- Brakowało mi tego, takiego szlajania się bez celu. - Powiedział Bazyl. Mnie raczej nie brakowało, ja to chyba często robię. Z rowerem czy nie, może rower jest lepszy, bo można się szlajać w ciężej butem dostępne miejsca. Ale nawet zimą potrafiłem wyjść po pracy w miasto, bez konkretnego celu i bardzo, ale to bardzo rzadko kończyło się to pozbyciem nadwyżek gotówki. Nadwyżek gotówki pozbywam się raczej w niezbyt poważnych chwilach słabego humoru.
Brakowało mu na tyle, że dwa dni z rzędu dzwonił po dwudziestej, a ja szczęśliwie odbierałem. Nie to, żebym miał ignorować telefon, zawsze mam wyciszony i jeśli nie leży gdzieś w pobliżu, przegapiam. Ja mam wolne od połowy piątku już, ale jakoś nie mogę się zebrać nigdzie z domu. Na zmianę czytam i gram, staram się to robić systemem dwóch rozdziałów i bossa. Kiedyś uczyłem się w ten sposób historii, tylko wtedy wymiennie z książką ćwiczyłem, taki licealny czas, że człowiek usiłował wyrobić sobie jakiś zestaw dyskotekowy. Niektórzy się zwyczajnie nie nadają na zestawy, na szczęście nie nadaję się też na dyskoteki. Więc kiedy dzwonił - nie zastanawiałem się długo, daj sprawdzić rower i za minuty się widzimy.
Ciekawe, może to świeżo zrobiona praca inżynierska i zajęcia z nią związane wywołały poczucie braku?
Pierwszy wieczór był rozgrzewką, nie wyjechaliśmy poza Tarchomin i Nowodwory, za to przejechaliśmy chyba po każdej okolicznej ścieżce rowerowej, w kratkę pomiędzy osiedlami, a czasem nawet przez osiedla, bo te starsze nie mają płotów. Chociaż część już sobie dostawia.
Tak mnie tknęło, żeby sprawdzić w końcu te latarnie i wyszedłem na balkon. Oplątało mnie babie lato, ale i tak sprawdziłem, że one mają czapki nie kowbojskie, tylko latające spodki bardziej. Tak mi coś nie do końca pasowało w tym pisaniu, ale zapominałem.
A wczoraj wyjechaliśmy z osiedli i to już miało klimat i prawdę. Jeżeli ktoś mówi, że coś jest prawdziwe, to nie chodzi o to, że istnieje fizycznie we współdzielonej rzeczywistości, tylko że zawiera w sobie prawdę, choć może być zmyślone, tak? Tak samo nie powinno się mówić, że rzeczy są zajebiste, po co w ogóle takie słowa, ile cierpienia wymagało nauczenie się tego, powtarzanie. Znaczy do czasu. Może mówmy, że rzeczy są zaiste, to znaczy takie niepodważalne i też mające w sobie coś z prawdy?
Było cieplej, niepotrzebnie brałem szalik, nawet wełniane rękawiczki okazały się zbędne, tak mi się wydaje, bo już nie chciało mi się zdejmować. Tuż przy Ratuszu widzieliśmy stado dzików. Jeszcze nigdy nie widziałem dzika, Bazyl już kiedyś na nie wpadł, ja to raczej na sarenki i jeże. Z początku myślałem, że to wiatr porusza jakimiś siatkami w krzakach, ale nie, to dosyć duże, kuliste kształty wśród kilku drzew. Pomiędzy Ratuszem i Przychodnią, musiały przyjść z tego skrawka lasu za nią, bo chyba nie przesadzały Modlińskiej? Później przebiliśmy się Płochocińską do tej drogi serwisowej PKP, nie mam pojęcia, czy ma jakąś nazwę. Nawet nie wiem, skąd mi się wzięło, że jest drogą serwisową, albo że przebywanie na niej jest zabronione. W każdym razie kiedy zobaczyliśmy naprzeciwko światła, to skryliśmy się za jakimś budynkiem. Od lat mamy taki zwyczaj, to znaczy kiedy jesteśmy nocą w jakimś mało uczęszczanym miejscu - pięć lat temu kryliśmy się w krzakach przed jakimiś samochodami na składowiskach popiołu za Żeraniem, było nas chyba czterech i za każdym razem, kiedy coś jechało, lecieliśmy na łeb, na szyję do jakiejkolwiek kryjówki. I wczoraj na rowerach też tam pojechaliśmy, po drodze wpadliśmy na jeża, a przy popiołach na pożar. I od razu słuchaj, wyłącz światła, po co nam teraz światła, patrz czy gaszą, nie widać, dzwonimy po straż, dobra, jednak już gaszą. Te tereny same w sobie mają postapokaliptyczny klimat, zarośla i niezrozumiałe konstrukcje, jakieś światełka w oddali. I kiedy wyjechaliśmy na wzniesienie, kiedy zamiast samego dymu mieliśmy trawiący przestrzeń ogień - tam była apokalipsa spełniana.
I nie włączyliśmy już światełek, zanim nie wyjechaliśmy do cywilizacji. Co z tego, że człowiek nic na sumieniu nie ma, że dzwonił ze zgłoszeniem pożaru. Mogą szukać w okolicy sprawców, to niech sobie znajdą kogo innego niż dwóch młodzianów na rowerach. Zasadniczo to tam też raczej nie wolno jeździć, a nawet jeśli, to kto by jeździł w takim miejscu po nocy? Weź wytłumacz Panu Władzy, że wzięło Cię z kumplem na wspomnienia czasów maturalnych i dlatego jeździcie sobie po zmroku na totalnym zadupiu i przypadkiem trafiliście na pożar.
Później był jeszcze fajny obrazek z od połowy oświetlonymi drzewami, to znaczy oświetlona była góra, rozproszonym, mglistym światłem z za płotu. Bazyl wprawdzie twierdził, że on by wolał mieć oświetloną dolną ich część i przy okazji ścieżkę, ale mnie i tak bardzo się podobało.
Powinieneś dołączać mapy ;P
OdpowiedzUsuń