Jest sobotnie wiosenne popołudnie. Z gnuśnego balkonu widać boiskowych wojowników. Obok boiska ekipa ziomków - z szóstego piętra wyglądają na siedemnasto-dwudziedtolatków. Obok bryka, to się chyba nazywa roadster, takie bez dachu. Na masce motto - life is 2 short 2 go slow. Jakoś tak. Kierowca rusza powoli, ziomki zaraz obok i za nim. Najbardziej ziomalski gestykuluje najbaziomalsko. Słychać bit i nawijkę. Ziomki się prężą, kroczą, niech im ktoś da maczetę! Wtem. Od drugiego końca płotu nadbiega dziecko. Ma pewnie cztery razy mniej lat niż ziomki. Biegnie trawniczkiem - między chodniczkiem z ziomkami i uliczką z fajną bryczką. Uważny obserwator dostrzega wzdrygnięcie w ekipie. Lecz wciąż kroczą, obok płotu z siatki, przez swoje trudne ziomalskie żywota, z kapturami i raybanami, bez maczet ale przynajmniej bywają na pakerni. Dzieciak biegnie swoim torem naprzeciw - ani myśli omijać, przebiega przez kadr przed rozbujanym rapującym. Ziomki w śmiech. To się wytnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.