piątek, 6 grudnia 2024

Test drive. Climbing Kilimanjaro.

Zacząłem chodzić na nowe zajęcia. Znów. Skasowali mi niestety z grafiku "zdrowe kolanka", ale nie tak dawno spotkałem na tańcach trenera, który zasugerował że problemy z kolanami to może w dużym stopniu być brak odpowiedniej techniki. Co ma sens, w końcu chodzę na luźne zajęcia fitness, nie na naukę tańca. Techniki nas nie uczą za bardzo.

Często nawet mówią, że nie obchodzi która ręka, która noga, ma być dobra zabawa i tyle.

Zacząłem więc chodzić również na zajęcia taneczne, bo raz że technika, a dwa że po prostu chciałem sprawdzić, jak to wygląda, uczyć się tańczyć. Po prawie roku tańców-fitness dotarłem chyba do ściany jeśli mowa o nauce koordynacji i rozumienia części ciała z których te śliczne u dziewcząt a toporne u mnie ruchy wynikają, więc trzeba się zapisać do miejsca gdzie mi to rozłożą na czynniki pierwsze.

I też jest super!

Nawet jeśli jak zwykle przy nowej aktywności fizycznej, okazuje się że człowiek miał jakieś mięśnie o których do tej pory nie wiedział. Ale ile satysfakcji!

Jeszcze przyjdzie dzień, że nauczę się robić falkę!

Podobno większość facetów na kursy tańca przychodzi szukać dziewczyny teraz i jest odwrotnie niż mi kiedyś opowiadano - więcej na sali chłopa niż dam, niezależnie od tego jak bardzo zmysłowe i latino są to zajęcia. Ubawiło mnie to szczerze. Sam na razie to jednak nie szukam tańców w parze. Chyba?

Ostatnio Kraniec Świata, który przyjaźni się z nową współlokatorką, zasugerował jej znaleźć mi dziewczynę. Co za przerażająca myśl, że mi tu najbliżsi ludzie wychodzą z założenia, że sam sobie nie poradzę, gdybym naprawdę chciał.

Nowa współlokatorka nie pocieszyła mnie niestety słowami w stylu, że mogę być spokojny, bo tak starych koleżanek to ona nie ma. Ech. Mamy sezon na młodzieżowe słowo roku, trzeba podłapać może.

Tymczasem w szkole tańców, nawet jeśli się nie szuka, natrafia się na niebezpieczeństwa. We wtorek mieliśmy dodatkową godzinkę, bo jutro występ na podsumowanie dwóch miesięcy kursu. Wychodzę, już zakładam słuchawki, dogoniła mnie Wiedząca Czego Chcąca. Tak na razie myślę o niej, bo kiedy pierwszy raz wpadła do szkoły, rozstawiała mnie po kątach trochę, tj. kazała zabrać graty z miejsca do siedzenia obok mnie, bo ona tu sobie usiądzie. Znaczy umie o siebie zadbać, zrobiło to na mnie wrażenie po wielokroć, bo oprócz aspektu umie o siebie zadbać, chciało jej się ze mną gadać.

To zupełnie odwrotnie niż relacje na dotychczasowych salach tańców z początku, jakoś unormowane i coraz ostatnio lepsze, ale trzeba było na to prawie roku.

Więc dogania mnie ta dziewczyna, a ja mam okazję zobaczyć, co się dzieje ze mną pozostawionym na pięć minut sam na sam z atrakcyjną kobietą. Dzieje się samospełniająca się przepowiednia, tj. jak już mnie zaczepiła ("ooo, zakładałeś słuchawki, nie wiedziałam czy gonić, ale tak niezręcznie też iść dwa metry od siebie, skoro chodzimy na kurs razem"), to zażartowałem, że teraz pewnie będzie mój słowotok, bo taki jestem wygadany i nie umiem trzymać języka za zębami. Pojawił się ten temat na sali zresztą kiedyś też.

Wiadomo, że to stres, c'nie? Dlaczego mózg wychodzi z założenia, że lepiej wyprodukować milion myśli, zamiast zadać pytanie? Przecież wiem, że ludzi się pyta. Ja nawet jeśli nie pytam, to zapamiętuję. Np. że Szefowa Prowadząca Zajęcia nie lubi zakupów. Przecież po to słucham ludzi, żeby wiedzieć takie różne drobiazgi.

"Co dziewczyna z Żoliborza robi w szkole tańca na Pradze, trochę nie po drodze!".

"Mówiłaś że chodziłaś na hip hop kiedyś, dlaczego przestałaś?"

"W czwartek kolacja firmowa, ominiesz trening, hmm, co robicie, gdzie pracujesz, może ubieracie okropne swetry? Zrobiliśmy tak kiedyś w Samsungu, a do tego fotki w pozach jak Ginyu Force."

Tak należałoby pytać, ale dzieje się samospełniająca przepowiednia z jakąś parodią z tego opowiadania Hłaski chyba, gdzie stary cap się popisywał sprawnością przed dziewczyną syna. No ale skoro ona do mnie już chyba trzeci raz przez ostatnie dwa tygodnie powtarza że chodzę na strasznie dużo zajęć, to jakoś mi się to kojarzy, że nawet nasz wspólny reggaeton to musi być niezły trening, bo zacząłem robić o wiele dłuższe planki. A tam na reggaetonie bardzo dużo spięć brzucha przecież.

Podziękowała za odprowadzenie na przystanek.

Jejku jej, może po prostu ja się cieszę, że ktokolwiek chciał posłuchać o tym ile radości znajduję w zajęciach od roku już. Ostatecznie jeśli następnym razem nie dogoni mnie na ulicy, może pójdzie na przystanek ulicą Panieńską zamiast Sierakowskiego, metrów trasy wyjdzie jej tyle samo, to nikomu nie stanie się krzywda, nawet nie będę wiedział. Bądź uważniejszy, nie ma żadnych powodów do paniki. Jutro nie tańczymy w parze.

-

A dziewczę w salonie optycznym miało strasznie fajne oczy niedawno, w które trzeba było patrzeć, kiedy coś mierzyło. Jakieś dekoracje pod nimi jak z cyberpunkowej mangi. I też sobie coś zażartowało, że straszna pchła jest, więc muszę do niej usiąść, żeby mi ten miernik podłożyła. Bałem się powiedzieć na głos co pomyślałem.

"A to pewnie świetna tancerka, jak każda pchła na sali tańców."

Weź przestań, gościu. Weź sobie do serca noł stress zamiast noł future.

Zakolegowałem się trochę, mam nadzieję, w tym salonie, z przypadkowo spotkaną parą znaną z klubu fitness, mieszkają przy Panieńskiej właśnie, to zaprosiłem na te swoje nowe zajęcia, skoro jedne wspólne wiem że już lubią.

Czyli w sumie może nie jest jeszcze idealnie, ale jednak poziom social awkwardness mi trochę spada i nieco mniej boję się ludzi. Cool!