Więc siedzę na zebraniu w pracy. Wytracam czas. Może coś napiszę, może co linijkę, a nie jak dziecko w pierwszej podstawówki (draft jest na papierze). Pamiętam, że na chwilę przed opuszczeniem klasycznej miałem w brudnopisie kilka takich strumieni myśli. Szczególnie podczas zajęć profesora Domańskiego. Jeśli o jakichkolwiek zajęciach akademickich można powiedzieć, że są przepiękne, to te mam pierwsze na liście.
Niewielki pokój, osiemdziesięcioletni profesor, który czyta i opowiada - o tym, gdzie, u jakich autorów są odniesienia do Amarilla, jak powstawała ta cała poezja z pamięci, o pastwiskach i łąkach. O swoim Mistrzu Kumanieckim, kto teraz tak mówi o kimkolwiek? Kto w ogóle mówi z taką dbałością, tak pięknie i celnie akcentując? Nie znam. A tam miałem poczucie obcowania z Mistrzem.
Salkę wypełniali w większości pierwszoroczniacy, jak to w ogóle było możliwe, żeby ludzie z ledwie obkutą odmianą λόγος z przyjemnością wysłuchiwali tego wciąż obcego, tajemnego języka? Przychodziła zaledwie jedna - śliczna - dziewczyna z trzeciego roku, reszta to my. Jeszcze przez pierwsze dwa wykłady coś tam staraliśmy się notować, później odrabialiśmy nasze podstawowe lekcje, Trojaczki i ten podręcznik do greki (staro) za dychę z biblioteki. Nie Μορμολυϰη. Zawsze mi się podobała ta nazwa - Mormolyke - nigdy nie skorzystałem z tej książki. Tylko wiem, że wstęp miała przyjemny.
Dostałem ją od przewodniczącej samorządu, za friko, w prezencie. Ładne, trochę wstyd rezygnować po takim prezencie. To mógł być dobry rok dla klasycznej, PWN wydał akurat słowniki, mieliśmy się z czego uczyć i z czym pracować. Rok później nigdzie ich już nie było, osiągały jakieś rekordowe ceny na aukcjach - to jest ze trzy razy więcej niż myśmy płacili. Trafiłem na gronie temat, odezwałem się do dziewczyny i sprzedałem za tyle, co sam zapłaciłem. Uwierzyć nie mogła - dołożyłem jej to Mormolyke, niech się komuś przyda.
W ogóle - przewodnicząca samorządu sprawiała wrażenie takiej miłej cioci. Na pierwszej imprezie integracyjnej pożyczała mi jakieś dwa złote na ostatnia wodę i pogłaskała mnie wtedy po włosach - tak jak się głaszcze czterolatka. To było naprawdę super.
Nie wiem, jak to się stało, że trafiłem do samorządu. Nikt by się tego po mnie nie spodziewał wcześniej, a tu masz, głośno agituję do studiowania na klasycznej podczas dni otwartych. Jeszcze chyba nie miałem wtedy pojęcia, że wkrótce sam zrezygnuję.
Szkoda, że na cotygodniowych zebraniach raczej nie opowiada się ładnych rzeczy. Raczej nie raportuje się z przejęciem, w naszym angielskim nie ma żadnej tajemnicy - częściej pokraczność i nieumiejętność po prostu.
Hej, to jeszcze nic nie znaczy, staram się tu nie nudzić, kreatywnie wykorzystuję czas, powiedzmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.