poniedziałek, 25 października 2010

Wiosna w sercu na ogół

Tydzień już minął od chwili, w której Młotek wysłał mi adres internetowego radia, twierdząc, że w sam raz na jesienne wieczory. Rzekłem mu, że ja to jednak mam w sercu wiosnę i szybko wróciłem do Broken Social Scene, bo stoner, okazuje się, również musi mieć wiele podgatunków i najprawdopodobniej akurat wymyślili puszczać jakiś z przedrostkiem country.

O jedynej kanadyjskiej ekipie, o której sam wiem skąd jest, pisał niedawno Jacek, a o innej, o której nie wiedziałem, też pisano w tej okolicy. Też brzmi bardzo ładnie, gdybym bardziej był ciekawy świata, to na pewno kilka razy wspominali ją w Questionable Content, ale ja nie wszystko tam sprawdzałem. Na Kanadzie to się nie znam, o Kanadzie wiem cokolwiek tylko dlatego, że w How I Met Your Mother czasem cisną za pochodzenie Robin, a do tego ktoś wspomniał niedawno, że był w tv taki serial o ich policjancie, w czerwonym kubraku i kowbojskim kapeluszu. On chyba w wejściówce szedł ruchliwą ulicą, albo może jechał na koniu i prawdopodobnie nie działo się to w Kanadzie.

Bardziej mogę się wypowiedzieć o poruszanych w obu tekstach kwestiach oczekiwań. To znaczy one uruchomiły jakieś myślenie i dzięki temu będę próbował sprawdzić, jak funkcjonują trackbacki do blogów (update: Blogger obecnie nie obsługuje funkcji Trackback.). Takie to są kwestie, jakby się komuś nie chciało przebijać przez źródła:
Jay-Z na „Blueprint III” zasugerował: „Niggas want my old shit? Buy my old album…” (Chcecie tego, co było kiedyś? Kupcie starszą płytę…). [...] Trzeba pogodzić się z rzeczywistością. Czas mija, przedmieścia się zmieniają.
(o Arcade Fire)

Czytając krajowe recenzje tej płyty (fachowców zaczytanych, jak sądzę, w pitchforku), odnoszę wrażenie, że młodzież niezupełnie dostała to, czego się spodziewała. W dodatku wina leży po stronie zespołu — jak mógł nie spełnić oczekiwań!
(o Broken Social Scene)
Ja jestem bardzo do tyłu w tym wszystkim, bo ani nie czytam recenzji na Pitchforku, ani nie czytam ich na Screenagers, ani na Porycs, specjalnie muszę szukać tych stron przez google, żeby nie przekręcić nazw. Nawet względem siebie samego jestem zapóźniony, bo myślenie uruchomiło dopiero zestawienie obu recenzji - hmm, ciekawe, czy to jakiś cykl o oczekiwaniach teraz będzie. Ciekawi mnie to, bo ja nie rozumiem pojęcia oczekiwania. Mogę chyba najogólniej oczekiwać, że mi się spodoba, albo mi się nie spodoba, pozostawi jakiś ślad, ale żeby konkretów? Żeby piosenki były w jednej stylistyce, albo żeby były na puzonach, jakbym miał tak określone oczekiwania w stosunku do muzyki, to pewnie sam bym ją robił.

Wspomnianych fachowców i młodzież odbieram jako ludzi, którzy bardziej uczestniczą w muzycznym światku, chociażby przez czytanie wspomnianych serwisów. Ja kiedyś na przykład uczestniczyłem w światku konsolowych gier. Grałem może w kilkanaście, ale każde Neo Plus połykałem w całości, po tych kilkunastu tytułach wiedziałem, z którymi autorami się zgadzam, a z którymi mniej i pewnie byłem w stanie wypowiedzieć się o większości ukazujących się rzeczy. Później zdeptano mi konsolę i uczestniczyłem coraz mniej, teraz już właściwie zostało mi czytanie o głośniejszych rzeczach. Coraz trudniej się to czyta, bo nikt już nie porównuje nowych gier do tych z przełomu wieków, tylko do tych z ubiegłego roku. Nic mi to nie mówi, podobnie jak często nic nie mówią mi przywoływane w recenzjach płyt zespoły i utwory. Nie mam jeszcze pewnej opinii na ten temat - czasem jest w recenzji tak dużo porównań, że dla kogoś ogarniętego stworzą w miarę spójny obraz, a nawet jeśli skojarzy tylko jedną rzecz, to będzie miał jakiekolwiek odniesienie. Gorzej jeśli nie skojarzy nic, przeczyta wyliczankę. Stąd w poznawaniu świata kultury najbardziej polegam nie na fachowych źródłach, tylko zaufanych ludziach, blogach, albo wrzucanych na fejsa linkach. Fachowość z wiekiem często zaczyna pożerać własny ogon. Czyli chodzi mi o to, że fajnie jest, jeśli w recenzji zachowuje się równowagę pomiędzy fachowością i przeżyciem.

Za to nie czytałem jeszcze ani jednej recenzji, której autor uwzględniłby XXI model zapoznawania się z muzyką. Jasne, niewiele ich czytam - może dlatego. Wyobrażam sobie, że przed internetem ludzie wymieniali się płytami, chodzili do sklepów, robili mix tape'y. To musiało być naprawdę super, bo wymieniali o wiele mniej rzeczy, niż wymienia się teraz, więcej mogli temu poświęcić uwagi. Na pierwszym roku studiów nie miałem nawet komputera, a rolę odtwarzacza muzyki pełniło pierwsze PlayStation. Wcale nie jestem przekonany, czy jarałbym się tak Różami Europy, gdybym wygodniej mógł wtedy przeskakiwać utwory. Teraz chyba nikt poza fachowcami nie wypowiada się na temat płyt. Główny nurt, w muzyce popularnej, w muzyce metalowej, w stonerze, indie, to jest przerzucanie gigabajtów dyskografii przez torrenty. Ja szalenie lubię BSS, ale nie umiem powiedzieć, który kawałek jest z jakiej płyty. Dorwałem się do trzech na raz i nie przeszło mi przez myśl, żeby słuchać po jednej. Oczywiście nie wiem, jak ktokolwiek miałby to w recenzjach uwzględniać, że my maluczcy kupujemy w roku kilka do kilkunastu płyt, a resztę bezczelnie jumamy. Ja w tym roku kupiłem na razie jedną i to nie dla siebie. Jakoś rozgrzeszam się koncertami, z których nie wszystkie są darmowe, w końcu trzeba czasem patrzeć w lustro.

W listopadzie mają grać w okolicy Kobiety. Nie spodziewam się wprawdzie takich bodźców, ale i tak będzie fajnie.

2 komentarze:

  1. ładny komiks ('jakiej nazwy używać, partyzant czy guerrilla?'). a 26/11 grają MKL i Maki. mam nadzieję, że lista koncertów jest Ci znana i przydaje się może do czegoś. czirs.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że kiedyś dojrzeję do tego, żeby samodzielnie umieć sobie zorganizować rozkład koncertowej jazdy, a na razie polegam i dzięki za to, że mam na kim! Na 26 staram się przekonać okolicznych ludzi, a na 3 grudnia może brata wyciągnę. Mówię mu rezerwuj czas, on mówi, że nie wie co będzie tak daleko robił jeszcze, ja mu mówię, dlatego właśnie rezerwuj!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.