Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbert. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbert. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 lipca 2010

Wpis przedterminowy - występują kobiety, superświadomości i boskie nasienie

Ponieważ należę w tym tygodniu do grupy wysokiego ryzyka w kontekście prezentowania czegoś na tym strasznym zebraniu, prawie tradycyjne notatki sporządzam zawczasu. Już nawet ominę te czterdzieści na rowerze, tyle kręcenia i nawracania, że nawet mi się nie chce trasy rysować. To Głaz znalazł taką zabawkę, przez co pewnie nie będzie mi się chciało tworzyć tego typu molochów. Jeden Pogromca Dinozaurów może być zawiedziony, już nawet wyrażał zawód, ale na pewno udawał. Technika idzie do przodu, jeszcze nie inwestuję w gps, skoro całe lata podejmowałem decyzję o liczniku, ale doceniam, że nie muszę sklejać tych map z print screenów.

Coś mnie rano podkusiło, żeby przetrzeć oczy po drugim budziku, to jest esencja wstawania przecież, dopiero dzisiaj się zorientowałem. W dzieciństwie bywało, że nie mogłem z rana otworzyć oczu, coś je kleiło i już, mama robiła tajemne okłady wtedy. Raz czy dwa. Zbierają się we śnie drobiny świata wokół oczu, pewnie zazdrosne o ten świat pod rozedrganymi powiekami, a ponieważ nadmiar zazdrości szkodzi, to nieumyślnie blokują powieki. Jasne, da radę je rozewrzeć, ale wciąż uginają się pod ciężarem zazdrosnego świata. Więc należy umiejętnie wsadzić w oko paluch i dopiero podreptać do jakiegoś zlewu. A w każdym razie tak mi się to dzisiaj ułożyło - nie chce mi się dokładnie liczyć, ale budzików mam teraz przynajmniej pięć, na przestrzeni godziny i piętnastu minut, więc zaskoczyłem siebie i pewnie zawstydziłem budziki (czy to aby nie przebrzmiałe?).

Praca też do pominięcia, zrobiłem szkic prezentacji na jutro, jutro dopnę do tej dziesiątej, wszystkim podobał się przekrzywiony napis, który pewnie wyleci, no bo to był napis draft version, jaka szkoda. Wydawało mi się, że nowa Lampa gdzieś na mieście już, gdyż napisano tekst ukazał się, więc z biura poszedłem poszukać. Myślę Traffic, dawno tam nie byłem, pójdę sobie do Kruczej, nie ciągle tą Marszałkowską. Na placu zainteresowała się mną taka blondynka, no musiała, taka jej rola, z naręczem czegoś wyglądającego na pierwszy rzut oka jak gazetki. Dziękuję, nie chcę, ale wpycha w ręce i trajkocze, dobra, wezmę, idę, trajkocze, że wkładki do butów i nie wiem jak użyć, aha, nie chcę wkładek, nie potrzebuję, to oddaj w prezencie i to reklama, będą kosztowały osiemdziesiąt dziewięć złotych, ale teraz darmo. Patrzę z powątpiewaniem na toporne rysunki, a ona dalej coś trajkocze, że teraz milion pompek i moje, a ja że bym nawet zrobił, gdybym chciał, a ona okej, ale wie Pan, żartowałam. Chyba ze cztery razy żartowała, uszliśmy tak skokowo pięć metrów, nie dało się tego oddać, aż się przyznała, że zbierają na akademik datki za te wycinane wkładki. Aha, mówię, a ta na mnie naskakuje, że co, studentów nie lubię! Nie wiem który to akademik, ale słaby pijar ma, poprosiłem, żeby tyle nie kłamała, bo to natężenie żartów było irytujące, po co ludzi tak wariować, wreszcie oddałem wycinane wkładki i poszedłem, zestrachany, omijając z daleka brunetkę z podobnym naręczem z drugiej strony placu.

