Księżyc nad Warszawą cienieje, mamy 25%, czyli że są szanse na sen. To niech i piosenka na dobranoc będzie.
W swojej bezbrzeżnej ignorancji ja, stary przecież fejsiarz, nie polubiłem strony Hydrozagadki do tej pory. Bywam tam w tym podwórku rozrywkowym, blisko mam i fajne rzeczy czasem grają. I dzisiaj się dowiaduję ze strony klubu satelickiego Chmury, że koncert w Hydro gra Apteka. Czyli że nie poszedłem. Zresztą to już by był gruby dylemat, gdybym wiedział wcześniej, skoro były warsztaty.
Ponieważ nie miałem starszego brata ani starszych kolegów, Aptekę słyszałem tylko trochę i tylko na Offie kilka lat temu. Nie w 2012, raczej w 2010. Najbardziej pamiętam, że przez cały koncert miałem wrażenie, jakby Kodym o niczym innym nie marzył poza rozjebaniem scenicznych partnerów. Tak mniej więcej patrzył na nich, nie potwierdziłem więc dzisiaj, czy on tak ma na stałe niestety. A ja też się wtedy z jakimiś dziwnymi spojrzeniami spotykałem, np. pierwszego dnia ochroniarze kazali mi wyrzucić pompkę rowerową, którą przypadkiem miałem w plecaku, że niby niebezpieczny przedmiot chcę wnieść. A drugiego dnia jeszcze większy cyrk. Macają mnie po kieszeniach kurtki, coś tam czują - A to co?!
Ja o wiele bardziej zaskoczony od typa macam się w tym samym miejscu, jakieś niby to granulki, niby to pigułki... Odpowiadam więc zgodnie z prawdą i nieco przerażony - Nie wiem!
Popatrzył spode łba i mnie wpuścił.
Przeszedłem parę metrów, odnalazłem zapomnianą kieszeń wewnątrz kurtki a tam spakowana na drogę z Wawy do Kato torebka migdałów.