Na szybko, na świeżo, może jeszcze jesteście zainteresowani. Krokami Ghula pokierowała Nika, w Pełnometalowego Alchemika wcielił się Krzyś. Na szczęście nie musiał ratować świata, świat bardzo na tym skorzystał, bo w rękach takiego alchemika długo by nie poistniał - wkrótce któraś z przebrzydłych (choć jednocześnie bajecznie kolorowych) kreatur rozgromiła go i do gry wszedł Nekromanta. W międzyczasie uDuchowiony Leprechaun zdecydował się szukać złota w innych światach. Co oczywiście było decyzją słuszną - bo tym sposobem wymknął się podstępnej śmierci.
Kostucha czaiła się na każdym kroku: zrzucając lawiny na polany czy prowokując poślizgnięcia w Orlich Górach. Podróżnicy opierali się dzielnie, rosnąć przy tym w stożki. O tym, że Sprite rósł w siłę w tempie wykładniczym, o tym to wiecie, ale że ów Mroczny-Jeździec-O-Jelenich-Bodaj-Rogach kończył grę z siłą na poziomie dwóch smoków (nie ma to jak dobry bojowy rumak) niekoniecznie. A przecież Ci mniejsi też się wykazywali - nieskromny już w tym momencie skryba zapomniał na chwilę o swojej smoczej Nemezis i przepuścił szturm na gniazdo Orlego Króla (lecz mniejeszego tego, na szczycie gór), zyskując piękny, połyskujący oktarynowo młotek. Radość z błyskotki wybił mu po chwili z głowy Ghul sprzymierzony ze Spritem - wiadomo, Gnuśny nie miał szans. Nie on jeden zresztą.
Nawet niespodziewane zaklęcia paraliżujące nie mogły na długo zatrzymać magicznie wykoksowanego Dzwoneczka. Zasłużenie nałożył Koronę Władzy i wszystkim herosom (błąkającemu się po łąkach Nekromancie, Ghulowi spod bramy, galopującemu Rogaczowi i Znów-Mi-Zabrali-Fajną-Zabawkę-I-Przegrywam-Wojownikowi) przyszło po raz ostatni rozczulić się, jak piękny jest ten świat, po którym stąpają, pożegnać towarzyszące dusze czy inne zombiaki, poklepać po pysku wiernego od dwóch tur rumaka (Skończyło się rumakowanie!), westchnąć nad niepokonanym smokiem i wreszcie wydać ostatnie, zielonostożkowe tchnienia w rytm pulsującego nad planszami zaklęcia rozkazu.
I poszli w noc, ale te historie sami Wam muszą opowiedzieć.