Odpalam Mogwai, bo chcę mieć coś w słuchawkach, a CSU nie jest jak Mogwai, pewnie to to. Ktoś szeroko tłumaczył, skąd wziął się post rock, oraz że najbardziej rozpowszechniony pogląd cisza-hałas stanowi ułamek, wtedy do mnie dotarło, że faktycznie, słowo post może sobie znaczyć zerwanie ze schematem zwrotka, refren, zwrotka, refren, solo, refren, czy coś takiego, przy czym wcale nie oznacza wpadania w bojaźń diabła (jaką ja miałem wtedy frajdę, że zaczęli od long way from home i skończyli ostatnią z jedynej ogarniętej płyty). Okej, robienie nowych rzeczy ze starych, to coś jak Sonic Youth i używanie pałeczek od perkusji na gitarowych strunach? Mieli coś takiego.
Przy okazji dowiedziałem się pewnie, że Godspeed w zależności od okresu ma w różnych miejscach wykrzykniki i pomyślałem, że racja, też nie jest jak Mogwai. Godspeed jest na niepodłączonym dysku, bo zabijał kompa, a mnie się nie chce ściągać. Dawno nic nie ściągałem. CSU w ogóle nie mam, albo mam coś z kompilacji cichego baletu. Być może w kwietniu pójdę na Mono, wiem przecież, gdzie jest CBA.
Myślałeś kiedyś, żeby skasować wszystkie empetrójki?
Miałem napisać jakoś ładnie na temat ciekaw jestem jakichś starych konsol, ale wczoraj rano kolega przewrócił się przede mną. Dwadzieścia pięć minut przed siódmą, czyli ja - powiedzmy - przytomny od minut piętnastu, czapka, szalik, rękawiczki. Kolega nie mam pojęcia jak ma na imię, chodziliśmy razem do szkół około podstawowych, pewnie znałem go przez innych kolegów, kiedy rozmawialiśmy, czasem, już po czasach około podstawówki, podawaliśmy sobie rękę na przystanku. On się przewraca z dźwiękiem ała, ja wyciągam ręce z kieszeni, zatrzymuję się, wymijam.
Nie chce mi się z nikim gadać. Czyli że niekoniecznie jest ładnie. Gdyby było, to może byłbym na jakiejś Vespie i Barthenders, to są na pewno klimaty Cygana, a może zapraszać, niech weźmie swoją, tam mają być fajni ludzie. Nie. Nie chce mi się nikogo poznawać. Mógłbym, mam nową fryzurę polegającą na braku fryzury, prześlicznie prosiłem panią fryzjerkę, żeby mnie ostrzygła jak tych dwóch dżentelmenów przede mną, znaczy takich trzylatków. Nie powiedziałem, że kiedy mama nas tak strzygła, to fryzura się nazywała na księżyc. Mam nową koszulę i zasadniczo prezentuję się całkiem korzystnie.
Wymijam kolegę, bo nie chce mi się z nikim gadać, zamiast rękę podać, wstawaj, kostki całe, słuchaj, fajnie, że nie wsiadłem jeszcze w ten nasz straszny autobus bez przystanków i w ogóle jesteśmy pięćdziesiąt metrów od bloku, bo jak siadła kostka, to Ci pomogę dotrzeć. Myślę o tym, kiedy się zatrzymuję, ale wymijam. Sam wstał na szczęście.
Widziałem na fejsbuku grupę z szyldem nie mów do mnie rano, rozumiem, nie chcę. W ogóle wstępować, bo mnie tam wstyd za to. Gdyby nie te zaproszenia koncertowe, to bym się jakoś wypisał z fejsa całego. Akceptuję wszystkich ludzi, którzy z powodu znajomości chcą mieć w znajomych, co przekłada się na przestaję korzystać. Dziś okazało się, że wszyscy znajomi z pracy wysyłają zaproszenia, bo testują i muszą mieć profile i właściwie niewielu korzysta, ale to nic nie zmienia, jeszcze tego brakowało, żeby przy pracy czytali o moich rozwalonych na weselu portkach. No i jak ktoś może zobaczyć, że lubię Maki, bo są ekstra nawet o pierwszej w nocy w CBA, to mogę się poświęcić (na razie).
