Mój dom powoli znów zmienia się w dom. Tylko pozory i iluzje, brzmiał tytuł fajnego bloga kiedyś, tylko pozory i iluzje, brzmiałby tytuł filmu o moich ostatnich dwudziestu latach życia? U lekarzy powtarzam: dobrze udaję.
Mój dom powoli znów zamienia się w dom. Lokatorka z którą się tak strasznie gryźliśmy, przyjęła do wiadomości, że wyprowadza się do końca lipca, na co umówiliśmy się już dobre trzy miesiące temu, ale po drodze próbowała się buntować. Wybadałem wczoraj delikatnie temat - bo nie zapłaciła jeszcze czynszu za czerwiec. Powiedziała że myślała że rozliczymy się z końcem lipca. Mam w głowie że pewnie nie chce mi zapłacić czynszu, żeby naciskać na jakieś korzystniejsze warunki dla siebie, mam to głęboko, tj. najważniejsze dla mnie żeby się wyniosła i tyle.
Uff, uff, uff. To najważniejsze do wyniesienia z domu, osoba dająca poczucie mieszkania z byłą żoną. Nie miałem żony, ale wiem że dokładnie tak czułbym się, mieszkając przez jakiś czas z życiowej konieczności z byłą. Na szczęście z tą nie bardzo jest jakiś majątek do podziału, albo zostawi meble, albo nie zostawi i dopłaci kasę.
Mój dom powoli znów zmienia się w dom. Zdawałoby się, że nieźle dbam o porządek, no ale przecież tylko pozory i iluzje. Spiąłem się wczoraj, powynosiłem rzeczy spod łóżka, gdzie trzymałem drugie łóżko, spod fotela i kanapy deseczki wyjąłem, wyniosłem szafę-słupek, która mi nie pasowała za bardzo do przestrzeni, takie rzeczy na wieczny-tymczas ustawione czy schowane, zamiecione na wieki pod dywan. Niby wydawało się, że to wcale nie przeszkadza, ale jednak przeszkadzało bo od razu widać różnicę. Nie wiesz o co chodzi niby, bo to się przecież tak nie rzuca w oczy, ale kiedy nie leżą jakieś tam deski pod fotelem to jest po prostu o wiele schludniej i to czuć.
Salty też mówiła, że ją dzień wcześniej wzięło na porządne sprzątanie, taka aura może. Bidulce zaprotestowała wczoraj pralka, przeszła cały program, nie chciała oddać ciuchów. Note to self, jeśli wyłączenie z prądu i odwirowanie nie wystarcza, prawdopodobnie trzeba spuścić wodę z filtra i pralka przestanie być obrażona. To pewnie nie pierwszy raz, kiedy mi tak robi, no ale nie pamiętałem i musiałem grzebać w internetach. W każdym razie sukces, choć dwa razy do tego podchodziłem, najpierw na pewniaka i zostawiłem sprawę, wychodząc na zajęcia, później z internetem, kiedy po zajęciach okazało się, że mam zapłakane emotikony od Salty, bo jej pralka wciąż robi na złość, a ma w niej ciuchy na swoje tańce.
We wtorek wciąż ćwiczyliśmy choreografię Cudownej do nagrania, walczę z tym od miesiąca. Mam ostatnio chwile zwątpienia, kiedy jakieś rzeczy, które przecież ćwiczę od miesięcy, nie wychodzą. A bez lustra to w ogóle się rozsypują, zostaje po tym, jak ciało się umie poruszać, tylko pamięć, albo coś mniej wyraźnego, tylko wspomnienie, tylko cholerna jaskinia Platona, mizerne i zafałszowane odbicie tego ideału, wyrażanego przez Cudowną, albo podglądanego u Salta i innych starszaków.
Walczę, pracuję nad sobą, żeby mnie to nie zniechęciło. Wiem że wiele rzeczy, które teraz jakoś tam potrafię skoordynować w ciele, nawet jeśli jeszcze niezbyt estetycznie, to są rzeczy, które pół roku temu nawet z lustrem nie wychodziły wcale a wcale. Czyli tak naprawdę sprawa jest prosta - trzeba więcej ćwiczyć bez lustra, myślę.
Ćwicz, ćwicz, brzmi jak mowa pokemona.
Dzień urodzin wydaje się trudny do zagospodarowania, rano wizyta u lekarza, w poczekalni robię notatki na bloga. Zwiększył mi dawkę leków i dołożył L4 - mówi, że są wskazania i że widzi że jest lepiej, ale dążymy do tego żeby było 10/10, więc jak nie jest, to można. To jest coś, co miło usłyszeć, kiedy przez całe życie trwało się w obawie, że powiedzą ludzie, jak szef powtarzał w biurze, że coś ściemniasz, to kiepskie tak powtarzać przy współpracownikach (a pudełka z recepty mają podpis "lek zaburza sprawność psychofizyczną", może trzeba było pokazać ze zwolnieniem od lekarza?), no i jest ryzyko, że któryś Ci o tym opowie, jakiego miałeś szefa, że Tobie przez telefon mówił "zdrowie najważniejsze", a w biurze odwrotnie; że to nieprawda, że po prostu weź się w garść, przecież sam byłeś takim ludziem, że tak sobie powtarzałeś.
Niesłusznie.
Na tym polega się wzięcie w garść, że leki i L4 przecież.
Pierwszy raz od wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu, wielu (to zupełnie losowa liczba powtórzeń, nikt nie zliczy tego już) lat, mam taki pomysł, że chciałbym ten dzień z kimś celebrować, zamiast się kryć po kątach i powtarzać, że przecież to jest dzień w którym zaczęły się wszystkie moje problemy. Jest w tej myśli jakieś poruszenie i wzruszenie, przełykam je z trudem, skręcając w Belwedreską.
Będę teraz przełykał smarki aż do przychodni, gdzie jest toaleta, na szczęście to nie tak daleko. I tak nie udało się umówić na rezonans magnetyczny, można jedynie w tych placówkach, które mają taki lab. Ech!
Zwracam uwagę na wystawę plakatu na płocie Łazienek, jest tam plakat sympatyczny, od razu przesłany do Herbacianej, że "teraz nawet kotek może strzelić kilka fotek". Za kilka kolejnych plakatów patrzę, a po murku pod plakatami idzie kocisko, przeciska się pod gałęziami w stronę tego kociego plakatu. Zawracam z telefonem, próbuję go złapać razem z plakatem. Niestety, po złej stronie płotu jest i nie chce pozować. Trudno, to piękna, mała przygoda. Miałbym kawałek szynki w kanapce, to może bym mu zdążył strategicznie podłożyć na trasie do zatrzymania, niestety nie miałem już nawet kanapki, zjadłem po drodze.
Później wracałem nad Wisłą, tydzień temu widzieliśmy się pod Poniatówką z Mimblą z rodziną. Minęła mnie na tym odcinku dziewczyna z tatuażem na ramieniu - przytuleni Muminek i Migotka. Więc napisałem do Mimbli, że dziś spoglądam na plażę ostatniego spotkania z perspektywy przeciwnego brzegu i że te Muminki, bo one od samego początku się z nią kojarzą, to fajne.
Ustawiłem się że robię u Bazyla i Herbacianej naleśniki dzisiaj. Nie będę sam, zresztą dali mi urodzinowy prezent już z miesiąc temu, bo przecież też nie pamiętają dokładnie kiedy mam, skoro się tak zawsze kryję. Dostałem puzzle z oryginalnymi pokemonami, na pamiątkę żartu, jaki im kiedyś wyciąłem. Cudowne!