle się na tym znałem. To już dziesięć lat, może sam siebie nie doceniałem, tej ciekawości świata, której teraz jeszcze mniej. A wtedy było tak, że internet na impulsy, a w gazetach płyty z programami i stronami. Więc zupełnie przypadkiem nauczyłem się wtedy robić strony internetowe, bo uruchomiłem program &lt;i&gt;Pajączek&lt;/i&gt;, po którym spodziewałem się bycia inkarnacją &lt;a href="http://gilinachum.com/wp/wp-content/uploads/2008/02/xonix_reloaded_game.png"&gt;&lt;i&gt;Xonixa&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. Nauczyłem się tyle, że w szkołach zaliczałem informatykę, ale nie nauczyłem się nic z tego programowania, przecież serwery z php to były już wtedy, mógłbym być w zupełnie innym miejscu w życiu niż jestem. No nic to, sporo frajdy z tego miałem, pisało się o bajkach wszystko, co przyszło do głowy, na pęczki takich stron było, księgi gości i liczniki odwiedzin, fuzje i mejl od gościa, który wydawał się bogiem światka, no miał stronę najlepszą, że będzie duży projekt i może bym chciał pisać. Nic to, że projektu nie było, skończyłem na szczycie, ruszyłem się na jakieś konwenty, poznałem Pogromcę Dinozaurów, skakałem na DDR, trzeba to wyciągnąć z szafy kiedyś też.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ponieważ żaden ze mnie panczur, Patyczak mnie na dłuższą metę męczy, to odnalazłem soundtrack ze &lt;i&gt;Stand Alone Complex&lt;/i&gt; (którego nigdy nie widziałem, tylko podstawowego &lt;i&gt;GITSa&lt;/i&gt;) i wróciłem do &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=du6mmInKlvc"&gt;&lt;i&gt;Fish Silent Cruise&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, które w ogóle nie jest piosenkowe, tylko jak na soundtrack przystało filmowe i wciąż podoba mi się tak samo, jeśli odpowiednio podkręcić głośność. Na emonastoletnie okazje, a nie mogłem odpalić &lt;i&gt;V34&lt;/i&gt;, bo brat ostatnio nadużywał tego środka. Chociaż on akurat coś czytał o Leary'u i tędy do tripa trafił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jestem zupełnie szczęśliwym, wolnym człowiekiem, bo w domu niby jest internet, ale jednak nie działa monitor i przecież w ogóle, poza kwiatkami, nie ma powodu, żeby tam siedzieć. Jeszcze przy &lt;i&gt;FSC&lt;/i&gt; działał, pyk i nie działa, może techniczny brat go po powrocie reanimuje, za to ja może wrócę do pamiętnika dzięki temu. O wiele bardziej wypadałoby wrócić do pamiętnika niż do &lt;i&gt;Morrowinda&lt;/i&gt;. Smoczego kolej teraz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracałem od niego w niedzielę, w tej porze pomiędzy popołudniem a wieczorem. Przeczekałem jedne opady, drugie, takie lekkie to było i orzeźwiające, jeszcze trochę kropiło, ale również przejaśniało się, więc droga iście bajkowa. Tu nad trawami mgły, tam kałuże, w ogóle wiele kropelek w powietrzu, więc świat rozświetlony. Krowa przechodzi przez jezdnię, mierzy mnie czujnym spojrzeniem, nie gonią mnie żadne psy. Na drodze przez las pełno gałęzi, jakieś ułamane drzewo nad drogą, to może zabić, jakby spadło na mnie. Ostatni zryw słodkiego deszczu i spokój, dobra, zmokłem, ale wyschnę do powrotu przecież w tym cieple.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tja. Przy wyjściu wspomniałem Smoczemu, że pewnie wezmę w tej trasie prysznic wielokrotny. Więc zryw deszczu był ostatni z tej chmury, ale przecież nie z podróży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po zjeździe w stronę Józefowa (to już drugi Józefów na trasie) zaczęło wiać i przygnało na niebo wiele ciemności i czarności. Przejechałem przez rondo, odbiłem na południe, licząc, że inaczej będzie wiało, ale jednak wiało w każdą stronę. Zaczęły się krople, duże i zimne, przynajmniej na tle poprzednich. Ja kręcę, bo przecież tutaj nie ma się gdzie schować, nawet przystanki nie mają wiat. Ledwie widzę, to już ulewa, miesza się z potem i szczypie w oczy. Jadę z jednym okiem otwartym, przeciskam się przez gęstą zawieruchę. Tak myślę, że poprzednio tak mnie na rowerze zlało też w sierpniu, cztery lata temu, tylko z drugiej strony kanału wtedy, od Gocławia jechałem. Już miałem sobie gratulować teorii o powtarzalności świata, kiedy krople zaczęły bardziej jakby boleć. Jakby gradem sypało. Jak to gradem, cztery lata temu nie sypało gradem, to teraz może? Może, bardzo może, tak bardzo, że niemal poziomo te pociski leciały. To całkiem dobrze, bo kiedy skryłem się za jakąś skrzynką przy drodze, przejmowałem się tylko deszczem. A i to nawet nie za bardzo, sytuacja do suchej nitki, wyczekanie, aż niebu skończy się grad i dalej przez las, potokami ścieżek, półmetrowej głębokości jeziorka, istny surwiwal. Mógłbym się wykrzyczeć, gdybym tylko chciał, obmycie, niebo spadło nam na głowy, mnie przynajmniej, katharsis.