Jejku, jej, przespałem prawie całą noc. Wydawało mi się, że wybudziłem się znów gdzieś w środku, patrzę na zegar (w telefonie, nie mam ani jednego działającego zegara w domu, choć jeden na ścianie wisi, tak o, dekoracyjnie, brat kiedyś go zrobił z winylowej płyty), a tam nie pół do pierwszej a piąta trzydzieści!
Często mam takie senne kłopoty na przełomie lata i jesieni, ostatnie tygodnie były trudne. Dobrze wiedzieć coś o sobie, takie rzeczy tym bardziej, nie musisz się za bardzo irytować, kiedy współlokatorka za Twoją bezsenność wini za dużo godzin na sali tańców. A przecież przez ostatni czas, to już prawie rok fitnessu, sypiałem całkiem nieźle, mimo że zajęcia często po dwudziestej.
Albo nie musisz mieć wrażenia, że to znów jakieś upiorne zakochanie.
Współlokatorka się wyprowadza za dwa tygodnie, sprzedała mi tę wiadomość dość niespodziewanie, jako taki zimny prysznic, kiedy zdawało mi się, moszczę się w życiu nieco bezpieczniej. Nie ma w życiu bezpieczeństwa, są rachunki, podatki, a przecież niektórzy mają do tego bomby nad głowami, c'nie? Tak mi się wydawało przez chwilę, że będzie w miarę spoko, kiedy nowa współlokatorka do drugiego pokoiku ogłosiła, że się od listopada wprowadzi, tj. miałem w głowie takie proste sprawy nagle, że może się wymieni zlewozmywak, ogarnie dentystę, może nawet odłoży na zaległy od lat implant?
Haha. Nie.
Mój upór, że nie daję ogłoszeń, tylko lokatorów szukam przez znajomych. Ale na chwilę nawet mi błysło przed oczami, że może trzeba ten pokoik wystawić jako te znienawidzone na lewicy airbnb. Tylko na pewno nie, jeśli by nowej koleżance nie pasowało. Ech.
Zrobiłem sobie wczoraj nieco mniej typowy program dnia, z zajęciami na Promenadzie po pracy i Dworcu Gdańskim przed nocą. Myślę że chyba należałoby się pogodzić z koniecznością ogarnięcia karty miejskiej znów (a to znów te prozaiczne sprawy, że chciałoby się te wszystkie rzeczy konieczne do życia mieć opłacone z wynajętych pokoi, tylko że z jednego nie wystarczy), ostatnio miałem z dekadę temu. Do CH Promenada nie ma ode mnie bezpośredniego dojazdu, w ciepłe miesiące to nie kłopot, siada się na rower, ale teraz już mi się tak nie chce za bardzo. Dojazd niebezpośredni jest męczący, nie lubię przesiadek, więc wczoraj sprawdziłem jak to jest wbić się w tramwaj do Żółkiewskiego i przejść spacerem przez osiedla ten kilometr. Znośnie, ale z pewnością będzie coraz mniej znośnie z czasem coraz mocniej jesiennym.
Który ogólnie bardzo lubię, ale niekoniecznie kiedy spieszę się na zajęcia.
Czasem na bezsenne noce odpalam Deszczem wyszywane.
Zajęcia oczywiście cudowne, nawet jeśli prawdopodobnie znów udało mi się palnąć coś czego absolutnie nie powinienem, bo u trenerki Danse Macabre nie rozmawia się o trenerce Damie Pchełek, nawet jeśli dziewczyny razem jeżdżą na wakacje. Uczę się, że może to w ogóle nie powinien być mój problem, co one tam między sobą, kiedy ja po prostu mówię - znam tę piosenkę od tej drugiej, ciekawe jaki będzie układ twój.
A może przesadzam, może tym razem nie dostanę po łapach.
Dłuższa przerwa między zajęciami, wymyśliłem wejść do kerfa w Arkadii po sznurówki. Dojazd przez stare śmieci robocze, tj. przesiadka z autobusu na Metro Politechnika, stara robota już dawno w innej części miasta. Wziąłem dwa cebularze (ciekawe, że taniej je mają niż w moim kerfie) i sok marchewkowy, trzeba się zregenerować, c'nie?
Przy kasie przede mną dziewczyna z córką, córa sobie małpuje na barierce między kasami, zazdroszczę jej tego. Patrzę na kasę obok, czeka tam dziewczyna, przez sekundę widzę twarz, jest w niej coś znajomego. Nie mogę wymyślić, nie mogę, przez chwilę wydaje mi się, że poprawia włosy. Wiadomo, co my myślimy, kiedy dziewczyny poprawiają włosy. Na taśmie dwa wina, coś tam się od razu wymyśla na taki widok, że albo wieczór z koleżankami, albo ma być gorąco z jakąś osobą partnerską. Na co wskazywałby i mocny makijaż?
Chwilę później pomyślałem, że może to było to bezsenne letnio-jesienne zakochanie sprzed dekady, taka była smukła (napisałem najpierw "smutna", chyba jakby trochę też, ale może to jakaś forma zemsty) i zwiewna. Chyba bym rozpoznał?
Na mojej taśmie sznurówki, sok i dwa cebularze, czy ktokolwiek by wymyślił na taki widok, że będę za chwilę pół godziny siedział na ławeczce opodal klubu fitness, obżerając się i opijając (za dużo, za dużo, ciężki byłem straszliwie na tej drugiej godzinie zajęć), a jeszcze za chwilę, na ostatnie pół godzinki czekania, czytał "Błoto słodsze niż miód"?
I że sznurówki są do szalonego systemu montażu głośników jako uszu dla monitora?
Marne szanse.
Drugie zajęcia, mimo poczucia ciężkości, równie cudne. Pewnie znów ostatnio przesadzam, choć niby staram się robić częściej dzień czy trzy przerwy, a do tego zapisałem się na "zdrowe kolanka"!