
Skończyłem urlop. Byli gdzieś na mojej drodze tacy, którym bardzo podobało się motto działać w stronę rzeczy zbytecznych, część z nich na pewno rozczarowałem, no ale co ja poradzę, że pewnie nawet piękniejsze jest doskonale tracę czas. Tak było. Oczywiście podejmowałem próby, nie jest tak, że cały czas siedziałem przy Skyrim, pewnie jeszcze nie chodziłem tak gęsto na koncerty. Na jednym siedziałem przy stole z Krzysztofem Vargą, który fajne pisze felietony, akurat dzisiaj nie jest zablokowany tekst o tym pisarzu, co mi jak na razie sprawił w tym roku najwięcej szczęścia.
To był pierwszy wieczór urlopowy, to był pierwszy wieczór koncertowy z serii, czternasty - hej dziewczyno, masz ładne kolana. Nie widziałem żadnych kolan, taka pora roku chyba. Rozmawiałem o planie na urlop, że wyjścia i koncerty, że to nie jest prosty plan, bo ja najbardziej i najbezpieczniej lubię w domu siedzieć. Słyszę na to - ja też, tylko to jest prostsze, wychodzenie wymaga wysiłku. Od razu mi się przypomniało, jak siedziałem przed Filozoficzną, wieczór był już niezbyt ciepły, czekałem może na koncert Kobiet, a może na koncert Maków. One były tak tydzień-dwa po sobie, przełom września i października. Zanotowałem sobie wtedy coś w stylu chciałbym mieszkać gdzieś wysoko, wysoko, na dziewiątym piętrze, żeby może częściej wychodzić do ludzi. No bo mam lęk wysokości, c'nie. Mogę ściemniać z tym dziewiątym, notatkę przypuszczalnie mam w szufladzie w pracy, bo to był notes roboczy.
Wtedy mieszkałem na trzecim, teraz jest szóste. Widok mam bajeczny - światła miasta - nawet pomimo faktu, że to wciąż Koniec Świata, Białołęka. Światło i miasto, dwa ulubione słowa Spiętego Lesława, przypomniałem sobie o tym czternastego właśnie, bo nie słyszałem Komet przez lata, na pewno jeszcze wtedy była Jadłodajnia, kiedy ich ostatnio słuchałem. Do dziewiątego jeszcze trochę, no ale nie spieszy mi się.
Któregoś wieczoru, kiedy akurat podjąłem trud wyjścia, trafiłem w windzie na obcego sąsiada. W starym bloku wszyscy sąsiedzi byli obcy, rodzicom pewnie żadni, no a ja nie mówiłem bry nawet takim, do których syna swego czasu śmigałem na Mortal Kombat 2. Ale tutaj się znowu uczę uprzejmości, no to kiedy taki dziadu wsiadł w windę, powiedziałem - dobry wieczór. Na pewno wypada tu mówić do widzenia na wyjściu, czasem co młodsi się krzywo patrzą, ale jednak jest w powszechnym użyciu. Teraz wiem już, dlaczego raczej to - jest bezpieczniejsze. To jest koniec wspólnego bycia, nie ma ryzyka rozmowy. Na dobry wieczór naprędce uczyłem się uprzejmego small talku, akurat chyba było cieplej, więc o pogodzie iście wiosennej i że dosyć już zimy. A na wyjściu z klatki - Czy się Pan tego meteorytu nie obawia? Akurat kosmos skrzywdził Czelabińsk, więc to piętnasty. No nie za bardzo. To nie jest coś, czym jest sens się przejmować.
Chyba skręcił do sklepu, miłego wieczoru, ulga, ja trafiłem do baru na trójmiejskie artystki do zakochiwania, nie chcieli przyjmować płatności kartą, za to tydzień później poznałem typa, który też do lokalu zapraszał (jam session) i twierdził, że przecież nie ma problemu. Jakiś jestem widać dla barmanów niepiękny, albo chcą za wiele moich pieniędzy, albo wcale, albo po prostu czegoś nie ogarniam.
W każdym razie w serii koncertowej najbardziej podobała mi się Masha, niestety gust mam absolutnie niehipsterski, bo ulubiony kawałek z koncertu wyskakuje od razu, kiedy się jej szuka i w dodatku brali go do popularnego serialu. Poniżej najwyraźniej oryginalny teledysk, pewnie zupełnie bez sensu będzie szukać, co to jest za film.
I wstydzę się do dzisiaj, że dostałem kiedyś, pod koniec szkoły podstawowej, nagrodę za czytelnictwo książek, w postaci książki oczywiście, której nie przeczytałem. Człowiek Everestu.
A obrazek to meteor, to logo FFVII, zupełnie bez sensu było siedzieć po północy i streamować konferencję w temacie PlayStation 4 po koncercie Mashy, skoro jedyny entuzjazm, to były słowa ważniaka ze Square-Enix, że się lubią z Sony od FFVII właśnie. W tej sekundzie byłem przerażony i zachwycony, że to jest chwila, w której zapowiedzą remake, no ale na szczęście, wcale nie na szczęście, tego nie wie nikt, ale jednak nie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.