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróciłem taki zadowolony, jak może powinienem był wrócić w ubiegły poniedziałek, odkryłem strajk monitora, nawet nie mam jak obejrzeć tego filmu od Głaza, &lt;i&gt;Przekręt&lt;/i&gt;, to może czas na zakupy znajdę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-6239681104626328536?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/6239681104626328536/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/tylko-po-co-tak-daleko-jechac.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/6239681104626328536'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/6239681104626328536'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/tylko-po-co-tak-daleko-jechac.html' title='Tylko po co tak daleko jechać'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-8905464543535376853</id><published>2010-08-12T12:14:00.005+02:00</published><updated>2010-08-12T16:48:40.169+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='apokalipsa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyjaźń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='strach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawda-o-świecie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ała'/><title type='text'>Nie z tej, nie z tamtej, weź wybierz sobie stronę</title><content type='html'>Wyspałem się w poniedziałek i spakowałem tak nieudolnie, że zapomniałem zasilacza do laptopa. Jestem więc w połowie wolnym człowiekiem, nie mam gier, ale na starym komputerze i oczywiście w pracy został internet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na dworcu niespodziewanie znajomy, on nie był na Offie, on tam po prostu mieszka. Lokalny patriota, zna miejsca i historie, o stacji radiowej napadniętej przez Niemców, o kopalniach z łódkami ponad setkę metrów pod ziemią, o Giszowcu, obecnym całkiem niedawno w mediach, o kolejce linowej nad parkiem i jedynym rollercoasterze w Polsce. Przy okazji opowiada też, dlaczego nie zmieścił się do pociągu o piętnastej - bo z tego Offa tylu ludzi wracało, że tłoczyli się jak olej.&lt;br /&gt;Biedne ich zmęczone plecy. Hej, czyli ja całkiem nieźle wymyśliłem późniejszy powrót, wprawdzie ponad godzina jazdy więcej, ale wagony praktycznie puste.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie jadę, nie jedziemy do domów, bo telefony służą do skrzykiwania imprez, a ja mam ochotę dobrze spożytkować ostatni wieczór, noc urlopu. W efekcie wracam do siebie we wtorek po pracy, po nieprzespanej nocy i rzucam się na trzynaście godzin na wyrko, ledwie wstaję na środę, zaś stan mojej psychiki dobrze oddają słowa piosenki Patyczaka. Jaki kontrast, przegapiłem go na Offie, straszny tłok i nic nie widać. Koniec z Flaming Lips i mówiłem Zmywakowi, że fajnie będzie takim ładnym wrócić we wtorek do pracy. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=uzR7u4rwFSY"&gt;&lt;i&gt;The most beautiful face&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, ups, nie wyszło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The most beautiful face wieczoru poniedziałkowego była wedle wszelkich telenowelowych prawideł zewsząd adorowana. Jak ćmy do światła, w ucieczce z samotnej wyspy, jak Dedal z Ikarem, ktoś się musiał zjarać, zjarany Ikarus, ktoś musiał stracić skrzydła. A jakie te kobiety są zmyślne, jakie chytre, jak książkowy szpieg, agent, obierzyświat - wpasowana w kąt, wszystko widzi, obserwuje. Oni stroszą piórka, jacy my, ni to chłopcy, ni mężczyźni, jesteśmy ślepi i naiwni. Jacy dumni, aż do najebki. I znów smutny balkon - Mój Boże! - to może lepiej, żeby w kółko opowiadali te same dowcipy, może niech odpalają te same filmy z jutubki, albo w ogóle wejdą na demotywatory. Bezpieczny ubaw gwarantowany, wszyscy się zrozumieją i weselić będą, nawet najebka zupełnie wesoła. A tak - spojrzenie kobiety, która ostatecznie waży jest jakby lekko rozczulone. Ona jeszcze nie wie, jakiego piwa nawarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo teraz, kiedy &lt;i&gt;Bro Code&lt;/i&gt; okazuje się niedostatecznie jasny, albo nawet nieobecny - &lt;a href="http://w89.wrzuta.pl/audio/9PjBHptNZrT/brudne_dzieci_sida_-_no_future"&gt;&lt;i&gt;noł fjuczer&lt;/i&gt;, Panowie, &lt;i&gt;noł fjuczer&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-8905464543535376853?