Wyspałem się w poniedziałek i spakowałem tak nieudolnie, że zapomniałem zasilacza do laptopa. Jestem więc w połowie wolnym człowiekiem, nie mam gier, ale na starym komputerze i oczywiście w pracy został internet.
Na dworcu niespodziewanie znajomy, on nie był na Offie, on tam po prostu mieszka. Lokalny patriota, zna miejsca i historie, o stacji radiowej napadniętej przez Niemców, o kopalniach z łódkami ponad setkę metrów pod ziemią, o Giszowcu, obecnym całkiem niedawno w mediach, o kolejce linowej nad parkiem i jedynym rollercoasterze w Polsce. Przy okazji opowiada też, dlaczego nie zmieścił się do pociągu o piętnastej - bo z tego Offa tylu ludzi wracało, że tłoczyli się jak olej.
Biedne ich zmęczone plecy. Hej, czyli ja całkiem nieźle wymyśliłem późniejszy powrót, wprawdzie ponad godzina jazdy więcej, ale wagony praktycznie puste.
I nie jadę, nie jedziemy do domów, bo telefony służą do skrzykiwania imprez, a ja mam ochotę dobrze spożytkować ostatni wieczór, noc urlopu. W efekcie wracam do siebie we wtorek po pracy, po nieprzespanej nocy i rzucam się na trzynaście godzin na wyrko, ledwie wstaję na środę, zaś stan mojej psychiki dobrze oddają słowa piosenki Patyczaka. Jaki kontrast, przegapiłem go na Offie, straszny tłok i nic nie widać. Koniec z Flaming Lips i mówiłem Zmywakowi, że fajnie będzie takim ładnym wrócić we wtorek do pracy. The most beautiful face, ups, nie wyszło.
The most beautiful face wieczoru poniedziałkowego była wedle wszelkich telenowelowych prawideł zewsząd adorowana. Jak ćmy do światła, w ucieczce z samotnej wyspy, jak Dedal z Ikarem, ktoś się musiał zjarać, zjarany Ikarus, ktoś musiał stracić skrzydła. A jakie te kobiety są zmyślne, jakie chytre, jak książkowy szpieg, agent, obierzyświat - wpasowana w kąt, wszystko widzi, obserwuje. Oni stroszą piórka, jacy my, ni to chłopcy, ni mężczyźni, jesteśmy ślepi i naiwni. Jacy dumni, aż do najebki. I znów smutny balkon - Mój Boże! - to może lepiej, żeby w kółko opowiadali te same dowcipy, może niech odpalają te same filmy z jutubki, albo w ogóle wejdą na demotywatory. Bezpieczny ubaw gwarantowany, wszyscy się zrozumieją i weselić będą, nawet najebka zupełnie wesoła. A tak - spojrzenie kobiety, która ostatecznie waży jest jakby lekko rozczulone. Ona jeszcze nie wie, jakiego piwa nawarzy.
Bo teraz, kiedy Bro Code okazuje się niedostatecznie jasny, albo nawet nieobecny - noł fjuczer, Panowie, noł fjuczer.
whats the deal, my mieliśmy w tym zapchanym siedzące cztery, z górnikiem bez wąsów oraz obrażoną nastolatką, i jej biedny facet w korytarzu. górnik nawet wyjął dębowe mocne, gdy gdy zaczęliśmy browary, no ale chłopcy mieli jeszcze 2x0,2wżg. więc towarzysze podróży byli jeszcze bardziej smutni...
OdpowiedzUsuńStan osobowy jednoznacznie wskazuje, że bym się nie zmieścił - chyba, że wykopałbym górnika i przekonał do siebie obrażoną. Ale straciłbym wtedy dwie piersi kurcze - gorące, pochłaniane naprędce sekundę przed wyjściem ze Słonecznej, bo gospodyni właśnie wróciła z pracy i uparła się głodnego nie puścić. Jak dobrze :)
OdpowiedzUsuń