Trafiłem wczoraj na tego nieszczęsnego żulika, co to wyszedł z Kolskiej. On prawdopodobnie codziennie stamtąd wychodzi i zawsze wraca do siebie przez Rozdroże. Nie za bardzo zwrócił uwagę na moją uwagę, że już go nie tak dawno ratowałem i on wtedy zamiast kupić bilet, wysiadł na kolejnym przystanku. Nie dalej jak pięć minut później trafił się kolejny, taki bardziej chytry z twarzy. Żeby go poratować monetką. To ja mu, że niedawno ratowałem tego, co to z Kolskiej wyszedł.
- A! Znam go!
I poszedł dalej.
Trochę mnie przeraża myśl, że to żebractwo musi przynosić całkiem duży profit. Czy to jest profit godny, to każdy może patrzeć jak chce (debile-dopalacze?). Pewnie mają swoje rewiry, albo trasy, pewnie się wszyscy znają, czasem walczą o miejscówki. I przez całe lata opowiadają tą samą historię. Kojarzyłem jednego takiego z Foksalu - Pół roku temu też Pan wyszedł ze szpitala...
Jak tu wierzyć, że cokolwiek jest prawdziwe?
Internet grzmi, tragiczna śmierć motocyklisty na Modlińskiej, a moją pierwszą myślą jest: dobrze, że zdążyłem dojechać do pracy. Do tego słowo tragiczny mam na stałe skojarzone z Panem Johannesem.
To nie są rzeczy, o których chciałbym tu pisać. Każdy może sobie wejść na gazetę, czy cokolwiek - wedle uznania.
Super chaos.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.