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/8905464543535376853/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/nie-z-tej-nie-z-tamtej-wez-wybierz.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/8905464543535376853'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/8905464543535376853'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/nie-z-tej-nie-z-tamtej-wez-wybierz.html' title='Nie z tej, nie z tamtej, weź wybierz sobie stronę'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-699834820147882491</id><published>2010-08-09T14:56:00.001+02:00</published><updated>2010-08-09T14:57:08.220+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='off'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>C'mon, Yoshimi, c'mon, defeat these pink robots!</title><content type='html'>Jakże myliłem się w sprawie Natalii! Jasne, zmieniła sukienkę, żadna szanująca się kobieta nie ubierze tego samego ciuchu dwa dni z rzędu, ale zmieniła jedną sukienkę na drugą. Może to jakieś budowanie wizerunku i promowanie płyty &lt;i&gt;Retrosexual&lt;/i&gt; Happy Pills, taka stara sukienka retro. Słaba. Jedyna słaba część występu, od którego zaczęliśmy ostatni dzień, bo dalej to już miód, maliny, jeżyny i mech. Happy Pills są na scenie bardzo luźni, bardzo zgrani i uśmiechnięci w taki nienachalny sposób. Natalia sporo żywsza niż z własnym zespołem, pewnie dlatego, że nie trzyma żadnej gitary, więc spaceruje sobie, wije się i strzela miny. Ja właściwie nie jestem pewien, czy to są jakieś przemyślane, udawane miny, ona chyba ma taki trzeźwy, sprawiający wrażenie przedrzeźniającego sposób bycia. I dogadywanie sobie, badanie publiczności, &lt;i&gt;czy ktoś słyszał wcześniejsze płyty, aha, to są trzydziestolatkowie wśród publiki&lt;/i&gt;, jaka demaskacja, jak oni teraz mają zapoznawać festiwalowe dziewczęta? Ekstra pozytyw, z uśmiechem z namiotu, &lt;i&gt;połykam happy pill&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeci dzień festiwalu to jest ten, kiedy nogi mam realnie zmęczone i momenty kryzysu też są. Ile można tego nowego słuchać, nawet jeśli staram się tutaj wrażenia uporządkować, musi być męczące. W efekcie zamiast biegać od występu do występu, założyłem sobie odwiedzić konkretne zespoły, w międzyczasie odpoczywając na trawce, czy w knajpie. I nie ja jeden tak, tego dnia więcej czasu spędziłem na wysłuchiwaniu opowieści, np. Zmywak miał sporo do opowiedzenia o Lesławie, nie mam pojęcia dlaczego lecą takie wrzuty na Lao Che, ale może nie będę ich wcale słuchał. Wrzuty nie leciały na The Tallest Man On Earth, takiego ślicznego, pięknego chłopca z Ameryki, &lt;i&gt;ładne macie tutaj drzewa, zaśpiewam piosenkę z dedykacją dla nich&lt;/i&gt;, dziewczęta mdleją, słysząc ten głos, jakby mu jakaś gula stanęła w gardle. Za słodki był na wrzuty, ewakuacja, za chwilę O.S.T.R. - nauczyciel. Nie znam twórczości, to zdaje się wytworzony w XXI wieku gatunek pomiędzy reggae i rapem, czyli siła miłości i pierdolmy rząd. Ale nie można powiedzieć, żeby typ był niewiarygodny, daje radę i nawet pasują opowieści o dwuletnim synu, albo że &lt;i&gt;zajebisty artysta może być chujowym człowiekiem&lt;/i&gt;, no ma rację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzieś w tych okolicach na chwilę do rzeczywistości przywrócił mnie Smoczy, dzwonił z pytaniem o odpalanie &lt;i&gt;Morrowinda&lt;/i&gt;, ale będzie marudzenia, kiedy już tam wrócę i jeszcze mi będzie udowadniał pewnie, że ma tryliard razy lepszy build postaci niż ja kiedykolwiek. Na szczęście nie da się takimi postaciami bezpośrednio ścierać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Casiokids, chłopaki jak z przedszkola, co z tego, że brody mają. Chyba bardziej cukierkowi niż Paula i Karol, chyba jeszcze bardziej naiwni i sielscy, ale to nie znaczy, że ekologiczni, jak najwyższy człowiek świata, po prostu, zwyczajnie