W zeszły czwartek na Gdańskim umarłem zanim wystartowały zajęcia, kiedy przypadkowo wepchnąłem się na miejsce Śpiewającej Kapitana, przeprosiłem ją za to zresztą, ale mówi: nie przeszkadza mi. No i wylądowałem tym sposobem zaraz za najładniejszą spódniczką zajęć, nieumyślnie to zrobiłem przecież, tak jakoś wyszło.
Ja się kiedyś z Różyczką śmiałem, że warto czasem mieć miejsce gdzieś z tyłu, można się pogapić trochę na nogi spódniczek. Wiadomo, że to są treningowe takie, z lajkrami pod spodem, no ale wyobraźnia robi swoje.
No i te żarty to w gruncie rzeczy nie wybrzmiewają w życiu. Ja staram się zawsze tak ustawić, żeby się dziewczyny nie czuły skrępowane, że im pod tę spódniczkę zaglądam. Tu i tak łatwiej niż w zatłoczone dni na jodze, gdzie można wylądować nieumyślnie centymetry od czyjegoś krocza.
Stoję sobie i czekam, i za chwilę umieram, bo spódniczka się odwraca do mnie z takim uśmiechem, jakby tam stał ktoś znajomy i lubiany na moim miejscu. To nie są rzeczy jakich się spodziewam na zumbie. No i ja nie wiem jak ma na imię ta dziewczyna (już wyłapałem!), czasem bywa, z raz coś do niej kiedyś powiedziałem może, kiedy się okazało, że pod lustrami jest skrytka na ręcznik czy wodę, dawno już, tyle.
Ożyłem za chwilę jednak, bo nie włączyła się w z trudem klejoną rozmowę z innym kolegą, a też oczywiście miałem w głowie zbyt wielkie WTF, żeby ją samemu włączyć.
We wtorek na Gdańskim zgadałem się ze Stanią, żeby mi zajęła miejsce obok siebie, bo ja puszczam tam zawsze dziewczęta przodem z chłopakami jak wchodzimy na salę. No i co się okazuje, znów stoję za spódniczką, nawet nie muszę nic kombinować, próbować się przepchnąć, zbliżyć, samo się dzieje. Tym razem nie miała spódniczki, uff, nie trzeba było udawać słupa soli z wzrokiem zastygłym jedynie w punkcie na lustrze.
Zresztą to jest taka kobieta, że obsadzając ją w latach 90. w rom-comie o szarej myszce, która przechodzi ultra glow up, nie daliby rady jej schować urody, więc na dobrą sprawę spódniczka czy nie, niewielka różnica.
Siedzi biedna przed zajęciami, jak ja często w sumie siedziałem, kiedy nikt nie rozmawiał z grupy. Brzydko tak myśleć, ale myślę, że w sumie jest za ładna, żeby łatwo znaleźć przyjaciółki w tym hermetycznym dość towarzystwie, od którego sam się tak odbijałem, że już przestało mi zależeć.
Mam ochotę ją zagadać, ale nie zagaduję, nie chcę w tych salach żadnych dram i dalszych plotek, a daję głowę, ten uśmiech z czwartku, przypadkowy, nic nie znaczący, to od razu wysłał Damę Pchełek w objęcia przyjaciółki - Pani Bez Spodni - chciałbym nie myśleć, że wszystko kręci się wokół mnie, ale Dama Pchełek wciąż się kręci, choć z pół roku temu wypraszała z towarzystwa.
Zajęcia się kończą. Widzę że spódniczka idzie nie do szatni, a gdzieś głębiej w siłownię. Przechodzę obok, czasem zostaję na drążek, robiliśmy tak czasem z Pięknym Gregiem. Tak sobie tłumaczę, że ten drążek się zdarza czasem, więc wcale nie wyszedłem za dziewczyną zbyt ładną żeby o niej myśleć.
