Kobiety występują w trasie Strzały z Biodra, wyświetlają mi się na fejsbuku, raczej rzadko się wyświetlali do tego tygodnia, a teraz dzień w dzień coś. Nie wiem czy to w ramach promocji trasy, czy w ramach ogólnej promocji ktoś dostał ich profil pod swoją opiekę. Tak mają na przykład Pustki, które mam na tym fejsie dwa razy - raz jako stronę, raz jako znajomego. Sami mnie zaprosili, więc wysłałem wiadomość z pytaniem, po co takie rozdrobnienie, a oni że to taki newsletter, czego nie da się zrobić ze strony. No okej, jeśli tak chcą, choć jeszcze nic z tego newslettera nie dostałem.
Załatwiłem bilety, najlepsze zagospodarowanie przerwy w pracy od długiego czasu, tramwajem z Placu Politechniki do OCH-Teatru (to jest och-teatr, OCH-TEATR, czy gdzieś pomiędzy?). Kupuję te bilety i widzę ulotki - Kantata na cztery skrzydła, widzieliśmy to przedstawienie w Natolińskim Ośrodku Kultury ze trzy lata temu i przy okazji Mistrza i Małgorzaty Katastrofa wspominał, że chętnie by znowu zobaczył. Więc podesłałem, zaproponowałem kilku nowym osobom i teraz czekam na odzew. Choć sam kiepsko rozplanowałem listopadowy budżet i teraz migam się od chodzenia na filmy w ramach Festiwalu Pięć Smaków. A Kantata to jest przedstawienie typu żeby pękło w nas to co przynosi strach, zawsze na czasie.
Ekipa z Trójmiasta śpiewa nową piosenkę We are the mutants, na którą aż się wyszczerzyłem, bo to jest sensowna piosenka o internecie. Nie wiem, kto to napisał, pewnie jakoś się dzielą doświadczeniem i pomagają sobie, bo Nawrocki to chyba za stary typ na dziewczyny o twarzy z mangi. Zastanawialiśmy się z bratem, gdzie i jak jest teraz w piosenkach internet, kto i jak go wkomponowuje, ale padły tylko dwa dodatkowe hasła - Myslovitz i Róże Europy. Jak ja uwielbiam Róże, to tutaj nie należy im się pogrubienie. Klattowi się nie udało - Bobry w sieci sugerują wielką internetową sielskość i wspólne surfowanie, co to w ogóle znaczy z tobą surfować wszędzie? Nie ma czegoś takiego jak wspólne surfowanie, zdarza się, że impreza przeradza się w jakieś youtube party, ale to już zupełnie inna sprawa. Choć równie kiepska jak ta piosenka. Sztuczność.
Inaczej jest z Myslovitz, to pewnie wynika z rozbieżnych zainteresowań frontmanów, bo Rojek organizuje swoje Offy, a Klatt (może też swoje?) Opola i Eurowizje. Rok wcześniej mieli na płycie Nocnym pociągiem aż do końca świata, tam od początku wiadomo, że w ogóle nie jest sielsko, realny świat nie ma żadnych szans, ale i tak właściwie wypadałoby nawiewać. Ja widzę w tym jakieś nawiązanie do dwa lata starszych skalarnych odjazdów - może nie każdego twarz wyskakuje w telewizji, ale pytanie kim naprawdę jestem sam, czy bardziej jestem taki sam, czy bardziej jestem taki, jak do kogoś, to sam sobie niedawno tu zadawałem, więc musi być - szkolne słowo - uniwersalne, a może nawet coraz intensywniej uniwersalne w czasach sieciowych portali społecznościowych. Tak, widzę tu pewien dysonans, najpierw piszę, że nie ma wspólnego surfowania, a teraz, że społecznościówki, ale chodzi mi o to, że one nas jakby rozmywają. Sam jestem skonfudowany, wrzucam czasem na fejsa jakieś linki, które za chwilę kasuję, bo przypominam sobie, że docelowy odbiorca też przegląda zupę Czerskiego i na pewno wcześniej już widział mordercze cycki. I po co niby komu taki lolkontent (to jakieś słowo z okolic Orlińskiego, nie wiem, czy dobrze rozumiem, ani czy nie jest zarezerwowane tylko dla wtajemniczonych arystokratów, nadszyderstwo, itd. itp. ojej, jakie długie zdanie w nawiasie, stop) z mojej strony.
Kobiety mają już internet oswojony, w piosence nie ma dziwnych słów jak plik, to są po prostu oglądane na fejsbuku zdjęcia. Połączone satelitą pulsujące skronie dają takie ciepłe wrażenie, jakby trzymali się za ręce. Beznadziejnie ładna melodia z wibrafonem, chciałoby się dla odmiany uwierzyć, że jest w tej wielkiej cyfrowej maszynie jakiś duch. Oczywiście wiem, że to nie jest maszyna, to niewidzialna sieć i zerojedynkowy wirus, ale po pierwsze nie widziałem tego filmu o Zuckerbergu, a po drugie na pewno nie będzie lepszy niż Ghost in the Shell.
Najwcześniejszy piosenkowy wątek internetowy kojarzę z The Users - Nie idź do pracy, to szatan puszcza e-maile. Nie mam pojęcia, czy Świetlicki miał wcześniej taki wiersz, piosenkę, czy ten akurat kawałek był na potrzeby występu, za to jasno widać, jak to dawno - bo kto dzisiaj mówi na mejla e-mail? Ja w 1999 uczyłem się HTMLa i robiłem strony o mandze, o ambitnej nazwie Kumi's site, aż dostałem mejla z firmy Kumi, która mnie, trzynastoletniemu, groziła sądowym pozwem za bezprawne używanie nazwy. No i że w ogóle jest taka płyta też się dowiedziałem z mejla. Prawdopodobnie ciężko ją znaleźć, a tym bardziej kupić, dzisiaj nawet się przeraziłem, bo zapamiętałem pojęcie yass i domenę art, a na yass.art.pl wyskakuje pożegnanie - kaplica. Ale jednak wciąż jest do pobrania. Może zapomnieli skasować, tylko startówkę podmienili.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.