fajni. Skaczą po scenie, wymieniają się instrumentami, największa frajdę mają z wystukiwania rytmów pałeczkami i rzucania nimi. Hawajskie melodie wplecione w skoczne rytmy i ananasowa grzechotka. Na koniec bardzo sympatyczne zagranie z nagraniem wrzasku publiki i wpleceniu go w podsumowujący występ kawałek, jakby do tego czasu kogoś nie przekonali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The Raveonettes to był punkt, który mnie w ogóle zmobilizował do przyjazdu, czyli ten zespół, który kojarzyłem, lubiłem i mogłem nie jechać zupełnie w ciemno. Szalenie podoba mi się ich brzmienie, jak przez tubę, albo ze studni. Dlatego wydaje mi się, że niepoważnym ze strony zespołu było granie aż trzech ballad, gdzie tylko ta jedna gitara plumka, to nie o to chodzi. No bo reszta to fajna, publika szaleje, ja mam dosyć tych dzieci w tęczowych outfitach, wymyślili sobie pogo, byście się sprawdzili z jakimiś panczurami, to może by wam przeszło pogowanie, kiedy nie trzeba. Jakaś dziewczyna przykuca, nie wiadomo, czy jej słabo, czy wiąże buta, niby się odsunęła, ale i tak trzeba bronić przed napierającymi szaleńcami, raz, drugi, trzeci, już mam pytać, czy może ją wyprowadzić, pomóc, jeśli się gorzej poczuła, a ta wstaje i dalej w pogo! A przecież swojego życia, a w każdym razie nosa i okularów też trzeba bronić, przez co połowy koncertu nie słychać. Było się pchać pod scenę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec Offa. Znaczy nie koniec, finisher z Flaming Lips, ale co ja tu będę wypisywał, co wszyscy zainteresowani i tak wiedzą. Zespół wychodzi z ponętnej kosmicznej matki, Wayne Coyne rodzi się w pęczniejącej kuli i robi w niej najazd na publiczność, za chwilę dostajemy pół setki balonów, każdy chce dotknąć, wszystkie ręce w górę. Armatki z konfetti, człowiek ufok i grzybkogłowy, pomarańczowe chłopaki i dziewczęta na scenie, ciekawe skąd ich rekrutują. Bardziej to wygląda jak karnawałowa zabawa niż koncert, wszystko się mieni, błyszczy i dymi, a ludzie zapominają, że tutaj właściwie gra się piosenki i śpiewa i że zespół całkiem fajnie łupie nawet kiedy wodzirej Wayne jest odwrócony do publiki plecami. I dlatego pewnie co chwila powtarza &lt;i&gt;c'mon Poland&lt;/i&gt;, przez co jestem rozdarty pomiędzy niezrozumieniem dla współuczestników, którzy w moim sektorze jakby słabo się wczuwali, a niezrozumieniem dla Coyne'a, który widząc niezdecydowany, zakłopotany opór widzów, mógł robić swoje bez tego ponaglania. Rewelacyjny koncert.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-699834820147882491?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/699834820147882491/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/cmon-yoshimi-cmon-defeat-these-pink.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/699834820147882491'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/699834820147882491'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/cmon-yoshimi-cmon-defeat-these-pink.html' title='C&apos;mon, Yoshimi, c&apos;mon, defeat these pink robots!'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-5950328195353469137</id><published>2010-08-08T14:34:00.001+02:00</published><updated>2010-08-09T12:56:29.648+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='off'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Everything Is Always</title><content type='html'>Drugi dzień festiwalu bardzo długi, od czternastej, barbarzyńsko wczesna pora na koncerty. Wycieczka krajoznawcza przez Katowice, ta stara część z obdartymi kamienicami jest nawet ładna, pofalowana, wąskie uliczki, drzewa, słońce. Jasne, obdarte kamienice prezentują się fajnie, kiedy jest obok jakaś zieleń i słońce, jesień i zima to już porażka, wystarczy wspomnieć Łódź, w której przez rok mieszkałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dotarłem na Paulę i Karola, czyli na sam początek, całkiem mieli dużą publiczność. Najbardziej podobały mi się cymbałki, sam cukier w piosenkach, jakby się jeszcze człowiek nie obudził, jakby jeszcze nie przeszedł przez całe miasto. W pewnym oddaleniu od sceny fazująca szara boginka, po prostu łał, naprawdę wkręcona, nie tylko tam wdzięcznie podskakiwała, ale widać było, że każde słowo piosenki ma na wargach. Strasznie to było fajne i wcale mnie to nie dziwi, że można się