Spałem dziś tam, gdzie raczej rzadko sypiam, to oblazłem w sny niecodzienne. Trafiło mi się być superbohaterem. Robiłem co należy, czyli walczyłem z superantybohaterzycą, noc była deszczowa, do tego albo waliły błyskawice, albo ona miała jakieś elektryczne moce. Biegaliśmy po dachu ogromnego silosu, raczej niezbyt udana potyczka z mojej strony, ona chyba miała odpalić uber niszczący atak akurat, musiałem zwiewać poza zasięg. Przeskoczyłem przez barierkę, usiłowałem strzelać pajęczyną jak Spidey, jakoś przeżyłem ten zjazd po ścianie i skryłem się w zakamarku u podnóża. Superantybohaterzyca mnie jednak szybko odnalazła, nagle straciłem zdolność ucieczek po ścianach, w kozi róg, idzie w moją stronę przez deszcz, podchodzi zdecydowanie za blisko jak na superantybohaterzycę i zaczyna całować. Więc przez chwilę mam w sercu szczęście i ulgę, ale za chwile jest "Gnuśny-sense! Tingling!" - Trujący Bluszcz!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.