Mamy w biurze jakieś odwieczne problemy z klimatyzacją, można powiedzieć, że są tu trzy biura na trzech piętrach, najstarsze istnieje prawie dziesięć lat. Głupio to brzmi, że ludzie z administracji nie potrafili tego dobrze przez dekadę zorganizować.
Mamy w biurze nieodwiecznego szefa, któremu często zwracamy uwagę na tę kwestię, a on sobie już tylko żartuje. Że w jego poprzednim dziale było to samo, tam na tym najstarszym piętrze. Jemu fajnie tak sobie żartować, a mnie prawie codziennie boli głowa, jakby miała spękać pod wpływem wewnętrznego ciśnienia. Nie eksplodować, to będzie jedna, albo dwie rysy, przez które zacznie wyciekać nagły nadmiar tkanki mózgowej. Niech tylko ktoś lekko przyciśnie, to jak wypełniona wodą reklamówka, nie mam pojęcia, przy jakiej okazji lało się do siatek wodę, wcale nie na Dyngusa, ale chyba każdy to kiedyś robił. Jeśli była nieszczelna, to ciekło sobie pokracznie, ale przyciśnij, sik jak z armaty. Po co mi taka praca, która zabija życie, ojej, jaki biedny, a goń się leszczu, spróbuj w takim stanie wsiąść na rower, a wywrócisz się na lewo.
Nie mówi się głośno takich rzeczy, bo są zbyt banalne, ale przecież w liście do nikogo konkretnego spokojnie mogę. Przynajmniej nikomu na żywo nie będę marudził, że bez pracy nie ma środków do życia, ale po pracy i tak nie ma życia. Rzadko zachowujemy pożądany stan trójdzielnej równowagi - osiem godzin snu, osiem pracy i osiem czasu na cokolwiek, ogarnięcie pokoju. Nie wypominaj mi proszę Afryki, gdzie ludzie harują całe dnie i noce, a garnki puste. Nie rozumiem tego, u nas opowiada się kawały o wysyłaniu do ich dzieci słomek w charakterze śpiworków. Ciekawe jak to się ma do Człowieka, o którym pisał ten straszny Exupéry.
Anegdota! Podczas pierwszych studiów, pierwszej próby w mieście Łodzi, musiałem zdać egzamin z języka angielskiego. Trafił się temat o katastrofach współczesnego świata, bardzo szeroki, bo obejmował i klęski żywiołowe i problemy, czy choroby cywilizacyjne. Trzeba było napisać tekst o wypunktowanych zjawiskach. Dziś potrafię z tej listy wymienić tylko jedno, o którym nie napisałem, bo słowo starvation zupełnie nic mi nie mówiło. No nie znałem, pierwszy raz przy egzaminie je przeczytałem. Ale wykpiłem się trochę bezczelnie w podsumowaniu, które brzmiało mniej więcej tak:
Oczywiście dzisiejszy świat zna setki innych problemów, wspomnijmy choćby starvation. Ale przecież każdy z nas ma na co dzień własne, od których trzeba zaczynać, większe czy mniejsze - dajmy na to egzamin z języka angielskiego.
Wydaje mi się, że w ten sposób zarobiłem piątkę, ale może banalniejsze hasło: "naprawiając świat, zaczynaj od siebie" też by zdało egzamin. Ale tej klimatyzacji to żywcem nie mam jak sam ruszyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.