wkręcić w tak cukierkowe granie (jak dziwiło Zmywaka, który swoją drogą &lt;i&gt;mimo wszystko koncert The Horrors uważa za drugi najlepszy pierwszego dnia&lt;/i&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Później poszliśmy na Natalię Fiedorczuk, która gdzieś tam działa w różnych projektach, co bardziej obeznani wiedzieliby bez stron internetowych, że dzisiaj będzie występować z Happy Pills, ale wczoraj pod szyldem Nathalie and The Loners. Strasznie była nerwowa na tej scenie, uśmiechnęła się ze trzy razy i zawsze zwrócona do zespołu a nie do publiki, ale szło jej zgrabnie i ładnie, może być. Ptaku w pracy zachęcał kiedyś, teraz jestem bardziej zachęcony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byle dzisiaj zmieniła sukienkę - określoną przez jednego z współuczestników jako &lt;i&gt;niedopuszczalną&lt;/i&gt;. Ale kobiety to chyba i tak się przebierają często, nie powinno być tego problemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pustki, wiadomo, Basia jak zawsze ma chore gardło, ale jak zawsze grają fajnie. Ja tam poszedłem z myślą "jakby wszystko miało być słabe, to oni ratują dzień", przez co podobno straciłem świetną zabawę na FM Belfast. No trudno. Dalej Mitch and Mitch robią wrażenie przebywania na rejsowym statku gdzieś na oceanie, chyba więcej nie muszę ich słuchać, pozycja leżąca w trakcie koncertu wskazana i taka była. Bez rewelacji dla mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Apteka i Menda, to ryczeli współtowarzysze, ja w tamtych czasach mogłem znać Captain Jacka, zresztą z piosenek o narkotykach i kosmosie też bym nic nie rozumiał. Dobre to, Kodym z gitarą, wygląda jakby wyszedł z jakiejś Białołęki dopiero i tak też na wszystko patrzy, mierzy wrogim spojrzeniem basistę. Czy to znaczy, że mogliby dać z siebie więcej, skoro i tak już mi się podobało?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najfajniejsze zaskoczenie - Archie Bronson Outfit. Jutubki w ogóle mnie nie przekonywały, kiedy wychodzili na scenę, to miałem w głowie wtf, ZZ Top na kwasie, bo tam dwóch takich brodaczy z powycinanymi fryzurami, a wszyscy w kolorowych workach. Ale zaczęli grać bez zbędnych powitań, cześć i jedziemy ścianą dźwięku, że nie słychać myśli. Melodyjna ściana dźwięku, to pewna nowość, przez cały koncert powstrzymywali deszcz, kropił bez przekonania. I naprawdę rozruszali publiczność, ludzie dygali bardziej niż później na Lali Punie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przerwa przy pobliskim grillu, z oddali Tunng brzmi całkiem zachęcająco, wpadamy akurat kiedy łapią drugi oddech, wyglądają na scenie pociesznie, gitarzysta pokracznie podskakuje, tańczą wokół siebie z dziewczyną, zmienia gitarę z akustyka na elektryczną i wio, wreszcie jest ten człon elektro z elektrofolku. Chętnie sprawdzę więcej, bo mam wrażenie, że bardziej mogą mi się spodobać numery, które słyszałem z daleka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Hawk And  A Hacksaw, podobno mieli być Cyganie ze Szwecji, w ogóle nie byli blondynami, na dodatek internet wspomina coś o Ameryce. Wyszedłem na Pepsi, owszem, żywiołowe to i ładne i publika klaszcze bez specjalnego zachęcania, no chyba, że pada ze sceny słowo wódka, ale dla mnie niekonieczne. To nie jest muzyka, którą bym w wolnej chwili odpalał do posłuchania w domu. Później Mew, które odwrotnie niż Archie, na jutubkach brzmiało całkiem zachęcająco, ale na koncercie zrobiło się za głośne i niemelodyjne w ogóle, wokal kojarzył mi się z jakimś piskliwym A-ha, a granie już z niczym konkretnym, ściana dźwięku na jedno kopyto, prawie patatajki. Podobnie za głośne było Radio Dept., poszedłem do namiotu głównie dlatego, że mi po nogach wiało chłodem i nie wiedziałem, gdzie uciekać, tak łupali. Ale to i tak miał być taki przerywnik, już tylko czekaliśmy na Lali Punę, skuleni pod wierzbą, zmarznięci, wytrwali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I Lali Puna była ekstra. Te wszystkie plumkania, chroboty i szelesty, jakbym siedział w wielkim mechanizmie. Wyszedłem z założenia, że pobujam się, żeby się rozgrzać, ale bujałem się i po rozgrzaniu, naprawdę opłacało się dotrwać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-5950328195353469137?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/5950328195353469137/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/everything-is-always.