poniedziałek, 4 października 2010

Królowa musi mieć na imię

Raczej kiepsko się dzisiaj czuję, przysnąłem w autobusie tak, że budzono mnie na pętli. Kiedyś nie znosiłem kapturów, teraz chodzę w kapturze, bo wieje zimnem i boli od tego głowa. Specjalnie nie idę do fryzjera, żeby trzymać ciepło na mózgu. Ciekawe ile wytrzymam. To było od razu czuć, tak kalendarzowo, z dnia na dzień - we wrześniu nawet w te chłodniejsze, deszczowe dni, powietrze było ciepłe. Teraz już nie jest, teraz już fontanna przy Rozdrożu potrafi być wieczorem wyłączona, albo można na zatopionej w niej pomarańczowej rurze zobaczyć odpoczywające kaczki. Czy klucze ptaków otwierają niebo? Czy ludzie zjedli ptaki?

Mistrz i Małgorzata nie był aż tak uwspółcześniony, jak to sobie wyobrażałem na wieść o uwspółcześnieniu, w ogóle właściwie nie był uwspółcześniony. Jakieś nieśmiałe i właściwie wcale nie aż tak śmieszne ukłony do CBA, albo homoseksualna relacja teatralnych oficjeli, wcale nie jestem pewien, czy to było potrzebne, nawet jeśli jest jakimś uśmiechem do samego siebie, bo artyści często mają przyklejaną homoseksualną plakietkę. A reszta, to już bez zmian właściwie, z tymi samymi pominięciami, co pięć lat temu, tylko gorzej. Najbardziej rozczarowałem się Wolandem, zresztą tutaj właśnie spodziewałem się uwspółcześnienia, że skoro gra go kobieta, to będzie ten diabeł kobietą właśnie. Ale nie był, a z dziewczyny niestety nie jest Krystyna Feldman. Poprzednio Woland lśnił (mam wrażenie, że teraz zagrał Mistrza) a teraz na tyle nie lśnił i - co w przypadku tej postaci powinno być niedopuszczalne - na tyle się mylił, że zwracałem uwagę na takie szczegóły jak nieudolne utykanie, błędne przekładanie laski. Poprzednio wychwyciłem jedną pomyłkę Piłata, tym razem Piłat bezbłędny, wciąż ten sam. Może ekipa jest zmęczona przedstawieniem, ósmy raz wystawiają, pierwszy raz w tym sezonie, a ja tu jeszcze na nich dodatkowo marudzę. Te pięć lat temu, to było wielkie przedsięwzięcie, możliwość zaprezentowania wszystkich możliwości nowej sali, z naprawdę fachowo zrobionymi wstawkami filmowymi, współpraca kilku grup aktorów. Nowi nie sprostali moim wspomnieniom. Wiadomo, że ciężko wygrać ze wspomnieniami.

Dobra, tak naprawdę jestem obrażony, że tym razem nie trafił mi się ani jeden dolar na zakładkę do książki. Bo gorzej, to nie znaczy, że źle, ja się bawiłem i nawet bezczelnie szczerzyłem podczas przedstawienia w Varietes (no, dziewczęta w bieliźnie, a ja facet przecież), na pewno też bawili się towarzysze. Druga przerwa, nie spodziewaliśmy się, że kiedy u Szatana zaczynie się bal, na nas będzie czekał poczęstunek. Przez chwilę mogłem udawać, że uczestniczę w przedstawieniu i zapytałem Smorkę, z którego piekła przybyła.

Tyle, następnym razem postaram się bardziej i ładniej, albo może o poprzednim właśnie - zaskoczyłem się, że w starych zeszytach nie ma o tamtym przedstawieniu ani słowa. Albo nie, bo musiałaby wystąpić ówczesna królowa, a kto by tego niby chciał. Na razie idę przesypiać intensywne samopoczucie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.