Nie robiłem na fejsbuku testu biorytmu, czy czegokolwiek, co takowy pokazuje. Przecież wiem, jak się czuję, a jeśli bym nie wiedział, to jucha z nosa mnie oświeca. Nie no, bez fajerwerków, właściwie wstyd pisać, kilka kropel, bywało gorzej. Wypiłem z kubka resztkę rosołu, ostatnio piłem rosół z kubka, kiedy chorowałem, siostra mi przynosiła, chorowanie było okej, bo mogłem spokojnie przejść FFVIII. Dzisiaj nie wpadłem na to, że siostra jest chora, gdybym wpadł, to bym jej kupił książkę prawie o smokach (anioły), wszyscy zdaliśmy na nich maturę. Zupełnie nie wiem, dlaczego miałbym nie kupować w empiku, kiedy zacina śniegiem i nie chce mi się do Traffica, dawno nie byłem też na Koszykowej, a mam nieuświadomioną jeszcze potrzebę wydania pieniędzy.
Siostra czyta Kanta, jak się chce być studentem, to się powinno czytać takie rzeczy, naprawdę jestem dumny z siostry, która przy takich okazjach wkłada sporo wysiłku w zrozumienie.
Kupiłem "Zrób mi jakąś krzywdę", bo jeszcze nie czytałem nic Vargi, chcę zacząć od tych wcześniejszych, nie było ich, a nowsze były trzy złote droższe od Żulczyka, którego też chcę przeczytać, szybko pójdzie. Żulczyk to dobry powód do niepisania, bo jest bardziej przeżarty popkulturą i bardziej się zna, po co ja mam jeszcze, trochę mnie rozbraja okładka - przezwyciężanie lęku przed dorosłością, romansidło - przeczytałem jakieś trzydzieści stron i raczej czuję, odbieram, że
mamy w głowach "Power Rangers" i niewiele więcej. Wielki człowiek mówił, że Żulczyk jeszcze nie wie, o czym chce pisać, może właśnie o tym, zobaczę dalej.
Nie kupiłem Lampy a na pewno mam jakieś zaległe, później w sklepie zapomniałem kupić migdały, mam na nie ochotę, one uratują mi świat.
Kupiłem "Sto lat samotności", bo słyszałem tytuł dziesiątki razy w różnych kontekstach, jakaś klasyka, Marqueza czytałem opowiadania, nic z nich nie pamiętam (śmierci w hotelu, topielce?). Bardzo jest mi wstyd, że tak rzadko pamiętam. Ale używam, pozer, pokazałem Głazowi "Co to znaczy że kurwa wczoraj" (raz na dwa miesiące nanoszę jakieś poprawki), podobało się (piję piwo to mogę). Kiedyś z rana na powitanie się uśmiechnął i powiedział no, nasz i nazwisko tego od Weroniki, którego to nazwiska nie umiem bez błędu zapisać. Ja zrobiłem poważną minę i odparłem, że fajniej jakiś Cortazar czy Marquez z kręgu ibero-amerykańskich, mówił, że Marquez okej, zna i lepiej. Mam nadzieję.
Tego od Weroniki widziałem na żywo w szkole. Liceum przy Starzyńskiego imienia Ruy Barbosy, więc ze specjalnymi względami z kręgu kulturowego. Chyba pierwsza klasa, zrobili apel, siedzieliśmy gdzieś z tyłu. Opowiadał, jak dał drugą szansę polskiej wydawczyni, a na koniec można było zadawać pytania. Dyrekcja prawdopodobnie wyobrażała sobie, że ktoś na sali zna jego książki. Śmiało. Figa, nikt nic nie wie, nic nie czytał, ja np. czytałem książki o smokach, a od książek o rycerzach światła polecanych przez mamę trzymałem się z daleka. Tylko jeden typ się odważył, kojarzę, że musiał być drugoklasistą:
- Czy śnił Pan kiedyś o lataniu?
- Tak.
- Okej.
Usiadł. Na tym skończyły się pytania. Skojarzyłem swój fajoski sen o lataniu wśród klockowych konstrukcji z kiedyś i przynajmniej przez chwilę wiedziałem, o co chodzi.
Kupiłem dwie książki Murakamiego. Siłą rozpędu i dla pewności. Z Murakamiego też nic na ogół nie pamiętam, albo prawie nic, nie tak źle jak z opowiadaniami. Jest w nim może więcej fajerwerków, wychowany na "Power Rangers" nie rozumiem rzeczy bez fajerwerków. Jedna koleżanka z drugich studiów mówiła, że ona się nim podniecała, jak miała czternaście lat, przez co straciła w moich oczach na chwilę, bo ja nie lubię takich ataków, skojarzyła się z tą anglistką z podstawówki, która twierdziła, że jestem za stary na "Winnetou" w piątej, bo ona kończyła tę serię w trzeciej. Dzisiaj mógłbym jej powiedzieć, że nie miała "Power Rangers" ani "Czarodziejki z księżyca". No ale spoko, koleżanka chodziła do takiej szkoły, w której czytało się Cortazara, za to Murakamiego lubił też kolega będący przyszłością klasycznej, żeby wyśrodkować. Odpalałem mu kiedyś "Imagine" w wersji od APC.
