sobota, 4 września 2010

Jednoznaczne dowody egotyzmu!

Jaka sprawa? Jaka chryja! Ale jakie ciepło we śnie. Otóż po wpisie na blogu zaskarżył mnie o obrazę czy coś takiego sam prezes. Wstałem, dojechałem do pracy i tam się o tym dowiedziałem, oczywiście pierwsze strony portali internetowych o tym, może nie bardzo nachalnie, ale to zawsze cenne, kiedy prezes pozywa internautę, więc są o mnie nagłówki w kolumienkach. Szybko wyjechałem z pracy, wykonywałem telefony, przecież muszę podjąć jakieś kontrdziałania. Oczywiście jednocześnie patrzę, co się z blogiem dzieje - z tamtych portali napływają ludzie. Oni są bardzo na luzie, mam same pochwalne komentarze i nikt nie zauważa niczyjej obrazy, ludzie skupiają się na wszystkim innym i jest mi bardzo miło.
Tym bardziej będę dawał odpór przed sądem!

To jeden, ale jeszcze dalej, po przerwie, znaczy po innych kwestiach. Szedłem do kina, obok była nieznajoma dziewczyna, nie szedłem z nią, ale trzymała się w taki sposób na krawędzi pola widzenia, że na pewno chciała ze mną iść, specjalnie się tak ustawiła, a ja tylko kombinowałem, czy nie trzeba jej zapytać - No, pewnie chcesz iść ze mną do kina?
Znalazł się senny amant, trzeba było dodać Kotek.

To pierwsza taka sobota, gdzie jak XXI-wieczny karierowicz słyszę stukanie i łupanie remontu elewacji i zwracam na nie uwagę. Nie boli, spałem wczoraj przed północą. Wstałem przed ósmą na to łupanie, za chwilę przyszedł sms, kto wysyła tak rano smsy, może brat coś chce - a to tak tak. Jakże to, skąd oni wiedzą, że już wstałem? Nigdy chyba tak wcześnie nie wysyłają, logiczne, gdyby mnie obudzili, to by była obraza i marka by cierpiała.

Jakby mało było sennego skandalu - Strachota uświadomił mi prześladowanie. Ja się wprawdzie urodziłem sporo po tym wybuchu w elektrowni, trzeba by ustalić, czy w matczynym brzuchu byłem już sobą, czy jeszcze nie, bo dla mnie chyba nie, ale dla mamy na pewno tak. Ale jednak jestem prześladowany - często widuję tych samych ludzi na przystanku. Na Rozdrożu na przykład w ten sam autobus wsiada z dzieckiem matka, chłopczyk ma ze cztery latka, ona taka maks trzydziestka. Widziałem ich i w ubiegłe wakacje, i na jesieni, dzień w dzień, nawet chłopca przepuszczałem na krawężniku, kiedy jechał po nim jakimś swoim samochodzikiem (autko to okropne słowo). No i wczoraj też byli, nawet odezwałem się do tej pani, która sadzała pod przeciwnym oknem chłopca - Przepraszam, przepraszam? Może pani chce tutaj usiąść z dzieckiem? Usiadła, ja się dosiadłem do takiej babci, która wyglądała bardzo podejrzanie i faktycznie wysiadła na Zamkowym. Jechałem i czytałem, a dopiero wieczorem mnie olśniło!

Przecież ja teraz wracam z pracy godzinę wcześniej. Wstaję do niej wcześniej, to i wracam, logiczne. Skąd więc ta kobietka z dzieckiem? Dlaczego siada tak blisko? Przecież męża nie szuka! Śledzi mnie? W jednym filmie była podobnie skonstruowana para zabójców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.