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5950328195353469137'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5950328195353469137'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/everything-is-always.html' title='Everything Is Always'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-5464737969060264518</id><published>2010-08-07T01:29:00.001+02:00</published><updated>2010-08-07T12:00:33.823+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mkl'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='off'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='autobus'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Don't think it's all over, don't think it is the end</title><content type='html'>Mark E. Smith usiłował mnie przekonywać, ale pewnie zapomniał, że to ledwie jedna trzecia festiwalu. The Fall grają fajnie pomimo wokalisty-multiinstrumentalisty, nawalonego jak ten tam niemiecki samolot, albo może udającego trochę, kto go tam wie. Bełkot niezrozumiały dla mnie, może za słaby mój angielski, a może on niekoniecznie śpiewa swoje piosenki, tylko co mu tam ślina na język przyniesie. Wywraca mikrofony, zapobiegawczo ustawionych ma kilka, przestawia wszystko po całej scenie, zwiększa intensywność dźwięku co bardziej upierdliwych instrumentów, świszcząca elektronika, gdzieś z publiki leci pocisk, w ogóle nie zauważa, pewnie dlatego, że niezbyt celny. Najfajniej wygląda wsparcie techniczne, które stara się poprawiać po nim rozstawienie szpargałów, odplątuje kable i wygląda jak z kabaretu, jakby robili to wszystko za jego plecami. To końcówka mojego dnia dzisiejszego, ale zaczęło się od Kim Nowak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ledwie się na nich wyrobiłem, oczywiście należało się spodziewać, że opaski na ręce wydają zaledwie trzy okienka, do tego zupełnie bezpodstawnie wyszedłem z założenia, że autobus nie będzie stał w korkach. Co to? Wyjechało się z Warszawy trzysta kilometrów i świat ma być inny? Pewno, trochę był festiwalowy, ludzie pod dworcem niepewnie patrzyli na autobus, a później wysiadali za tymi, co było słychać, że wiedzą dokąd iść (jakby nie było stosownego oznakowania terenu). Na razie jeszcze bez konsultacji, dopiero w drodze powrotnej w autobusie rozlegają się głośne pytania - czy ktoś wie, czy on się przy dworcu zatrzymuje?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie Kim Nowak mają fajoską płytę, całą jedną, czyli wybór kawałków ograniczony i stylistycznie to jedno i to samo. Oczywiście w ogóle się na muzyce nie znam, więc mam wrażenie, że w tej formie to już wyeksploatowany temat, dalej zostaje kopiowanie żywcem przedpotopowych zespołów, więc może ten rok jest jednym z dwóch, kiedy Waglewscy młodsi występują pod tym szyldem. Ekstra grają, tylko publika nie wie o co chodzi, nikt nic nie krzyczy, ja rozumiem, na tych zagranicznych alternatywnych, ale żeby nawet &lt;i&gt;Szczura&lt;/i&gt; nie znać? &lt;i&gt;Niebo jest ciemne, nie ma na nim gwiazd&lt;/i&gt;. A przecież w roli publiczności głównie takie starsze nastolatki, powinni się orientować bardziej niż ja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie 19 wiosen, którzy na koncercie są trochę mniej lo-fi niż na płytach, więc jakby bardziej dla mnie strawni, choć to niekoniecznie moja para kaloszy. Zresztą ja się lekko kiwam do wszystkiego, nawet jeśli mało mi podchodzi. Rytm, perkusja, to za chwilę u starszego Waglewskiego w Voo Voo było czuć, później po garach fajnie dawał bębniarz z The Fall, ale oni już byli. Więc tego całego Voo Voo to ja nie znam, to zupełnie nie moje pokolenie, zresztą jeśli o muzykę chodzi nie ma w niej nic mojego, bo się mało interesuję. Ale zdaje się Waglewski ważna postać, to warto popatrzeć, jak wygląda na scenie, a jeszcze lepiej, żeby usłyszeć. Sęk w tym, że jego samego słabo było słychać. I weź tu ugryź, no dobra, to się da zrobić, bo całkiem fajnie wkręcająca muzyka (kiedy nie ograniczała się do gitary akustycznej), kiwanie niewymuszone samym rytmem, tylko takie ogólne, bo fajnie - saksofon, flet i dudniące gary. Od czego są festiwale, od tego, żeby poczuć dźwięk, do tego się najfajniej nadaje taki bardzo basowy bęben zawsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Something