Książki Murakamiego są dla pewności, bo nawet jeśli nie pamiętam, to ze wszystkich dotychczasowych miałem masę frajdy w trakcie. Jakieś kontury mitów greckich, gadające zwierzaki, labirynty świadomości, sny. Nawet jeśli na ogół nie pamiętam snów, to jednak zawsze są ekstra i zawsze mam pewność, że chcę tam wrócić.
Żulczyk jednak też trochę jest pozer, bo "Resident Evil" jest napisane jako "Resident evil", ja rozumiem, że zasady pisowni tytułów (korekta?), tylko znajdźcie mi taką okładkę gry, albo żeby pisali tak w "Neo Plus", gry się pisze wielkimi wołami, wszyscy zainteresowani to wiedzą. I czy kiedykolwiek była jakaś Fifa na automacie? Bo jeśli była zwracam honor.
Może to jest dobry moment, żeby napisać o dwóch najszczęśliwszych chwilach mojego życia, które nastąpiły po sobie miesiąc w miesiąc i w tym samym miejscu, jakby to określać geograficznie dokładniej, to pewnie nawet pod tą samą latarnią. To miało iść do wspominek o grach, ale skoro już jesteśmy przy "Neo Plus", to po latach czytania wysłałem do nich felieton. Albo coś rzadkiego pomiędzy felietonem a esejem, dział był podobno działem felietonów, ale jednak na ogół myśli luźniejsze. Na przełomie miesięcy biegałem do kiosku osiedlowego i na wszelki wypadek do tego przy przystanku po nowy numer, bo bywało tak, że w tym drugim mieli dzień wcześniej. Odchodziłem od okienka, kartkowałem magazyn od tyłu, chyba większość ludzi pisząc dzisiaj o tematycznych miesięcznikach wspomina coś o tym, że zawsze zaczynało się od wkładki, albo od listów, że najbardziej wykręcone i zajefajne. Więc ja też tam zaczynałem, tym razem dla sprawdzenia. Łzy w oczach, moje słowa i moje niezbyt umiejętne przecinki, szczęście, stoję przed przejściem, nie patrzę na światła, oddycham, nie bardzo mam kogo wyściskać. To było bardziej skondensowane, bardziej punktowe niż pierwsza rozmowa z zauroczeniem, wiadomo, pewne, dokonane.
I miałem tak dwa miesiące z rzędu. Który to mógł być, dwa tysiące czwarty? Czasem mam wrażenie, że wszystkie lata późniejsze niż dziewięćdziesiąte brzmią po prostu słabo i z samego brzmienia za takie będą odbierane, wcale nie w myśl zasady, że co było zawsze uważane jest za lepsze.
Gdzieś w tym czasie kupiłem pierwszą oryginalną grę. Później wyszła następna część, te gry miały zakręcone fabuły, o których na ogół rozpisywano się dokładnie po trzech-czterech numerach, kiedy wszyscy zainteresowani powinni mieć za sobą. Żeby sobie nie psuć przestałem kupować magazyn, do tego ktoś mi podeptał konsolę, okazało się, że jestem duży i jak chcę takie zabawki, to trzeba sobie samemu kupować, nie chciałem już kupować piratów, jakoś tak wyszło, że to bardzo drogie hobby. Dla mnie prawdziwe gry skończyły się na MGS2, to fajne, że nie można o mgsach powiedzieć "Kill 'Em All".
Więc jak, myślałeś kiedyś, żeby skasować wszystkie empetrójki? Słabo poruszam się w świecie metafory, bardzo wiele rzeczy biorę dosłownie, "Anything Else" w różnych skalach, dziedzinach, o różnych porach roku. W końcu mam już trzy prawdziwe płyty, trzy pudełka, bo płyt jest w sumie cztery.
Czasem mam wrażenie, że na nic mnie nie stać. Klamerka, w słuchawkach wyraźny znak, boję się diabła, a ludzie piszą o głupich obrazkach, że są epic, za dużo coraz mniejszych słów, jak to tak można. Słowo mega też chyba robi ostatnio karierę, tu przynajmniej w miarę blisko do Mogwai.