niedziela, 2 lutego 2025

Dzień naleśnika

Gdzieś w środku stycznia

Sale fitness to dziwne miejsca, o wiele łatwiejsze są sale tańców, przynajmniej jeśli trafiło się do grupy formowanej od zera, nie ma w niej jeszcze polityki, niesnasek, humorów, tego wszystkiego, co mnie męczyło przez pierwsze półrocze 2024 w miejscu ucieczki. Ostatnio z koleżanką, która jakoś tam pomogła mi jednak osiąść, nie zniechęcić się, mimo odczuć, że sala chętnie bawiłaby się beze mnie, pogadałem o tym wszystkim i myślę, że potrzebowałem tam kogoś w środku, kto usłyszy moją perspektywę. Pomogło mi to, takie posiedzenie po zajęciach i spacer przez chyba najzimniejszą noc tej zimy na razie. Ludzie wystygli po zajęciach. Zgadujemy się na jakieś naleśniki, dziś nawet wysłała tę szokującą informację, że mamy jakiś oficjalny dzień naleśnika.

Chyba może mieć tu na imię Różyczka? Jako obywatelka świata, podróżniczka, przywiozła mi kartki z Władcy z Nowej Zelandii, widziałem się dziś rano z bratem, oddałem mu jedną wreszcie. Mówiła że mieści się w tych drzwiach do hobbickich gospodarstw.

Już nawet za mocno mnie nie uwiera, że chyba jednak część z tego - bo mam nadzieję że nie wszystko - powtarza w towarzystwie, towarzystwo już nie tyle traktuje mnie jak dziecko specjalnej troski, tylko niemal ultraspecjalnej, tak się ostatnio zrobiło miło. Przyzwyczaję się, mam zresztą wrażenie, że teraz już jest w tym trochę szczerej sympatii jednak. Może to że się kogoś przytula na powitanie robi aż takie wrażenie? Ten wkurzający typ nabiera ludzkich kształtów jednak.

Upadek

Zagadują mnie w przejściu podziemnym jacyś bieda-bezdomni o kasę. Przy biletomacie często. Złości mnie to jakoś, ostatnio jednemu powiedziałem, żeby się zgłosił do ośrodka pomocy. Nie dodałem że płacę na takie podatki w końcu, choć przeszło mi to przez myśl. Myślę że kiedyś może potrafiłem mniej warczeć, zamiast myśleć, że typie, przecież mnie nie stać na miesięczny, dlaczego uważasz, że się czymś podzielę. Ale to może też wciąż  konsekwencja oszusta sprzed lat, który zmyślał na Krakowskim tę samą historię bez przerwy? W każdym razie nie muszę być aż tak obcesowy, jak byłem.

Jest to jakiś mój strach w życiu, że skończę na ulicy. Bo ja ściągam na siebie uliczników, słucham ich zawsze, kiedyś to notowałem przecież. Czy umiałbym dziś wysłuchać takiej historii, jak kiedyś o Panu NN? To może nie bezdomny, ale rozumiesz, dziwnych typów, czasem pewnie z dachem nad głową, czasem bez, zawsze przecież jest za tym historia. Albo o typie, co chciał w filmie zagrać Wojtyłę, wysyłałem to niedawno komuś.

Najlepsze rzeczy, jakie kiedykolwiek napisałem, nie były rzeczami o mnie. To były te wysłuchania.

Przecież nie wszystko dobre już było, wskazują na to tańce. Nawet jeśli dziś ewidentnie nieco rozczarowałem sobą Cudowną. Och, Captain, my Captain, taka, niestety, rola ucznia, że czasem się potknie, nawet jeśli stary cap z niego.

Nie mogę się biczować za bardzo za takie nieumyślne przewinienia.

W małej szkole to i nie wybrzydzają przecież że stary, klient jest klient, c'nie? Fajowe miejsce, jest miło bez zwierzania się ze spraw, które były niemiłe.

Powrót Małpoluda

Jak ta xywka brzmi nieuprzejmie, dziś nie mam najzieleńszego pojęcia już, skąd ona się wzięła. To już będzie ponad dwa lata, jak wpadliśmy na siebie na ulicy mojej, mieszka przy tej samej, znamy się z pierwszej pracy. Do tej pory wisi mi w domu plakat, który dostałem w prezencie na parapet. No i uwielbiałem ich, a teraz, po latach, to nawet na razie nie wiem, czy wciąż są jacyś oni. Wtedy nie byłem w stanie się odezwać, żeby pójść na to piwo jakieś, choć tak się umówiliśmy, rozstając pod żabką.

A teraz sam się odezwał jednak, że może byśmy razem na siłkę. Jakie to jest chłopackie, nie widzieć się najpierw z osiem lat, później następne dwa, a za chwilę razem dźwigać jakieś durne ciężary, w ogóle nie komentując tych lat. Wyjdzie w praniu czy kto jeszcze ma żonę.

Dźwigam te ciężary, bo Cudowna sugerowała, że jeśli bolą kolana, to znaczy - trzeba ćwiczyć. Nie żebym ja mało ćwiczył, nigdy w życiu nie ćwiczyłem tyle co ostatni ponad rok już, po prostu potrzebuję wymienić część treningu na siłowy. No to nie zastanawiałem się nawet przez sekundę nad odpowiedzią na to pytanie. Wprawdzie z moim terminarzem to udaje nam się zgrać co drugi tydzień, ale to i tak jest mega super hiper i ekstra.

Może jednak miesięczny?

Wprowadziła się druga współlokatorka. Chyba nie będę myślał o niej współ, chyba to jednak jest materiał na lokatorkę, no chyba że się dotrzemy jakoś. Z Salty nie musiałem, Salty jest cool, raczej Salty musiała jakoś ze mną, jest prześwietna, że jej się chciało. No a nowa dziewczyna, trochę chyba cwaniara, poszedłem jej mocno na rękę w wielu sprawach, bo przyjaciółka przyjaciół, więc ostatecznie niech ma, niech stracę. Ale wychodzi na to, że jest cwaniara i jeszcze próbuje manipulować od początku, przeinacza słowa moje, kiedy jej rzucam, żeby kontrowersyjną sprawę omówiła z Salty, bo wszyscy domownicy się tu muszą zgodzić, musiałem tam szybko interweniować i byłem zły o to.

Może jestem rozdrażniony, bo nawiozła rzeczy, które nie wyglądają jakby się miały zmieścić na dziesięciu metrach kwadratowych, których użyczam, na razie sporo tego leży u mnie, a ja nie lubię mieć poczucia, że mieszkam w graciarni. Mam strategicznie prosty, mało urządzony pokój.

Myślę, czy to takie rozdrażnienie wstępne i czy mi nie przejdzie. Mam nadzieję. Zaproponowałem naleśnika dziś, z okazji dnia naleśnika, mówi - przez chwilę myślałam czy nie ukraść jednego. Nie trzeba kraść, dziś zdecydowanie zrobiłem żeby się podzielić!

A później słyszę przez drzwi jak chodzi po pokoju i wyje, i klnie, że nie może znaleźć kamerki. Zapukałem, zaproponowałem że pożyczę swoją.

Ale tak myślę, że już w żadnej sprawie nie pójdę na rękę.

Może to za szybko, w końcu zanim mnie polubili na sali fitness jako tako to minął ponad rok. Trudno, to zdąży się wyprowadzić, zanim nastąpi zjawisko acquired taste.