wtorek, 28 września 2010

Woody Allen spotyka Todda Howarda

W sobotę miała być podróż do Podróży do źródeł czasu pozostawionej przypadkiem w pracy, ale jednak wciąż był katar i pewnie nie będę miał jaj, żeby iść jeszcze w tym roku na rower. Odpoczywałem więc, tak najlepiej, bezmyślnie, to znaczy przy Morrowindzie. Blog na tym cierpi, bo z książek zawsze można sobie coś zapamiętać, zaznaczyć do wynotowania i udawać łamanie głowy. Dajmy na to: w każdym czasie ludzie lubią pisać, że wyznaczona nam została era, albo że żyjemy w wieku czegoś, dajmy na to zen. Oto jesteśmy, piszę ja, choć nie czas jeszcze na podsumowania. Podsumowania będą być może w książkach do języka ojczystego, albo o kulturze jakichś, albo może ktoś tam jednak stwierdzi, że naprawdę już nie ma co podsumowywać po XX wieku. Alejo Carpentier, podobno prekursor realizmu magicznego, już na samym początku kombinuje tak:
Wyznaczona nam została era Człowieka-Pszczoły, lub Człowieka-Zera, kiedy dusz nie sprzedaje się diabłu, lecz Księgowemu albo Dozorcy Galerników.
Ledwie to zacząłem, ale już są fajne sceny, kiedy stary i kaszlący mentor, konserwator instrumentów ściska bohatera, odnośnie jego młodości - fajny kontrast, ta starość i młodość, ideały w jednym. Bo bohater jest nijaki, niby wyzwolony, ale bez sensu, ma pracę, żeby nie myśleć - Rozumiejąc daremność buntu.

Udało mi się iść do kina, Katastrofa odpadł, trudno. Annie Hall, strasznie dużo ludzi. Allen robi prawie wszystkie filmy takie same, widziałem kilka nowszych, ten jest z 1977, czyli nawet nie było mnie w planach. Myślałem, że dla odmiany będzie to film nie o starym i brzydkim Allenie, tylko może o po prostu brzydkim, ale on już w średnim wieku, łysiejący. Jak zawsze podziwiam obytą widownię, bo wszyscy śmiali się ze wspomnianego kilka razy Mansona, znaczy kiedy go wspominano, a ja musiałem sprawdzić, że to był w tamtym czasie w Ameryce głośny przestępca i nawet chcieli na jego procesie Beatlesów.

Tego wieczoru Woody Allen spotkał się z Toddem Howardem. Ten drugi jest może trochę mniej znany, bo robi gry, miał spory wkład w robienie Morrowinda, oraz później Obliviona, czyli głównie na nim wiesza się za niego psy. No ale sam sobie w kolano strzelił - jak to tak można, żeby na tle tajemniczego, koszmarno pokracznego i bardzo swojego Morro, z legendarnymi skrzekaczami i wielkimi netechami, zrobić kolejną część w myśl zasady fantasy to rycerz w lśniącej zbroi i na koniu.

Zdarzyło się to tak, że kiedy czekałem na Rozdrożu (po drodze wiadomo, pomarańcze i miasto nocą, co lubię), podszedł taki żulik do mnie, a ja go odpędziłem, bo rozmawiałem z Cytatem przez telefon i raczej o ważnych rzeczach. On usiadł na przystanku, a ja naiwnie później zagadnąłem, czy mogę pomóc, bo wpadło mi do głowy, że może to jednak niekoniecznie żulik, żeby nie oceniać po okładce (tak tylko z kobietami), on mógł chcieć zapytać, czy w tej późnej przecież godzinie nie uciekł mu autobus. No ale on od razu z historią, że może poratuję złotówką, bo ledwie go z Kolskiej wypuścili i nie ma jak wrócić. Jakbym ja wiedział, czy Kolska jest w okolicy Rozdroża (nie jest!), no ale niech ma, dwa nawet złote, wsiadł do tego samego autobusu, jeszcze wyżebrał pół złocisza i naprawdę wyglądał, jakby miał ten bilet kupić, bo stanął przy kierowcy. Gdzie tam, po prostu wysiadł na kolejnym przystanku. Chytre!

