Widziałem ostatnio na fejsie komentarz, że najlepsze czy najmądrzejsze, co o Muchach napisano, mamy teraz w "Lampie". Dziś kupiłem, będąc przypadkiem w empiku (Głaz reklamował w okolicy emipku buty, aż dziwne, że tak bez jąkania przyjęli) i fajosko się zaskoczyłem - bo sam w okolicach przed ósmym marca, kiedy wspominałem płytę poprzednią i szykowałem się do odsłuchu tej nowej, myślałem, że Muchy to taki Lady Pank. Wszystkim zainteresowanym polecam zaopatrzyć się w papierowe wydanie, bo recenzja składa się z dwóch akapitów, przy czym na papierze są ujęte w o wiele czytelniejsze kolumny niż na stronie.
W poniedziałek widziałem się z rodzicami, marudziłem im, że Exupéry jest bardzo nie do czytania dla mnie, a w każdym razie takie są jego kawałki o wojnie, człowieku, kamieniach i świątyniach. Oni zdaje się przeczytali wszystkie jego książki (a na pewno czytali te trzy, przez które ostatnio przebijam się ja), do tego mają perspektywę dzietną, wychowawczą, perspektywę przemian ustrojowych, przemijania pokoleń, całą masę perspektyw, z których pewnie też byłbym gotów się zgodzić, że gość jest okej. Na razie w ogóle nie docierają do mnie jego analizy, porównania człowieka (jednostki) do kamieni budujących świątynię (Człowieka), albo kawałki o byciu częścią czegoś, oddziału lotniczego, wojska, narodu, państwa. To nie ja. Fajnie pisze o tym Jacek.
Tak! To ta sama strona, naprawdę łudziłem się, że przeczytasz, no weź, przynajmniej drugi akapit i nie przejmuj się, jeśli - jak ja - nie masz pojęcia co to jest MGMT, widać jesteś nie dość indie. Spoko, nie musisz.
Jeśli Exupéry, to wiadomo, że "Mały Książę", jako tako dał radę też z "Ziemią, planetą ludzi" - tutaj wpisuję sobie w google, żeby upewnić się co do tytułu i oczywiście znajduję taki zespół na majspejsie, straszne, ciary przechodzą - ciekawsze są takie myśli z samolotu, o niezbadanych jeszcze wtedy połaciach planety, albo zdradliwych polach, zdradliwych dla lądującego awaryjnie pilota. Do tego opowieści o pięknie pustyni, o umieraniu na pustyni, teraz wiem, o czym była ta płyta Gazpachoo. W której recenzjach powoływano się na książkę "Ziemia, planeta, ludzie", myślałem, że może przepisywano ją z obcego języka bez sprawdzenia tytułu, ale też nie, bo poza oryginalnym "Terre des Hommes" mamy "Wind, Sand and Stars" i "Wind, Sand und Sterne". Czyli taka pomyłka, a ja dowiaduję się, że Anglicy i Niemcy żyją na tym samym piasku, słyszą ten sam wiatr, ale jednak pod innymi gwiazdami.
Później siostra zachęcała rodziców do sponsorowania jej nowego hobby, włos jeżył się na głowie na te kwoty, znaczy - znam przecież ludzi, którzy mają aparaty pięć razy droższe niż popularny 450D, co kto lubi. Więc tylko zauważyłem, że do obróbki zdjęć to trzeba i tego grata zmienić razem z monitorem (hej! mam tu na KINESKOPIE 1024x768 i czasem jakieś linie, zniekształcenia), a na podsumowanie dodałem, że ja bym chciał dotację na dętkę rowerową, bo guma była. Dzisiaj rozważałem zasobność portfela, tego wirtualnego, jak tu dożyć do końca miesiąca i czy stać mnie na jakieś spotkania w klubach (a fe!), czyli wpadłem na stronę konta. I nie za bardzo zgadzała mi się ta zasobność, więc sprawdziłem historię:
DOFINANSOWANIE ZAKUPU DĘTKI DO ROWERU
15,00 PLN
Naprawdę muszę dodawać, że rodzice są ekstra?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.