
Zapisałem się do biblioteki już chyba rok temu, to pierwsze zapisanie się do biblioteki od czasu liceum, od biblioteki przy Porajów, to jest przy starym bazarku. Zdarzyło mi się już płacić kary, dwa siedemdziesiąt dofinansowania do podupadających budżetów miejskich. Mam teraz stamtąd dwie książki, pomysły na obie mają to samo źródło, które rozważało kiedyś studia nad literaturą iberoamerykańską. Kupowałem sobie, na urodziny chyba, O bohaterach i grobach, teraz wypożyczyłem też Abaddona, bo chodzę do tej biblioteki bez planu na ogół, jak kiedyś po książki o smokach do osiedlowej, biorę, co kojarzę, że mogłem kiedyś chcieć przeczytać. No i mam Opowieści o kronopiach i famach Cortazara, bez których nie byłoby mnie tu dzisiaj.
W mejlu padło kiedyś hasło, żeby sprawdzić. Wciąż mam te mejle, to już prawie pięć lat temu, czyli właściwie niedawno, bo pracowałem już, a od kiedy pracuję - wszystko jest niemal jak wczoraj. Pewnie chodzi o to, że nie piszę pamiętników i daty nie maszerują w głowie. W każdym razie miałem sprawdzić rzecz o powitaniu Lopeza i drugą, wtedy nie wiadomo było, jaką. I widzieliśmy się w czwartek w zeszłym tygodniu, kiedy jeszcze było pełno śniegu i poniżej zera, wspomniałem, że do polecanych książek potrafię docierać latami. Jak tutaj. I przypominam o tych opowiadaniach, że które to było drugie? - O niedźwiedziu. Tak, też zwróciłem uwagę na wystawiany z kranu nos. Są przynajmniej dwa o niedźwiedziach, ale to do tego dziś wróciłem, kiedy po trzynastu godzinach w pracy jechałem metrem do domu i skończyłem czytać o kronopiach i famach.
Znajomi ludzie mają na fejsie stronę z podobnymi historyjkami, może nie aż tak wykręconymi, ale w tym guście i z morałami czasem też. Opowieści z Ciemnoboru.
Więc lecę wstecz, Lopez ładny, i przeskakuję przez niedźwiedzia pierwszego do niedźwiedzia drugiego. Który wypowiada się tak.
Przemowa niedźwiedzia
Jestem niedźwiedziem z domowych rur, wspinam się rurami w godzinach ciszy, rurami od wody gorącej, od centralnego ogrzewania, od wentylatorów, przechodzę nimi z mieszkania do mieszkania, jestem niedźwiedziem rurowym.
Mam wrażenie, że mnie szanują, bo moja sierść trzyma ciepło w przewodach, bez chwili przerwy biegam po nich, bo niczego tak nie lubię, jak ganiać z piętra na piętro i ześlizgiwać się rurami. Czasami wysadzam łapę przez kran, a służąca z trzeciego krzyczy, że się oparzyła, albo mruczę na wysokości pieca na drugim i kucharka Wilhelmina skarży się, że piec źle ciągnie. W nocy biegam cichutko, ale za to jak najszybciej, przez komin wychylam się na dach, ażeby zobaczyć, czy tam wysoko tańczy księżyc, i potem jak wiatr zapuszczam się aż do centralnego pieca w podziemiach. W lecie, nocą pływam w cysternie na dachu skropionej gwiazdami, myję sobie buzię najpierw jedną łapką, potem drugą, potem dwiema naraz i to sprawia mi wielką frajdę.
Więc śmigam po wszystkich rurach w całym domu, mruczę z zadowolenia, a pary małżeńskie kręcą się na łóżkach i narzekają na złe instalacje. Niektórzy zapalają światło i notują sobie na karteczkach, żeby nie zapomnieć powiedzieć o tym portierowi. A ja szukam kranu, który na jakimś piętrze zawsze jest nie dokręcony, wysadzam tamtędy nos i oglądam ciemność pokoi, gdzie żyją stworzenia nie mogące łazić po rurach, i trochę mi ich żal, że są tacy tępi i tędzy, że tak chrapią, że mówią przez sen i są tak samotni. Kiedy rano myją sobie twarze, pieszczę im policzki, liżę ich w nos i odchodzę prawie pewny, że zrobiłem dobry uczynek.
-
Julio Cortazar, Opowieści o kronopiach i famach, przełożyła Zofia Chądzyńska, MUZA SA 1999
I to będzie pierwsza rzecz, którą wyryję w pamięci złotymi zgłoskami. Nie ryłem nic w pamięci od czasu rogu Wojskiego, ale to nie było na złoto. Kiedy wysiadłem z metra, zasięg, to pisałem do przyjaciół z telefonu, że wracam z pracy, mam opowiadania, czytam to w kółko i płaczę ze szczęścia.
Za trzy godziny chyba znów wstaję do pracy, ten miesiąc nie należy do najłatwiejszych, ale w tym tygodniu ciepło, roztopy i grodzenie przed morderczymi soplami, oczywiście wiele jeszcze przed nami do końca marca, ale akurat we mnie chyba skończyła się już zima.
Jeśli przez weekend nie ogarnę Sabato, znów będę płacił karę. Cóż.
W dwie godziny później zaczynam dochodzić do nieśmiałego wniosku, że cały ten entuzjazm mógł w dużym stopniu wynikać z wypitej kawy. Kilka godzin wcześniej. Bo ciężko mi się śpi, a raczej wcale mi się nie śpi. A jeśli tak - to będzie najtrudniejszy dzień trudnego miesiąca. To ja już się zacznę do tej pracy zbierać. I pić więcej kawy. Może zostanie?
OdpowiedzUsuńEj, jednak świat mnie kocha. Wypożyczalnia przesłała dziś informację:
OdpowiedzUsuńSzanowny Czytelniku! / Szanowna Czytelniczko!
Przypominam o zbliżającym się terminie zwrotu zbiorów znajdujących się na koncie: [...] Termin zwrotu: 07/02/2013
Tyle czasu jeszcze!