W Trafficu Lampy nie widziałem żadnej, nie wiem, czy w ogóle mają w ofercie, może w ogóle nie mają? Popatrzyłem na te półki pełne słów do czytania, pewnie ze dwie dziesiątki literackich periodyków, Zeszyty Literackie (na strychu przy Św. Bonifacego widziałem kiedyś pierwszy numer), nie wiadomo, za co się łapać i przecież facet jestem, kupuję wedle ścisłego planu, więc tutaj nie kupuję, bo nie mają. Zajrzałem z ciekawości do Ha!artu, bo kojarzę jakieś powiązania Piotra Czerskiego i do teraz nie mogę nadziwić się własnej przenikliwości, że widząc kadry z klocków lego, od razu wiedziałem - Hamlet. No co, korona może być do czego innego nawiązaniem niby? Musi być jakaś ogólnoludzka superświadomość wdychana z powietrza, bo jeśli o Szekspira idzie, nie mam ani promila wiedzy Stefana Dedalusa.

W ogóle tak się na tym znam, że równie dobrze mógł to być Makbet, nie przyglądałem się kadrom, w każdym razie myśl potwierdziło przekartkowanie do początku historii.

O Ulissesie wspominaliśmy dzisiaj przy śniadaniu, najpierw była Mechaniczna pomarańcza w HD, a ja czytałem, mówię, ja bym nie dał rady, zbyt psychodeliczne, mówi, ja zaprzeczam, że po trzech stronach ogarnia się język i rosyjskojęzyczne stylizacje (tę wersję czytałem), a ciężko to przeczytać właśnie Ulissesa. Wiem, bo mam zakładkę przy dwieście dwudziestej stronie i od kiedy podjąłem tegoroczną walkę, przeczytałem przynajmniej dziesięć innych książek, dziś zaczynam pożyczone godzinę wcześniej Rowerem i pieszo przez czarny ląd. Rozmówca przytaknął rozbawiony, bo sam miał Joyce'a na końcu języka, mówi najlepsze na usypianie, pół strony wystarcza, podobnie mówiła kiedyś katechetka o papieskich encyklikach, zacne towarzystwo, Joyce, zacne. Za to zaskoczyłem go własnogłownie wysnutym wnioskiem, że Stefan z ekipą z początku książki to nie są starcy i zasugerowałem mniej poważne podejście, jasne, Grecja i mity, ale zdaje się wykształcenie klasycystyczne na początku XX wieku wciąż było podstawą edukacji, nie można wszystkiego brać na poważnie tylko dlatego, że brnąc przez szkoły nie czytamy starożytnych komedii. Ja tam nie czytałem nawet później, a dla dwunasto czy trzynastolatka w gimnazjum i tak fajniejsze byłoby zdjęcie cenzury z Parandowskiego, skoro wykładowca filozofii wywoływał demaskacją Posejdona chichoty dwudziestolatków - bo on jakoś musiał na tę Afrodytę pianę ubić.

To kojarzy mi się z Herbertem, jakież nieestetyczne skojarzenie, ale jest flow, to lecimy! Kolega leci do Grecji, Kreta w planach wakacyjnych, a ja po skończeniu szkoły kupiłem Labirynt nad morzem, bo nadziałem się na fragment gdzieś na koniec ostatniej liceum i później w trakcie pomocy komuś. Oczywiście fragmenty wybrane do szkolnych analiz okazały się zupełnie niereprezentatywne jeśli chodzi o zbiór esejów, to były te luźne, ogólne fragmenty, przypadek konfrontacji Grzesia z Lekcji łaciny z belferem Gombrowicza. Przyniosłem mu tę książkę, niech chociaż przeczyta jak Herbert płynie i wysiada na wyspie, bo ładne, nawet jeśli nie przebrnie przez kombinowanie z nieudolnie rekonstruowanymi freskami minojskich pałaców.

Szkic o Akropolu z tego zbiorku uświadomił mi kiedyś coś, co najwyraźniej przegapiłem w toku szkolnej edukacji - że wszystkie te greckie świątynie skrzyły się kolorami, złotem, przepychem, a doskonała estetyka połamanych kolumnad i białych marmurów jest wynikiem setek lat brandzlowania się historyków nad geometrycznymi sztuczkami optycznymi. Fajne to. Oczywiście Herbert szeroko to opisuje i tłumaczy, ja tylko przypadkowo stawiam nieestetyczną klamrę - na szczęście ładne zdania w temacie można znaleźć u źródła.

Może kiedyś znajdę, może ktoś napisał, jak tymi niewyspanymi oczyma patrzeć rano na świat, może to nie jest takie trudne, jakaś mała podpowiedź, jakaś miła perspektywa. Dobranoc.