Czyli opowiem, jak powinna wyglądać pierwsza wycieczka rowerowa w sezonie. Złośliwi mogliby wytknąć mi wizytę przy budowie Północnego w ubiegłym tygodniu, ale tacy tu nie zaglądają, no i wszyscy wiedzą, że liczy się dopiero od byle gdzie i nowinek. Tam wszędzie już byłem, mogę opowiedzieć kiedy indziej, nawet jeśli wyglądało to zupełnie inaczej niż dziś albo tydzień temu, bo w most nikt nie wierzył.
Żeby nie było za łatwo - wycieczka powinna rozpocząć się wizytą. Odwiedź kogoś, kogo dawno nie widziałeś, a jest tak blisko, że aż wstyd napinać doń rowerem. Natknij się na wózek przed wejściem i przywitaj się z dzieciakami - niewielu jest takich ludzi, z którymi dokładnie wiesz, ile razy się w życiu przywitałeś. To jest drugi raz. Przywitaj się z matką i odkryj, że ojciec przycina drzewkom gałęzie. Pogadajcie o zbliżających się urodzinach (ale kogoś nieobecnego), po czym zaproponuj, że pojeździsz tym wózkiem po działce. Pomyśl, że pokażesz dzieciakom kawał świata, przejdź dziesięć metrów, zatrzymaj się, przykucnij, popatrz tam gdzie dzieci i powiedz - Więc teraz widzicie wielkie, piękne, choć zasnute chmurami niebo. Niebo ma to do siebie, że jest wielkie i piękne a za chmurami nawet niebieskie.
Przejdź jakieś piętnaście metrów, naucz się skręcać wózkiem, zatrzymaj, przykucnij, upewnij się, że perspektywa się dzieciakom nie zmieniła i powiedz - Więc teraz widzicie wielkie, piękne, choć zasnute chmurami niebo. Niebo ma to do siebie, że jest wielkie i piękne a za chmurami nawet niebieskie.
Postaraj się dostać szklankę wody, pogadaj jeszcze z ojcem i kiedy odstawi dzieci do domu możesz ruszać w trasę.
Pojedź Mehoffera, obok jakiegoś nowego sklepu w miejscu, gdzie kiedyś była fabryka mebli. Napoć się podjeżdżając pod wzniesienie w lesie, to dla Twojego dobra, trzeba jakoś wrócić do formy. Skręć w lewo przed samymi torami i jedź aż do stacji, która w sumie też jest dosyć nowa. Przejedź zaraz za nią przez tory, ciekawe, kiedy zaklajstrują skutecznie ten przejazd, który już niby powinien być niesprawny, ale widać przecież, że nie pierwszy dzisiaj tędy jedziesz.
Dalej na wschód, nie śpiesz się, bo w sumie jest błoto, ta droga jest strasznie nierówna i masz przed sobą jakiś samochód, który chlapie. Pomyśl, że w takim terenie na rowerze można szybciej, ale nie pchaj się, on i tak za chwilę skręci. A Ty dojedź do płytówki odbijającej na północ i zachwyć się, jaki widać na niej tłok. Będzie taka tłoczna tylko dzisiaj, jutro i przez trzy dni kiedy już naprawdę przyjdzie wiosna, później ciężko zobaczyć na raz więcej niż te dziesięć osób teraz. Zmień chwyt na kierownicy, odblokuj amortyzator z nadzieją, że on cokolwiek daje w rowerze za niewygórowane przecież pieniądze i przez następnych kilka kilometrów pomyśl kolejno o górze Księżyc, spotykaniu saren, Małgorzacie, równej, równoległej drodze niepłytowej trochę bardziej na wschód, ale ona nie jest w lesie, o ptakach, których na razie więcej i tak słychać w nielesie, może trzeba było wziąć słuchawki. Dojedź tak do zwykłej drogi z pędzącymi samochodami i zdziw się, że jakaś para trafiła się przy drugim końcu płytówki, bo przecież to mniej ludna okolica.
Jedź do Legionowa i przejedź pod wiaduktem. Zastanów się, gdzie miał być ten dobry kebab, pewnie gdzieś z drugiej strony, trzeba kiedyś będzie. Przejedź obok trzech typów z piwem, dostań się do podziemnego przejścia na perony - rozpoznasz je po tabliczce "wyjście do miasta" u dołu schodów. Zastanów się, gdzie niby to miasto, bo widziałeś je dopiero kilometr dalej, w żadnym razie u szczytu schodów. Oceń, że tunel słabo przypomina ten przy Wschodnim, czyli nie wsiadaj na rower, tylko go doprowadź do wyjścia z drugiej strony. Usłysz, jak kobieta literuje dzieciom "wyjście do miasta" i miej frajdę z tego, że ona też musiała zwrócić na tabliczkę uwagę zmierzając w odwrotnym kierunku od wskazywanego.
Nie jedź przy torach, tylko uliczkami. Nie skręcaj za często, uciesz się, że znasz jednego typa z tych okolic, który znaczy, że nie samo piwne dresiarstwo tu mieszka. Rób taki zygzak lewo-prawo, jak ze starych gier, kiedy ludziki chodziły po kwadratach, czyli przemieszczenie się pomiędzy stykającymi się rogami wymagało dwóch ruchów, bo na ukos nie. Wyjedziesz w ten sposób z miasta, wyjazd będzie ekstra, bo tabliczka stoi w okolicy linii drzew - taki tam mur. Patrz na mijane tabliczki z nazwami ulic i zorientuj się, że przypadkiem trafiłeś do punktu styku trzech miejscowości - wyjazd z Legionowa, wjazd do Jabłonny, ale jeszcze tabliczka z insygniami Chotomowa. Ale istnieje możliwość, że gdzieś tam po drodze była sekwencja lewo-lewo-prawo, więc pewnie się zgubiłeś.
Dojedź do ulicy chyba na K, której nazwę pamiętałeś w wakacje jeżdżąc nad Narew. Nie jedź już do Chotomowa, bo to pierwsza wycieczka w sezonie, jesteś jeszcze leszczem, nie masz plecaka z piciem, i tak ledwie wrócisz do domu. To bardzo gładka droga, fajosko się na niej pedałuje, więc pociśnij jeszcze trochę. W Jabłonnej podczep się pod typa w pro rowerowym kombinezonie i wyprzedź go, bo nie to, że jesteś jakimś kozakiem, ale jednak jedzie tak z kilometr za wolno na Twoje tempo i wygodniej będzie jechać przed nim. Miej nadzieję, że nie odbierze tego jako afrontu, plamy na honorze, tak jak Ty to zawsze robisz, kiedy wyprzedza Cię inny bajker, najczęściej jakiś zasuszony dziadek w jeszcze bardziej pro kombinezonie niż ten typ miał.
Dojedź do Leśnej Polanki i zjedź z górki do Światowida. Wbij się na ścieżkę w nielegalnym miejscu i przed nosem 516. Nie miej już siły na wyprzedzanie kogokolwiek, po prostu postaraj się utrzymać na ogonie typa przed tobą. Powoli odbij na swoje osiedle i wystukaj kod do klatki. Nie czekaj na windę, ktoś ją przetrzymuje, a to chytre pomęczyć jeszcze nogi wnoszeniem na trzecie (zaledwie przecież). Kiedy okaże się, że brat kupił mleko, a Ty masz kornflejksy - będziesz naprawdę zadowolonym człowiekiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.