Przez chwilę czułem się wyrolowany, ja bardzo rzadko udzielam datków na ulicy, raz kiedyś kupiłem bułkę i parówki typowi, to się czuję na całe życie rozgrzeszony, do tego na jakieś instytucje dla biednych to chyba już płacę w podatkach. Szkliste miał oczy, miał rozkrwawioną wargę, taki zabiedzony, no tu mnie miał - o Cyganach mówili, że niezły biznes mają z biednej stylizacji, ale o takich swojakach już mniej. Ale od razu przypomniałem sobie ten śmieszny film, który skończył się pół godziny wcześniej. Ojciec Alvy'ego, to jest Stary Singers (kto to w ogóle są Starzy Singers i czy Moretti to ten ucieszony typ z Miczów?), tak komentował fakt bycia okradanym:
To Murzynka z Harlemu, kogo ma okradać, jak nie nas?
No właśnie. Tutaj wchodzi Todd Howard i mogę się rozwodzić nad czymś, o czym cokolwiek wiem. Kiedy zaczyna się Morrowinda, pierwszą napotykaną postacią jest dla większości Fargoth. Z jakiegoś powodu uważa się go za największe zło, ludzie kręcą na youtube specjalne filmy z mordowaniem go, bo w jakiś sposób irytujący z niego kurdupel. W ogóle leśne elfy cieszą się w środowisku znikomym poważaniem - niezależnie od możliwości utworzenia najbardziej morderczego pierwszolevelowego builda postaci: znak zodiaku z premią do szybkości, zwinność w ulubionych współczynnikach, celność, skradanie się i przywołanie w głównych umiejętnościach, zaklęty długi łuk i można wystrzelać wszystko, zanim zdąży podejść, a jeszcze lepiej z premią do obrażeń ze skradania się. FTW! To może być mój pomysł na rozbicie cytadel rodu Dagoth pierwszolevelową postacią.

Nie wiem, czy to zamierzone, ale w dodatku pojawia się postać żebraka Gaenora, również leśnego elfa i takiego ciapy trochę. Prosi o jakiś datek, raz, drugi, coraz to większy, do niewyobrażalnych kwot, w końcu się obraża i zwymyśla rzekomo niezbyt pomocnego bohatera. Kilka dni później nie jest już ciapowaty, wyskakuje na bohatera ubrany w jeden z najlepszych pancerzy, ma umiejętności najlepszych wojowników i jest prawdopodobnie najcięższą do pokonania postacią w całej grze - bo właściwie nie idzie w niego trafić. Mądrzy ludzie podejrzeli jego statystyki, ma siedem razy więcej szczęścia niż dla gracza to legalnie osiągalne. Tak jakby na złość.

No więc mam nadzieję, że moje skromne datki nie są wróżbą jakiegoś napadu.

Z innej beczki - Pustki mają nowy singiel, który trochę mniej brzmi jak oni, jest taki bardziej lofi i indie, ale i tak fajny. Ja się wprawdzie na płyn Lugola nie załapałem (nie wspominał o nim chyba w swojej książce o mutantach Strachota, więc szukałem na wiki), ale Wigry 3 i BMX'y rozumiem. Fiu fiu.

3 komentarze:

  1. z Morettim trafnie, ale trochę łyso z tym Mansonem, tym bardziej że ostatnio Polański odświeżył sprawę, tu masz trochę a propos:
    http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,7248986,Kobieta__ktora_zabila_Sharon_Tate.html mi się ten tekst wydał ciekawy, nawet jak widać go zapamiętałem//
    gdybyś słuchał kiedyś jakiejś płyty U2, to proponuję "Rattle & Hum", pierwsze słowa na tej płycie są: "to jest piosenka, którą Charles Manson ukradł Beatlesom. we steal it back", nie wiem jak to się ma do elfów, napadów i tak dalej, ale posłuchaj tego (raczej przed przeczytaniem KSD), ciekawe jest.

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawe że linekerów tak czy tak nie kmini, a kutafon każe wpisywać literki z obrazka nawet zalogowanemu arystokracie

    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Polański odświeżył, czy inni odświeżyli przy okazji tej nagonki i obrzydliwych zdjęć z za firanki (czy tam w tym typie)? Wiem, że pisano obrony i wręcz przeciwnie, ale nie wgryzałem się w to na tyle, żeby dotrzeć do Mansona. Częściej do czegokolwiek docieram przez ludzi niż przez media.

    Zastosowałem się do słuchania przed czytaniem. Ja odnośnie piosenek zawsze mam wytyczną, że wszystkie są o miłości, więc na pewno bym na pomysł z wojną ras nie wpadł, a mógłby mi tylko nabrudzić. Wiwat szorstka miłość.

    To bezpieczne podejście, jeśli nie zna się języka na tyle, żeby wychwytywać, kiedy jest w policzku :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.