Like Elvis też oczywiście nie znałem, najbardziej uśmiechnięta ekipa i tak też grali - frajda dla obu stron. Pewnie nawet to sprawdzę, podobna opinia wyrażona przez współuczestników, taki Zmywak mówił, że pierwszy naprawdę fajny koncert. Zmywak to jest wokalista Muzyki Końca Lata i znajomy paczki pod którą się podczepiłem, ale na tyle kojarzy twarze, że potrafi mi podać rękę, kiedy tej ekipy nie ma obok mnie. Więc fajnie, ale z drugiej strony zero znajomości, co tu gadać, ekipa się wykrusza na The Horrors i ze Zmywakiem też wspólnie podejmujemy decyzję o odwrocie, trochę zamulali. Idziemy i o co ja mogę zapytać, o nic innego nie mogę zapytać, nawet jeśli jako lider zespołu musi spotykać się z tym pytaniem osiemnaście razy dziennie - jak tam robota nad nową płytą. To mnie przynajmniej naprawdę interesuje, robi się, wykańcza, dopieszcza, już właściwie jest. Ale pytanie i tak durne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ogóle bardzo nieumiejętnie z kimkolwiek rozmawiam, bo bardzo nie mam jakiejkolwiek wiedzy na temat występujących zespołów i niewystępujących zresztą też, jestem jakby wysłany nakazem psychologa, idź do ludzi, więc idę i staram się słuchać, ale uczestnik dyskusji ze mnie marny. Tym bardziej jestem wdzięczny, że ekipa mnie pod swoje skrzydła przyjęła, bez sensu się samemu szlajać w takim tłumie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przedostatni koncert (jak dla mnie) - Lenny Valentino, czyli nieznany Rojek, bo pewnie rodzeństwo wielbiące Myslovitz nie ma pojęcia, że miał taki fajny projekt. Fajny, fajny, tylko jako leszcz w sprawach muzycznych jestem zwolennikiem teorii o lubieniu piosenek, które się już znało, więc te lubię na razie tylko w połowie, jedno usłyszenie to mało. Fajerwerki przy tym były, takie jak zawsze na Myslovitz, laserowe i fajerwerkowe opóźnienie dwudziestominutowe, kiedy dźwięk uciekł podczas deszczu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-5464737969060264518?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/5464737969060264518/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/dont-think-its-all-over-dont-think-it.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5464737969060264518'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5464737969060264518'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/dont-think-its-all-over-dont-think-it.html' title='Don&apos;t think it&apos;s all over, don&apos;t think it is the end'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-5494390148337515289</id><published>2010-08-06T11:36:00.002+02:00</published><updated>2010-08-06T12:04:15.250+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rower'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lampa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='off'/><title type='text'>Cukierek na lato, to znaczy trzy dni urlopu - start!</title><content type='html'>Musiałem kupić bilet na Offa, to oczywiście nie bilet tylko karnet, ciekawe jaka jest różnica. Akurat urwała się chmura, akurat nie miałem żadnej kurtki ani bluzy, Cygan mówi przy wyjściu, żebym teraz szedł jak zawsze do pracy. Do pracy zawsze idę tak, że pomiędzy metrem a budynkiem ktoś mnie mija, dogania, czyli idę tak jakby ociągając się, choć z mojej perspektywy to jest po prostu bez pośpiechu. Słuchaj, mówię mu, lecę po wejściówkę na fajną imprezę, zależy mi, to chyba mogę się pospieszyć i tylko przy okazji mniej zmoknę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak lało, że pojęcie mniejszego zmoknięcia i tak nie funkcjonowało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracałem i dzwonił znajomy, proszę, proszę, wszyscy chcą teraz na rower, chyba u niego nie padało. Ekstra mówię, tylko tutaj mokro w tej Wawce, a ja bym się spakował, przed wyjazdem ogarnął. Ale kiedy dojechałem do swojego przystanku wyszło na to, że mieliśmy skraj urwania, więc oddzwaniam, jednak bierz rower, damy radę, spakować się mogę rano jakoś. Wziął i zaczęło lać, kiedy już przyjechał do punktu zbornego u Smoczego, siedzieliśmy tam jeszcze godzinę, a później &lt;a href="http://www.bikemap.net/route/630237"&gt;jeździliśmy asfaltem i chodnikami&lt;/a&gt;, bo błoto jest fe. Słuchaj, mówię mu, tutaj też mamy jakieś ścieżki rowerowe. Albo pokazuję te działa i amfibie, kiedyś