sobota, 1 maja 2010

Najnudniejsza godzina świata w cyklu tygodniowym, a czasem nawet dwie

Mam ochotę na jakąś nową muzykę, nie wiem, dlaczego miałbym nazywać dubstep "jakąś chamską muzyką", tak mi się o niej myśli, choć nigdy jej nie słuchałem. To co za oceny? Odpalił to w pracy Cytat przez telefon z jutuba, chodzi o to mięso w basie, które nie zginęło nawet w sieciowej kompresji. Mam ochotę na takie łupanie, ciekawe jak długo wytrzymam i czy w ogóle będzie mi się chciało odpalać jakieś majspejsy.

Oczywiście to pisałem w czwartek, tylko działo się a działo, czyli nie miałem kiedy przepisać i teraz sobie ot tak, z braku lepszego zajęcia uzupełniam bloga nareszcie.

Staram się być oazą spokoju, w każdym razie bardziej niż kwiatem na tafli jeziora, więc nie wyciągajmy pochopnych wniosków z nagłego zainteresowania inwazyjnymi doznaniami słuchowymi. Jasne, irytuje mnie ostatnio bycie korporacyjnym żuczkiem, ale przecież muszą być dwie strony medalu i to niekoniecznie oparte na zasadzie, że na upartego o każdym da się powiedzieć coś dobrego - po odpowiednio długim namyśle. Tu się nie trzeba namyślać, tu wystarczy być. Fajoskich osób jest więcej niż niefajoskich, wytwarza się oczywiście jakieś hermetyczne poczucie humoru, bo kogo innego w Polsce śmieszy wypowiadane szeptem stwierdzenie, że ECIM testuje. Do tego bywamy przecież uczestnikami scen z korporacyjnymi aktorami, ale w otoczeniu pozakorporacyjnym i ponieważ ciężko mi się wpasowywać w aktualnie prowadzone zebranie - napiszę o takiej scence skądinąd.

Mamy za szeroką jezdnią tę namiastkę natury zwaną Polem Mokotowskim. Dzisiaj (to znaczy w czwartek) zalegają tam gimnazjaliści, wbrew powszechnemu przekonaniu wyglądają na niepewnych z ukradkowo trzymanymi browarami, więc do Sodomy i Gomory jeszcze daleko (w ten sposób musi być tag apokalipsa w hymnie o łące, taki jestem). Myśmy też tam wyszli, spragnieni powietrza, żadna to metafora, vide wpis o dzieciach Trzeciego Świata. Rzuciłem na trawę kurtkę, siebie na kurtkę, ręce ułożyłem pod głową, po drodze jeszcze ustawiłem jakiś budzik, żeby jednak pojawić się tutaj, gdzie siedzę teraz (wtedy, wtedy) i to jedno drzewo nad głową, pieszczone lekkim wiatrem robiło za cały las, tak ładnie szumiało. Czyli nie tylko basowe łupnięcia robią na mnie w tym tygodniu wrażenie. Przymknąłem oczy i od razu przysnąłem, Cytat zaległ na boku, marząc choćby o bezalkoholowym, a ja o czymś majaczyłem, chwilowa rzeczywistość wyśniona pośród szumu, krzyku odświętnych dzieciaków (po dwa browary na grupę), śpiewu ptaków, on jest super, i przebijających się pośród listków promieni. Taki oto sielski obrazek można bez problemu wpisać w korporacyjną rzeczywistość, a ja bardzo przecież lubię swoje wyśnione rzeczywistości, z których nie pamiętam nic, kilkuminutowa wizyta w takiej i zapominam, że ten świat do którego wróciłem potrafi dogryźć, zapewne dogryzł nie dalej niż przed godziną.

Oczywiście sielskość wynika pośrednio z obowiązkowej godzinnej przerwy obiadowej, którą raczej przeklinamy, sztucznie wykradziona godzina, godne politowania argumenty działu kadr o regenerowaniu się, jak to, po co komu, skoro oporowe nadgodziny tak często, dranie!

Niewiele czytam, mógłbym przerobić dzienniki Tyrmanda, ale nie uśmiecha mi się z monitora - czy to w ogóle jakaś różnica z czytaniem bloga? A może zostawić to sobie na przyszły rok i być na bieżąco z datami? A może to w ogóle jest dla kogoś pomysł, na projekt dla wanna-be-intelektualna-i-inteligentna agencji reklamowej, żeby ruszyli z blogami kilku gości z papieru. Pewnie się nie da, pewnie ktoś ma prawa do dzienników, pamiętników, chyba coś takiego robili na fejsbuku przy okazji rocznicy PW. Do tego może Cygan sobie przypomni, że miał mi tego Tyrmanda przynieść papierowego, wtedy nie wypada czekać do przyszłego roku (przyniósł, no proszę, wydanie 1989, nakład 100 000, chyba teraz nie ma takich nakładów?).

Udało mi się nie złożyć zeznania podatkowego aż do dzisiaj, czegoś mi tam brakowało, więc wczoraj wyrwałem się z pracy do urzędu. Pożytek z tego taki, że połamałem w autobusie głowę nad felietonami Głowackiego z trochę chyba późniejszego PRLu, często są dla mnie zupełnie niewyraźne, bo chyba nie wszystko trzeba czytać na odwrót? A w urzędzie ta, no, kolejka nieprzeciętnej długości, oczywiście tego się należało spodziewać, ale żeby aż tak, że od razu zrezygnowałem i niespiesznie wróciłem do pracy? Tam zresztą też trochę sielsko, przez Park Praski. To przyjemne, nie spieszyć się, uskuteczniam już trzeci rok. A zeznanie poszło przez internet, trzeba było tak od razu.

Tu mija pół godziny zebrania, kiedy świat za oknem jest wciąż piękny i sielski, i jest tam Pole Mokotowskie, ptaki, rowerzyści, młode matki z wózkami, a ja siedzę za szklaną szybą wielkiego szklanego domu i spodziewam się końca, który nie następuje przez minutę, dwie, pół godziny, więc...

Dobra, chyba trochę przesadzają z tymi jałowymi dyskusjami, ponieważ nigdy nie byłem sumiennym studentem, nigdy nie poznałem znaczenia słów dyskusja akademicka, ale mam wrażenie, że to coś w tym stylu. Nie, ja tego nie mam jak uciąć, to w ogóle nie moja sprawa. Pewnie trochę sam ze strasznością zebrań przesadzam, po drugiej stronie szyby, tej do open space'u, a nie do powietrza, jest tak zwana zwykła praca, trochę cięższa niż siedzenie na zebraniu i z tego, co jest właśnie mówione - niekoniecznie ciekawsza. Sam się prosiłem sam sobie wykrakałem, że będą to dwie, czyli w sumie już trzecia dzisiaj. Z pustego w próżne, afraid of this kind of situation, mózgi mają pracować all the time, nanana, wcale nie wiem, czy to przepiszę, pewnie przepiszę, mielenie o niczym, jakiś geniusz właśnie rzucił tekstem "no yet" i szef genialnie to powtórzył, pękam. Znowu oceniam, słabo mi zawsze wychodziło ocenianie, ocenianie nigdy nie wychodziło mi dobrze, ale przynajmniej całkiem nieźle idzie mi milczenie, kiedy nie mam nic do powiedzenia.

Już.

Nie no, kłamałem - mam w planie znowu przeatakować Ulissesa, wpadło mi ostatnio do głowy, że może ta książka dlatego jest taka, że po prostu jest książką o codzienności, która też do najłatwiejszych nie należy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.