niedziela, 12 października 2014

[FB] Złańcuszkowany poszukiwacz szczęść

 [1] (Nika, ale mogę lekko oszukiwać i pisać zanim dzień się ewentualnie zdąży zepsuć?)

Najmłodszy rezydent Końca Świata zapłakał dopiero koło siódmej nad ranem. Tak o, zakwilił, nieprzekonany jakby. Znaczy że się wysypiamy po wczorajszym świętowaniu.

Wcale nie świętowaliśmy meczu, bo kiedy był mecz, to graliśmy w Wormsy i jedliśmy sernik. To bardzo dobrze mieć zróżnicowane okazje do świętowania, c'nie?

Kocica łasi się do mnie od rana. Wprawdzie wiem, że chodzi o pustą miskę, za to nie wiem, skąd jej czego dosypać, więc czeka mnie koncert szturchnięć, miauknięć, otarć i naiwnej nadziei w oczach, aż ktoś bardziej ogarnięty się nie wybudzi.

Jesienny poranek na Końcu Świata nie odbiega wiele od poranków sprzed lat - drzewa rumienią się za oknem, widać to świetnie, choć dokładnie tak jak już kiedyś komuś pisałem, wszystko otula nieśmiała mgiełka przypominająca mleczny kożuch.


[2] (Nika, naprawdę muszę tak przez cały tydzień? I czy obraz za tysiąc słów się liczy?)

To był młot z Hulakuli, ale na pewno można było to zdjęcie zrobić lepiej, więc po co ono komu, hmm?


[3] (Nika, ale powroty do tak bardzo, bardzo odległej przeszłości też są dozwolone?)

Więc jesienią spadają liście, jesienią drzewa się rumienią, coraz szybciej robi się wieczór, a jeśli miejski wieczór, to wiadomo, że świat ma kolory melancholii i nieskończonego smutku. Był z tym ostatnio gif w internecie, planety krążyły, pani wywracała oczami.

Jesień to pora emigrantów, w listopadzie nie dojdę nigdzie, rude drzewa i słońce wstaje zimniejsze – pewnie można się zorientować, że ja to lubię, takie piosenki. Otóż tłumaczę dlaczego, skąd się to wzięło, sam nie wiedziałem do końca. Ale pomógł Najmłodszy Mieszkaniec Końca Świata, któremu czytaliśmy bajki i rymowanki i uroczyście przyobiecałem przerabiać z nim rozdział przy każdej wizycie. Choćby przez najbliższe lata nie miał jeszcze szansy zrozumieć słowa.

Mówię im tam – Już kilka lat temu przypomniałem sobie bajkę, mieliśmy na kasecie w dzieciństwie, najwspanialsza była na świecie, opowiadała o Jesiennej Dziewczynce, miała piosenki i zaklęcie, które pamiętam po dziś dzień, otwórz się sezamie jak mydlana bańka, oddaj swoje skarby dla mnie i dla Mańka. I za żadne skarby internetu nie mogłem jej znaleźć.

Oczywiście po takim przedstawieniu sytuacji znaleźliśmy ją w pięć minut. Zaczyna się o tak.

- Aniu? Aniu? Co ty tam malujesz.

- Ja? Ja maluję jesień. A właściwie jesienny deszcz.

- Pokaż... O rany! Całą kartkę zamalowałaś na szaro. A gdzie są domy i drzewa?

- Nie widać ani domów, ani drzew. Widać tylko deszcz!

Więc poza tym, że przy życiu utrzymuje mnie głównie „Stereo” ewy braun, to nucę sobie czasem - na ulicy, kiedy niesie mnie poranny tłum z Wileńskiego - „Deszczem wyszywane” albo „...korale z kasztanów, a w rudym warkoczu białej pajęczyny nić”.


[4] (Nika, ale czy takie najdrobniejsze z drobnych przyjemności też się liczą?)

Obwarzanki przy Rynku Nowego Miasta.

Od razu napiszę, że jutro planuję ogórki konserwowe, żeby się za łatwo nie wywinąć.


[5] (Nika, a wiesz, że ludzie pytają, ocb? To się dowiesz!)

Więc kiedy już wybudziłem się z obiadowej drzemki, kolega z pracy zaskoczył mnie pytaniem o te wpisy na fejsie. Bo mi wzrosło zapisków zagęszczenie i o co chodzi, jak to.

- A wiesz, bo mnie koleżanka złańcuszkowała - odpowiadam najciszej, jak się da, bo może w tym wieku moim i w tym wieku dwudziestym pierwszym, trochę jakby nie wypada się tak łatwo dawać.

