Idziemy mostem, grupa przyjaciół, jakieś koleżanki też. Trasa Łazienkowska. W ogóle grupa jest większa, rozciągnięta na moście, podzielona, dobrani wszyscy jak na WOSie, znajomi, rodzina najbliższa, dziadkowie.
Wychodzę gdzieś przed przyjaciół w niepysznym humorze, a kiedy jednak na nich czekam, okazuje się, że mają konkurs, albo któraś z dziewczyn musi szybko dostać się na przystanek za mostem. Więc wskakuje jednemu kumplowi na plecy i on biegnie, a ona wygląda jak na szybkim motocyklu, jak Megan Fox, eksponując zgrabne wiecie co. No to humor mi się poprawia, zaczynam ich gonić, przybijam piątkę z bratem po drodze, krzyczymy, że życie jest piękne, tamci gdzieś giną, może na przystanku, a my zaraz za mostem dostajemy ulotki.
Ulotki każą wejść do knajpy, to chyba nie jest knajpa przy Saskiej czy Francuskiej, ale taki styl, siadamy i czekamy. Ulotka jest o pracy, jest tam coś o dystrybucji dóbr, ale słowo jest zupełnie inne, ulotka jest pastelowa, zachęcająca, jak z któregoś kościoła USA. Czekamy w tej knajpie na kobietę, od której dostaliśmy ulotkę, taka tęższa pięćdziesiątka, nie zamawiamy nic, drożyzna. Kiedy przychodzi, pyta, czy zamawialiśmy - Nie, nie wiem ile posiedzimy - odpowiadam sceptycznie.
Zamawia nam mleko, coś komentuje przy sąsiednim stoliku, wraca do nas i mówi, że z nami to się może spotkać o siedemnastej. Jak ojca w domu nie będzie.
Jest jedenasta rano, w ogóle nie podoba mi się ulotka, odmawiam.
- Nie, nie przyjdziemy. Powiedziała pani, jakie dobra - zatrzymuję się, patrzę na to słowo na ulotce, które nie jest dystrybucją - będziemy rozprowadzać? I pani nie ma dwadzieścia lat, żeby się ojca w domu obawiać?
Ludzie w lokalu patrzą zdezorientowani, oni chyba wszyscy przyszli dla tej ulotki, ale dopiero teraz widzą, że coś nie pasuje. Kobieta patrzy i nic nie mówi, smuci się trochę, ale takim smutkiem cwaniaków.
- W tej sytuacji dzięki za mleko, ale już wychodzimy, już nie wypiję.
I wychodzimy, świat wciąż jest piękny, intonuję - LIFE! - brat podejmuje - NANANANANA! LIFE IS LIFE! BLABLABLABLABLABLA! LIFE! - ryczymy, przybijamy piątki, biegniemy przez Pragę.
Obudziłem się waląc głową w ścianę. Dzień dobry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.