piątek, 9 kwietnia 2010

Gdzieś pomiędzy co będzie dalej i co mam powiedzieć, a może i dziesięć lat później

Jest to bardzo nieokreślone miejsce. Może to być miejsce na połowie czasu, wieczne zielone drzewo życia i wcale nie chodzi tu o marihuanę, która liczy się tylko, ale nic o niej nie wiem. Wiesz, że są różne marihuany, a przez chwilę znałem kiedyś jedną Maryśkę. Rit de passage, chwaliłem się już kiedyś, że pamiętam coś z pierwszych studiów? W książkach potrafią to, autorzy, słabo rozumieć i w tych o smokach serwują rosnące w ułamku sekundy w duszach nieprzebrane pokłady magicznych mocy. Toż to nawet Toriyama, kiedy Goku usiłował zdobyć świętą wodę, wytłumaczył mu po trzech dniach, że sama woda nie ma nic do rzeczy. Bardziej dni.

Weź sobie dwie piosenki i zacznij nimi żonglować jak trzema piłeczkami. To jest właśnie takie uczucie jak ze snu, kiedy rzeczy niewykonalne w innych miejscach, dzieją się bardzo naturalnie i bardzo prawdziwie.

Przeczytałem, że fake book oznacza jakby śpiewnik z nutami, chwytami. Pewnie w czasach internetu nie ma ich za wiele. Jest jakiś facebook, który, mam często wrażenie, powinien nazywać się właśnie tak. Już nawet nie wiadomo, czy wysłać gdzieś mejla, czy jest jakaś różnica między tymi skrzynkami, albo czy ktokolwiek ma ochotę być zaskoczonym mejlem. Jakiego ktokolwiek ma mejla. Tak naprawdę udały mi się w życiu jedno albo dwa zaskoczenia. I dostałem jeden wyraźny sygnał, że na czytanie moich mejli nie ma czasu. No dobra, toniebędępisałdocięsioooorb. Nie lubię tego.

Mam swoje trzy dni na zmartwychwstanie, reinkarnację, dopełnienie cyklu, cokolwiek. Pewnie tak naprawdę nie mam, ale mam swoją mitologię w głowie i pewne rzeczy po prostu mają znaczenie. Za pięć lat mogą mieć inne, albo nie mieć wcale, ale na razie, cokolwiek mi nie powtarzać - mają. Są takie chwile, że nawet najrozsądniejsi ludzie potrafią powiedzieć jedynie - Nie myśl o tym. Nie przejmuj się tym.
Pewnie kiedyś się komuś udało. Tymczasem mnie skończył się piąty zeszyt. Wiem już, że zeszyty trzeba starannie wybierać, bo jeden się obraził z okładką, kiedy połowa kartek czekała jeszcze na zapisanie. Może dziś jakiś znajdę. Szczęśliwie dla portfela czytam jeszcze drugiego Murakamiego, to niby ostatnia z kupionych, ale mam też jedną pożyczoną książkę w planie. Czyli ominę dziś wszystkie księgarnie. Swoją drogą - jak na Murakamiego ma zaskakująco zwarty tekst i małe marginesy.

Nie umiem zaczepiać ludzi na ulicy. Czasem sam jestem zaczepiany przez widma przeszłości, idę sobie pod Galerią Centrum i widzę gościa, który się szczerzy, obaj mówimy sobie cześć. Zaczyna opowiadać coś o turniejach karcianych, a ja nie mam pojęcia, skąd się znamy, szczególnie, że nigdy się karciankami nie interesowałem. Przypominam sobie kilka dni później, że typ był w równoległej klasie. Za to sam, no, nie mam pojęcia, czy widzę kogoś znajomego, czy nie. I nie ryzykuję sprawdzenia, teraz już nawet nie ryzykuję kontrolnej wiadomości na fejsie, bo kiedyś dostałem na pytanie hej, byłaś tam i tam odpowiedź nie. Więc jeśli byłeś wczoraj na ścieżce przy skrzyżowaniu Batorego z Niepodległości i ruszyłeś dalej w stronę Stodoły, to nie przybiliśmy piątki.

Mam swoje trzy dni, które nie do końca wiadomo, jak dokładnie liczyć, od kiedy do kiedy, które dokładnie dni, jeśli wziąć pod uwagę lata przestępne. Podobno mniej więcej tyle zostało, mniej niż siedemdziesiąt dwie godziny. Mam w jednym miejscu pozbawiony metafory pomysł na walkę z duchami, które najsilniejsze są o północy. To fajne, że wszystkiemu nadaliśmy w dobowym cyklu najsilniejsze momenty. Pomysł polegał na wysłaniu do akcji zastępu pogromców, którzy pominęli podstawowy krok wszystkich zorganizowanych akcji. Nie zsynchronizowali zegarków. Do tego im mniej spójnie ich zegarki wskazują godzinę, tym lepiej, a najfajniej, jeśli ktoś nałożył jeden z zapomnianą zmianą czasu na letni. I wtedy cała siła potwora rozmyje się w niepewnym czasie.

Już dziś zacznie się taka sobota, w którą nie mam zamiaru wywracać się na lewo. Nie wiem, może posłucham sobie młodszego Corgana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.