Śniło mi się dzisiaj, że prowadziłem samochód. Do pracy pewnie, bo jechałem Śląsko-Dąbrowskim, jakoś zamyślony tak i zamiast do prawej, to środkiem, torowiskiem. I szybko. Naprzeciw oczywiście tramwaj, więc musiałem wpasować się między legalnie jadących z prawej, oczywiście ten przede mną musiał zahamować i masz - stłuczka.
Nic strasznego się nie stało, nawet się światła nie zbiły żadne, bump, jak na tych samochodach z objazdowych miasteczek wesołych.
Tym niemniej - jakoś odechciało mi się dalej jechać, za to poszedłem do klubu. Odreagować stres czy co, bo ja wiem? I tam tańczyła dla mnie przepiękna dziewczyna, która wyglądała jak najpiękniejsza dziewczyna ze studiów.
Więc jeśli komuś mogło się wydawać, że nie da się już w tym śnie zrobić głupszej rzeczy niż jazda sto pięćdziesiątką środkiem mostu naprzeciw tramwaju...
- Weź siadaj, teraz ja dla ciebie zatańczę!