We wtorek na Gdańskim umarłem za dwie serie podciągnięć, kiedy się rozciągała z drugiej strony półek i ja naprawdę ani przez sekundę się nie gapiłem, tylko czytałem książkę z tabletu między seriami. Podeszła do mnie i zapytała czy wiem gdzie są skakanki. I że te zajęcia wspólne fajne, taki wycisk, a taka energia, że jeszcze się potrzebuje dalej wyżyć i że jest czołgiem, nie do zatrzymania. To całkiem urocze, kiedy kobieta mówi, że jest jak czołg.
Kobieto Czołg, niedoczekanie Twoje, jesteś w tym pamiętniczku Skakanką.
Niedoczekanie moje, jestem kretynem i nie zaprosiłem jej od razu na kawę.
W środę wracałem z zajęć z Wiedzącą Czego Chcącą, pytam jak ten kretyn, co to znaczy że najładniejsza dziewczyna z zajęć się mnie pyta o skakankę na siłowni po zajęciach. Wiedząca nie mówi mi że jestem kretynem, choć nie mówi też, że to oznacza jakieś zainteresowanie - po prostu mówi, że zaproś na tę kawę, najwyżej powie nie.
Och, Wiedząca, nie znasz się, jest tyle opcji, moje pierwsze zaproszenie dziewczyny gdziekolwiek to było straszliwie zimne "idź sobie". No i, Wiedząca, nie wiesz że ja tu próbuję zacząć szukać jakiejś bliskości po roku od rozstania i po półtora roku bez dotyku, bo przecież nie dotykaliśmy się już długo zanim. Jestem bardziej niedopieszczony niż niedopieszczona była była wtedy na początku. I nic mnie nie przeraża bardziej niż kawa (żeby nie mówić od razu randka) w momencie kiedy zdaję się sam sobie serią czerwonych flag - z brakiem pracy na pierwszym miejscu.
No ale masz rację, Wiedząca. Ani nigdy nie ma dobrego momentu, ani nigdy nie jest się gotowym. Sięgasz, sprawdzasz, nie wyjdzie, trudno, robisz dalej swoje. Nie byłoby mnie dawno na tych salach, gdybym nie robił swojego.
W czwartek w tym tygodniu na Gdańskim umarłem, bo nie przyszła. W piątek w tym tygodniu umarłem, bo nie przyszła też na Promenadę, mówiła wtedy że czasem bywa, specjalnie dojechałem, pytać o tę kawę, choć planowałem przecież dłuższe przerwy weekendowe z okazji wyjazdu, kolanka by się ucieszyły. Oczywiście dość determinacji żeby dojechać na zajęcia poza zwykłym planem to jeszcze nie znaczy, że bym zaprosił, może przynajmniej zagadał, ale tak samego siebie próbuję uspokoić i przekuć to przerażenie w ekscytację, że przecież działam aktywnie i to już jest dużo jak na mnie.
No i pewnie chodzi też o to, żeby się nie młotkować, że się nie spróbowało, to pewnie i tak nieźle, że nie obudziłem się z tym pomysłem za pół roku. Jeśli jest zainteresowana, to ułatwiła mi zaproszenie na tyle na ile tylko się da - pamiętajmy że dziewczęta wciąż nie zapraszają nas na kawę pierwsze. Jeśli nie jest, to powie że nie jest, raczej nie da rady brutalniej niż laska z liceum. EZ, c'nie?
Następna śmierć we wtorek.
*
Salty jest nawet bardziej salty niż Dama Pchełek, że zagadała mnie koleżanka z zumby. Co się dzieje. Te memy, że dziewczęta lecą na broken mężczyzn zamiast wartościowych to jednak prawda, muszę wysyłać jakieś nowe feromony w tych życiowych stresach. Zaopiekuj się mną, bleh. Nie chciałbym, żeby ktoś mi powiedział, że szukam mamy a nie partnerki za jakiś czas.
Rób swoje, idź naprzód, nie zasiedź się na jakimś bezrobociu, spróbuj dowiedzieć się co napędza ten czołg, tańcz, tańcz, tańcz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.