Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piłeczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piłeczka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 lutego 2012

Echo cyklu zebraniowego - mój bohater Puyol

Najlepsza rzecz, jaką spotyka się na firmowych zebraniach, to ptasie mleczko. Wcześniej bywała całkiem niezła czekolada, ale nie mogłem o tym napisać, bo zebrania odbywały się nowym trybem i autentycznie nie miałem czasu na notatki. Naprawdę - ciężko mieć czas na notatki, jeśli zebranie rozpoczynam ja i wychodzę, kiedy skończę mówić. Dziś stary tryb powrócił, tryb w którym się siedzi tam przez dwie godziny, ale na szczęście częstotliwość będzie miał miesięczną, za tydzień znów ledwie chwila. Przyjmijmy, że blog korzysta na tych dłuższych zebraniach, kiedy muszę jakoś odpędzać nudę.

We wtorek odwiedzałem Smorkę i Katastrofę, już jakiś czas mieszkają razem, tak, to znak czasu, choć bardziej do myślenia dał mi ostatnio telefon od ciotki, która zapraszała na rodzinną osiemnastkę kuzyna. Jak to? Kiedy się ostatnio widzieliśmy, wprawdzie odstawał już mocno od ziemi, ale jednak wciąż był z niego dzieciak. Niespodzianka. To oczywiście przez pracę, w której może i wiele się dzieje, ale narzuca życiu bardzo jednostajny rytm. Cztery i pół roku, dni urlopowych w sam raz na podróż dookoła świata, taką staromodną. Albo wezmę duży procent do września, albo zaczną się przedawniać, nie chcemy tego przecież, no i świat można okrążyć teraz sporo szybciej niż kiedyś. A S&K chcą iść ze mną na polsko-ukraiński koncert czternastego, więc może dotrę. No ale.

Ja mam problem nawet z bliskimi podróżami, nie dotarłem w piątek na MKL, bolała mnie głowa, jakaś kumulacja na koniec spokojnego pod tym względem tygodnia, nie pomogła czekolada od Protestanki, nie pomogło półtorej godziny drzemki. Na jesieni dentysta zalecał pozbycie się ósemek, oczywiście chirurgiczne zabiegi w jamie ustnej to nie jest mój ulubiony sposób spędzania czasu, więc zwlekam, pomimo nerwowych nacisków i takich tam. Pamiętam polonistę z ostatniej klasy liceum, profesor Dudziak, ogromna rezerwa do wszystkiego, ale któregoś dnia wszedł do sali i na wstępie warknął, żeby struny nawet szarpać nie próbować, bo ósemki.

Sam warczę przede wszystkim w pracy, wiadomo, wspominałem, że mam życie-pracę, na szczęście powarkiwanie, często okraszone mało wyrafinowanymi wulgaryzmami, powiązane jest ze spotkaniami z przerw obiadowych. Te spotkania też już są niemal obowiązkowe, tak ze trzy miesiące temu warczałem na pewno trochę mniej, wtedy graliśmy w Mortal Kombat, jugglowałem za trzydzieści procent obrażeń, nie było źle. Niestety, krwawy turniej poszedł w odstawkę, kiedy w biurze pojawiła się FIFA12, a sporty drużynowe to nigdy nie była moja para kaloszy, ja z tych ostatnich wybieranych do drużyny. Więc pomimo nauczenia się triku z obrotem wokół własnej osi na piłce w biegu (a to znaczy, że kiwam się w grze wielokrotnie lepiej niż w rzeczywistości), który nawet ze trzy razy skutecznie zastosowałem, przegrywam sromotnie, jeśli nie jestem w drużynie z Motorem. Tym niemniej z niepokojem spoglądam teraz na zegar, zebranie jest na kursie kolizyjnym z meczem. Nawet z trzema.

Na pewno częściej wygrywałbym, gdyby dać mi jedenastkę złożoną z samych Puyoli, ten chłopak ratuje mi każdą sytuację, która w ogóle jest do wyratowania, raz nawet strzelił bramkę. Sam nie rozumiem tych taktyk, krycia, obrony, zabranie komukolwiek piłki jest ponad moje siły, więc zostawiam te zadania drużynie. Atak jest łatwiejszy (co nie znaczy, że łatwy), trzeba podawać tam, gdzie po drodze nie stoi żaden Brazylijczyk. Swoją drogą - przeklęty Pato. Cytat nimi gra, bo mają najwięcej gwiazdek, on się umie kiwać, a ja wciąż nie wyciągnąłem żadnych wniosków z tego, że nigdy nie zrobił triku z obrotem na piłce.

***

Raczej słabo się zgrywam z Cytatem, ostatni mecz 1:5 bodaj. Przeklęci Cygan z Motorem.