- I co, chodzi o to, że masz od niej zaczynać wpisy? - Chyba zgrywa głupa.

- No nie. Chodzi o to że... - zacinam się. - Nie przejdzie mi to przez gardło.

- ?

- Weź sobie znajdź na tablicy.

Więc ta kupka śmiechu, kiedy już znalazł, to godne odnotowania zwycięstwo.

Do tego youtube zaproponował mi dzisiaj Top 10 Elvisa Costello songów. Bardzo niespodziewana sytuacja, oczywiście nie jestem znawcą, wkręciłem się kiedyś w pierwszą płytę, tym kawałkiem ilustrującym wpis, co to poniżej. I miałem długą przerwę. To usłyszałem dziś fragmenty kilku nowych, albo takich, co słyszałem w innym, nowszym wykonaniu, a okazuje się, że już wtedy były coverami. I posłuchałem też kilku znanych, takich co po prostu się podobają, albo takich, co do których mam mieszane uczucia, bo się podobają, ale trochę za bardzo mówią o rzeczach. Dowiedziałem się z komentarzy, że już chyba nie mają o czym tych Top 10 robić, bo kto o takim słyszał, albo dowiedziałem się, jak bardzo Elvis jest przeceniany, ale również niedoceniany. Ja tam ciągle mam w planie sprezentować kiedyś komuś płytę, chyba poprzednio szukałem jej dwa lata temu i ostatecznie kupiłem taką, której samemu sobie bym nie kupił za żadne skarby (bo dla mnie to nic ciekawego), czyli był to niewątpliwie jeden z najprawdziwszych w karierze prezentów, bo nie pod mój gust skrojony.

Może tym razem się znajdzie?

Aha. I nie napisałem powyżej over/underrated. Też się liczy taki orient, c'nie?

piątek, 10 października 2014

[FB] A może jesteś w ZARZĄDZIE?

 No nie jestem. W zarządzie na pewno nie jest też Pan Marek, który podszedł do mnie, kiedy przystanąłem z telefonem. Pan Marek zapytał czy nie mamy makulatury jakiejś na zbyciu, więc pewnie trochę sprawiałem wrażenie, że jestem. Ale jak już ustaliliśmy, jednak nie. Pan Marek od piętnastu lat jest na ulicy. Nie wygląda - twarz ogorzała, pięćdziesiąt sześć lat, schludny, zielone polo, jeansowa kurtka, buty bardziej szałowe niż moje. Tak chodzi i zbiera, zarabia jakieś pieniądze, choć podatków nie płaci. Przeprasza, że tak nieładnie mówi, choć mówi bardzo ładnie, nawet pomimo braku zębów w dolnej szczęce (niby będą mu operować oczy, ale trzeba też było wyrwać te zęby #jaskraczyinnazaćma #toskomplikowane), śmieje się, że chciałby pracować w radiowej trójce. Na ursusie kiedyś był, w ośrodku, ale tam się nie da, bo nie każdy bez domu potrafi zachować kulturę, jak on. Do tego kiedy ktoś go tam obkichał, to pierwszy raz w życiu musiał brać antybiotyki, tak źle było. Więc mieszka na działce, w piwnicy, którą mu dali dobrzy ludzie. Ma tam światło, nawet telewizor ma (zarobił!) i radio, z wielkimi, jak to się mówi - zajebistymi! - głośnikami. To czego mu więcej trzeba? Tak chodzi, zbiera puszki, makulaturę i zarabia. A jak przechodzi obok tych tamtych - tu wskazuje w stronę kancelarii premiera - to czasem im coś nawrzuca. Np. Kaczyński kiedyś szedł z wielkim ochroniarzem, to go nie chciał przepuścić, a przecież taki sam człowiek.

- Panie Marku, ja tu tylko przelotem w przerwie od pracy, ale już będę leciał.

- Ha, to długą Pan ma przerwę. To gdzie Pan pracuje?

- Tam przy Rondzie Jazdy Polskiej.

- A tam! To powinno być Rondo Zadu Polskiego. Bo on odwrócony jest, ten pomnik, nie tam ludzie chodzą. Albo powinien się obracać i machać szabelką - tu Pan Marek pokazuje na wschód - Pan wie, o co mi chodzi, i tam też, i tam - tu Pan Marek wskazuje w stronę wspominanych gmachów mieszczących ważne i ważniejsze instytucje w okolicy.