No dobra, ja tylko żartowałem, że już nie będę pisał bloga. Jeżeli kiedykolwiek chciałem czegokolwiek, co nie było słabo osiągalną kobietą, to właśnie pisać coś, blog się świetnie nadaje, bo nikt nie pilnuje, nie sprawdza i nie ocenia głośno, jest ochota, to jest i pisanie. Grudzień minął na smarkaniu i przesiadywaniu w pracy, bo trzeba omijać tłumy przecież, te w autobusach i na drogach. W związku z wolną Wigilią liczyłem na cudowne ozdrowienie, trzy dni wysypiania, to pewniak być powinien! Nosa z domu wtedy nie wyściubiłem i oczywiście w poniedziałek przyszedłem do pracy niewyspany i chyba jeszcze bardziej schorowany. Praca minęła, wróciłem do domu i okazało się, że nie mogę spać, tak w ogóle - skąd to? Przynajmniej o tej drugiej nocy zdecydowałem się na wzięcie laptopa i wystukałem jakieś tysiące znaków posta na forum, na które chciałem się zarejestrować, opisując olśnienie w związku z ośmioletnią grą (owszem, to znów Morrowind). Olśnienie się na razie marnuje, bo wciąż nie dostałem mejla z potwierdzeniem rejestracji, a do tego jak większość moich rzeczy, kiedy przybywa im dni, coraz bardziej traci wartość i sens w moich oczach.
No i znów poszedłem do pracy, słodko wreszcie przysypiając w autobusie, jak dobrze, że już nie jest tak mroźno, bo bym mógł przymarznąć do szyby. Przeżyłem dzień jeszcze boleśniejszy niż poprzedni i wróciłem spać. Wstałem kilkanaście godzin później - cudownie ozdrowiały.
A w każdym razie czuję się już o wiele lepiej.
Powiastki zaległe #2
Na początku grudnia, w pierwszą sobotę, poszedłem na imprezę. To zupełnie niespodziewany owoc poprzedniej firmowej integracji, kiedy zapoznawaliśmy koleżanki Dwóch Kalorii i nawet dodawaliśmy na fejsie, a później dostałem na tym fejsie zaproszenie na kicz party. Okej! Ubrałem taką starą marynarkę, nie mam pojęcia po kim to, zawsze chciałem ubrać, na tę okazję miała towarzystwo dresu z dwoma paskami. Na miejscu poznałem Szefa, który został Szefem, bo miał paski trzy. Trzeźwe właściwie towarzystwo przymusiłem do tańczenia Macareny, a kiedy było coraz to mniej trzeźwe, to nie trzeba było przymuszać, nawet były zupełnie uczciwe tańce. To był drugi raz w tym roku, kiedy tańczyłem, pierwszy, kiedy mi się podobało. Wcześniej okazało się, że mam styczność z dziewczyną z Mińska i gościem z Gorzowa - no to od razu poleciały nazwy Mistrzów - Maki i Chłopaki, Muzyka Końca Lata i Kawałek Kulki, a nawet usłyszałem tekst - Grałem z bratem szefa KK! A później typ dorwał gitarę i zagrał, i zaśpiewał - Hej dziewczyno, masz ładne kolana!
Zupełnie dla siebie niespodziewanie zakończyłem imprezę kolejnego dnia o czternastej, choć wcale mnie jeszcze nie wyganiano. Również wtedy nasiliła się nieszczęsna choroba, cóż.
Tym razem nie było żadnych opowiastek damsko męskich, może dlatego, że nikt nie gadał w mieszkaniu o rpg, albo dlatego, że balkon był bardzo niewielki i niezbyt przy minus dziesięciu zachęcający. Posłuchałem za to o rozterkach ludzi w podobnym wieku, którzy właśnie kończą studia, praktykując jednocześnie w firmach, pełni obaw, że nie dostaną stałej roboty po obronach. I wzdychają trochę nad tym, choć nie do przesady, ale wystarczająco, żebym mógł dla odmiany bardziej docenić swoje miejsce w życiu. Przecież sam, zbyt leniwy na sumienne studia (czyli pewnie po prostu zbyt leniwy, bo nawet dla papierka mi się nie chciało prześlizgiwać), pracuję od trzech lat w tym samym miejscu, mam stałą umowę, co ponoć jest dla niektórych marzeniem, coraz mniej marudzę, coraz więcej robię, a nawet naprawdę doceniam dużą swobodę. Przede wszystkim jednak wciąż doceniam fantastycznych ludzi.
Dobry wieczór
Pod koniec grudnia, w ostatnią środę, poszliśmy na imprezę. To znaczy wczoraj. To była kolejna impreza integracyjna, przysługują raz na kwartał. Rodziła się w wyjątkowych bólach, na szczęście mnie zespół przycisnął (żeby nie napisać, podłożył gotowe do wysłania dokumenty). Pal licho kiepską pomidorową i niezbyt okazały stek, skoro wszystkim wokół smakowały naleśniki. Choć tego samego dnia Cygan obwieścił odkrycie Ninjump i obawialiśmy się, że większość oleje imprezę i będzie chciała zostać ninja, udał się jeden z lepszych wieczorów tego roku. Z Protestanką mówiliśmy o Cejrowskim (którego nie znosi) i Kazimierzu Nowaku (ona jest źródłem książki, którą czytałem tych kilka miesięcy temu), Cygan też się dosiadł i wtedy mogłem słuchać, jak wymieniają poglądy o afrykańskiej muzyce, na jakich byli koncertach i inne takie - to ulubiona rzecz, widzieć i słuchać, kiedy ktoś się czymś fascynuje. Mogłem się kłopotać odpowiedzią na pytanie, w jakie ja bym chciał jechać miejsce - bo po prostu nie ma takiego miejsca, o którym kiedykolwiek marzyłem. Zamówiliśmy butelki wina dla nieobecnych, dostaną w nowym roku i przy wyjściu dziękowaliśmy właścicielowi za ciepłe przyjęcie. Szedłem do autobusu na Marymont, trochę wiało, trochę sypało, śnieg skrzył tak świeżo.
Tribute to listopad
Więc jeśli już otacza nas klimat podsumowań, albo noworocznych postanowień, to nawet jeśli nie popieramy instytucji noworocznego postanowienia, albo w ogóle nie jara nas sylwestrowy klimat i imprezy, i być może nie planujemy na ten wieczór nic specjalnego, już bardziej zastanawiamy się jak przetrzymać jutrzejszy koncert Kombi pod oknem - to przynajmniej bądźmy razem przy tak zwanych momentach. Najlepsza chwila tego roku to piętnaście minut w listopadzie, chyba pod koniec, od godziny piętnastej, kiedy czytałem na głos raczej niezbyt udane opowiadanie...
Eejże, nie to, że od razu moje!
...komentując trochę, śmiejąc się i wygłupiając ze słuchaczem. Jeżeli jest więcej takich rzeczy, o których przez ostatnie lata zapomniałem, a lubię je wręcz szalenie, jak takie głośne czytanie, to życzyłbym ich sobie w ramach przyszłorocznych momentów. Mogą to być również nowe rzeczy, a mogą to być i okazje do czytania. Bo przecież pisać to mam gdzie, no!
Do "Dobry wieczór":
OdpowiedzUsuń"Konfucjusz powiedział, że świat najlepiej poznawać nie wychodząc ze swojego domu. Jest w tym jakas prawda. Nie trzeba koniecznie podróżować w przestrzeni. Można odbywać podróże w głąb własnej duszy. Pojęcie podróży jest bardzo rozciągliwe i zróżnicowane" (R.Kapuściński)
pzdr., kk^^