był jakiś czołg, albo mówię, tutaj zapoznawaliśmy ze Smoczym pierwsze kobiety kiedyś, coś cicho, może już nie funkcjonuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróciłem do siebie jakby późno i znów się nie spieszyłem do pakowania. Co to, wcale nie taka wielka logistyka, byle znaleźć zaginione koszulki, tu oświecił mnie brat, że wyschnięte rzeczy lądują w szafie o kiedyś innym zastosowaniu i w istocie, sporą część puli stanowią moje zaginione rzeczy. To wstałem w środę, w dniu wyjazdu trochę wcześniej i przemęczyłem się z żelazkiem, znalazłem buty, do których trzeba będzie dokupić sznurówki, pomyślałem o bluzie na ewentualne chłody, pełna gotowość bojowa w dwadzieścia minut - poza tymi sznurówkami oczywiście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Praca się dłużyła, ale często mi powtarzali, że jestem taki miły, żebym częściej może wyjeżdżał. Niech się taki dzień nawet dłuży, w którym chwalą za dobre maniery, a co! Pompowanie ego. Jaki ja muszę być na co dzień nieznośny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nawet w pociągu pozytywy, niepewność co do wagonu, bo jak to, druga klasa i sześć miejsc w przedziale, a to nie było kiedyś po osiem? Taka Pani, która ze mną też niepewna, wiec pytam obsługi, tak to jest druga klasa. Poprzednio jechałem dwa lata temu, w ogóle, przez półtora roku nie ruszałem się z miasta i z jakim skokiem cywilizacyjnym się spotykam. Udaje mi się kupić &lt;i&gt;Lampę&lt;/i&gt; i przerabiam część o wycieczce do Moskwy, bardzo fajna relacja i wywiad, mam w przedziale matkę z kilkuletnim dzieckiem, dziewczynka skacze po siedzeniach, piszczy i tak dalej, ale wbrew obiegowej opinii o cudzych dzieciach w podróży - nie przeszkadza mi to. Może dlatego, że nie miała do towarzystwa braciszka, przecież nieszczęścia chodzą dopiero parami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoją drogą, bardzo śmiałe te dzieci teraz. Niewiele pamiętam z kolejowych podróży kiedy miałem trzy-cztery lata, ale na pewno taki śmiały nie byłem, siostra też nie. W ogóle od obcych trzymaliśmy się z daleka, bez ufności, choć bardzo zaufaliśmy jednego razu torbie cukierków, którymi częstowały zakonnice. Ale takiego śmigania to na pewno nie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez opóźnienie o mało nie wysiadłem w Sosnowcu, na szczęście od tego mam język, żeby dopytać, czy to na pewno to, skoro wygląd stacji nie odpowiada wspomnieniom. Później skojarzyłem, że jeszcze do Katowic bez opóźnienia nie dojechałem chyba - mogliby naprawić rozkład. Spod dworca odbiera mnie Pogromca Dinozaurów, od razu ma dobrą i złą wiadomość, na szczęście wyszło na dobre.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5037281620463290215-5494390148337515289?l=publisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://publisty.blogspot.com/feeds/5494390148337515289/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/cukierek-na-lato-to-znaczy-trzy-dni.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5494390148337515289'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5037281620463290215/posts/default/5494390148337515289'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://publisty.blogspot.com/2010/08/cukierek-na-lato-to-znaczy-trzy-dni.html' title='Cukierek na lato, to znaczy trzy dni urlopu - start!'/><author><name>japko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11736430213460166075</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5037281620463290215.post-934184947155710388</id><published>2010-08-02T19:43:00.003+02:00</published><updated>2010-08-19T11:05:50.710+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kombinat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyjaźń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawda-o-świecie'/><title type='text'>Klamra życia i śmierci, cokolwiek by to miało znaczyć, chyba emogotikmhroczny wpis</title><content type='html'>Co to ma znaczyć, że przeznaczenia nie ma, jeśli zbiegają się w moim życiu okoliczności dokładnie tak, tłumacz tu sobie, że kowalem własnego losu i Ty też jesteś Bogiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spędziłem najbezpieczniejszy weekend tego roku, zlało mnie, kiedy rowerowałem do Smoczego, w sumie zebrało się nas pięciu, ewentualne kobiety jedynie dzwoniły i oczywi
